Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

garść thiocodinu i śmierć we śnie

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
15 tabletek, po godzinie kolejne 5
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
napięcie i trochę stresu i smutku, wieczór, dom, śpiący rodzice, więc samotnie
Wiek:
18 lat

garść thiocodinu i śmierć we śnie

To był mój drugi raz z kodeiną, słyszałam o tym wiele i bardzo mnie to interesowało, więc w końcu postanowiłam spróbować. Za pierwszym razem wziełam tylko 10 tabletek  - rozgryzłam, ten gorzki okropny smak, popiłam wodą i zjadłam po tym jogurt, ponoć pomaga to na ból żołądka, który powoduje zawarty w thiocodinie sugwajakol.   powodu mojej małej masy ciała (44kg) obawiałam się wraz  z kumplem, czy te 150mg to nie będzie na mnie za dużo. Po ok 30 minutach poczułam pierwsze efekty, było tak wspaniale, że już na drugi dzień chciałam spróbować większej dawki. Zrobiłam to po tygodniu i teraz o tym opowiem. To ciężki czas dla mnie, niedługo matura, pełno stresu, kłótnie z bliskimi osobami, więc pomyślałam, że kodeina będzie idealna. Poszłam razem z moją koleżanką N. do apteki, gdzie zakupiłam 20 tabletek Thiocodinu. Zjadłam ostatni posiłek i odczekałam 2,5h zanim je wziełam.

22:00 - tym razem nie rozgryzałam tabletek, nie przełknęłabym tego smaku, gorsza od tego jest tylko benzydamina. Położyłam się z laptopem i oglądałam serial, czekając na efekty. Oczekiwałam tylko tego błogostanu, który nawiedził mnie pierwszym razem. Po 40 minutach nadal nie było nic czuć, więc zjadłam kolejne 5.

23:15 - pisałam wtedy razem z moim kumplem i opisywałam mu, że właśnie doskonale się czuję. Poszłam zobaczyć słynne kodeinowe źrenice. Malutkie, ale bardzo mi się podobały.  Powoli zaczyna mnie razić ekran laptopa, włączam sobie muzykę na telefonie i nadal piszę na messengerze. Rozkoszuję się brakiem zmartwień, kompletny chillout.

00:00 - teraz czuję, jak wszystko mnie swędzi. Kompletnie zapomniałam o aviomarinie. Trudno, powstrzymuję się od drapania. Idę do toalety, jestem totalnie rozleniowiona, wszystko wydaję się być takie jak ja, powolne, jest mi z tym dobrze, bardzo dobrze. Myślę sobie: "kurwa, jakie to jest wspaniałe". Oczywiście w głowie mam tylko to, żeby zwiększyć jeszcze bardziej dawkę, nie myślę o konsekwencjach. Bardzo chce mi się pić, ale nie mam siły odkręcić wody. Biorę więc jabłko i gryzę.

2:00 - nadal leżę, wsłuchuję się w muzykę, jest taka jakby inna, wspanialsza, bardziej dźwięczna, z zamkniętymi oczami czuję się jak w planetarium, jakbym się kręciła, czuję się bardzo lekko

3:00 - kończę rozmowę z chłopakiem i próbuję zasnąć, chcę się zatracić w kodeinowym śnie.  Z łatwością w niego zapadam, ale jest to lekki sen, taki, jakbym wiedziała, że nie śpię do końca, wystarczy, że otworzę oczy i koniec śnienia - nie mam pojęcia skąd się to wzięło.

Śnią mi śie jakieś wizje, nie do końca wiem co to znaczy, dużo ciemności, dużo mroku, ale nie przeszkadza mi to. O 5 budzę się w szoku, mam bardzo sucho w ustach, od razu zwierzam się kumplowi na fejsie. Niespodzianek nie koniec, próbuję wstać po wodę i znów spróbować odkręcić. Głowę mam ciężką, ręce i nogi jakby z waty, siedzę na łóżku ponad 15 minut. Nic mnie nie bolało, ale czułam się jak otumaniona, jakby ktoś mnie walnął, jakbym obudziła się ze spiączki i nie wiedziała co robię  i kim jestem. Ten stan trwa jeszcze tylko kilka minut, udało mi się odkręcić wodę. Kładę się i wszystko mnie masakrycznie swędzi, tym razem najbardziej twarz, jestem cała gorąca, próbuję się nie drapać. Nagle nachodzi mnie jakiś strach - nie mam pojęcia o co. Jest bardzo ciemno, jak to zwykle bywa w nocy. Próbuję wyczuć puls, ale kompletnie go nie czuję, troche panikuję i szukam serca, chcę wyczuć jego bicie, ale też nie czułam. Przed braniem dużo czytalam o kodeinie i skutkach ubocznych, że powoduje lekki dech. Taki też miałam, zaczęły się problemy  oddychaniem - prawie tego nie robiłam. Zaczeło ściskać mnie serce. Pomyśłałam, że może gdy zasnę, to już się nie obudzę. Napisałam kilka pożegnalnych wiadomości na messengerze i odetchnęłam z ulgą, naprawdę byłam pewna, że to moje ostatnie chwile. Myślałam o całym moim krótkim życiu, że szkoda, że to już koniec. Nie mam pojęcia czemu, ale tak lekko to przyjęłam.

5:50 - kładę się na boku i szykuję do spania. Zasypiam.

Obudziłam się koło 9:00 i okropnie się czułam, jak na kacu, więc postanowiłam jeszcze się przespać do 13. Zjadłam śniadanie i było mi strasznie ciężko na żołądku, ale wypiłam mięte i już jest dobrze.

Nie mam pojęcia skąd się to wzieło u mnie, dawka nie była gargantuiczna, a nawiedziły mnie takie myśli. Myślę, że teraz będę mieć dłuższą przerwe od pani Kodeiny, która potrafi dać szczęście jak i wywołać ostatnie myśli. 

Ocena: 

Odpowiedzi

Słyszałaś o kodeinie wiele? To chyba coś albo się komuś pomyliło, albo nie zrozumiałaś, tego co słyszałaś. Na Hyperrealu jest temat:

https://hyperreal.info/talk/post588137.html?hilit=Zastan%C3%B3w%20si%C4%...

A w tym serwisie polecem przeczytać:

https://neurogroove.info/trip/spowiadam-si-wam-z-kodeiny

https://neurogroove.info/trip/nieszcz-liwe-kodeinowe-ycie

 

Nie nie, w takim razie wybacz, nie to miałam na myśli. Czytałam te i inne raporty i miałam świadomość tego co robię, tego jakie mogą być konsekswencje. Furtką do kodeiny był mój przyjaciel, też po przeżyciach - więc to nie jest tak, że od tak chciałam sobie wziąć. 

Nie chcę żeby to zabrzmiało jak "Przyganiał kocioł garnkowi", bo też czasem lubię zjeść trochę stafu z apteki, ale dam Ci radę- lepiej się przerzuć na DXM.

 

Myślę, że jest jeszczle milszy niż Koda w działaniu, bo daje momentami taką niemiłosierną euforię i miłość do świata, że tego nie da się opisać. Do tego można sobie polatać po wyjściu z ciała ^^ I nie uzależnia tak jak opio. Więc... jak już ładować to mniejsze zło, zastanów się.

 

A jeżeli powodem dla którego to ładujesz jest tylko stres, załatw sobie poczciwą konopię i się porządnie upal. Głupio by było, gdybyś też za kilka lat wylądowała w szpitalu z rozwaloną trzustką. Serio, pomyśl. Każde " jutro" kiedyś będzie Twoim "dzisiaj". Doskonale rozumiem, że wrzucanie jest przyjemne, ale warto mieć w tym głowę. 

Trzym się.

No i koniec :D

Radzisz nieodpowiedzialnie.

Już tu mnie nie będzie. Perm log out.

...to niebezpieczna substancja. Z czysto chemicznego i fizjologicznego punktu widzenia DXM jest bezpieczniejszy niż koda. Więc gdzie tu nieodpowiedzialność?

Lepiej orać baniak niż trzewia? Rzucać radami nie znając kogoś? Zachęcać? Właśnie tutaj.

Już tu mnie nie będzie. Perm log out.

DXM nie zawsze ciśnie baniak, wręcz czytałem o badaniach w których z powodzeniem leczyli nim deprechę. Sam z resztą nauczyłem się z nim obchodzić, pomimo ciężkich jazd jakie czasem daje, wszystko da się poukładać. Przy czym wątpię, żeby thio uczył czegokolwiek pożytecznego i jakkolwiek mógł być opanowany przez umysł.

 

Nie znam jej, ale widzę reporty ogółu- ileż to już ludzi opiaty zwiodły? A dysocjanty? Wątpię, żeby nawet 1% tego, co Koda i jej podobne.  Jeśli jej nie przypasi, to nic na siłę. 

 

Deks uzależnia tylko od silnych wrażeń. A te można dostarczyć na wieeeeele sposobów. Gdybym miał co robić emocjonującego, pewnie bym nie żarł tussidexu. Natomiast opio uzależniają od czystej przyjemności, której nic a nic nie zastąpi. Dlatego, w mojej skromnej opinii, jak już wchodzimy do apteki, to nie po namiastkę morfiny.

No i koniec :D

Faktycznie nie uzależnia tak jak opio, a po swojemu.

Już tu mnie nie będzie. Perm log out.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media