Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

miłość, a inne dragi

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
2 wiadra mieszanki baka:tytoń 2:1 ze standardowej fifki szklanej
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
U ziomka na chacie, humor bardzo dobry
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
Małe

miłość, a inne dragi

Mówią, że życie może istnieć tylko dzięki miłości...

Może i bez niej. Jest wtedy jednak bardziej napełnione pustką, aniżeli życie człowieka, który kogoś mocno kocha.

Zaciemnione światłem. Czy tam- odbitym blaskiem błahostek, na których skupiamy uwagę, gdy nie ma miłości. Pełno w życiu tego, czym rekompensujemy sobie brak drugiej osoby. I wtedy zasłaniamy oczy rzeczami drugoplanowymi. Kochamy rzeczy, zamiast osób. Albo kochamy się najarać lub zdeksić, by choć przez chwilę poczuć jakiś ogień w sercu. Kaszlak był moim remedium. W parze ze sławną MJ stanowili ucieczkę od smutnego poczucia, że jestem kompletnie sam. Nie chciało mi się nawet ruszyć dupy z domu, by poznawać potencjalne kandydatki na "tę jedyną". Bo wolałem jarać i brać deksa co jakiś czas.

Było zajebiście... teeee, spoko być singlem, nikt nie truje dupy hehe- takie miałem stanowisko. Aż poznałem... ją. W jednej chwili potrafiła tak zająć moje serce, że nie myślałem prawie w ogóle o deksie ani o MJ.

Dzisiaj, gdy jej nie ma, a ja spaliłem dwa wiadra pierwszy raz od... chuj wie jakiego czasu... czuję, że marihuana to idealna namiastka miłości. Tylko że niestety słabsza.

Uczucie, że zasypiasz szczęśliwy jak nikt i w stu procentach spełniony życiowo- miałem je bez stafu, choć niegdyś tylko na fazie. Kompletlny brak pojęcia braku. Kompletna czystość serca. Absolutna doskonałość. Zakochanie- haj jak skurwesyn. Pierwsze takie poważne uderzenie uczuć dla mojego młodzieńczego serca. Kiedyś byłbym gotów przysięgać, że nigdy się nie przywiążę do nikogo i nie narobię sobie nadziei. Potem byłem gotów przysięgać jej wierność do końca życia. Teraz nie jestem już w stanie nic stwierdzić z pewnością, bo wiem, jak los może szybko się zmienić. Nie potrafiłem przed snem nie myśleć o niej, była też moją pierwszą myślą po przebudzeniu. Jak baka w okresie, gdy kochałem zielone, ale "ta jedyna" była milion razy ważniejsza i lepsza. Widząc jej uśmiech, czułem się, jakbym się topił ze szczęścia. Tak samo, jak kiedyś, widząc worek z pięcioma gietami, ale miliard razy mocniej. Dziś, muszę się powoli przyzwyczajać do tego, że otacza mnie tylko... powietrze. Baka pozwoli mi szybko zasnąć, mieć w sercu odrobinę spokoju i ciepła. Czuję się trochę jak puste naczynie, ale zielenina jakoś złagodzi to wszystko. Da chociaż krztynę tego, co mogła miłość. Na tamtą chwilę- najintensywniejsza, jaka mogła być.

Prędzej bym powiedział, że uzależnię się od baki, niż od drugiego człowieka. Uzależniłem od obu heh. Tylko potem na rzecz "tej jedynej" zerwałem kontakt z suszem, bo mimo iż to akceptowała, wyraźnie nie podobało jej się, że często się odurzam. Za deksa mnie zwyzywała od ćpunów i kompletnie zakazała konsumpcji tegoż czerwonego śrutu dla mózgu, kochana kobieta. Przynajmniej wiem, że jej zależało. Mimo iż strasznie się kłóciliśmy, w sumie wspominam ją dobrze, wielu rzeczy mnie nauczyła. Kiedyś myślałem, że zielsko może wiele pokazać i mega wzbogacić życie. Dziś mam świadomość, że relacja z osobą, z którą się dopełniasz, to o wieeele większy podręcznik wiedzy. "Ta jedyna" miała swój niepowtarzalny urok. Wzbogaciła mnie duchowo bardziej niż wszystkie narko, jakie jadłem, zsumowane. Niesamowicie jej porządałem.

 

 

Gdy byłem młodszym lujem i zostałem wprowadzony w mistyczny świat fazy, jaranie pozwalało mi czuć, że życie ma sens. Potem miłość- najwyższa gwiazda w zenicie, która mi przyświecała- odgrywała tę rolę. Był to filar wszelakiej wartości, cud ponad cuda, cel ponad cele. Ta, którą tak kochałem (nadal kocham?), potrafiła dać mi tyle wewnętrznego spokoju i harmonii... Gdy słyszałem jej ciepłe słowa, czułem się, jakbym dryfował w jakimś lepszym świecie, idealnie dobrym miejscu. Jak po kolosalnej dawce kaszlaka albo dżojncie gigancie. Była jak DXM, ale miała trochę inne skutki uboczne. XD

 

Obrażała się, gdy porównywałem ją do ćpania, ale gdyby wiedziała, jak mocno kochałem "ćpać"- czułaby się usatysfakcjonowana. Ją kochałem miliardy razy mocniej. Było tak dobrze. Jak wtedy, kiedy odkrywałem świat psychodeli i czułem, że życie jest niewyobrażalnie piękne. Tylko, że żaden kurwa drag nie daje tak intensywnego zauroczenia życiem, jak zakochanie. Ona była wszystkim, czego było mi trzeba. Dosłownie. Była jak mój lek i jak moja obowiązkowa mantra codzienna jak wskazówka mojego czasu i każda kratka w kalendarzu. Była uzależniająca jak barbiturany, ale działała jeszcze mocniej.

Zaczęło nam się gorzej układać. Cały czas chodziłem zestresowany faktem, że to zmierza w złym kierunku. Trochę jak heroiniarz, który po roku bicia w żyłę uświadamia sobie, że chyba nie byłby w stanie wytrzymać dnia bez białej damy, ale niedługo może przyjść czas biedy i nie kupi działki. Poczucie winy. Ciągły napływ kortyzolu nie działał na mnie zbyt fajnie. Traciłem cierpliwość do niej, bo miała "trochę" chwiejne nastroje. Nie wiedziałem, czy to wszystko ma sens, czy mam na tyle anielską cierpliwość, że przetrzymam jej gorsze dni. A może nie powinienem? Może trzeba było być stanowczym, to wszystko by sie układało?Chciałem być jej zbawicielem i ją ratować przed emocjami, nad którymi nie panowała. MJ kiedyś uratowała mnie w takiej sytuacji. Ja uratować "tej jedynej" nie potrafiłem. Bałem się jak cholera, że coś jest nie tak i nie kontroluję sytuacji. Ta relacja momentami była jak najlepsze mistyczne przeżycie po królowej ziół, a czasami jak chaotyczny bad trip na Tussidexie. Nie wiedząc, kiedy i dlaczego- zauważyłem, jak zaczyna stawać się zimna. Zupełnie jak MJ kiedyś. Stała się jakaś inna, bo nie dawała już tyle ognia co na początku. Tylko że bez mj mogłem żyć z palcem w dupie. Bez miłości- w sumie kładłem się z przekonaniem, że jak się już nie obudzę- to nic nie szkodzi. Albo jak ktoś mi pokaże Styks i zapyta, czy przechodzę dalej- powiem, że tak.

Zejście z miłości jest kurwa milion razy gorsze niż bezsenne noce albo schizy na zejściu kaszaka, czy syndrom amotywacyjny po spaleniu hurtowej ilości topek. Wszystko traci sens. Dla kogoś, kto jest nieczuły, bardziej zna życie, albo zna go mniej- może się to wydawać śmieszne, że gnojek płacze, bo stracił miłość. Dla mnie to, bynajmniej, nic zabawnego.

Aby odstawić cokolwiek- nieważne czy kaszlaka, mj, czy kurwa gluten- trzeba sobie znaleźć coś w miejsce tego, czego już nie ma. Jakiś ciekawy sposób przeżywania nowych emocji, hobby, zajebistą książkę czy pracę. Miłości jednak nie zastąpi NIC.

Moja rada, jako młodego luja, ale już trochę mądrzejszego, niż nawet wczoraj- szukaj miłości. Jeśli chcesz rzucić-'szukaj tym bardziej. Działanie stawia nas tam, gdzie okazja może dosięgnąć. Czy jakoś tak. Więc nie siedź na dupie jak ja kiedyś :D

Aby odstawić miłość- tydzień mielenia w sobie uczuć i frustracji. Przejście przez gniew i żal, aż do akceptacji. U jednych trwa to dłużej, u innych krócej, ale każdy cierpi. Cóż, takie życie.

Wspominam ją ciepło, choć to zamknięty rozdział. Tak jak wspomina się te pierwsze fazy. Z sentymentem, ale i świadomością, że nie wrócą. Trudno. Czas biegnie dalej.

 

Czasem trzeba zostawić za plecami to, dzięki czemu już nie wzrastamy. Nie mogliśmy ze sobą być. Za duża różnica zdań. I za mało wspólnego. Koniec. A może początek nowego życia? Co nie zabija, wzmacnia. Nie dało się dłużej w tym trwać. W czymś, co z początku było magią, a potem już nałogiem, który poniewierał mnie swoją niską wibracją. Tak musiało być. Żyję sam, no i hej, tak obojgu będzie lżej.

Miłość to najsilniejszy drag pod Słońcem. Uważajcie.

Ocena: 

Odpowiedzi

Co ten wywód ma wspólnego z trip raportem?

 

Dałeś (moim zdaniem) głupią radę, by szukać miłości. Miłość bowiem pojawia się właśnie wtedy, gdy jej nie szukasz. Cytując Gawlińskiego: "czekaj na wiatr. Zjawi się sam..."

To tylko sen samoświadomości.

Siedząc na dupie i czekając na miłość można zmarnować całe życie, bo ktoś nam nawmawiał powiedzonek, że przecież przyjdzie sama. Nie, nie przyjdzie. Nie poznasz odpowiedniej osoby- to nie będziesz mieć okazji się zakochać. Proste. A poznanie nowych osób wiąże się z działaniem, a nie czekaniem. Więc trochę chujowe to powiedzonko, mimo iż sam kiedyś wierzyłem w podobne pierdalamenty dla usprawiedliwienia własnego nieróbstwa w kwestii relacji damsko- męskich.

 

A mój wywód ma to wspólnego z trip raportem, że również ukazuje działanie substancji odurzających (oksytocyna i Fenyloetyloamina) , które to składają się na tak zwaną miłość. I przedstawia fazę oczami człowieka, który tę używkę przyjmował a potem odstawił. Nadto porównuje miłość do drugiej ulubionej używki by lepiej zobrazować istotę haju, który mamy za darmo. Tak ciężko było to zrozumieć szamanie? 

Miłość ma tyle form, a tak trudno je rozwinąć.
Umierała stokroć, wciąż nie może zginąć.

Nie powiedziałem, że masz siedzieć na dupie, zamknięty na cztery spusty sam w domu. Po prostu kiedy czegoś za bardzo pragniesz, to to nie przyjdzie. To tak, jak sportowiec, kiedy za bardzo chce, to nigdy nie zdobywa medali. Wychodź do ludzi, spotykaj się z nimi, ale nie szukaj miłości. Wtedy ona przyjdzie. Innymi słowy miej wyjebane, a będzie Ci dane. 

 

Fenyloetyloamina to grupa związków, w skład której wchodzą amfetamina, MDMA, meskalina i dziesiątki innych, a oksytocyna to hormon występujący u kobiet w ciąży i podczas karmienia piersią. Nie słyszałem o jej psychoaktywnym działaniu, ani że to jej działanie można nazwać miłością. Idąc tym tropem, to wszystko można podciągnąć pod narkotyk. Napiszesz raport o tym, jak to grałeś w piłkę? W myśl zasady ćpaj sport. 

 

To tylko sen samoświadomości.

Napisałeś, że miłość przychodzi, gdy się jej nie szuka, co może mieć różne interpretacje i dla mnie brzmi jak lamerskie oczekiwanie, że życie samo nam wszystko ześle. I negujesz moje zdanie, że warto jej szukać, więc tak jakbyś zaprzeczał temu, że podjęcie wysiłku jest dobrym pomysłem. Do Twojego stanowiska zatem lepiej by pasowało "Szukaj, ale miej wyjebane".

 

Ten przykład ze sportowcem kiepski. To ten, który chce najbardziej, zawsze wygra. Zawsze. To jemu chce się ćwiczyć żeby wygrać, trzymać dietę, czy nawet ryzykować zdrowie i kuć dupę. Chcieć bardzo to nic złego. A za bardzo? Co to znaczy za bardzo? Wtedy, kiedy się z tego powodu popada w manię? Ok, ale od dużej chęci i motywacji daleko do obsesji. Więc nie wiem co widzisz zbędnego w chceniu, skoro popycha nas do działania, a działanie do celu. Aby mieć cokolwiek- trzeba wpierw tego porządać, żeby zacząć szukać. Nie wolno jedynie się stresować tym wszystkim- jak w sporcie tak i w szukaniu miłości. Bo wtedy podejmujemy nieefektywne desperackie kroki i wysiłek może iść na marne. 

 

Dałeś mi już kilka rad na tym forum, serdeczne dzięki za wszystkie, mniej lub bardziej trafione, to pozwól, że ja dam Ci też jedną- nie wierz w stare mądre powiedzonka. Nie zawsze muszą być oświecone, tak jak się wydaje :D

 

Fenyloaminy- grupa związków...

 

Fenyloetyloamina- jeden konkretny związek. Odpowiada między innymi za stan zakochania i euforię biegacza.

 

W takim razie o oksytocynie doczytaj. Hormon miłości. 

 

Owszem, wszystko może być narkotykiem. Jeśli chcesz, ty napisz taki raporcik o kopaniu w gałę, może jakieś oświecone prawdy odkryjesz :DD

Miłość ma tyle form, a tak trudno je rozwinąć.
Umierała stokroć, wciąż nie może zginąć.

Te stare powiedzonka, często będące przysłowiami to mądrość narodu; oparte na bazie setek lat obserwacji wielu pokoleń, które wytrzymują próbę czasu - są uniwersalne. Nie będę się z Tobą sprzeczał na temat miłości - pożyjesz i zobaczysz, że ta przychodzi z zaskoczenia, a nie wtedy, kiedy jej pragniesz.

 

Fenyloamina to jeden związek - anilina. Chciałeś chyba napisać fenetylamina, tyle tylko, że fenetylamina to nic innego, jak fenyloetyloamina. Tak, to też jeden związek - rdzeń, którego pochodne to substancje psychoaktywne. Alexander Shulgin napisał na ten temat książkę (PIHKAL), która jest podręcznikiem dla tego całego RC. Tak samo tryptamina (TIHKAL).

 

No przecież, że wszystko może być narkotykiem, ale to jest forum dotyczące substancji psychoaktywnych, a nie czegokolwiek, co może być rozumiane, jako narkotyk. Nie ma sensu tu pisać o tym, jaka to fajna zabawa klockami LEGO. 

To tylko sen samoświadomości.

Namotaliśmy obaj, skończmy na tym, że ta grupa związków nazywa się fenyloetyloaminy, ale istnieje również pojedyncza substancja zwana fenyloetyloaminą (jest w kakao dla przykładu) ;)

 

Jeśli chodzi o powiedzenia- skąd znasz ich genezę? XD Może ktoś po pijaku rzucił jakieś zdanie a reszta przytakuje jak małpki bo brzmi fajnie? 

 

Myślisz, że jak pożyłeś sobie więcej, to znasz życie lepiej? XD Swoje- owszem. Moje jest moje. Czyż to nie Ty sam zażarcie w dyskusjach bronisz prawa jednostki do doświadczania indywidualnego toku nauki zwanego jej własnym życiem? Po co mam się opierać na Twoich mądrych powiedzonkach ludowych budowanych na cudzym doświadczeniu, skoro moje własne mówi mi coś wręcz odwrotnego? Według mnie wszystko przychodzi dzięki działaniu. Miłość nie  jest żadnym wyjątkiem. Może to Ty pozyjesz i zobaczysz, że nie ma uniwersalnej prawdy, której chciałbyś skubnąć, bo każdy zyje swoim uniwersalnym prawem? Może te powiedzonka nie są adekwatne do każdej sytuacji? A może to po prostu głupie hasełko, w które się wierzy tak jak w kościół- bo przecież ludzie od dawna wierzo! Nie bierz na pewniaka czegoś, czego nie możesz nawet zweryfikować, bo to, że do Ciebie miłość mogła przyjść sama X razy, do kogoś innego Y razy, nie znaczy, ze istnieje uniwersalny wzór dla każdego, który mówi, że miłość samoistnie manifestuje się w życiu. Może gdybyś spojrzał na sprawę z innej strony, zobaczyłbyś, że obaj mamy rację, bo zarówno szukając, jak i nie szukając można znaleźć, przy czym ja twierdzę, że moja metoda jest dla mnie lepsza. Nie jesteś taki oświecony jak myślałem xD Zamiast wyjąć jakieś nauki z wypowiedzi przeciwnika i rozważać dane zagadnienie jego oczyma, uparcie stoisz przy swojej wersji, jak ktoś z zamkniętym umysłem, kto wie, że ON MA RACJĘ haha. Wyluzjj, nie ma żadnego ataku na Twoją prawdę. Zaakceptuj moją, ja Twoją rozumiem i staram się ujrzeć w całej okazałości, aczkolwiek moja własna bardziej mi pasi po prostu. Czy to źle, że mamy odmienne punkty widzenia? Nie. Szanujmy je oba i nie kłóćmy sie o to, kto lepiei zna życiowe prawidła.

 

Dobrze, skoro tak Ci nie pasuje to, że napisałem coś niestandardowego, nie czytaj moich raportów :p

 

Pozdrawiam

 

Miłość ma tyle form, a tak trudno je rozwinąć.
Umierała stokroć, wciąż nie może zginąć.

Wiesz, mi raz rzucił "przysłowiem": Kto się przezywa tak się sam nazywa xd

Ja znam jeszcze takie:

Raz w dupę to nie pedał.

Otwór nie potwór byleby otwór.

Żeby życie miało smaczek raz dziewczynka, raz chłopaczek.

Torba na łeb i za ojczyznę.

 

Tak ogólnie to mi się wydaje, że szaman sam siebie próbuje przekonać do tego że jest jak pisze, bo jak słusznie napisałeś: "Zamiast wyjąć jakieś nauki z wypowiedzi przeciwnika i rozważać dane zagadnienie jego oczyma, uparcie stoisz przy swojej wersji, jak ktoś z zamkniętym umysłem, kto wie, że ON MA RACJĘ haha."

Płytkie to takie, że spuentowałbym to takim:

Perły przed wieprze.

 

Czemuż miały służyć w Twym komentarzu te patologiczne, dziecinne teksty? Porównujesz je do przysłów? 

To tylko sen samoświadomości.

To przyslowia w takim samym stopniu co inne (a zwlaszcze twoje: "kto sie przezywa tak sie sam nazywa"). Używane od dawien dawna, przekazują solidną porcję nauki i mądrości.

Chyba wyjaśniliśmy kontekst tego zdania, gdy sam przyznałeś, że Cię poniosło, nieprawdaż? Poza tym znasz mój stosunek do prób obrażania rozmówcy - uważam, że jest to śmieszne i słabe. Może w danej chwili trzeba było posłużyć się prostym językiem, natomiast sens/treść tego jest oczywista. Czy naprawdę nie dostrzegasz, że obrażając kogoś, obrażasz siebie?

To tylko sen samoświadomości.

I znowu piszesz o czymś zupełnie innym. 

Świetne jest to twoje "zrozumienie" :P

Powiem to tak Aksamicie: Kiedy próbujesz złapać motyla, on zawsze będzie uciekał, ale kiedy usiądziesz spokojnie, to sam przyleci. 

To tylko sen samoświadomości.

Emocje niszczą ludzi.

Dekadentyzm w ćpaniu, hedonizm w życiu.

Tworzą*

Nie tworzą a wylewają się do przestrzeni. Ludzie pod wpływem emocji kierują swoje siły w stronę pragnień, które je pochłaniają, ale wkrótce wygasają i sprowadzają cierpienie na walkę z którym również potrzeba siły. Z wiadomych przyczyn może brakować ich i wtedy ludzie przywiązani do własnych emocji popadają w strach albo dekadentyzm.

Dekadentyzm w ćpaniu, hedonizm w życiu.

Możnaby rzec, że emocje wypalają energię ludzi, ale czym byłby człowiek bez emocji? W tym sensie emocje tworzą/składają się na istotę ludzką. Strach to też emocja. Natomiast fakt, że wszyscy cierpią przez gonitwę za i przywiązanie do przyjemności. Proste prawo równowagi.

To tylko sen samoświadomości.

Uczucia w pewnym stopniu wchodzą w skład istoty ludzkiej. Bez nich dusza człowieka byłaby w klatce jednak mimo, że dzięki nim dążymy do wieczności " wierząc w nieprzypadkowo wybraną drogę" to mimo wszystko są narzędziami matrixa wprowadzonymi do kontrolowania ludzi. Bo odczuwamy tylko 1% rzeczywistości, którą postrzegamy, ale w wyniku zakrzywień sensualnych nie widzimy tego. Doprowadza to do zatracenia się w odczuciach nie widząc wiele a myśląc odwrotnie. A więc jaki z tego wniosek? Istnienie na Ziemi jest nieustannym byciem "poniewieranym" przez emocje w przestrzennym zatraceniu. Ale dlaczego o tym piszę? Bo właśnie często "czerpanie radości z życia" jest hedonistycznym teatrzykiem duszy zbłąkanego człowieka i nie wszyscy o tym wiedzą. Innym spektaklem jest religia, ale to już inny temat.

Dekadentyzm w ćpaniu, hedonizm w życiu.

Odnośnie Matrixa, to fajne zdanie wypowiedział Keanu Reeves: "ludzie myślą, że "Matrix to film s-f, a w rzeczywistości jest to dokument". Nasze zmysły oczywiście odbierają maluteńką cząstkę całości. Całości jednak nie da się ogarnąć nawet pozazmysłowo. Generalnie znakomita większość ludzi nie stroi z wyższymi (subtelnymi) energiami, stąd takie przywiązanie do przyjemności cielesnych, bez zważania na potrzeby duszy. Emocje i uczucia mają wymierną funkcję w naszym pobycie na Ziemii. W pewnym sensie są nawet solą naszej egzystencji. 

To tylko sen samoświadomości.

Dokładnie. Bez emocji i uczuć nie bylibyśmy ludźmi. 

Możemy latać w astralu i zwiedzać inne wymiary, ale to ziemią jest naszym domem. Na jak długo - tego nikt nie wie. Dlatego też według mnie nie ma co wypierać się człowieczeństwa na rzecz czegoś nieosiągalnego. To rodzaj ucieczki przed samym sobą. 

Więc co twoim zdaniem w większym stopniu wchodzi w skład istoty ludzkiej?

 

Nie wiem, czy to pytanie do mnie, czy do Filozofa, ale moim zdaniem świadomość.

To tylko sen samoświadomości.

Do filozofa.

A idąc tropem twojej wypowiedzi to nawet psy są ludzkie. Chyba, że się mylę.

Jak dla mnie to właśnie tworzy człowieka - uczucia i emocje. Reszta to podstawa.

Pies też człowiek. Myślisz, że pies nie przeżywa emocji? Albo że nie ma uczuć? Miłości od psów to moglibyśmy się uczyć. Ma też serce i wątrobę, a niekiedy ma bardziej ludzkie odruchy od niektórych ludzi. Ludźmi podobnie, jak psami targają instynkty. Może nie ma przeciwstawnego kciuka ot co.

To tylko sen samoświadomości.

Napisz więcej truizmów. 

Psy nie są namiętne, nie znają nienawiści, nie znają miłości. Nie mają marzeń, nie kłamią. To co mają to instynkty, nie uczucia wyższe. Serio, miłości od psów moglibyśmy się uczyć? Chyba "O psie, który jeździł koleją" niedawno czytałeś i ci się jakiś zastój w mózgu zrobił. 

 

Miałem kilka psów i doskonale je znam - i wiem, że wystarczy dłuższy moment u nowego właściciela i już nie będą chciały do ciebie wrócić, chociaż przed oddaniem wyrywały się i próbowały uciekać do ciebie. Nie twierdzę NIGDZIE, że pies nie przeżywa emocji, czy nie ma uczuć, ale u niego to powierzchowne, płytkie. Domyślam się, że u ciebie też skoro takie rzeczy wypisujesz.

Ale, żeby przedstawić to inaczej (twoje pojęcie "człowieka", pomijając oczywisty aspekt cielesny, o którym napisałem wyżej: "reszta to podstawa") - to także glista jest człowiekiem. Ba! Nawet drzewo (samiczka jarzębiny na przykład) nim jest. Albo ziemia. Albo kamień. Bo przecież wszystko ma świadomość. Jasne, napisz mi, że mam rację, bo przecież wszystko jest samodoświadczającą się świadomością, która z nudów podzieliła się na części. Śmieszne :P

Uwielbiam (to jest ironia) takich oświeonych ludzi, którzy próbują stać się czymś więcej niż mogą. I umniejszają innych. Pod maską dobrych intencji oczywiście, bo obłuda jest zawsze w cenie.

 

Czyżby człowiek po rozstaniu i znalezieniu kogoś innego wyrywał się z nowych ramion??? Skąd wiesz, że psy nie mają marzeń (na pewno mają marzenia senne), ani na swój sposób nie są namiętne? Ja jak obserwuję zwierzęta, to dla mnie są zadziwiająco ludzkie, a ludzie nadzwyczaj zwierzęcy. Mężczyźni gwałcą kobiety, bo taki mają popęd seksualny (który czyż nie jest instynktem?), a pies, jak suka nie da, to nie weźmie. Ludzie mają instynkt samozachowawczy i rzadko kiedy ktoś osłoni kogoś własną piersią. Pies też ma ten instynkt, ale częściej słyszę o poświęceniach psów dla ludzi, niż człowieka dla człowieka. Nie mówiąc o zabijaniu dla przyjemności.

 

"Jak dla mnie to właśnie tworzy człowieka - uczucia i emocje." - czy tu nie nadajesz tych cech wyłącznie ludziom? A jeśli chodzi o to, że te są wyższe, niż u psa, to świadomość tym bardziej. Pytałeś "co w większym stopniu wchodzi w skład istoty ludzkiej" i na to pytanie odpowiedziałem. Bardziej świadomość, niż emocje i uczucia. Możesz to rozumieć, jako rozum, zdolność abstrakcyjnego myślenia, tworzenia sztuki itd. (myślenie analityczne odpada, bo tu wchodzi sztuczna inteligencja). 

 

Ciekawe, że moje słowa wziąłeś bardzo dosłownie, ale swoich już nie. Lubie z Tobą rozmawiać - zmuszasz mnie do myślenia. Ach i wyluzuj, bo nie chcę Ci umniejszać (ani nikomu). Nie próbuję też być kimś więcej, niż mogę (sic!), ale jestem, kim jestem - wszystkim i niczym. Tak samo, jak Ty.

To tylko sen samoświadomości.

Jeszcze tylko apropo kłamania, to przypomniało mi się, że jak byłem dzieckiem, to mój ojciec zabronił psu wchodzenia na meble i skubaniec zawsze wbijał się w pościel, jak go nie było. Jak schodził, to zostawiał "ślady", a jak później dostawał opierdol, to niby ździwiony spoglądał za siebie, jakby to nie było do niego, tylko do kogoś za nim, bo to nie on;-) Także psy próbują kłamać, chociaż słabo im to wychodzi. A słyszałeś o gorylicy, która rozjebała umywalkę i zgoniła (w migowym) na kota? Zwierzęta mają swoje charaktery, tak jak ludzie. I kłócą się i w ogóle...

To tylko sen samoświadomości.

Wiesz, ja wchodzę tutaj głownie po to, żeby zmuszać ludzi do myślenia. Po to istnieję. Tym jestem. Też o to mi chodziło, kiedy pisałem, że wiem kim jestem. 

A co do zwierząt - mój pies zawsze jak wychodziliśmy z domu to wchodził na górę na łóżko, a jak słyszał klucz w zamku to zbiegał na dół i kładł się i udawał, że śpi. hehehhe cwaniak jebany     hehehe a ja go w chuja robiłem, scenicznym szeptem mówiąc: Idź do kuchni, pani da kiełbasę, nooo idź (pytające spojrzenie) nooo, taaak. Szedł do kuchni, i wracał i na mnie wył, że go w chuja zrobiłem, hehehe

Nie napisałem dokładnie o co mi chodzi. Powinienem bardziej wypuklić, że chodzi mi o te bardziej wyrafinowane emocje, marzenia itp.

To, że suka nie da - chodzi o to, że ona ma siłę egzekwoać swoje prawo do nie dania. Przeciętna przedstawicielka płci brzydkiej jest fizycznie wybitnie słaba co wykorzystują niektórzy. 

A ludzkie jest dla mnie wszystko do czego człowiek zdolny - gwałt, sadyzm, wyrafinowane techniki seksualne, "altruizm" itp. 

O gorylicy czytałem, są też ptaki, które rozwiązują zagadki, ośmiornice, które uczą się od siebie będąc w różnych akwariach itp. Nawet kiedyś miałem taką teorię, że człowiek jest najbardziej upośledzoną istotą na ziemi - potrzebujemy ubrań, schronienia, ognia. Nasze zmysły są przytępione. Dlatego ta cała technika itp.

Wiesz, tak naprawdę to to kim jestem tutaj to gra, w prawdziwym życiu jestem zupełnie innym kolesiem, po prostu mam doświadczenie w dysputach, manipulacji słowem (nie tej "złej", po prostu) , zmuszania do myślenia. Jak pisałem wyżej, od tego jestem.

I nie ukrywajmy, też lubię z tobą pisać. Lubię gdy ktoś się ze mną nie zgadza i swoją swojszę popiera argumentami (innymi niż moja jest najmojsza), a nie przytakuje i łyka wszystko co powiem.

 

Życie to gra. Istotą człowieczeństwa jest wola. Zgadzam się, że człowiek jest "upośledzony" i to przez samego siebie z wygody. Moglibyśmy z Ziemii zrobić piękny ogród, ale częściej wolimy betonować świat i niszczyć naturę. W pewnym sensie jesteśmy rakiem tej pięknej planety. W każdym razie jednym z elementów przebudzenia jest zrozumienie faktu, że każdy przykłada swoją cegiełkę. Możemy ją podłożyć pod ogród, lub pod fabrykę. Gdy zniknie ostatnie drzewo, wyschnie ostatnia rzeka, wtedy zrozumie każdy, że pieniądze nie są jadalne. No ale będzie za późno. Ponoć sztuczna inteligencja, zapytana o przyszłość ludzkości, stwierdziła, że "niebawem was w ogóle nie będzie".

To tylko sen samoświadomości.

Zależy od punktu widzenia. Ja dostrzegłem piękno w tym co robi człowiek - w całym tym głównie w którym sami się topimy. Uwielbiam patrzeć jak ludzie niszczą siebie nawzajem, siebie samych, wszystko wokoło. Uwielbiam patrzeć jak ludzie budują, naprawiają, tworzą. Cały czas następują zmiany - a te uważam za najpiękniejsze co jest. A czy na dobre czy na złe to zależy od punktu widzenia - chyba, że nie oceniamy to wtedy wcielamy się w rolę obserwatora i cieszymy spektaklem.

A to czy ludzi nie będzie - biorąc pod uwagę, że należymy do proletariatu, a Partia ma władzę to wątpię. Najprostszym wyjściem jest zlikwidowanie sporej części proli i zostawienie tylko tylu,  żeby utrzymywali tych na górze. Dobrym wyjściem są wojny, jakieś akty terrorystyczne, choroby. Czystki co powiedzmy trzy pokolenia zapewnilyby nieprzerwany strumień robotników i kobiet do rozrodu przy jednoczesnym utrzymaniu populacji w ryzach. Do tego stworzenie stref mieszkalnych utrzymanych pod ścisłą kontrolą. A ziemia uleczyla by się sama. 

Odpiszę na końcu, bo zwęża.

To tylko sen samoświadomości.

Strony

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2018
design: Metta Media