Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

magiczne grzybki po raz pierwszy

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
20 suszonych grzybków na raz
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Pozytywne nastawienie, ciekawość ale i lekki niepokój, nastrój bardzo dobry. Wszystko odbyło się w domu.
Wiek:
22 lat
Doświadczenie:
Amfetamina (sporadycznie, ostatnio rok temu)
MDMA (kilka razy)
Marihuana (często)

magiczne grzybki po raz pierwszy

Wczoraj przeżyłam swoją pierwszą grzybkową fazę. Chciałam to opisać dla każdego kto jeszcze ma wątpliwości, czy próbować czy nie. 

Była nas trójka, mój facet, przyjaciel i ja. Przyjaciel z nami nie zjadł, bo niedługo miał jechać do domu, poza tym nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać i chciałam, żeby ktoś trzeźwy miał na nas oko. Rozsiedliśmy się wygodnie około 19tej i zjedliśmy po 20 suszonych grzybów. Znajomy mówił nam, że trzeba zjeść ok 50 żeby było dobrze, ale ja takim hardkorem nie jestem i wolę się obchodzić ostrożnie ze wszystkim czego jeszcze nie poznałam. Nudziara, hehe. Po grzybkach zapaliliśmy jeszcze blanta, żebym się uspokoiła (strasznie byłam podjarana nadchodzącym tripem).

19:30 - coś zaczęło się dziać z moim wzrokiem -  ściany w pokoju, które są koloru sraczkowatego w moich oczach mieniły się na zmianę różnymi odcieniami pomarańczowego, żółtego, ładnych pastelowych brązów, po prostu podobały mi się, a wszystkie małe światełka tworzyły dookoła siebie tęczową poświatę, jak pryzmat. Wiedziałam już, że to mi się spodoba, chociaż grzyby tak pomału wchodziły, że zastanawiałam się czy nie zjedliśmy za mało. Kolega obserwował mnie i mojego faceta. Ja oglądałam wszystko z zachwytem, łącznie z telewizją (mecz NBA). 

Epicentrum grzybozy przyszło około godzinę później. Minuty strasznie się wydłużały, uśmiech nie znikał mi z twarzy. Poszłam do łazienki i jak tylko zapaliłam światło "zrozumiałam" jak działają na mnie grzybki i zupełnie przestałam się stresować. Wyostrzone kolory, kontrast, wszystko jaśniejsze, ale nadal jakby normalnie. Kształty lekko drgały, szczególnie jak przestawałam myśleć o tym na co patrzę. Wróciłam na dół, mecz nadal trwał. Koszykarze wyglądali śmiesznie. A to same nogi biegały, a to coś z pikselami nie tak. Pokój nadal mienił się różnymi jaskrawymi kolorami, nie był sraczkowaty. Zdecydowanie. Wyszliśmy zapalić na dwór, kolega który nas pilnował zaczął się do mnie śmiać przerażajacym głosem i robił jakieś groźne twarze, zdenerwował mnie tym, bo mój mózg lepił z tego co widzę strasznie dziwne kształty, a ja bad tripa nie chciałam. Poprosiłam go, żeby przestał więc przestał, jednak później ciągle go widziałam inaczej, i wybuchałam śmiechem w losowych momentach, bawiła mnie jego karykaturalność, a to wielka głowa, a to krótkie nóżki. :D Jak patrzyłam na mojego faceta - nic takiego się nie działo, jednak zmieniała się faktura jego skóry - np. widziałam na jego twarzy plastry miodu, albo nagle stawał się bardzo pomarszczony. Trochę mnie to przerażało, ale wiedziałam cały czas, że to tylko trip. Co do doświadczeń wizualnych - coś świetnego. Ma się wrażenie, że opadają pewne bariery i widzimy więcej, co jest bardzo przyjemne, miałam ochotę wszystko obserwować. Polecam obejrzeć na youtube "grocery trip" - mniej więcej coś takiego robił mi mój mózg, tylko, że delikatniej. Swoją drogą po grzybkach ten filmik wygląda bardzo spójnie i śmiesznie. Śmiałam się z każdego psa, który zwrócił moją uwagę.

Co do samopoczucia - dużo rozkmin, wszystkie pozytywne, obyło się bez nudności i tym podobnych, bardzo pobudza kreatywność, chce się tworzyć. Na następny grzybowy trip na pewno zaopatrzę się w płótna i przygotuję farby, zobaczymy co z tego wyjdzie.

Około 23 - północy zaczęło mi przechodzić. Poczułam lekki smutek, że już nie jest tak kolorowo i miałam ochotę zjeść jeszcze garstkę. Przez prawie pół godziny przed snem patrzyłam na świeczkę i tańczący płomyczek, to też sprawiało mi wielką radość. 

Co do ilości, myślę, że mój facet nie miał takiego tripa jak ja, ale jest ponad 2 razy większy objętościowo niż ja, więc może to miało wpływ. 

Polecam każdemu kto ma ochotę zobaczyć coś nowego. Czuję się zresetowana, odświeżona, radosna a jest już 11:00 kolejnego dnia. Na pewno do tego jeszcze wrócę ale albo przy płótnie albo w terenie. 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Kocham określenie "epicentrum grzybozy", wprost cudowne!

Wszystko siedzi w twojej głowie.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media