Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

perfekcyjne znieczulenie

detale

Substancja wiodąca:
Apteka:
Dawkowanie:
Thiocodin (10tab./ opakowanie) - dwa opakowania

Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Umilenie wieczoru na nudnych zajęciach, oraz forma spędzenia czasu ze znajomymi na późniejszej imprezie.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
MJ - 4 lata / średnio raz na dwa tygodnie
Kodeina - 3 lata / 1 rok regularnie
Dextromethorphani hydrobromidum - 3 lata/ okazjonalnie / 1 rok regularnie
25C - dwa razy w życiu
Efedryna (Tussipect) - okazjonalnie
Kwetiapina (Ketrel) - 3 lata / 1 rok regularnie

raporty anjaelenalasota

perfekcyjne znieczulenie

To był bardzo długi (i bardzo nudny) zimowy, piątkowy wieczór. Piątki jeszcze do niedawna śmiertelnie mnie męczyły, gdyż perspektywa prób orkiestry w godzinach 15-18:30 była przerażająca. Tego dnia nie było mowy nawet o tym, żebym się z tych zajęć jakkolwiek wymigała. Świadomość, że wszyscy już dawno mogą cieszyć się weekendem poza mną nieustępliwie nasycała moje rozżalenie już w pierwszych minutach próby. Godzina 17:00: w 20-minutowej przerwie postanowiłam się przewietrzyć i automatycznie skręciłam do nieopodal znajdującej się apteki. Wyszłam z dwoma opakowaniami Thiocodinu, po dziesięć tabletek w paczce. Znałam działanie kodeiny, znałam Thiocodin, lecz tym razem postanowiłam trochę zwiększyć dawkę (zawsze to było standardowe opakowanie).

 

Tuż przed końcem przerwy, sięgnęłam po malinowego kubusia, który systematycznie ubywał z każdą kolejną popijaną tabletką. Czekałam na moje złote znieczulenie jak na zbawienie. Znużenie z każdą sekundą oddalało się bezpowrotnie.

 

Kompletne zatracenie się w granej muzyce i dokładna analiza każdego płynącego leniwie przez moje uszy dźwięku była pierwszą oznaką wspomnianego błogostanu. Czułam narastającą (lecz nie paniczną) pasję. Praktycznie widziałam każdą nutę, trawiłam każdy usłyszany instrument. W pauzach mojego instrumentu analizowałam każdy ruch, czułam się nieskalana, dokładna, najperfekcyjniejsza na świecie. Dyrygent chwalił moje solowe linijki, a ja uśmiechałam się bez słowa. Przestałam odczuwać potrzebę odpowiadania na pytania, mówienia czegokolwiek. Wierzyłam, że nie muszę nic mówić, że to strata czasu, ponieważ i tak każdy zrozumie o co mi chodzi. Czułam te ciężkie powieki i czułam ten ciężki oddech. Ja sama czułam się lekko.

 

Godzina 18:30 praktycznie wyfrunęłam z auli i zwiewnie popłynęłam w kierunku przystanku tramwajowego. Mroźne powietrze rześko rozchodziło się po nozdrzach, trzeźwość i błogość właśne teraz znalazły swój wspólny mianownik. Nie miałam ochoty nawet słuchać muzyki, chciałam czuć się integralną, mistyczną częścią ze światem. W tramwaju usiadłam po turecku, bo tak mi po prostu było wygodnie, wyciągałam ręce przed siebie rozciągając mięśnie. Z odprężeniem patrzyłam na pasażerów, którzy mimo, że patrzyli na mnie dość dziwnie, to jednak z jakąś taką poczciwą wyrozumiałością.

 

Godzina 19:00. Czułam, że kolory już nie są takie pastelowe, a świat nie taki oczywisty. Kodeina powoli przestała znieczulać, jednak błogostan pozostał. W klubie ze znajomymi pierwszy raz od 17:00 powiedziałam cokolwiek. Nie miałam ochoty na głośną zabawę, jednakże nie chciałam sprawiać przykrości znajomym moją emocjonalną absencją, więc pożegnałam się w duchu z kodeiną wraz z pierwszym łykiem piwa. Błogość i płynność towarzyszyła mi jeszcze przez kilka godzin.

 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Dobry opis ujebania.

London5

Świetnie się czyta :)

Naprawdę idealnie opisuje to działanie kodeiny.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media