Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

iv plateau / d-hole: jak wygląda świat po drugiej stronie?

iv plateau / d-hole: jak wygląda świat po drugiej stronie?

Po ostatnim dekszeniu i raportach o kosmitach, delirium, piekle (https://neurogroove.info/trip/delirium-piek-o-kosmici-i-naprawianie-lini...) i pożegnaniu się z DXM (https://neurogroove.info/trip/nihil-novi-czyli-kiedy-prze-y-e-ju-wszystk...) nadal nie deksiłem, choć pokusa jest. Przeglądając [h], natrafiłem na rozmowy o odpowiedniku K-Hole osiąganym za pomocą DXM/DXO. Przeżyłem ten stan wielokrotnie i mimo słabej pamięci tych wydarzeń, sama ich ilość utrwaliła mi już w głowie szczegółowy zarys "d-hole".

Zaczyna się zawsze niewinnie - ot pomału wchodząca finałowa dawka DXM, jakieś CEV i rozmyślanie, czy wychodzę na zewnątrz przeżyć coś pojebanego. Jeśli jednak nie wychodzę, a Acodinu zjadłem sporo, w pewnym momencie wszystko przestaje istnieć.

Ale od początku, jak to, dlaczego? Otóż nie wiadomo. Działanie rozkręca się pomału, czas przyjemnie mija, a po chwili orientuję się, że minęło kilka godzin, podczas których miałem nieoczekiwane IV Plateau.

Stan ten jest bardzo wyjątkowy i w żaden sposób nie da się go kontrolować. Nie da się i już, dlatego, że właśnie tak definiujemy tę całą "dziurę". Brak tożsamości, brak wspomnień, brak świata dookoła, możliwości ruchu - nic. Jak za rządów Kononowicza.

W pewnym momencie zawsze pojawia się ten sam fraktal - gruba złota spirala (1/1.618) kolorystycznie głównie brązowa, czerwona, ruda i czarna. Wygląda trochę jak klisza zdjęciowa w sepii, ale to pewnie dorzuca już mój mózg jako uzupełnienie wspomnień.

Od głównej spirali oczywiście jak to we fraktalu, odchodzą inne mniejsze i tak w nieskończoność. Nie ma żadnego zooma jak na filmikach z Mandelbrotem, ta spirala wypełnia mi prawie cały obraz, kręcąc się bardzo, ale to bardzo powoli, a może i wcale...

Pojawia się pytanie - kim jestem? Co to za świat? 

Pojawia się odpowiedź - to ja. Ja to ja. Znowu przyszedłem na ten świat wykonać coś ważnego. 

Pojawia się uczucie - czasem zażenowanie, a czasem ekscytacja, żeby ponownie "żyć w człowieku" i czegoś dokonać, bo tak przecież trzeba.

Właściwie zawsze, kiedy osiągałem ten stan, czułem bezgraniczną, nieskończoną pewność, jakobym robił to już miliony razy, dzielił siebie (ten cały fraktal?) na miliardowe ułamki, z których to ulepione są istoty żywe. Jest to dla "mnie" wtedy w pełni normalne, zrozumiałe i spodziewane.

 

Nie umiem do końca wyjaśnić tego stanu, ale spróbuj wyobrazić sobie, że nie ma niczego. Nie znasz swojego imienia, nie masz wspomnień. Nie widzisz swojego pokoju i to nie dlatego, że masz zamknięte oczy, bo nawet nie wiesz co to są oczy, nawet nie możesz się nad tym zastanowić. Nie istnieją żadne koncepcje, żadna historia, żadne cele, nic. Jest tylko byt pierwotny, który istnieje po to, by istniał. Zero zmartwień, zero uciech. Nie istnieje nawet żadne ciało, nie możesz na siebie spojrzeć, nigdzie pójść.

Jest tylko ten fraktal, pewnie u każdego wyglądałoby to inaczej. Z takim obrazem jako jedynym przebiciem do świadomości, zaczynasz tworzyć chore narracje. Ostatnio w moim raporcie z trzema historiami, opisywałem "naprawianie linii czasowych". W gruncie rzeczy mam z tego wydarzenia łącznie 10-15min wspomnień, chwilowych "wybudzeń" i prób rozkminienia czym jest ten świat i co mam na nim zrobić - reszta to właśnie ten fraktal, niezdolność do ruchu i niepamięć całkowita.

Cuda dzieją się niesamowite. Podczas krótkich chwil, w których lekko przebijasz się przez fazę, możesz formułować bardziej skomplikowane myśli i nawet dostrzec swoje otoczenie lub dłonie, ale wciąż są to rzeczy abstrakcyjne, a do odzyskania tożsamości daleko. Jeśli wkręci się historyjka o zbawianiu świata lub kosmitach, no to widzisz obcych czy anioły. Ja miałem pokój zamieniony w hangar o powierzchni setek hektarów, pełny zmyślnych urządzeń i głośnych maszyn. To właśnie za ich pomocą miałem "naprawiać te jebane linie czasowe". 

 

W takich momentach występuje "hiperaktywność w obrębie łóżka". Możliwe, że uda się przejść do przedpokoju i stać gdzieś we framudze drzwi, między dwoma różnymi światami, odczuwając każdy krok jak setki metrów. Miotanie się z miejsca na miejsce i cofanie się co chwilę, zmienianie jednej decyzji po stokroć, mimo, że już pięćset lat temu zapomniałeś co to była za decyzja i co miałeś zrobić. Szukasz czegoś, ale nie tylko nie wiesz gdzie to jest, ale także CO to jest.

Po chwili znowu cisza. Pustka. Nicość. Tylko ten fraktal. Nie Ty i fraktal, nie. Sam fraktal. Kręci się jebany, nawet byłoby to denerwujące, ale przecież Ciebie już nie ma, o nie. Nawet jedna myśl nie przyjdzie do głowy, nawet jeden impuls nie przebije się do świadomości. Przez to też odczuwa się pół godziny jak kilka sekund. Zazwyczaj nie pamięta się przebudzeń, tego mistycznego stanu na krawędzi między bytem, a niebytem. Kiedy jeszcze nie znikasz w całości, ale już nie masz tożsamości. Nazwałem to "pierwotną matrycą życia". Na tej mistycznej granicy, krawędzi istnienia, zapewne użytkownicy ketaminy mają swój punkt, w który celują. Kiedy jeszcze istniejesz, ale nie ma nic poza samym istnieniem. Tak po prostu, żeby pół godziny nie mijało jak kilka sekund.

Uwierzcie mi, którzyście tego nie przeżyli - to zmienia dużo, oj bardzo dużo. To nie jest psychodelia, to nie jest spalenie się i dziwne myślenie. Zmiana, całkowita zmiana tożsamości i tego, z czym się identyfikujesz, pokazanie, że naprawdę nie istniejesz, że Twoje "ja" to tylko zlepek połączeń w mózgu. Że jesteś jak wodospad lub rzeka - niby coś trwałego, jednak woda przez cały czas się zmienia. 

Z takiego przeżycia nie ma już powrotu. Nie można żyć jak poprzednio, żeby nie zainteresować się filozofią, naukami przyrodniczymi, rozważaniami o naturze rzeczywistość i naszego jestestwa.

 

Nie umiem chyba bardziej streścić i przedstawić zjawiska D-Hole. Mam nadzieję, że się podobało.

Substancja wiodąca: 
Rodzaj przeżycia: 
Wiek: 
27 lat
Set and setting: 
Codzienna depresja
Ocena: 
Doświadczenie: 
MDMA, alkohol, nikotyna, marihuana, haszysz, syntetyczne kannabinoidy, kokaina, amfetamina, grzyby psylocybinowe, DXM/DXO, jakiś beta-keton, kodeina
Dawkowanie: 
IV Plateau

Odpowiedzi

Świetnie! Pytali to dostali :D

"Pojawia się pytanie - kim jestem? Co to za świat?" Byłem w tym stanie kilka ładnych razy i za każdym razem dziwiłem się, że ja to faktycznie ja. :)

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media