Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

kolorowy zawrót głowy

detale

Chemia:

raporty kingofthebongo

kolorowy zawrót głowy

A więc zgodnie z wpojoną mi w liceum zasadą która okazuje się niezłym kwasem dobrym zwyczajem jest zacząć od szczegółu po czym przejść do ogółu.

Od kilku dni miałem pewien problem. Nie mogłem się porządnie wypróżnić. Fajnie się zaczyna trip report, nie? Ale to niech sobie tam tkwi w podświadomości bo zabieram Cię drogi czytelniku na wycieczkę! ;) Oczywiście w odpowiednim momencie z tej podświadomości problemik zostanie wyciągnięty ale o tym później.

Jedziemy!

Paczka miała przyjść jutro. Niestety źli ludzie ze złego sklepu ze złymi rzeczami wykazali się zadziwiająco dobrą punktualnością i na +/- 12 godzin przed zaliczeniowym kolosem wszystko miałem przygotowane - torebeczka z mahometkiem, karteczka, długopis, komputer z muzyką ale bez dostępu do internetu, łóżko, poduszka, kołdra. Standardowy zestaw narkonautyczny, proszzz!

s&s - dobry humor, pozytywne nastawienie do tripa, Nastawiałem się na lekkie rozkminy, głównie chodziło mi o efekty wizualne. :)

dawka - 25mg 4-ho-met

narkonauta - 20 lat, 85kg

doświadczenie - thc: często, od miesiąca przerwa, br-df: raz (podobało mi się ale za długa jazda), amfetamina: 2 razy (stymulanty nie są dla mnie), grzyby: raz, dxm: raz

t=20.09 - 25mg 4-ho-met ląduje w szklaneczce. Woda. Chlup. Pierwszy szok - miało wykręcać mordę - i rzeczywiście nie wiem jak można to utrzymać na języku. Na szczęście woda szybko spływa do żołądka, przepijam colą - jest git.

Wzorki, potworki, fraktale ale fajosko!

t+5 Delikatny banan na twarzy, bodyload leciutki - przyjemne mrowienie w nogach, może troszkę chciało mi się wymiotować - ale luz, nic z czym możnaby mieć problem.

t+10 Oho. Srogo będzie. Chce się wymiotować, wizualnie jest już bardzo dobrze - czas zobaczyć co się dzieje na zewnątrz. Podchodzę do okna. Po pochmurnym, deszczowym dniu mam przed oczami następujący widok: osiedle topiące się w żółto-złoto-rdzawych kolorach zachodzącego słońca, przesychający beton i drzewo iglaste bliżej nieokreślone (marny ze mnie dendrolog, sorry:D). Chlup - wylało się na mnie wiadro radości. Bez kitu, życzę wszystkim takiego widoku. Obserwuję sobie tańczące na asfalcie potworki jakieś 15min i wracam do łóżka bo nie idzie ustać a pod oknem pani sąsiadka łazi więc nie ma co tam sterczeć. W międzyczasie zdaje relacje przez telefon koledze S. Po drodze sprzątam jeszcze biurko - nie chciałbym zostać nakryty przez współlokatorów w środku tripu z rozjebanym na stole sprzętem. I tak sobie sprzątam, sprzątam - JASNA K*RWA I 100 MILICJANTÓW. Kaplica. Na naklejce informującej co jest w torebeczce widnieje - 250mg. Ludzie! Apeluje! NIE DOTYKAĆ ODMIERZONEJ NA OKO PORCJI. Jak sobie pomyślałem co się ze mną stanie jeśli zamiast 25mg zjadłem ponad 60mg to mi się słabo zrobiło. Na szczęście jeszcze byłem na tyle ogarnięty, że zadzwoniłem do kumpla żeby w trybie alarmowym stawił się u mnie z wagą. Był w mgnieniu oka - reszta tematu na wage i modlitwy do wszystkich ewentualnie istniejących bóstw żeby okazało się, że naklejka naklejką ale nie dostałem bonusa. Nie dostałem. Fart? Może. Fachowe oko? Na pewno. Na wadze było równiutkie 75mg. No, cześć, cześć, kolega leci się uczyć a ja oglądam obrazki na ścianach. Fraktale, wzorki, potworki, znaczki, szlaczki, ostrość 100% + nasycenie barw 1000% = radocha 10000%. Jest git. 4-ho-met daje po oczach. I to mocno.

zapisałem sobie:

"t+28min eej bez kitu mam az za fajnie. aha. trip raport pisze. ale to w ogóle jakiekolwiek pisanie jest bezcelowe

bo zupełnie nie pokazuje tego co ja mam. kurwa."

i to na tyle jeśli chodzi o tworzenie trip reportu na żywo.

W międzyczasie przypomina mi się, że natknąłem się ostatnio na całkiem zajebisty motyw który chciałem ćpuńskiej społeczności przedstawić - Your World of Text. wpisujesz sobie adresik i możesz zacząć bawić się w tekstowego boga - masz nieograniczone miejsce i możesz z nim zrobić co zechcesz. Tekstem. Najlepsze jest to, że do 'mojego' świata mogę zaprosić innych, wystarczy wysłać im link. Wrzuciłem linka na hypciu, coś tam zacząłem sobie pisać ale włączył się myślotok i zająłem się rozkminianiem różnych motywów. Potem zauważyłem, że ktoś mi kazał tripować ile wlezie. Z tego miejsca chciałem pozdrowić i zameldować, że tripowałem ile wlazło. :)

Leżę, leżę, uwaliłem się jak zwierzę!

Jeeej... co ja tam na ścianach widziałem. Ściany mojego pokoju nawet na trzeźwo wyglądają (nie)ciekawie - odłazi tynk. Obserwując sobie to wszystko wykminiłem, że w przyszłości będą mieli fajnie - podłączą sobie kamere do mózgu i nagrają film z tego co widzą. A za takie filmy to hoho... Oscar za efekty specjalne się należy. Wtapiam się w materac, zamykam oczy i zaczynam lot nad górami. Jestem orłem. Tylko kolory się zepsuły trochę - wszystko jest hmmm... fioletowo-żółte i pokryte fraktalami. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. I o to chodzi, nie? :D W podobnej kolorystyce widziałem też inne CEV'y. Między innymi kilka sytuacji z mojego życia, miejsca w których często bywałem, sytuacje których nie było ale wyglądały bardzo realnie, znajomi, przyjaciele - wprowadziło mnie to w błogi nastrój...

"Bania nie do wysrania."

Nagle z lotu wyrywa mnie to malutkie coś tkwiące w podświadomości. Próbuję ogarnąć co się dzieje i jest problem. Nie mam pojęcia czy gromadzące się we mnie od jakiegoś czasu ZŁO nie wydostało się na zewnątrz. I bądź mądry żeby stwierdzić czy rzeczywiście COŚ poszło nie tak. Zapachowo - nie mam pojęcia. Powonienie poszło na aromatyczny spacer i zdaje relacje live prosto do mózgu. Zapalam światło i próbuje stwierdzić 'na oko' jaka jest sytuacja. Problem wygląda tak, że właściwie to nie wiem co jest rzeczywiście a co mi się tylko wydaje. Wszystko się rusza, zmienia barwy, kształty i kolory. W akcie desperacji stwierdziłem, że sprawdzę jak w dotyku. Ehe. Dotykaliście kiedyś węża? A włochatego dywanu? A na przemian jednego i drugiego zmieniając obiekt co pół sekundy? A w międzyczasie jeszcze 1500 100 900 innych rzeczy? Prosić o pomoc współlokatorów jednak się nie odważyłem... To już byłoby przegięcie. Stwierdziłem, że na wszelki wypadek pójdę sobie do klopa a w razie czego posprzątam jak wrócę z orbity.

A na klopie czekał pan bad trip. Ojoj, srogo sobie pojechałem. Co i jak dokładnie opisywać już nie będę ale chodziło mniej więcej o to, że zacząłem obwiniać siebie o bardzo dużo rzeczy. Na dodatek 99,9% zarzutów było kompletnie bezpodstawne. Ostatnio nieźle mi się wiedzie, zaangażowałem się w kilka projektów które dają mi zajebistą satysfakcję, czuję że żyję. A pan mahomet wmawiał mi, że tak na prawdę nie robię nic, zawodzę ludzi. Nie. Nie zawodzę. Wiem, bo mówią mi o tym. Ale na bani psychika została zmiażdżona, skopana i sponiewierana na wszystkie możliwe sposoby.

Jak oceniam tripa? Bardzo pozytywnie. Maksymalnie kolorowo, wrażenia wizualne przezajebiste. Zejście jest bardzo przyjemne. T+7h - tylko źrenice jak pięciozłotówki pokazują jak grubo było. W czasie pisania tr-a wypaliłem pół ramy fajek mimo że właściwie nie palę, ale zabawa dymem była tak wciągająca, że nie mogłem sobie odpuścić. Właściwie to miałem zapalić w czasie szczytowego działania substancji ale zapomniałem o fajkach. Następnym razem. ;)

ps. bania była rzeczywiście nie do wysrania bo łóżko zastałem czyściutkie i pachnące. :D

ps2. A najlepsze jest to, że do kolosa mam jeszcze 4 godziny i pierwszy raz od nie wiem kiedy mam ochotę się uczyć! :))

Ocena: 

Odpowiedzi

Bardzo zabawny opis tripa, he, he.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media