Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

o tym jak doszedłem do dużych dawek benzodiazepin

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
tego wieczoru Diazepam 20mg i fosforan kodeiny 300mg
Rodzaj przeżycia:
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Lorazepam, Zopiklon, Zolpidem, Kodeina, Pseudoefedryna, Mieszanki ziołowe, THC

o tym jak doszedłem do dużych dawek benzodiazepin

Przedmowa

Piszę ten raport będąc pod wpływem Diazepamu 20 mg i fosforanu Kodeiny 300 mg.

Jestem sam w domu. Jest godzina 20:27. Spisuję moje myśli na bieżąco, ponieważ jutro najprawdopodobniej nie będę tego pamiętał. Mój raport nie będzie typowym opisem tripu, lecz wyznaniem z ostatnich lat mojego zycia.

 

Treść właściwa

           Przygoda z cpaniem ciągnie się za mną od dokładnie trzech lat. Pamiętam kiedy skruszyłem pierwszą tabletkę Sudafedu i wciągnąłem ja nosem. Pieczenie i uczucie spływu było okropne. Skruszyłem kolejną tabletkę, a potem jeszcze dwie. Nie stało się oczywiście zupełnie nic, ale skąd mogłem wiedzieć w jaki sposób należy przyjmować tą substancję. Wtedy nie wiedziałem nawet co to Pseudoefedryna. Powtórzyłem ten „zabieg” jeszcze kilkukrotnie za każdym razem znosząc dokuczliwe spływy z nosa i ból zatok. Byłem wtedy szczylem. Głupim szczylem. Zamiast interesować się grami komputerowymi lub płcią przeciwną ja pasjonowałem się narkotykami. Na szczęsście w tamtych czasach nie wpadła mi w ręce lektura o substancjach psychoaktywnych jakie można nabyc bez problemu bez recepty albo nawet w zwykłym sklepie spożywczym.  Po moich eksperymentach z Sudafedem i Ibupromem przez rok odpuściłem sobie ten temat. Do czasu. W gimnazjum wpadłem w złe towarzystwo. Byłem raczej mało lubianym dzieciakiem, a będąc w tamtej grupie czułem się akceptowany. Nie chciałem być wtedy sam i na siłę szukałem kolegów. Niestety znalazłem. Zacząłem palić papierosy i się rozpijać. „koledzy” lubili ostre jazdy i wprowadzili mnie w świat narkotyków. Narkotyków, których nie można nabyć w aptece. Pewnego dnia powiedzieli, że mają towar i mogą dać mi spróbować jeśli chcę. Jak to młody ja zgodziłem się bez namysłu. Wziąlem bucha. Nie była to MJ tylko jakich podlewany syf. Miałem smiechawę, obraz się nieco zniekształcał i właściwie tyle. Było całkiem przyjemnie i zachęciło mnie to do dalszych prób. Kilka tygodni po tym zdarzeniu jedna dziewczyna przyniosła towar do szkoły. Powiedziała, że to od jej chłopaka i że mocno kopie. Po znajomości dała mi się ućpać za free, a resztę tego gówna rozprowadziła po tej patologicznej budzie. Mielismy akurat basen, z którego postanowiliśmy uciec, więc mieliśmy godzinę wolną. Powiedziała, że zajaramy w toalecie, a później wyjdziemy ze szkoły, żeby nie było lipy. Przystałem na propozycję. Wziąłem tylko jednego bucha. Nie minęło dziesięć sekund, a ja poczułem się jakbym unośił się w powietrzu i charakterystyczny ucisk w głowie. Obraz zaczął się zniekształcać a ja byłem lekko przymroczony. Nie wyszliśmy ze szkoły tylko chodziliśmy po korytarzach, ale ja byłem już zbyt wyjebany, żeby zaprotestować. Przez chwilę urwał mi się film. Po odzyskaniu swiadomości nie wiedziałem gdzie jestem, jak się nazywam i skąd się wziąłem w obecnym miejscu. Zauważył nas nauczyciel wf i zawołał do siebie. Dziewczyna z którą paliłem była weteranką, jeśli chodziło o dopalacze, więc faza ją prawie w ogóle nie wzięła. Zaczęła z nim rozmawiać a mi siedzieć cicho. Reszta towarzystwa uciekła. Powiedziała dlaczego nie przyszliśmy i wcisnęła mu jakiś kit. Ja stałem obok i zaczęłem tańczyć… Tak tańczyć. Nauczyciel natychmiastowo zwrócił na mnie uwagę, a ów koleżanka chwyciła mnie za rękę i pociągnęła za sobą mówiąc nauczycielowi, że musimy iśc pilnie do biblioteki. O dziwo nie miałem później przypału, a matka się nie dowiedziała. Jednak inni, którzy palili ten syf nie mieli tyle szczęścia. Jeden chłopak leżał nieprzytomny w kałuży własnych wymiocin, inna dziewczyna siedząc na lekcji zaczęła wymiotować. Dyrekcja szkoły zbagatelizowała problem i handel nadal kwitł w najlepsze.

      Później trochę zmądrzałem i zerwałem kontakty z tymi ludźmi. Jednak moja miłośc do doświadczania odmiennych stanów świadomości została w mym sercu i trzymała się go kurczowo. Kilka miesięcy później udało mi się kupic gram jakiegoś kolejnego syfu od znajomego. Tym razem skończyłem w szpitalu. Po wypaleniu lufy miałem wrażenie, że umieram i pewnie by tak było, gdyby nie fakt, że jestem sportowcem i mam dość solidne serce. Tym razem matka już się dowiedziała i zakończyłem moje przygody na dłuższy czas. Jednak popadłem w depresję (nie z braku ćpania) i dostałem od psychiatry zestaw lekow. W tym psychotropów. Zaczynałem od Imovane. Pół tabletki przed snem. Zwiększyłem stopniowo do jednej. Wtedy czułem już jej działanie. Było mi bardzo przyjemnie. Cierpie na dokuczliwą bezsenność i 7,5 mg Zopiklonu przestało mi pomagać. Wtedy zacząłem już interesować się substancjami psychoaktywnymi na poważnie. Fascynowały mnie i nie chodziło nawet o chęć zażywania ich tylko zgłębiania informacji na ich temat. Dostałem w końcu Stilnox. Przeczytałem w internecie o jego działaniu i opowieści ludzi, którzy go zażywali. Przestraszyłem się trochę. Miałem za sobą nieprzyjemne doświadczenia z dopalaczami i nie chciałem, żeby się powtórzyły. Przeleżał w szufladzie kilka miesięcy. W tym czasie dostałem neuroleptyk, którego nazwy nie pamiętam. Wziąłem trzy małe pomarańczowe tabletki. Miały pomóc mi zasnąć, a zamiast tego poczułem ogromną słabość, zawroty głowy, dzwonienie w uszach i miałem wrażenie, że tracę przytomność. Czułem się okropnie, ale o dziwo spałem dobrze. Podwyższone ciśnienie utrzymywało się jeszcze przez pięć dni. Oczywiście wtedy przedawkowałem. Lekarz kazał mi stopniowo zwiększać dawkę, a ja wziąłem od razu dawkę maksymalną. Nidy więcej nie wziąłem tego leku. Kłopoty ze snem nie przestały być dokuczliwe i utrudniały mi funkcjonowanie. Doszedłem do 15 mg Imowane i postanowiłem nie przekraczać tej granicy. Antydepresanty, które biorę wzmagają działanie leków oddziałujących na receptory GABA, więc Zopiklon działał nawet silniej. Tylko przez pewien czas. Mimo, że brałem go maksymalnie raz w tygodniu działanie słabło, a ja i tak budziłem się w nocy, a w dzień chodziłem niewyspany. Doszedłem do etapu, że wspomniana dawka nie działała w ogóle, a ja potrzebowałem chociaż jednej przespanej nocy w tygodniu. Ze strachem i niechęcią sięgnąłem po Stilnox.       

     Zażyłem 10mg i położyłem się od razu do łóżka. Bałem się halucynacji opisywanych często przez amatorów tej substancji. Czując szybkie bicie serca czekałem na pojawienie się pierwszych efektów. Minęło 15 minut później pół godziny, a potem kolejna godzina. Nie stało się nic. Żadnych zmian w percepcji, ociężałości, ani poprawy humoru, które zwykłem doświadczać po Zopiklonie. Czyłaem ulgę zmieszaną z zawiedzeniem. Tamtej nocy spałem tak, jakbym nie zażył leków nasennych. To było bardzo dziwne. Nastepnym razem zażyłem 20 mg Zolpidemu i powtórnie nie doświadczyłem kompletnie niczego. Może ktoś z czytających wie dlaczego tak się stało? Na kolejnej wizycie u mojego lekarza narzekałem na dokuczliwą bezsenność i zasugerowałem, żeby może przepisał mi benzodiazepinę. Odparł, że można spróbować. Więc może Diazepam? To była pierwsza rzecz, która przeszła mi wtedy przez myśl. Zapytał, czy wiem, że to Valium. Potwierdziłem. Dodał, że Diazepam nie działa stricte nasennie, ale może ułatwić mi zasypianie. Po wizycie wyszedłem z gabinetu z receptą na Relanium, nową porcję Imovane i leki przeciw depresyjne. Kolejnej nocy przez snem przekroiłem tabletkę diazepamu 5 mg, zażyłem pół i położyłem się do łóżka. Po piętnastu minutach dodałem kolejną połowę. Nie stało się nic. Rozczarowany zjadłem jeszcze jedną. W sumie 10 mg.  Poczułem tylko lekkie rozluźnienie. Nic specjalnego. Spałem dosyć dobrze, ale budziłem się kilka razy.

     Wspomnę jeszcze, ze miksowałem 10 mg Zolpidemu z 15 mg Zopiklonu, ale efekt był identyczny jak po zażyciu 15 mg Zopiklonu. Po otrzymaniu Relanium zacząłem eksperymentować regularnie. Czasami częściej niż raz na tydzień. Wplatałem czasami Kodeinę. Zazwyczaj 300 mg. Szukałem ucieczki od problemów. Od depresji. Chciałem choć na chwilę oderwać się od otaczającego mnie zalewu gówna. Nie pytajcie dlaczego choruję. To długa i smutna historia, z której próbuję usilnie uciec. (nie przez ćpanie tylko radzenie sobie z moimi problemami. Ćpanie daje mi możliwość tylko chwilowej ucieczki) Kilka tygodni temu przegiąłem z Stilnoxem. Opiszę to w oddzielnym raporcie. Zażyłem chyba 70 mg. Ostro przegiąłem. Nie był to pierwszy raz, kiedy celowo wziąłem za dużo. Kilka dni temu zjadłem 55mg Diazepamu do tego 600 mg Kodeiny i 3 mg Lorazepamu. Nie, nie straciłem świadomości ani nie miałem objawów przedawkowania. Czułem się po prostu szczęśliwy. Moje problemy mimo, że mnie otaczały były daleko ode mnie. Sądzicie, że to duzo? Pewnie wytrawni koneserzy benzodiazepin są w stanie wziąć więcej i czytają to teraz z lekkim uśmieszkiem. Ale dla szesnastoletniego dzieciaka to dużo. Dużo za dużo. Tak, mam osiemnaście lat i jestem młodym szczylem. Nie jestem uzależniony. Sięgam po substancje psychoaktywne, kiedy nie ma już sił Radzic sobie z codziennością. Nie czuję do nich ciągot. Zazwyczaj pójście na siłownie i porządne zmęczenie się wystarcza, żebym nie sięgał po moje leki lub medykamenty dostępne bez recepty w aptece. Ale czasem nie…

 

Podsumowanie

 

 

            Substancje psychoaktywne to moja pasja, mogę powiedzieć, że nawet obsesja. Gromadzenie w domu różnych rodzajów leków i dokładne czytanie ulotek od farmaceuty to moje hobby. Jestem dziwny i ekscentryczny. Zdaję sobie z tego sprawę. Nie przeszkadza mi to jednak. Jedyne, co chiałbym zmienic to moja choroba. Chciałbym wyzdrowieć, a substancje psychoaktywne zażywać okazyjnie i rekreacyjnie, a nie w ramach ucieczki…

Ocena: 

Odpowiedzi

Tak się składa, że są to bardzo małe dawki benzodiazepin.

Niedobrze mi kiedy czytam użalających się nad sobą gówniarzy twojego pokroju który za punkt honoru postawili sobie wykreowanie sztucznego bólu istnienia 

Celowo nie opisałem swoich problemów, bo to moja sprawa prywatna. Wspomniałem o nich, żeby nadać sens mojemu raportów, a nie po to żeby się uzalac. Jeżeli jestem młody, nie znaczy wcale, że moje problemy są powierzchowne. Nie generalizuj i nie porównuj wszystkich do wzorca, jaki znasz. I wiesz co? Mi się chce rzygać jak widzę, że ktoś traktuje kogoś ogolnikowo i bez pomyślunku.

Dokładnie.

Im szybciej to zaczniesz odstawiać, tym lepiej. Jak masz leki na depresję, to używaj ich jako leków, a nie tanich zabawek do ćpania. 

Gdy byłbym Tobą, paliłbym w opór Konopnickiej, kupił sobie GABA i melatoninę. Wiem że dla tak spranych zwoi to będzie za mało, ale w końcu jakos się odzwyczaisz od ciężkiego syfu i znormalniejesz. Także pomyśl o tym, co będzie za rok czy dwa. Jak już się ćpie, to bez destrukcji. 

 

Nie chciałbym być Twoją matką, kiedy w końcu znajdzie Cię zaszczanego i w spazmach, patrzącego wzrokiem bez duszy, zimnym, trupim błyskiem w oku na puste paczki po lekach.

 

Także sobie przekmiń. Pewnie nawet nie jesteś w stanie. Jestem taki biedny, miałem ciężko. Kurwa też miałem. Trochę samozaparcia. Życzę szczęścia.

No i koniec :D

Dzięki. Szczęście zawsze się przyda.

Patrząc na Cb trochę przypomina mi się moja młodość, choć ja zacząłem od razu na ostro. Mój pierwszy drug nie licząc alkoholu to Heroina, a przygodę z benzo zacząłem od 3 tabletek Clonozepan 2mg dopalając heroinę ze złotka... I to właśnie była ma pierwsza miłość. Znalazłem to czego szukałem. Ty też się nie oszukuj, przejdź na wyższy level, zdobądź szczyt... A MountEverest pożegnania się z problemami i tym czego podświadomie szukasz to właśnie Heroinka najlepiej doladowana benzo. Wszystkie troski, bóle, zmartwienia znika... Ot tak! Zdobądź szczyt chłopaku, zostaw te cukierki dla dzieci typu kofeina, stan się mężczyzną!!! Pozdrawiam!

Opiatnikus

Dokładnie, najlepiej osiagnij odrazu sczyt. Po co męczyc sie z jakimis cukierkami dla dzieci. Lepiej miec juz sprany leb przez helene niz antydeprasanty i inne gowiane leki. Przypominasz mi troche siebe sprzed kilku lat. Tez miale  niezdrowa fascynacje narkotykami i innymi stanami swiadomosci. Jak bym spotkal siebie sprzed kilku lat napewno wymierzyl bym sobie porzadnego liscia na rozruch myslenia. Masz 18 lat bawisz sie w odmienne stany swiadmosci, leki traktujesz jak zbawaki. Chcesz skonczyc jak ludzie na ulicy, ktorzy prosza cie o 5 zl na alko? Myslisz ze ich wyszkich zniszczyl alkohol? Duza czesc z nich bawila sie tak jak ty w jakies narkotyki lecz z czasem został im sam alkohol i sprany beret. Interesujesz sie lekami, ulotkami? Spoko. Tylko rob to z glowa. Niech twa fascynacja podąrzy w kierunku farmaceltyki, chemi. Moze w przyszlosci zostaniesz farmacenta i bedziesz sprzedawal leki? To chyba lepsza przyszlość niz wizja niezrozumienia otaczajacego cie swiata i sprania beretu. A gwarantuje ci ze jezeli dalej bedziesz szukał takich drog "uckieczki" to cie to czeka

No chyba ze masz marzenie stac sie cpunkiem i posmiewiskiem. To juz twoja wolna wola

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media