Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

otchłań świadomości (raoul duke)

otchłań świadomości (raoul duke)

10.07.2008

Kolorowy obraz kwasowych halucynacji leniwie formuje się w zarodek świadomości. Początkowo nie zdaje sobie sprawy czym jestem i dlaczego istnieje. Co to znaczy istnieć? Powoli, bardzo powoli, umysł rejestruje i przypomina sobie coraz więcej nowych faktów. Wiem już czym jestem i znam podstawowe fakty o otaczającym mnie świecie, które człowiek poznaje w wyniku naturalnego rozwoju w latach wczesnego dzieciństwa. Ja to wszystko zapomniałem, ale nie wiem jeszcze czemu. Amnezja? Być może. Nadal nie wiem jak się nazywam i gdzie jestem. Ale skąd się wzięły te niesamowite, jednocześnie upiorne i fascynujące wizje w mojej głowie? Dlaczego czuję się tak… dziwnie? Zmuszam mój otumaniony i całkowicie zdezorientowany mózg do pracy. Staram przypomnieć sobie cokolwiek. Nie mogę. Nagle z najciemniejszego zakamarku świadomości dociera do mnie imię… To był przełom. Zrozumiałem, że to imię należy do mnie. Potem poszło już gładko. Z ogromną częstotliwością zacząłem sobie przypominać imiona i nazwy, jednocześnie widząc obrazy, które dopasowywałem do słów. Zdałem sobie sprawę kim jestem, przypomniałem sobie najbliższe mi osoby i wszystkie najważniejsze dla mojego życia fakty. Więc to nie amnezja. Innym faktem wykluczającym amnezję jest mój obecny stan. Podświadomie zdaję sobie sprawę, że ten czasowy zanik pamięci jest związany z tym stanem. Nadal nie mogę sobie przypomnieć ostatnich godzin. Gdzie jestem? Co robiłem? Dlaczego jestem w stanie kompletnego rozbicia świadomości, pełnego niesamowitych wizji i przemyśleń?

Na początek muszę ustalić gdzie jestem. Z wysiłkiem otwieram oczy. W pierwszym momencie nie dostrzegam żadnej różnicy. Po chwili halucynacje przygasają i dostrzegam zarys sufitu. Leżę na łóżku w kompletnej ciszy i ciemności. Z prawej strony biegnie wąska struga bardzo słabego światła. Coś jakby poświata księżyca wpadająca przez okno. Staram się obrócić głowę. Nie mogę. Całe ciało znajduje się w stanie odrętwienia. Nagle do głowy przychodzi mi straszna myśl. Jestem sparaliżowany. Nigdy niczego się nie bałem, ale ta myśl sprawia, że wpadam w przerażenie bliskie obłędu. Czuje jak łzy złości i bezsilności ciekną mi po policzku. Kurwa, dlaczego? Wolałbym już umrzeć. Skupiam całą siłę woli na próbie poruszenia ręką. Z ogromnym wysiłkiem udaje mi się ją unieść. Uczucie ulgi spływa niczym balsam na moje zbolałe ciało. No tak, niepotrzebnie panikowałem. Jestem po prostu skrajnie wyczerpany. Ale nadal nie mogę zrozumieć dlaczego jestem całkowicie rozbity fizycznie i psychicznie w tym tajemniczym ciemnym i cichym pomieszczeniu. Co to za pomieszczenie? Kolejny raz lodowate ręce niepokoju zaciskają mi się na szyi. Myśl, która teraz mi przyszła do głowy jest niemal tak samo przerażająca jak perspektywa paraliżu i jednocześnie dużo bardziej prawdopodobna. Może straciłem zmysły i zamknęli mnie w jakimś zakładzie psychiatrycznym? To by wiele tłumaczyło. Ciemny i cichy pokój – cela. Dziwny stan umysłu – może to tak wygląda schizofrenia? Trudności w poruszaniu – nafaszerowali mnie jakimiś prochami. Brak wspomnień z ostatnich dni – widocznie miałem jakiś atak. Kurwa… tak, teraz jestem pewny. Jestem pierdolonym czubkiem i już nigdy nie wypuszczą mnie na wolność.

Niespodziewanie wraca do mnie kolejne wspomnienie, a raczej fakt. Nie wiem jak coś tak ważnego mogło mi się przypomnieć dopiero teraz. To pewnie sprawka naturalnych mechanizmów obronnych zakorzenionych w umyśle każdego człowieka, które odsuwają na dalszy plan problemy. Przecież ja jestem ćpunem. Kurwa, to się musiało tak skończyć. Wszyscy mi mówili, że od tego ćpania w końcu mi się popierdoli w głowie. No i mieli rację. Ale zaraz. Jestem ćpunem… kurwa, może ja po prostu jestem naćpany? Tak… teraz wszystko pamiętam. Wiem już gdzie jestem. Jestem w swoim własnym domu. Przecież niedawno przyjechała do mnie Ona i ćpamy od kilku dni w moim małym domku na skraju lasu. Najadłem się kosmicznych dawek LSD i DXM. O jasna cholera, ale mnie porobiło. Takiej jazdy to jeszcze chyba nie miałem. Ale zaraz… gdzie Ona jest? Kurwa, czemu tu tak cicho? Złe przeczucia ścisnęły mi kleszczami serce podbijając ciśnienie i dodając siły. Przełamując fizyczną niemoc unoszę się do pozycji siedzącej. W głowie kręci mi się i szumi. Jednak troska o Nią zmusza mnie do pokonania cielesnej słabości. Jest taka cudowna. Taka miła, opiekuńcza i… piękna. Wstaję. Dlaczego tu jest tak cicho? Może po prostu skończyła się płyta. Zataczając się docieram do ściany, na której spodziewam się znaleźć włącznik światła. Macając niecierpliwie ścianę trafiam wreszcie palcami na włącznik. Intensywne światło napełnia pomieszczenie kłując boleśnie rozszerzone i przyzwyczajone do ciemności źrenice. Przenikliwy ból głowy powala mnie na kolana. Muszę Ją znaleźć. Ostatkiem sił unoszę się do pozycji stojącej i rozglądam po pokoju. Jest. Leży na łóżku zaraz obok miejsca, w którym leżałem ja.

Uczucie ulgi po raz trzeci tej nocy przyjemnie rozgrzewa moje ciało gdy przytulam Ją czule do piersi. Ale zaraz… coś jest nie tak. Dlaczego ona ma zamknięte oczy i nie rusza się. Ostrożnie układam Ją całkowicie bezwładną na łóżku. Delikatnie potrząsam jej ramionami starając się przywrócić Ją do przytomności. Zauważam, że jest przeraźliwie blada. Przykładam ucho do ust, chwytam rękę w przegubie sprawdzając puls. Kurwa, Ona nie oddycha… Mieszanina strachu, rozpaczy, złości i bezsilności sprawia, że tracę resztki trzeźwego myślenia, które pozostawiły mi narkotyki. Płacząc i krzycząc przewracam wszystkie rzeczy szukając telefonu. Może jeszcze nie jest za późno, kurwa, nie może być za późno! Kurwa, zaćpałem ją. Jestem pierdolonym skurwielem. Zaćpałem tę biedną, piękną Dziewczynę. Gdzie jest ten pierdolony telefon? Zrozpaczony i zrezygnowany padam na kolana przy Jej głowie i płacząc błagam Ją, żeby się do mnie odezwała. Na nic. Wszystko na nic. Co ja zrobiłem? Co ja, kurwa, zrobiłem?

Kątem oka dostrzegłem gwałtowny ruch. Wydawało mi się? Nie. Poruszyła się znowu. Jezu Chryste, dzięki Ci. Wołam Ją po imieniu. Odpowiada kilka niezrozumiałych słów. Nadal jest nieprzytomna, ale żyje. Niesamowita ulga kolejny raz tej nocy rozlewa się po całym moim ciele. Kurwa, ty głupi baranie! Teraz zaczynam kojarzyć fakty. Kilkudniowe ćpanie, praktycznie zero snu – po prostu zemdlała. Sam byłem półprzytomny jeszcze kilkanaście minut temu. Za dużo wrażeń jak na jedną noc. Kładę się obok Niej czule wtulając Jej głowę w swoją pierś. Całuję delikatnie w czoło i odprężony daję się znowu ponieść halucynacjom i rozmyślaniom.

Ocena: 

Odpowiedzi

"po prostu zemdlała" - a nie "po prostu zasnęła" ? I jakie dokładnie były te "kosmiczne dawki LSD i dxm"?

0 informacji o substancjach, skończyłem czytać po 7 linikach bo mi się nie chciało..

jointman

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media