Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

dxm - "nie wiem", czyli dywagacje na ten temat

detale

Substancja wiodąca:
Apteka:
Dawkowanie:
675 mg tj. 7,67 mg/kg masy ciała
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Cisza, ciemność, własny pokój, słuchawki z ambientem i nie tylko.
Nastawienie pozytywne, ciekawość po 4 latach przerwy, chęć sięgnięcia po III plateau.
Wiek:
23 lat
Doświadczenie:
Spore, myślę że nie ma sensu się rozwodzić.

dxm - "nie wiem", czyli dywagacje na ten temat

Będąc jeszcze pod wrażeniem wczorajszej podróży postanowiłem przelać swoje wypociny na elektroniczną formę papieru - w końcu żyjemy w XXI w. - mimo, że dostałem jasną i czytelną informację ubiegłego wieczoru iż nie należy, albo może inaczej: nie powinno się tego robić, zdecydowałem się na małą formę rozprawki, dywagacji, aby dać wam "zarys" tego, czego opisać się po prostu nie da.

Dlaczego więc to robię? Odpowiedź jest taka jak na wszystkie inne pytania dotyczące opisywanej przeze mnie substancji: "Nie wiem". Owe "nie wiem" nasuwało mi się za każdym razem, gdy tylko obcowałem z dekstrometorfanem, nie tylko podczas uniesień muzyczno-wizualnych, ale także podczas wizyty w łazience, toalecie, przed lustrem - wszędzie. I zawsze - czy to aplikując końskie dawki i lądując później w toalecie bryzgając rzygowinami po bogu ducha winnej muszli, czy to przeglądając się w lustrze, czy w końcu leżąc w błogostanie, słuchając muzyki i doświadczając "tego" stanu, dla którego wszyscy to robimy - zawsze wtedy zadawałem sobie pytanie, bądź pytania: "w jakim celu?", "po co?", "dlaczego?". Następnie dochodziłem do tuzina następujących po sobie pytań: "czym jest nasz mózg?", "jak *TO WSZYSTKO* jest możliwe?", "jak to opisać?", "jak to sklasyfikować?", "jak to przekazać drugiej osobie tak, aby mogła sobie to wyobrazić, ba, dowiedzieć się że *COŚ TAKIEGO* w ogóle istnieje?". Zawsze padała ta sama odpowiedź: "nie wiem..." Dlaczego to wszystko jest takie dziwne? Dlaczego to w ogóle jest? A może nie ma? A może to MNIE nie ma?

Moment, chyba jestem - mogę poruszyć przecież ciałem, czuję je. Ale gdzie są moje palce? Czuję splecione dłonie wyciągnięte przed sobą niczym nieboszczyk na swej ostatniej drodze, nie znając dokładnie ich położenia. Są przede mną? Nade mną? A może pode mną? Nie wiem! A jednak... jestem, wróciłem czuję je... Pamiętam dokładnie, że z opisów trzeciego plateau jasno wynikało, że nie powinienem czuć ciała ani swojej świadomości... Co jest nie tak? Za mało wziąłem? Przecież dawkę wyliczyłem optymalnie (niecałe 8 mg/kg). Czy to, że zwymiotowałem tuż przed rozpoczęciem podróży miało jakieś znaczenie? Tych pytań było za dużo. Zdecydowanie zbyt wiele jak na mój ZMIAŻDŻONY umysł. Kiedy tylko próbowałem znaleźć logiczne wyjaśnienie mojego obecnego położenia, oraz znaleźć wytłumaczenie dla tysiąca pytań pojawiających się w mojej głowie na raz, wciąż wracała ta sama odpowiedź: "NIE WIEM". Wiem tylko, że miałem spodziewać się totalnego zatracenia, oderwania od rzeczywistości. Jeśli o rzeczywistość chodzi, faktycznie byłem oderwany. Obraz falował, oczy kręciły się po orbitach w różnych kierunkach, a ja otwierając oczy, bezskutecznie próbując skupić wzrok w danym punkcie, szukałem ręką telefonu, by odnaleźć się na osi czasu... Znam dobrze tę substancję, wiedziałem, że muszę zasłonić jedno oko by cokolwiek dostrzec. Wszystko tak przeraźliwie raziło mnie w oczy... "Tak... pomyślałem... minęło 20 minut..." I ciągle ta myśl: "wiem co się dzieje, wiem co się dzieje, panuję nad tym... nie jest tak jak się spodziewałem".

Próbując się jakoś pozbierać cisnąłem telefonem w nieznanym mi wtedy kierunku. W każdej chwili mógł wrócić do domu z imprezy mój brat... Myśli kłębiły mi się w głowie. Niemożliwe przecież jest dopiero 22:20 - nie wracałby tak wcześnie, niedawno wyszedł. Cholera! Dopiero?! Na boga (o ile oczywiście istnieje) co tu się dzieje? Co ja robię? Czy ja brałem acodin? Tak, zrobiłem to... Poczułem się zawstydzony na samą myśl o tym, że ktoś, ktokolwiek - niekoniecznie brat, mógłby mnie zobaczyć w tym stanie. Pewnie zostałbym zmieszany z błotem, skrytykowany, co gorsza: pouczony przez innych. Jakie to szczęście, że jestem we własnym łóżku... A tymczasem tutaj jest całkiem inny świat. Niepojęty. A każda próba powrotu z niego kończy się sprowadzeniem mnie niemalże do podłogi. "Jest naprawdę grubo" - pomyślałem. Starałem się jakoś przestać zbyt dużo myśleć, dać się wciągnąć w ten tunel, w ten pędzący rollercoaster myślowy i zapomnieć o wszystkim lecz... myśli mi nie pozwalały. Zastanawiało mnie jak powiedzieć o *tym wszystkim* swojej dziewczynie... Jesteśmy już dość długo razem... 2 lata. Zrobić to? Porozmawiać z nią o tym? Wyjawić jej, że to robiłem zanim ją poznałem i teraz po tylu latach znów chciałem wrócić do tego? Chciałem tylko dostać się na trzeci poziom... nigdy na nim nie byłem. Czy ona to zrozumie? Właściwie to nic złego... Nie, to chyba nie ma sensu... ale z drugiej strony to, co przeżywam aż prosi się o to, by z kimś porozmawiać... Ona nigdy tego nie próbowała, pewnie uznałaby nawet, że to coś złego i lepiej trzymać się od takich rzeczy daleko. Pewnie nigdy nawet o tym nie słyszała. Tego nie wiem. Lecz jak bardzo mylą się ci, którzy nigdy nie spróbowali nadając etykietkę jeszcze zanim czegokolwiek na ten temat się dowiedzieli... Nawet pomimo faktu iż nie było dziś do końca tak jak bym sobie to wymarzył..."Zbyt mała dawka... albo wymioty były tego powodem" - pomyślałem. Tak mocno dręczyły mnie pytania o tę podróż! Tak ogromne miałem oczekiwania! Przecież to już 4 lata odkąd ostatnio gościłem w aptece. Czy jestem rozczarowany? Chyba nie... nie! Oczywiście, że nie!

To było drugie plateau na najwyższym możliwym dla niego poziomie. W mojej podróży dominowały różnorakie deksowe haluny takie jak: uczucie delikatnego rozciągania, obkręcania oraz różnego rodzaju wizje mniej i bardziej realistyczne. Jednak nie chciałem pisać tego raportu. Bowiem jak wspomniałem już na początku podróży dostałem jasny sygnał z podświadomości: "tego nie opiszesz", "nie da się". Prawda. Choćbym nie wiadomo jak się starał, ktoś kto nigdy nie doświadczał kaszlowych lotów nigdy nie "zrozumie", nie pojmie tego, co każdy trip z osobna ma do przekazania. A jest tego dużo. Praktycznie zawsze. I zawsze jest to zdumiewające. Zdumiewające jak trudno jest nam określić słowami to, co przeżyliśmy.

 

To wszystko skłania do reflekcji nad tą substancją. I właśnie to na celu miał ten TR. Przysiąść na chwilę, podzielić się ze społecznością tymi pięknymi można rzec intymnymi i indywidualnymi przeżyciami. DXM potrafi naprawdę wiele pokazać, odkryć. Lecz jeśli masz zamiar pierwszy raz spróbować i natrafiłeś na mój TR, nie sugeruj się tym co napisałem. Twoje odczucia zaskoczą Cię. Są one bowiem niewyobrażalne. Zastanawia mnie tylko wciąż jak jest na trzecim poziomie. Czy kiedykolwiek DXM uchyli przede mną drzwi do wyższych plateau? Jeśli odnajdę właściwą metodę spożycia... Aby nie wymiotować - być może... A może tak naprawdę nie powinienem jednak tego pisać? Przecież to tylko... lek. Na kaszel. 

Ocena: 

Odpowiedzi

wie o tym co robiłem i mi nie pozwala, nazywa idiotą wszystkim każdego kto się bawi w ten sposób mam w du już takich ludzi zero pojęcia o uczuciach, bezuczuć tylko jebany alkohol i nie pamiętać co się działo 

Wrzuc jej kwasa do herbaty. 

Wawoj demonie zniszczenia przecież ona by serce wysr... xD 

Nie kuś a kysz a kysz

Jeszcze nie slyszalam, o przypadku, zeby ktos wysral serce. Najwyzej jelita, ale raczej takie atrakcje nie po kwasie. Choc byloby to na pewno mistyczno kabalistyczne doswiadczenie. 

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media