Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

ooch, ależ oni są wszędzie. spójrz na drzewa. jak one tańczą!

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
Około 4 lufy mocno zbite + kilka korków (ustnik).

Czas przyjęcia ok. godziny 15, przypalanie co jakieś 10-15 minut.
Czas przyswajania (uderzenia) ok. 30 sekund od zaciągnięcia.

Była to jakaś bliżej mi nie znana (jeśli chodzi o skład i nazwę) mieszanka ziołowa.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Środek dnia, 30 paro stopniowe upały, jak to zwykle bywa w wakacje, czasem zdarzają się dni w których nie mamy nic ciekawego do roboty, pieniędzy na drzewach znaleźć się nie da więc i zrobić jakiejś konkretnej imprezy też. Znalazło się jednak kilka złotych (konkretniej 10zł) więc wraz z kolegą Maćkiem wpadliśmy na pomysł żeby skołować jakieś palenie. Padło na w.w mieszankę ziołową, a z momentem jej dostarczenia doszedł do nas nasz kolega Jacek.

Miejsc było kilka, rynek, pewna ciemna uliczka, droga ok 300m do kolejnego punktu jakim było moje dawne miejsce zabaw z dzieciństwa, tył szkolnej hali sportowej.

Wszystko odbyło się w godzinach popołudniowych ok 15-17.

Wszystko BYŁO w jak najlepszym porząsiu ;) ..

MIAŁEM WTEDY 16 lat.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Marihuana, Mieszanki ziołowe, Haszysz, tzw. "Piksy" tabletki dla "imprezowiczów", Feta i oczywiście alkohol, tytoń..

ooch, ależ oni są wszędzie. spójrz na drzewa. jak one tańczą!

Wyobraź sobie wakacyjny poranek, budzisz się w godzinach popołudniowych, lekko odsuwając firankę przez co pozwalasz słońcu na bezlitosny marsz po twoich zaspanych oczach.

Co tu dziś robić..? Zadałem sobie to pytanie tuż po umyciu się, zjedzeniu lekkiego śniadania i włączeniu muzyki z peceta. W tle leciał Jason Walker - Echo człowiek ten zahipnotyzował mnie kiedyś (podczas innego tripa) tą właśnie nutą.. Muzyczny orgazm jak to mówię, z pewnością wiecie o co chodzi. ;)

Muszę was trochę zmartwić bo nie wiem dokładnie w jakim miejscu spotkałem się ze znajomymi (nieźle mi wyczyściło pamięć) ale wnioskuję że było to gdzieś na mieście, na rynku, dałem potrzebną flotę ziomkowi i w raz z innym kolegą Maćkiem czekałem na telefon że jest palenie. Minęło dobre 1,5 godziny, mieszkam w małym mieście więc po "substancje wiodącą" musiało się jechać w bliżej nieokreślonym kierunku kawałek drogi.

Terence Jay - One Blood nagle usłyszałem jego dźwięk, głos, mechaniczny zdeformowany przez mój telefon w którym był ustawiony jako dzwonek.

"No i jak?" spytałem naszego kolegę jacka odbierając telefon, "No jest w miare dobrze, chodźcie na rynek". Z racji że czytają to z pewnością osoby z dużych wielkich miast informuję, mój rynek jest bardzo malutki można go obejść w 10 min dookoła, a z miejsca w którym byliśmy (nowy "surowy" dworzec autobusowy) droga z niego na rynek trwa około 2min.

Przejdźmy do rzeczy, spotkaliśmy się wszyscy pod sklepem z wyrobami tytoniowymi, kupiłem szklaną lufkę nasze narzędzie zbrodni, udając się spokojnie i wreszcie bez ciśnienia do pewnej mało uczęszczanej uliczki zwanej RG. Opisze nieco to miejsce, wyobraźcie sobie ciasną uliczkę, otoczoną murami z obu stron (dawny wał obronny miasta) i domami, nad głowami mamy most prowadzący do klasztoru, pod nim stoimy my, Ja, Maciek, i Jacek. Z racji iż miałem mega kurewskie ciśnienie i chciałem coś zapalić, szybko rozrobiliśmy z Jackiem mieszanke tytoniem i nabiliśmy berło nią samą. Padło oczywiście na naszego dobrego kolege Jacka bez którego cały ten rozpierdol mózgowy nie byłby możliwy i zaczął pierwszy rozpalać szkło.

Jacek: Ogień, buh, buh, wdech, buh. (Nie będe się kłócił jest najbardziej doświadczony z nas wszystkich, zaraz potem jestem ja, jemu faza trochę wolniej wchodzi więc narazie nic nie będe o tym pisał)

Ja: Ogień, buh, buh, buh, wdech (i okolo 20 sekund trzymam w płucach)

Maciek: buh buh, (w płucach trzymał około 13sek)

Mija kilka sekund a ja już zostałem praktycznie znokautowany, zaczynam mówić do siebie "o kurwa.. o kurwa", "Japierdole jakie to mocne jest..", "chodźmy stąd, przejdźmy się ludzie, proszę" Czułem wtedy totalną dezorientację, obraz spóźniał się około sekundy albo dwóch co do rzeczywistości, uderzyło we mnie coś takiego co zmusiło moje ciało do wyrzucenia energii którą miałem, zrozumcie to tak, jakby nagle ktoś człowiekowi który chce wygrać maraton odciął nogi, po prostu totalny brak sił, nogi z waty, zauważyłem i poczułem mocne (NAJMOCNIEJSZE) jakie do tej pory miałem efekty niemożności ustania równo w miejscu, szedłem lekkim zygzakiem jakbym był lekko podpity, wyjebało mnie kosmicznie, ale to dopiero słaby początek, wróćmy do moich kolegów.
Zaczynam mówić żebyśmy stąd poszli, padło pytanie gdzie, od razu zaczynam szukać miejsca gdzie nie ma prawa żeby ktoś nas zobaczył, juz nie wspominając o naszych niebieskich ulubieńcach. "za halę?" padło pytanie. Oboje z Maćkiem potwierdziliśmy znacząco że to miejsce nam odpowiada i zaczyna się, robię ledwo kilka kroków, z nad mojej głowy i ich głów znika mostek, pojawia się ostre pierdolnięcie bo inaczej tego nazwać nie mogę, dawki słońca (był upał 33 stopnie) i zero wiatru. Nad murami o których wcześniej pisałem są normalne domy, ziemia trawa i... Drzewa.
Nie mam pojęcia co się działo wtedy z mojej głowy, nagle popatrzyłem z przyćpanym uśmiechem w niebieskie, piękne jakby nie patrząc niebo, na mleczne chmury, a w tle tego wszystkiego unosiły się wielkie drzewa, ich mosiążne korony, wielkie stare dęby, klony, jakby patrzyły na nas, na mnie, jak w jakiejś opowieści fantasy czułem się przy nich mały, bezwartościowy, ciarki przechodziły mi po plecach, zrobiło się bardzo gorąco a to dopiero kilka kroków! Nagle w mojej wyobraźni zrodziła się bardzo dziwna myśl, obiekcja którą bardzo dobrze znam, bardzo dobrze zna ją z pewnością osoba która grała w grę Gothic, chodzi mi tutaj o pierwszą część serii. Była w niej pewna scena w której rozmawiało się z szalonym "Baalem" Netbekiem na temat jego roli i życia w "Obozie na bagnie" (Obóz szaleńców palących magiczne BAGIENNE ZIELE). Stał on przy wielkim (właśnie) drzewie i mówił spytany wcześniej o swoich podległych: "Ooch, ależ oni są wszędzie. Spójrz na drzewa.
Jak one tańczą!" Zrodziła się w mojej głowie taka schiza którą naprawdę trudno mi opisać, poczułem się tym szaleńcem, człowiekiem osamotnionym którego nikt nie rozumie, naprawdę nie wiem co jest w tych mieszankach, a konkretnie w tej, ale było kurewsko mocne. Wydawało mi się że on właśnie wtedy czuł to co ja, bo kim jestem teraz w oczach innych ludzi? Wariatem który rozmawia z drzewami i uważa je za rodzaj istot wyższych w hierarchi bytów niż ja sam. Co chwilę słyszałem jego głos, "jak one tańczą, są wszędzie.." to nie jest wkręta, nie chciałem o tym myśleć, po prostu to było tak jakby mi ktoś puszczał ścieżke dźwiękową z tego momentu gry i nikt nie był w stanie jej wyłączyć. Szliśmy tak z 2 minuty aż dotarliśmy do pewnej górki z której trzeba było zejść by dojść do wspomnianej wyżej hali.

Nie ma szans nie dam rady, mówię do Jacka i Maćka, ale co ich to obchodziło ich czaszki już od chwili wypełnione są syntetykami, kannabinolami i ich pochodnymi które wirują w odmęcie zwojów ich mózgów. Maciek śmiejąc się jak debil sam do siebie i z wszystkiego, nawet w miare ogarniał fazę (buh mniej niż my) i szedł powoli w wyznaczonym kierunku. A Jacek? Jacek nasz doświadczony kompan poinformował nas że wyjebało go dość konkretnie (co raczej dla nas nie było dobrym doświadczeniem, bo on pali to od x lat, my dużo, dużo mniej) popatrzyłem w jego stronę, skanując jego oczy i doszedłem do wniosku że lepiej będzie przyśpieszyć (zygzakiem i chuj) i dojść za tą halę ^^.

Moi Kochani teraz wyobraźcie sobię mały chodnik, długi, nie naprzeciw was ale rozchodzący się w boki, lewo i prawo, siedzicie sobie oparci o ścianę hali, schowani z pakietem, szkłem, ogniem i dwoma ziomkami. Naprzeciw was jest ogrodzenie (siatka w kratkę) a za tym ogrodzeniem tunele dla warzyw i kwiatów, w połowie puste w połowie pełne, ale odsłonięte w taki sposób że widzimy wszystko dokładnie z naszej perspektywy, pot leje się z czoła, nie ma ani kropli wody, temperatura sięga 35 stopni, środek lata, środek dnia, nogi z waty, oczy z kamieni, myśli z kosmosu, i kieszeń wypchana zawartością mieszanki jeszcze na dobre 3/4 lufy, obok kumple i.. Nam jeszcze mało :) Wydawać by się mogło że jeszcze w chooj przygód przed nami, tak, tak właśnie było ale zgubne działanie tej substancji wyczyściło mi pamięć, i jedyne co pamiętam to ujebanych kumpli nie mogących wydusić z siebie poprawnego wyraźnego zdania, człowieka który dmuchawcem wystukuje rytm na mojej nodze, niemiłosierna beka z wszystkiego dookoła przyśpieszone bicie serca, lekkie drżenie rąk, uczucie MEGA zmęczenia i MEGA chilloutu, i MEGA nieogaru.

Pakiet za dyche skosił 3 osoby na pół dnia. Innym razem opiszę wam zwięźle tripa którego dokładniej pamiętam, a będzie się działo.. To mój 1 TR , pewnie nie rewelka, ale doceńcie to, moc mieszanek, moc drzew i ich tańca, pozdrawiam! To było MIŁE przeżycie wbrew pozorom :)

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media