Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pierwszy ale na pewno nie ostatni, czyli kodeinowa inicjacja

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
9 tabletek Thiocodin = 135mg fosforanu kodeiny
jeden joint, ok. 0,5g buszka
2 piwa
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Miasteczko na mazurach, około 20 tysięcy mieszkańców. Nudy że klękaj Stefan, brak słów. Dostęp do substancji psychoaktywnych prawie zerowy, postanowiłem więc spróbować czegoś dostępnego w najbliższej aptece. Padło na kodeinę. Trochę poczytałem o odczuciach, dawkowaniu, sposobach itd. i jako że to miał być mój pierwszy raz jeśli chodzi o kodę wybrałem najprostszą z opcji: Thiocodin do gęby, rozgryźć, zapić. Od rana byłem jakoś dziwnie na to podkręcony a że miałem wolne - postanowiłem to zrobić. Ugadałem się z ziomeczkiem, na potrzeby TR będzie nazywany DDK. Spotkaliśmy się wieczorem, po drodze zaopatrzyłem się w Thio po czym udaliśmy się na poszukiwania jakiegoś buszka. Misja wykonana, siedzimy, czekamy na miejsce żeby móc w spokoju skręcić jointa.
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
Jedyne środki psychoaktywne jakich próbowałem to alkohol (gdzieś tak od 15/16 roku życia) i jaranko mniej więcej w tym samym czasie. Palę trochę częściej niż piję, jest to według mnie trochę lepsze rozwiązanie jeśli chodzi o fazkę na wieczór, średnio raz dziennie, czasami nawet nie.
Kodeiny niestety nigdy wcześniej nie miałem okazji spróbować

pierwszy ale na pewno nie ostatni, czyli kodeinowa inicjacja

19:30 : wychodzę z domu, idę spotkać się z DDK, po drodze zaopatrzam się w Thiocodin. 10 tabletek, myślę że na początek wystarczy nawet mniej

 

20:15 : siedzimy i czekając na bucha wrzucam do gęby 9 tabletek, rozgryzam je i popijam wodą, smak jest niemiły ale dzięki temu woda smakuje wręcz słodko

20:40 : czekam na efekty, dla zabicia czasu kopiemy piłkę pod blokiem, spalam papierosa.

20:50 : idziemy zapalić jointa i pogadać, na osiedlu pełno ludzi. Po drodze zaczynam czuć pierwsze efekty, jestem weselszy i jednocześnie spokojniejszy, nie stresuję się dosłownie niczym. Wszystkie negatywne myśli zostawiam gdzieś za sobą, skupiam się na tym co czuję

21:15 : Zaczynam jakby dostrzegać więcej szczegółów a raczej bardziej się na nich skupiać, każda rzecz tak jakby chciała coś o sobie powiedzieć a ja słucham, ciekawy jej historii i tego co ma mi do przekazania. Każda czynność sprawia mi pewnego rodzaju radość, cieszę się z każdego aspektu naszej podróży. Robię się bardzo rozgadany, 

21:45 : Trafiamy na plac zabaw dla dzieci obok osiedla domków jednorodzinnych. Spokojne, puste miejsce, siadamy na ławce, spalamy jointa, otwieramy piwko, słchamy ciężkiej muzyki z głośniczka BT i ogólnie bardzo przyjemnie mi się tam tak siedzi bez żadnych problemów. Muzyka wprowadza ciekawy klimat i oczywiście zaczyna się temat rzeka z DDK. Nie znam chyba człowieka bardziej pochłoniętego tematem muzy niż On, obaj mamy dość podobną ale różniącą się nieco fazę jeśli o to chodzi.

22:10 : Chyba popełniłem mały błąd paląc jointa po kodeinie. Przede wszystkim dlatego, że to był pierwszy raz i nie potrafiłem oddzielić fazy po joincie od tej po kodeinie, nie byłem w stanie określić dokładnego jej działania. Potem jednak dostrzegłem że te dwie banie nie nakładają się lecz idealnie uzupełniałem. Miałem czilałcik i spowolnione ruchy po paleniu a jednocześnie byłem rozweselony i rozgadany przez kodeinę.

22:30 : Postanawiamy kupić jeszcze po piwku i iść na osiedle DDK, tam spotkać się z paroma ziomeczkami i trochę pogadać. Chłopaki wpadli do nas na parę minut i zawinęli do domów a my zostaliśmy we dwóch. W ten sposób zaczynają się rozmowy na głębokie tematy, rozkminiamy nad sobą, najbliższym otoczeniem i kosmosem. Rozmawia się bardzo przyjemnie, cały czas nowe pomysły i tematy przychodzą mi do głowy.

23:00 : Faza tak jakby schodziła, teraz czuję już prawie tylko senność i zmęczenie. Dalej gadamy i dalej nie brakuje nam tematów, czasami coś podkręcamy, czasami gadka schodzi na spokojny tor.

23:30 : Senność jednak wygrywa, stwierdzamy że trzeba się powoli zawijać. Faza ewidentnie już nie klepie, teraz chcę już tylko dotrzeć w spokoju do domu, wziąć przysznic, usiąść trochę przed kompem i posłuchać muzyki. 

00:00 : Staram się przepisać ten raport z telefonu na kompa ale jestem już chyba zbyt zmęczony, zrobię to następnego wieczoru. 

 

Podsumowując :doświadczenie bardzo przyjemne, banię można było dostrajać sobie do własnych potrzeb, bez żadnych krzywych faz, bardzo mi się spodobała. Myślę że choć niezbyt często, nadal będę starał się odkrywać inne zalety nowej substancji. Mój głód zbierania nowych doświadczeń został chwilowo zaspokojony i czuję się z tym na serio kozacko. Polecam chyba każdemu :) 

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media