Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

gałka muszkatołowa - moje wrażenia.

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
6 orzechów gałki muszkatołowej z Kotanyi, najpierw 4 zażyte, po około godzinie kolejne 2, trochę wina.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Ogromna ciekawość, dobre samopoczucie, wygodna miejscówka, 2 dni wolnego, chillout, chęć przeżycia czegoś nowego.
Wiek:
21 lat
Doświadczenie:
Marihuana - regularnie, amfetamina - 4 razy, LSD, 4-HO-MET, alkohol - sporadycznie, tytoń - sporadycznie, raz duża ilość paracetamolu (pojebało mnie, ale co tam).

gałka muszkatołowa - moje wrażenia.

Niedziela, 9 czerwca 2013, godzina 00:32 - 2 godzina trwania stanu otumanionej ekstazy i euforii po zażyciu gałki muszkatołowej, w ilości orzechów startych - 6 sztuk. Gałka przyjmowana (wypijana, przeżuwana -fuj) była od godz. 16:55 do 17:26 dnia 8 czerwca, w sobotę. 

Recenzja poetyckiej fazy gałczanej z niby-marihuanowym tłem bez użycia THC. Zjaraliście się kiedyś tak mocno, że byliście na krawędzi ogarnięcia świata i umysłu, o mało nie wpadając w przepaść przepalonej bani z czarnym tłem?Teraz jestem w trakcie bani naprawdę pozytywnie wciągającej, napinającej mięśnie, powodującej podekscytowanie, wręcz seksualne podniecenie, dającej radość z tak prostych czynności jak leżenie na łóżku czy przebranie się w piżamę.

A zaczęło się to tak:

Po tygodniu czytania raportów o zażyciu gałki, o której dowiedziałam się przez przypadek rok temu, postanowiłam przejechać się tramwajem do Leklerka (taki market) po 3 opakowania całych orzechów gałki muszkatołowej firmy Kotanyi - tylko takie zresztą były. Koszt - 1,92 za opakowanie, w środku 2 sztuki. Starłam najpierw 4 orzechy gałki (dość twarde, ale dające się obrobić bez większych problemów, w środku białe), zalałam je zimną wodą i dokładnie wymieszałam, odczekałam z 2 minuty, utworzyła się breja w beżowo-brązowym kolorze. Trzeba było to wypić. Najpierw po łyczku, zapijałam Colą Zero (dziwne w połączeniu z gałką, wzmacnia tą gałkową goryczkę, ale w pozytywny sposób), ogólnie smak mocno korzenny, intensywny, trochę indyjsko zapodaje (jakby masala bez imbiru i kurkumy). Gorzkawy, nawet nie najobrzydliwszy smak, gorzej z konsystencją. W pewnym momencie zostały mi same fusy na dnie. Musiałam je jeść łyżeczką, wchodziły mi w zęby, mieszały sie z tą Colą, nieciekawe uczucie ale gorsze rzeczy się zdarzają (np. aviomarin). W skali nieprzyjemności 1-10 to jak amfetamina ma dla mnie metodą sniffu 5, to gała ma 6, czyli minimalnie gorzej.

Godzina 17:30-19:00 - rozpoczynanie się fazy, odczucia podobne jak przy 2 piwach lub 3 buchach MJ. 

19:00-21:00 - faza jak na zjaraniu się, no identyczna, śmiech, gastro, słuchanie muzy wkrętowej, czerwone i przymrużone oczy, ospałość na zmianę z energią i różnymi ruchami w takt muzyki, nawet współlokatorka mówiła, że wyglądam na zbakaną.

21:00-23:00 - oglądanie filmów na Youtube, głównie teledyski i krótkie filmiki, rozkminianie wyglądu wykonawców,  dociekanie ich pochodzenia, wyszukiwanie tekstów i ich analizowanie, mocne pobudzenie, poczucie ujarania i intensywnej fazy po MJ, wrażenia bardzo pozytywne.

Od 23:44 do teraz (00:51) jest mocna faza. Swędzą mnie strasznie ukąszenia po komarach, momentami rozprzestrzenia się to na całe ciało. Przestaje. Umysł jest przyciemniony i ukierunkowany tylko na jakąś jedną rzecz, skupia się na jednej czynności. Łatwo się rozpraszam, przestała mi się podobać cała muzyka. Wyciszam się. Rozmywają mi się litery na klawiaturze. Piszę to i piszę, nie mogę się skupić. Odezwę się zaraz. Mam zgaszone światło, na chwilę zahibernuję laptopa. Głowa mnie bardzo boli, nie mogę ogarnąć tego stanu.

Minęło 10 minut z zamkniętymi oczami, jest 1:01. Otoczyła mnie noc, z której nie mogłam wyjść. Głowa pulsowała, serce waliło, umysł wariował, ciężkość, ciężkość fazy zaczyna przygniatać. Chcę zasnąć, ale nie mogę. Spróbuję się napić i iść spać. Czuję się dziwnie. Nudności lekkie, drżenie rąk i powiek. Trzęsienie się, uczucie zimna, dekoncentracja, strach przed ciemnością. Czuję się bardzo zmęczona.

Godzina 02:05, faza jest jeszcze intensywna. Od zażycia minęło 8 godzin, od rozpoczęcia przygody i tripa czyli właściwie od 21:00, mamy 5 godzin. MJ przestaje mnie fazować po około 3 godzinach, a działa właściwie od razu. Przewidywana długość gałkowych wrażeń to 12 godzin, nawet do 16, potem 24-72 godziny "zejścia". Mam nadzieję, że jednak uda mi się teraz zasnąć.

Niedziela, godzina 5:50. Współlokatorka wychodzi do pracy. Obudziła mnie zapalonym światłem. Czuję parcie na pęcherz, wstaję i padam z powrotem na łóżko - nie potrafię ogarnąć chwilowego nieprzystosowania mojego błędnika. Otwieram oczy, obraz jest rozmyty, wszystko faluje, światła mnie rażą, jestem totalnie odrealniona. 6 orzechów na pierwszy raz to chyba za dużo. Czuję, że totalnie nie panuję na swoimi odruchami. Mdli mnie. Rezygnuję z pójścia do toalety, próbuję zasnąć. SNY - tak realne, jakich jeszcze nigdy nie miałam. Spałam od 6 do 14:45 - jak zabita, ale snów nie zapomnę do końca życia. Kolory, kształty, pozaziemskie światy i istoty, czułam smak jedzonych owoców, zrywanych prosto z krzaków w lesie, na drzewach rosły truskawki wielkości arbuzów, zbierałam je, były niespodziewanie lekkie i miękkie, jak chmurki. I pyszne. Sny w cukierkowych kolorach, z których nie chciałam się obudzić.

Niedziela, około 15. Wstałam z łóżka. Nadal wszystko przed oczami mi się rozmywa. Jestem strasznie głodna i spragniona, czuję tą gałkę wszędzie. Idę robić obiad, dostałam nawet inspiracji kulinarnych i mimo chwiejących się kolan i rozdygotanych dłoni pichcę sobie z przyjemnością. Bania trwa, jest już zdecydowanie do ogarnięcia, trochę nieprzyjemna fizycznie, ale psychicznie bardzo w porządku. Do godziny 21 mam lekkie omamy, rozmyty wzrok, ogólnie wyglądam na mocną naćpaną, idę spać. Śpię dobrze.

Poniedziałek, godzina 8:00. Wstaję, bo muszę iść do pracy... Bania nadal trwa, ale jest już całkowicie opanowywana przeze mnie. Jadę na rowerze, nie mam problemów z koordynacją ruchów. W pracy trochę drżą mi dłonie, wypada mi kubek z ręki, wysypuję ser żółty z pojemnika, ale poza tym jest dobrze. Czuję się jak na kacu, jestem totalnie nie wyspana, nawet mimo długiego snu. Marzę tylko o powrocie do domu i walnięciu się na łoże. Gałka muszkatołowa dała mi właściwie 2 dni fazowania i jeden dzień schodzenia, uczucie dokładnie jak na mocnym kacu, ale da się przeżyć. Jeśli chodzi o problemy zdrowotne, poza 3 dniowymi zaparciami nic mi nie było. Zapach gałki mnie nie brzydzi, nawet dodaję ją do jedzonka. :) Myślę, że może kiedyś, jak będę mieć minimum 3 dni wolnego, spróbuję jeszcze raz. Wezmę 5 orzechów i zacznę o 12 w południe najpóźniej, bo jednak większość przespałam. Irytujące jest powolne rozkręcanie bani trwające 3-4 godziny i oczywiście sposób zażywania gały - naprawdę średnio smakuje. Niekończące się gastro - 3 dni to jednak trochę przesada.

Pozytywy - euforia, radość, filozoficzne rozkminy, ogólnie chillout, haluny, omamy, łatwość wkręcania różnych jazd. Wszystkiego po trochu, ale też nie jakiejś super-ekstra jakości.

Jak jest ktoś baardzo zdesperowany, jak ja byłam wtedy, i zdecyduje się na gałę, to serio radzę mieć na to minimum 3 dni, bo następnego dnia nie da się normalnie funkcjonować.

 

Pozdrawiam serdecznie.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media