Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

krótki opis sensacji wywołanych inhalacją gazu butan

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:

1 dzień - 1 puszka 90ml / 50g EliCo
2 dzień - 2 puszki 90ml / 50g EliCo
3 dzień - 2 puszki 90ml / 50g EliCo
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
nastawienie: pozytywne
miejsca: winda, pokój
Wiek:
24 lat
Doświadczenie:
nikotyna, alkohol, thc, am2201 i inne syntetyczne kannabinoidy (dopalacze), dopalaczowe piguły z bzp, n2o, łysiczki lancetowate, lsd25, 4acodmt, 2cp i jakaś niezidentyfikowana fenka (2ce?), dxm, kodeina, pst, buprenorfina, fentanyl, heroina, metkatynon, amfetamina, diazepam, klonazepam, inne benzodiazepiny i neuroleptyki, butan, gałka, benzydamina, muchomór, wywar z tataraku, poppers, szałwia wieszcza ekstrakt x40 to chyba wszystko...

krótki opis sensacji wywołanych inhalacją gazu butan

Raport praktycznie "surowy", jest to scalony opis kilku przeżyć z trzech dni.

Kupiłem sobie z rana gaz, wracając do domu kirałem w windzie, kroki na klatce odbijały się mechanicznym pogłosem, przekręcanie klucza w zamku nasuwało skojarzenia z czymś o tyle mechanicznym co i owadzim, ot molibdenowy skarabeusz przebierający odnóżami. Później za dnia, były jeszcze 3 podejścia, ale prawdziwa faza zaczęła się wieczorem.

Kiram, "buchy" oporowe.
1 wdech: zaczyna się charakterystyczne pulsowanie;

2 wdech: dźwięk dostał echa, pogłosu, obrazek zaś dostał głębi;

3 wdech: obraz na chwilę się rozmył, zakrztusiłem się;

4 wdech: obraz odzyskał ostrość, barwy grafiki rozlały się lekką poświatą poza monitor, dzika radość, oczy schodzą się w zez, uśmiechając się odchylam głowę by zobaczyć coś na kształt fraktalu: kolejne mniejsze monitory z kolejnymi psychedelicznymi grafikami i lekkimi odbiciami mojej głowy (w czym?).

"Wirują przed głową - spójrz w oczy boga" - tyle wyszło z próby pisania na największej bombie. Chwilę później znalazłem się w ciemniej przestrzeni (przez chwilę myślałem że żarówka poszła), rozświetlanej jedynie przez monitor i boską jasność z umieszczonym centralnie okiem, od którego kolory tęczy rozchodziły się promieniście. Wiedziałem, że po następnym buchu zgasnąć może wszelkie światło. Pojawił się człowiek w czerni, ja natomiast stałem obok z puszką gazu, niczym z piwem, zaś nieopodal rosło drzewo - poza tym ciemna noc. Upomniałem głos słyszany w głowie (nie pamiętam o czym mówił, ale byłem przeświadczony że mijał się z prawdą), boskość w formie piramidalnej tęczy z okiem, która wydawała się (w oczywisty wówczas, a obecnie zupełnie niezrozumiały sposób) kobieca, spojrzała na mnie aprobującym wzrokiem, usłyszałem gwizd i człowiek w czerni jakby z jej polecenia pobiegł w dal...

Tym, z kim sądziłem że boska jaźn spiera się przeze mnie byłem również ja. Zrozumiałem, że konflikt jest w każdym człowieku, nasza natura jest dwojaka, mijajacy sie z prawdą głos z poprzedniej fazy to część mnie, jednak dominujaca okazała się inna część, wystarczył akt woli, a natura strachu, niezgody została wygnana.

"Z kogo" składa się wyobrażenie naszych bogów o ichnych bogach? Z nas? Teraz na najmocniejszej możliwej fazie, obraz blaknie przed oczyma, dźwięk na metalicznej zawieszce, głos w głowie powiedział: "módl się do boga"; na co odpowiedziałem  "przecież tu siedzi". "Cień" (człowiek będący jedynie konturem wypełnionym czernią) znowu gdzieś pobiegł, właśnie w momencie, gdy zacząłem kontaktować telepatycznie, bez słów przywołałem go spowrotem tłumacząc się z jego zachowania przed bóstwem: "my nie z pierwszych lepszych wszechświatów", tyle jasności, wglądu i zrozumienia (wizje wielopoziomowe, światy obok światów, światy w światach, istoty wewnątrz istot).

Trzask drzwi w windzie brzmiał niczym uderzenie gromu. Wszedłem do mieszkania i zastałem rozszalałą burzę: w odgłos piorunów wplątywały się jakieś pierwotne bębny; postanowiłem zostawić włączoną muzykę.

Odwrotna strona płyty głównej przypominała głowę lwa, z którym prowadziłem telepatyczną dyskusję. Pojawił się także "czarny", tym razem z kolegą wyglądającym jak typowy osiedlowy dresik, często padało wyrażenie, którego niestety nie zapamiętałem. Halucynacja była gruba, jeżeli przez dobrą chwilę po jej ustaniu zastanawiasz się, gdzie u licha podziali się pozostali, prawdopodobnie ulotnili się wraz z gazem.

Znaleźliśmy się na pustkowiu, wyblakły żółty piasek i czerń nocy, stoimy pod drzewem przy dźwiękach jazzu, bezgłowy pianista w słomkowym kapeluszu raz jest wyrocznią, innym razem nabiera dynamiki, to znowu przekształca się w coś na kształt fotela, donośny głos w kółko bluźni przyjezdnym, "nie ma szczekania po próżnicy - teraz!" już koniec? Minęła ledwie chwila, moment upstrzony wizjami, lwi bóg z maszyny pomógł mi pozbyć się irytującego towarzysza.

Ponownie towarzyszą mi dwie "osoby" i jeden "byt duchowy", wymiana myśli na temat zasad. Łapię się na tym, że wiem, co za chwilę pomyślę, istota duchowa również wie, informacja pochodzi od niej. Znów wielokrotnie przebrzmiewa jakieś wyrażenie, zdanie, którego nie mogę jednak zapamiętać, nie wiem nawet, czy wygłoszone zostało w istniejącym na ziemi języku, sens jednak rozumiem doskonale, pomaga mi pożegnać się z osobami.

Absurd, absurd... zaczyna się jak zwykle: pulsowaniem skroni, wyostrzeniem barw, wraz ze wzmaganiem się intensywności kolorów kształty ożywają, słychać już charakterystyczny piskliwy dźwięk, zwycięży on wkrótce muzykę, znowu bez słów komunikuję się z "istotą wyższą", jej oczy to zmieniające się trójwymiarowe figury, jedno jest czerwone, drugie zielone. Istota tłumaczy mi zasady zachowania obowiązujące gości mojego pokroju, biegacz znowu czegoś chce, cień również jest obecny - tym razem przybrał formę dziwacznej larwy - kontynuuję dyskusję z istotą wyższą, głos cienia lub biegacza rzuca coś zza moich pleców, trudno orzec: pytanie czy stwierdzenie? Istota przede mną czyni wyjaśnienia obracając jakby rombami wokół kul swoich oczu, przeszywa mnie spojrzeniem wysyłając symbolikę i znaczenie w których się gubię, nasz kontakt nabiera znamion groteski, treść fraktalizuje się i czuję, że wpadłem w pętlę: zarówno wiem i nie wiem, było to już i nie było, rozumiem i nie pojmuję. As wykonuje gest rezygnacji, słyszę znajome dźwięki, tym razem w odwrotnej kolejności i wszystko staje się jasne. "Istota wyższa" znika, znowu widzę jakby odbicie własnej twarzy aby po chwili zanurzyć się w pustce, as zniknął, biegacza też nie widzę, jest tylko larwalny cień zakorzeniony na końcu czerni, wymieniam pozdrowienia z nim i innym cieniem (również żyjącym na granicy światów), biegacz przechodzi obok i mówi "dziękuję".

Z puszką w ręku rozglądam się po pokoju upewniając się, że wszyscy "wyszli".

Ocena: 

Odpowiedzi

hahahahaha 10/10 mistrz 

uzupełniłem o opis wrażeń z trzeciego dnia

ów splot musztardowy - to jest dopiero siła wyrazu!

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media