Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

grzybowa podróż w czasie i przestrzeni.

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
około 50 grzybków/osobę (nie liczyliśmy ich dokładnie, bo były ususzone, z trzonków zrobiły się łamliwe nitki)
średnio 4 piwa/osobę
około 6g marihuany/4 osoby
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Nastawienie psychiczne: pozytywne, ciekawość, podekscytowanie, nutka poddenerwowania.
Padał deszcz. Paliliśmy trawę u Ernesta w oczekiwaniu na wolną chatę u Ludwika.
Wszystko bezstresowo, bezprzypałowo, beztrosko.
Słyszałam wiele dobrego o grzybkach, więc i oczekiwania były wysokie.
Ernest zapewniał, że na pewno nieźle poklepią. Miałam pewne obawy, ponieważ przez ostatnie 2 tygodnie 2 razy zajadaliśmy LSD. Jednak tolerancja krzyżowa (o ile to nie ściema) nie nie dała o sobie znać.
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
marihuana
haszysz
LSD
grzyby
amfetamina
meta-feta
kokaina
DXM
benzydamina
MDMA
salvia divinorum
mefedron

grzybowa podróż w czasie i przestrzeni.

  • 20.00 - Zasiedliśmy wygodnie u Ludwika, otwieramy piwka, palimy strzałki, Ernest rozdziela porcje grzybków. Psylocybki jem ja oraz Ernest, Brook i Ludwik. Kondoriano nam towarzyszy, ale tylko pije piwa i pali strzałki. Niestety, biedak ma alergię na grzyby.
  • 20.30 - Zjedliśmy, czekamy na efekty. Osobiście spodziewałam się czekać około godziny, lecz smakołyki dały o sobie znać szybciej.
  • 21.00 - Wszyscy poczuli inny stan umysłu niemal w tej samej chwili. Najpierw kolory zmieniły się na cieplejsze, pojawił się uśmiech na naszych twarzach. Póki co było słabo, dopiero się rozkręcało. Byłam zaskoczona, że to się działo tak szybko. Cały czas paliliśmy strzałki. 
  • 21.30 - Faza po grzybach podobno polega na zatruciu pokarmowym. Nie obeszło się więc bez małej gorączki i opuchlizny na naszych twarzach przez jakiś czas. Zrobiło się nam chłodno. Nie wyglądało to jednak groźnie, śmiesznie przez to wyglądaliśmy. Zauważyłam, że bomba nasilała się kiedy jaraliśmy. Jak chwilę nie paliłam, to efekty były słabsze. Jak zapaliłam - było grubiej. Towarzysze też tak czuli. Przed naszymi oczyma zaczęły ukazywać się coraz to ciekawsze rzeczy. Obraz stopniowo zaczynał falować, drgać, ruszać się. Parapet wydawał mi się być pod kątem.
  • 22.00 - Teraz już faza rozkręcała się na dobre. Ciężko nam było się ze sobą porozumieć, nic nie miało sensu. Pojawiło się uczucie wyobcowania, wyalienowania. Zwłaszcza nikt nie mógł zrozumieć Kondoriana, alergika. Kazaliśmy mu dużo pić i palić, a nóż by to pomogło. ^^ Efekty wizualne ostro przybrały na sile, widziałam kolegów w kolorach tęczy, migające światła, totalnie przyjemne. Za oknem szaleje jesień, a my czujemy wiosnę całym swoim ciałem, zaczęło mnie lekko wykręcać na fotelu, czułam się bosko. Kształty energicznie zmieniały się w rytm muzyki. Wciąż paliliśmy strzałki. Widziałam światło rozszczepiające się jak przez pryzmat. Pokój miał sto różnych barw zmieniających się co chwilę.
  • 23.00 - Opuchlizna i mała gorączka chyba zeszły. Albo przestałam na to zwracać uwagę, dzięki niesamowitym rzeczom, które mogłam zobaczyć. Postanowiliśmy włączyć telewizję. Wszystko, co tam zobaczyliśmy, wydawało się być absurdalne. Było przezabawnie. Teraz już grzybowe efekty nie słabły, ale i tak paliliśmy dalej. Pootwieraliśmy piwa, jednak niezbyt nam się chciało je pić. Wygazowywały się szybko, a my otwieraliśmy kolejne, bo tak lepiej wyglądały. W końcu mieliśmy cały stół zawalony otwartymi piwami. I wypitymi, i niedopitymi. Były nawet nietknięte, rozgazowane. Patrząc na bukiet z kwiatami miałam wrażenie, że czas mi się dzieli na klatki i jest puszczany w różnej kolejności. Bukiet przesuwał się to w lewo, to w prawo, łodygi się wyginały, a kwiaty zmieniały kolory. Firanki lśniły i żyły własnym życiem. :)
  • 0.00 - Kondoriano tak się nawalił, że aż zwrócił swój posiłek i poszedł spać na podłodze pół metra od nas. Ja z kolei przez jakiś czas wlepiałam wzrok w zwyczajny obraz z jabłkiem. To, co tam widziałam nie było jednak czymś zwyczajnym. Wyglądało to tak, jakbym z pełną fascynacją oglądała najciekawszy film świata. Kiedy spoglądałam na twarze towarzyszy zmieniały one kształty i kolory. Wyglądało to komicznie, jak w krainie różnie powykrzywianych luster. Stałam się jednością z muzyką. Jak się kawałek skończył byłam niemalże oburzona. Wszyscy robili dziwne rzeczy. Brook miał w zasadzie najgrubiej.  Jak się wstało były zachwiania równowagi, zupełnie inny świat. Nie potrafiłam iść do lodówki po piwo, stwierdziłam, że się tam zgubię. Ludwik, gospodarz, z przesadnym zacieszem na twarzy pomógł mi jednak i poszedł po te piwo.
  • 1.00 - Efekty powoli zaczęły słabnąć. Nie odczułam żadnych skutków ubocznych, nic mnie nie bolało, nie miałam zjazdu. Chciało mi się jednak dużo pić i palić, żeby zaspokoić tęsknotę za cudowną krainą marzeń. Melanż jeszcze trwał ze 3 godziny, Kondoriano odżył, rozjechaliśmy się do domów. 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

wkradł się błąd, przepraszam ♫ a nuż

猿も木から落ちる。

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media