Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

ogromna siła sugestii

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
po 30 mg
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Letni Słoneczny Dzień roku pańskiego 2011 :) Wycieczka po dwóch średnich miasteczkach. Dobry humor, u kolegi lekka niepewność.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Ja: alkohol, marihuana, DXM, 4-AcO-DMT, podtlenek azotu
Kolega: alkohol, marihuana

raporty white_rabbit

ogromna siła sugestii

Pewnego słonecznego dnia poszedłem do kolegi (K.). Po rozmowie doszedł do wniosku, że chce spróbować 4-AcO-DMT ze mną następnego dnia. Nazajutrz dwóch osobników uzbrojonych we fraktalne naboje zaaplikowało sobie po 30 mg substancji. Zaczęła wchodzić ok. 40 minut po zażyciu. Moment ten przypadł akurat, gdy byliśmy w parku. Czuliśmy się coraz dziwniej. Humor mi dopisywał, K. był zdezorientowany. Nie wiedział, co go jeszcze czeka :)

Usiedliśmy na ławce. K. powtarzał, że czuje się, jakby był w filmie. Był oszołomiony i trudno było nawiązać z nim rozmowę, więc postanowiłem pocieszyć go muzyką. Włączyłem Bold as Love Jimiego Hendrixa i dałem jedną słuchawkę koledze. Gdy zamknąłem oczy, muzyka wywoływała kwieciste wizualizacje. Nagle uderzyła mnie perfekcyjna harmonia tych dźwięków. Czułem się szczęśliwy.

Udaliśmy się na przechadzkę wzdłuż torów. Osobiście czułem się, jakbym był pielgrzymem pośród psychedelicznych ogrodów (America - Horse with No Name). Półkilometrowa droga wydawała się być niezmiernie długa. Co chwilę roślinność się zmieniała nie do poznania. K. będąc już bardziej beztroskim, powiedział, że czuje się, jakby był w moim ciele.

W końcu doszliśmy na plac zabaw. Wydawał się on być najbardziej odludnionym miejscem na ziemi. Jakby był oazą pośród ogromnej pustyni. Żar lał się z nieba. Pohuśtaliśmy się trochę i postanowiliśmy pójść dalej. Do głowy przyszedł nam pomysł dotarcia do sklepu. Przy owym sklepie jest malutki teren z drzewkami. K. rzucił pytanie "Gdzie my jesteśmy?" (które podczas całego tripa powtarzało się dość często). Więc odpowiedziałem od niechcenia "w lesie". I tak kilka osiedlowych drzewek przemieniło się w stumilowy las. Potem powiedziałem "w mieście" i kilka drzew stało się niepozornym skwerkiem. Sprawiło mi to niemałą radość.

Weszliśmy do niewielkiego, osiedlowego sklepu. Półki wyglądały śmiesznie. Jak w obiektywie szerokokątnym. Stanąłem przed butelkami z napojami i nagle dotarło do mnie, że nie wiem, po co tutaj jestem. Obszedłem sklep dookoła, pytając się K., co kupujemy. Stanęło na chusteczkach. K. w międzyczasie spanikował i opuścił lokal. Ja obszedłem znowu sklep dookoła i w końcu przy ladzie, nie mogąc powstrzymać się od śmiechu poprosiłem o chusteczki. Czym prędzej wyszedłem i ruszyliśmy dalej.

Podczas tej wędrówki znane mi miejsca zmieniły się nie do poznania. Z każdym spojrzeniem były to nowe światy. Niesamowicie piękne i nasuwające rozmaite skojarzenia. Postanowiliśmy pójść do innego miasta, do którego prowadzi mało uczęszczana przez ludzi droga. Dłużyła nam się niemiłosiernie. K. mówił "jaka ona jest długa!", więc pomyślałem sobie "a co jak by była krótka?". Jak pomyślałem, tak powiedziałem i nagle droga bardzo się skróciła.

W następnym mieście K. stracił już zupełnie kontakt z rzeczywistością i zaczął sprawdzać, czy rzeczy istnieją naprawdę. Doszło nawet do tego, że pewna pani została pociągnięta za plastikową torbę. Usiedliśmy sobie pośród zieleni. K. powiedział, że wyglądam staro. Poczułem się wnet jak starzec. Dosłownie sczerstwiałem.

Udaliśmy się ponownie do sklepu, tym razem mając powód. Byliśmy spragnieni. K. miał duży problem z otwarciem szklanych drzwi od lodówki. Ja też czułem się jak mucha, niepotrafiąca wylecieć przez szybę. Po uporaniu się z lodówką i uiszczeniu opłaty za napoje, wyszliśmy ze sklepu. K. pytał się, czy na pewno zapłaciliśmy za napoje i czy być może nie jesteśmy złodziejami. Gdy ja zaczynałem już ogarniać mniej więcej sytuację, K. wpadł na pomysł ukradnięcia samochodu. Na całe jego szczęście zdołałem go powstrzymać.

Powoli zacząłem mieć dość tego, że nie mogę z nim normalnie porozmawiać. Chciałem usilnie coś zrobić z dniem. Jak zwykle po 4-AcO-DMT moje przemyślenia sprowadzały się do tego, że trzeba korzystać z każdej chwili życia, i że mam jeszcze dużo przed sobą. W czasie, gdy ja szukałem kiosku, celem zakupienia krzyżówki, K. zaczął wkręcać się bad-trip. Zaczynał mieć już serdecznie dość tego stanu. Wiedziałem, że to zaraz minie i próbowałem go uspokoić. Niestety czarne myśli zawładnęły nim już kompletnie.

Po otrzeźwieniu, K. wrócił humor. Był wyraźnie szczęśliwy z zakończenia podróży. Po przemyśleniu paru spraw, z "nigdy już tego nie wezmę", przez "może kiedyś, ale na pewno tego nie kupię" przeszedł w końcu do "było nawet fajnie, choć całe życie przeleciało mi przed oczami, to było zachwycające, itp., itd.". Już całkowicie trzeźwi, poszliśmy do mnie. Śmialiśmy się z minionej podróży oraz ze zwykłych rzeczy. Był to powrót do bycia dzieckiem, ciekawym świata, zagubionym, ale zachwyconym. Jak dla mnie było to chyba najbardziej pozytywne przeżycie.

Ocena: 

Odpowiedzi

z twojego raportu o 4-AcO-DMT nie dowiedziałem się absolutnie niczego.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media