Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

impreza na squacie

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
Nieznane
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Lekkie rozdrażnienie psychiczne
Wiek:
28 lat
Doświadczenie:
efedryna (tusipect), marihuana, DXM (Acodin), Benzydamina, LSD, Gałka muszkatołowa, grzyby halucynogenne, powój hawajski, Kaktus San Pedro.

raporty suicideboomer

impreza na squacie

Działo się to na kilka lat temu, kiedy jeszcze studiowałem. Była wtedy późna jesień, albo wczesna zima. Koleżanka (nazwijmy ją O) zaprosiła mnie na imprezę do swojego nowego miejsca pracy, był to squat gdzie królował dnb. Chciałem się wtedy gdzieś wyżyć, poszaleć i oczywiści czymś się stripować. Dlatego przyjąłem zaproszenie koleżanki.

Kiedy dotarłem na miejsce impreza była już rozkręcona. Po wejściu do środka, pierwszą rzeczą jaką zrobiłem to oczywiście zamówienie sobie piwa. Nie spodobało mi się jak barman mi je nalał. Miało dużą warstwę piany, a ja wolałem aby było więcej piwa. Ok, następna sprawa to, znaleźć O. Rozglądając się po sali, w poszukiwaniu znajomej, zszokowało mnie to co zobaczyłem. Jak ktoś chciał zapalić gandę, to się z tym nie czaił, po prostu nabijał lufkę, bądź kręcił bata i palił przy stoliku. Coś takiego, nie przeszłoby w żadnym innym znanym mi klubie w mieście, ale tam nie było to niczym nadzwyczajnym.

W końcu znajduję O, jest już na Ecstasy. Pytam się jej czy by mi coś załatwiła, cokolwiek: mj, grzyby, LSD. Najbardziej zależało mi na kwasie, bo jest to moja ulubiona substancja, i mimo że, nie uważam imprezy za najlepsze miejsce do tripowania, to na tamtą chwilę miałem to gdzieś. Chciałem się po prostu stripować. Niestety, odpowiedziała mi, że nie jest w stanie nic załatwić. Usiadłem zasmucony przy stoliku i sączyłem swojego browara. Nie czekałem zbyt długo, kiedy O wróciła i powiedziała, że jednak może mi załatwić grzyby. Przyniosła mi herbatkę z prądem, którą oczywiście wypiłem.

No i siedzę przy stoliku, czekając na efekty herbatki w międzyczasie skończyło mi się piwo. Znów podchodzi do mnie O, mówi mi, że może mi jeszcze załatwić Ecstasy. Świetnie!! Jeszcze nigdy wcześniej tego nie brałem, ale O wygląda jakby doskonale się na tym bawiła.

Idziemy do znajomego O (nazwijmy go S), który może mi użyczyć owej substancji. Idziemy w jakieś mniej widoczne miejsce, rzucam mu kasę za towar, a on karze mi wystawić rękę. Nasypuje mi na nią biały proszek. Hmm, zawsze myślałem, że Ecstasy chodzi tylko w postaci tabletek. Zanim zażyłem, pyta czy mam piwo. No nie mam, nie widać? Tłumaczy mi, że smak jest tak ohydny, że bez popicia nie dam rady. Znajduje mi jakieś niedopite piwo na stoliku. Wylizuję proszek z ręki i szybko popijam piwem. Faktycznie smak jest prze ohydny. Natychmiast pognałem do baru po kolejne piwo, aby zmyć ten ohydny smak z języka.

Z piwem wychodzę na parkiet, w niedługim czasie ładują mi się wcześniej zażyte grzyby. Kolory zaczynają mi się mienić przed oczyma, świat zaczyna mi wirować. Nie trwa to jednak zbyt długo, bo przez grzybową fazę zaczyna się przebijać MDMA. Wjazd objawia się poprzez pobudzenie i chęć rozmowy z drugim człowiekiem, no i jeszcze nieodpartą chęcią napicia się kolejnego browara. Co dziwne, mimo że, byłem pobudzony i chciałem jakoś odreagować, to jednak wcale nie miałem ochoty tańczyć. Bardziej zaangażowałem się w zaczepianie ludzi i rozpoczęcia z nimi gadki. O widząc to, zwróciła mi uwagę, że robię w ten sposób z siebie debila i żeby zaczął tańczyć. Miała rację, faktycznie powinienem jej posłuchać, ale za cholerę nie miałem ochoty wbijać na parkiet. Na chwilę obecną, sam tego nie rozumiem.

Z biegiem imprezy, dał mi się we znaki kolejny objaw zażycia MDMA. Mianowicie tiki na twarzy. Nie mogłem, nad tym zapanować! Moja twarz, co jakiś czas wykrzywiała się w nienaturalnym grymasie. Strasznie mnie to irytowało. Nie pamiętam dokładnie jak tą część imprezy przeżyłem, bo miałem już trochę wypite, ale w końcu tiki zaczęły ustępować. Ja ostatecznie zacząłem gadkę z barmanami. Gadałem z nimi o wszystkim, dosłownie o wszystkim. Opisałem im chyba całe swoje życie. W trakcie tej rozmowy, klub opustoszał. Zostaliśmy tylko, ja, O i dwóch barmanów.

Najwyższy czas sie rozejść, I dobrze bo miałem już dosyć. Chciałem się położyć w łóżku. Najgorszy moment imprezy, wyjście na dwór. Ja pierdolę, światło! Dzienne światło mnie raziło, czułem się dziwnie patrząc na świat do o koła. Było gdzieś około 6, czy 7 nad ranem, a ja chciałem się już tylko położyć do wyra. 

 

No cóż. Najbardziej w działaniu substancji przeszkadzały mi te niekontrolowane grymasy twarzy. Trzeba też zauważyć, że to jednak straszny ogłupiacz  z tej Ecstasy. Pomimo, to trip na tyle mnie zainteresował, że chciałem spróbować jeszcze raz. Jednak nigdy kolejny raz nie nastąpił. Miałem jeszcze przygody z różnymi innymi substancjami, ale z pewnych przyczyn MDMA już więcej nie spróbowałem.

Ocena: 

Odpowiedzi

MDMA to faktycznie nuda. A te tiki, niekiedy rozlewające się na większą cześć ciała powodują że wygląda się przerażająco. Jak jakiś ćpun.

Nie dawne badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii udowodnily ze w Extasy jest srednio 14% MDMA. Raz w zyciu udalo mi sie zazyc MDMA i uwierz mi, czuj duza roznice. Po tym raporcie zgaduje ze to marna podroba MDXX gdzie XX to grupy aktywne. MDMA jest piekielnie ciezke to zrobienia i piekielnie drogie, wiec ludzie sie przerzucaja na podobnie dzialajace srodki. 

W sumie fajny raport, przyjemnie się go czyta. Co do twojej niechęci do tańca też tak mam sam nie wiem dlaczego się tak zachowuję, to bardzo dziwne uczucie kiedy stoisz i jest fajnie a nie chcesz zmieniać tej pozycji ale kiedy to zrobisz też jest fajnie.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media