Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

no to sie przeliczyłam - smartshop pills

no to sie przeliczyłam - smartshop pills

Ja: kobieta, 22 lata, 170 cm wzrost, 55 kg waga

Doświadczenie: MJ, hasz, DXM, mieszankie ziołowe, Fungeez. Towarzysz podróży: bardzo duże doświadczenie z psychodelikami (wszystkie pozytywne).

Co: 2 kapsułki Fungeez

S&S: letnie sierpniowe popołudnie, niebo zachmurzone ale pogoda przyjemna, nastrój bardzo dobry - w końcu tak długo planowany wypad wypalił, chęć przeżycia czegoś nowego (przyjemnego)

Osoby: ja i kumpel towarzysz, nazwijmy go T.

A więc do rzeczy. Zaczęło się to tak, iż postanowiliśmy z kolegą T. zafundować sobie fajny dzionek z pixami z szopa. Było to pare dni wczesniej przed akcją która tu opisze, ale jak się okazało nie było Fungeezów którymi byliśmy zainteresowani. Czytaliśmy bardzo zachecajace recenzje na Hypku, więc sobie myslimy, a co nam szkodzi spróbować. pare dni później kolega T. pisze do mnie smsa, że ma i co ja na to żeby zrobić to dziś, hmm niestety nie mogłam bo miałam inne plany. Ale stało sie to pare dni później - już wszystko olałam, chciałam wkońcu ich spróbować.

No to szybka ustawka w umówionym miejscu i zmierzamy do miejsca gdzie bedziemy mieli cisze i spokój. Po drodze do sklepu po soczek, piwo i batony, tak w razie W. Idziemy, idziemy - no w końcu jesteśmy. Zaszywamy się w bezludne miejsce koło rzeki i zaczynami intoxykacje. Na hypku opisywali że nie opłaca sie tylko jednej brać, więc postanowiliśmy zaprezentować sobie obie na raz. Ja oczywiście przykozaczyłam i mówie, to walnijmy bez tych żelatynowych osłonek to nas szybciej weźmie. Tak też zrobiliśmy. Najpierw ja, potem towarzysz T. Popiliśmy ładnie sokiem. Hmm i sobie siedzimy, czułam się dobrze było przyjemnie i pogoda w sam raz, nie chciało mi sie nigdzie ruszać, lecz za namową T. poszlismy wzdłuż wałów, mając na celu dotarcie na druga strone rzeki. Mysle sobie dobry pomysł, tam mało ludzi, można sie walnąc na betonie i rozkoszować się tym co bedzie. No to idziemy idziemy, a że byl to kawałek drogi to zaczeło mi sie na oczy rzucać już co nieco. Humorek bardzo dobry wsio elegancko. Dochodzimy do ulicy, przechodzimy przez nią i.... jak wjechało, pier**lneło, pozamiatało.. mówie "T. dziwnie sie czuję" a on ze własnie nam się wczytało. Niestety nie byliśmy wstanie dojśc do planowanego miejsca. Szliśmy dalej prosto wałem do schodów żeby na nich spocząć. Jak słowo daje myślałam ze tam nie dojde, pikawa szaleje, ledwo jestem w stanie złapać oddech, mówie stanijmy chwile. Stoimy, patrze na trawe a tu obraz taki jak w kinie w 3D, centralnie kłęby trawy na pierwszym planie a dalej krzaki. Już wiedziałam że bedzie srogo. Nic, idziemy dalej, jest jest!! widze żólte barierki i schody, myśle sobie ale ulga zaraz sobie siąde. Ale kur** idziemy i idziemy a mi sie wydaje ze droga się nie skraca tylko wydłuża! Już byłam maxymalnie zmęczona i zła, bo ledwo łapałam oddech z każdym krokiem. Było to może 20 metrów a wydawało mi się jakbyśmy zrobili kilometry. Jeest wkoncu schody, siadamy, łapie oddech i... teraz sie wszystko zaczeło.

O k**wa mysle, co sie dzieje? ja siedze czy leże? T. powiedz mi? On- siedzisz. A ja- co??? Dotykam dupy czuje ręke, dotykam nogi czuje plecy, nosz kur** o co chodzi? Było to maxymalnie nie przyjemne, tak wkurzające, ale to bylo niczym przy tym co bylo dalej. Body load był tak chujowy że nigdy sie tak źle nie czułam, wszystko przychodziło falami, jak powiał wiatr na moją twarz było przyjamnie i śmiechawa, jak byla cisza i spokoj to bylo źle, bardzo źle. Taka sinusoida- raz śmiech, raz totalny dół. T. patrzył na mnie z przerażeniem, bo napewno nie wyglądałam ciekawie. W oczach mi się tak pierdoliło że masakra, obraz falował, wyginał sie, chciało mi sie pić ale nie byłam wstanie podnieśc ręki, nie byłam wstanie nic zrobic, nic! Totalny nieogar, nie wiem gdzie jestem, kim jestem, co ja tu robie, i co mi jest? Chciało mi się wymiotować ale nie dało rady, przerażona mówie do T. że to jest chujowe, ze juz tego nie chce. On odparł: nie mysl ze jak puscisz pawia to Ci przejdzie - a ja tak sie załamałam, tak jakby runął mój świat, T. jeszcze kilka razy tej podrózy dołował mnie, pewnie nie zdając sobie z tego sprawy.

I tylko jedna nieodparta myśl, niech to już się skończy! Jednak wiedziałam ze ne bedzie tak łatwo, oparłam głowe o żółtą barierke i chciałam zamknąc oczy, przeczekać to, ale nie dało się, wszystkie bodźce tak wkurzały, ze nie dało sie spokojnie usiedziec i mieć choćby głowy skierowanej w jedną strone. Cały czas coś nas wkurwiało od srodka, nie dawało spokoju, albo szarpaliśmy sie z tym ale to było tak nie przyjemne ze nie dało się inaczej.

Wyostrzył mi sie wzrok, widziałam każdą osobną dziurke w schodach, układaly się one w takie wachlarze, jeden na drugim. I twarze, tysiące twarzy! a chmury! o matko: smoki, twarze z profilu, buźki z komixxów (lol) a jak wyszło słonce to nawet całujaca sie para była, no albo Bóg (chyba?) w tej poświacie miedzy chmurami, twarz starca z długa brodą, niebo, o tak niebo było ucieczką od tego co złe (było to najlepsze uczucie z całego tripa - niebo i to co widziałam w chmurach), albo ogromny szablon rzucony na niebieskie niebo, który wyglądał jak ogromna śruba jakiejś machiny, i kręciła się delikatnie w jedną strone.

Noi barierka - podpora mojego świata! Teraz to moze wydaje się smieszne, ale wtedy, w tamtym stanie, ta barierka była moim Bogiem, tak jakby dzięki niej mogłam żyć, przetrwać to wszystko.

i w pewnym momecie - totalna schizofrenia, nie wiem nie umiem tego nazwać ani opisać, wykręcało mi głowe we wszystkie srony, mówilam coś i urywałam w połowie zdania, zmysły sie pomieszały, ręce drża, biorę głęboki oddech tak jakby miał być tym ostatnim i... jak plastelina zostałam roztarta w powierzchnie ziemi i .. zniknełam. Nie było mnie na tym świecie, po prostu zniknełam...

Nie wiem ile czasu minęło, albo bardzo dlugo to trwało albo bardzo krótko, ciezko powiedzieć, nie byłam wstanie tego odczuć. Wróciłam, patrze ze siedze, wiem gdzie jestem, widze T. (tez wygladał bardzo źle) - mówił ze zaraz mu serce stanie tak mu napieprza. Myśle sobie, nareszcie wróciłam, wiem gdzie jestem, wiem ze siedze, wiem gdzie moja dupa, ręka... Myśle sobie kurwa!! miało być miło i fun, a tu takie cos.. wiedziałam ze to był pierwszy i ostatni raz.

Po jakiejs godzinie od "ocknięcia" było juz bardzo dobrze, mogłam wstac, puscic muze, isc sie wysikac, humor sie poprawil i była niesamowita śmiechawa, był to najlepszy moment całej tej "raczej złej podrózy", dopiero teraz źrenice sie powiekszyły, a my rozmawialismy sobie swobodnie o kompletnych bzdurach i bylo przyjemnie. Wypilismy jeszcze po piwku i stwierdzilismy ze jest bardzo zimno od tej rzeki, noi komary nas zjadaja.

Ruszylismy tyłki bo było juz całkem ciemno, w drodze powrotnej miałam bardzo dobry humor, T. smiał sie ze mnie że mialam taka głupawke :) wrocilismy do znajomych jednak musielismy się dobrze kryć, zeby nie patrzyli nam w oczy ;) A ja sie cieszyłam że żyje...

Ocena: 
chemia: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2021
design: Metta Media