Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

[metylon][tabaka][kodeina][pineapple express] pierwszy raz z bk-mdma

[metylon][tabaka][kodeina][pineapple express] pierwszy raz z bk-mdma

Set & Setting:

* ciepły i przytulny pokój,

* święty spokój i dużo czasu wolnego,

* spora nuda i raczej brak zmartwień

Substancje:

* około 250 mg MDMC w postaci pudru, przyjęte doustnie w soku,

* dwie tabaki od Polscha - Gawith Apricot i Ozona Cherry,

* ekstrakt z 32 tabletek Antka,

* nieopalona lufa po małej paczce Pineapple Expressa (0,25 g)

Doświadczenie:

Małe (góra kilka prób, niekoniecznie udanych):

* Poppy Seed Tea,

* podtlenek azotu,

* SD,

* opium

Średnie:

* makiwara,

* prometazyna,

* diazepam,

* efedryna,

* Fresh Flash & Mitseez (na butylonie),

* DXM,

* metylon

Duże (sporo spożyć, niczym mnie nie zaskoczy):

* alkohol,

* MJ,

* tytoń,

* kofeina i podobne,

* klonazepam,

* metkatynon,

* kodeina,

* mefedron,

* Rasta,

* Magic,

* Pineapple Express,

* Baclofen,

* psuedoefedryna,

* Exclusive Gold

Trip Raport:

Odebrałem dziś na poczcie pewną przesyłkę. Zawierała ona gram metylonu w postaci bardzo drobnego pudru. Po wyściu z UP, wyruszyłem na spacerek w celu zdobycia trzech paczek Antidolu.

Po powrocie domu zjadłem szybko obiad i odmierzyłem na oko 250 mg MDMC. Wrzuciłem metylonik do kubeczka i zalałem Tymbarkiem jabłkowo-brzoskwiniowym. Wypiłem. Nie było tego aż tak czuć, ale lekko smakowało metkatem z porządnej reakcji. Ułożyłem playlistę. Wyłądował na niej Combichrist, Feindflug, The Prodigy i The Jimi Hendrix Experience.

Mniej więcej po 10 minutach było już czuć wejście - serce szybciej bije, zaczynam się pocić. Mija jeszcze chwila i zaczyna się na dobre. Wypełnia mnie euforia. Jest bardzo umysłowa, wewnętrzna i spokojna. Czuję się niesamowicie zrelaksowany. Czuć też lekkie odrealnienie, a obraz się trochę "mefedronuje". Koresponduję esemesowo z dobrym ziomkiem i jakoś zajebiście długie wiadomości mi wychodzą. Kurwa, świat jest moim przyjacielem, kocham wszystko bez wyjątku! Tańczę do "Voodoo People", w dziwny sposób odczuwam grawitację - jest lekko i troszkę niepewnie. Zaczynam rozumieć czemu tańce po pigułach wyglądają tak a nie inaczej. Kurwa, jest niesamowicie, chciałbym się tak czuć cały czas... Trochę szkoda, że z koncertami i imprezami taka susza, bo byłoby wspaniale gdybym się tak porobił przed bibą jakąś.

Mija prawie godzina, a ja dalej delektuję się tym stanem. Wciągam sobie co jakiś czas trochę tabaczki, bardzo przyjemna czynność. Znowu "wtapiam" się w muzykę, leci "Omen" z najnowszej płyty The Prodigy. Po chwili dochodzę do wniosku, że warto zapuścić coś niecodziennego, oderwanego od mojego gustu. Odpalam "Jestem Bogiem" jednej z najfajnieszych ekip hip-hopowych w tym kraju. O tak... Rzeczywiście czuję się jak Bóg. A teraz znowu zmiana konwencji - odpalam "Rockin' In The Free World" grane przez Pearl Jam w wersji akustycznej i chwytam za wiosło. Gram razem z nimi i czuję że jestem częścią zespołu. Zauważam zajebisty szczękościsk. Ech, a jednak ten smakołyk ma wady.

Kładę się na łóżko. "Zatapiam" się w muzyce. Obraz zysuje żółty odcień, zniekształcenia znane z 4-MMC powracają. Piosenka mija, zostaję wezwany do kibla przez potrzebę fizjologiczną. Zauważam, że pyta jest lekko skurczona :D. Nie aż tak jak po kocie czy mefie, więc być może czynności z nią związane nie są aż tak zaburzone, plus dla metylka. Patrzę w lustro - źrenice tylko trochę powiększone, kolejna zaleta.

Znowu siedzę przy kompie. Playlista składa się teraz z Hendriksa, Pearl Jamu i Sepultury (a co, trochę pierdolnięcia zawsze się przyda ;]). No nie, zauważam, że coraz słabiej powoli jest. Łudzę się, że to coś pomoże i wciągam odrobinę MDMC nosem, oczywiście bez efektu.

Nadszedł zatem czas na kodę - ekstraktuję 3 paczki + dwie tabletki Antidolu. Zalewam sokiem i wypijam. Biorę lufkę po Pineapple Expressie i opalam ją z nudów. Palonko lecituko wchodzi. Metylon działa o 35% słabiej niż w apogeum działania. Mija 20 minut i wchodzi koda.

Oł je, w głośnikach tym razem Black River, a ja czuję się tak jak kiedyś po miksie metkata z kodą - jednocześnie dwa typy euforii, trochę pobudzenia, trochę relaksu, uczucie wszechmocy, miłość do świata, spora wylewność w wypowiedziach, ogólna gadatliwość, totalny błogostan. Zaje-kurwa-bioza!

Pragnę w tym miejscu zakończyć mój TR, więc pora na małe podsumowanie:

* Metylon jest wspaniałym ketonem i najbardziej imprezowym dragiem jaki znam.

* Dorzucenie kody do metylonu daje wspaniałe efekty.

* Tabaka jest zajebistym czasoumilaczem.

* Rynek RC ma naprawdę sporo do zaoferowania - mef i metylon to unikatowe i zajebiście udane i ciekawe substancje.

Pozdro ćpaki! Wszystko z głową, a naprawdę się opłaci.

A, jeszcze jedno, postuluję aby nadać MDMC jakąś dobrą ksywkę, proponuję "motylek" :D.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media