Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

dwa opakowania chilloutu, proszę - kodeina

dwa opakowania chilloutu, proszę - kodeina

 

Pierwszy raz z kodeiną.

Zachęcona trip reportami i artykułami z hyperka, postanowiłam wreszcie sama przekonać się o działaniu tego specyfiku. Wspomnę, że to mój drugi - nie licząc THC oczywiście - eksperyment z substancjami (pierwszy – benzydamina, niecały miesiąc wcześniej),  więc ciągle czuję ten dreszczyk emocji a zarazem lekkiego niepokoju.

W chwili obecnej, pisząc ten trip report, czekam aż proces ekstrakcji się zakończy i będę mogła przystąpić do spożywania kodeiny. Zaznaczę, że pomysł pojawił się całkiem spontanicznie – rano stwierdziłam, że dziś wezmę i jak pomyślałam, tak zrobiłam. Ale od początku.

16.00 – Około tej godziny wybrałam się do apteki, towarzyszył temu lekki stres, bo nie wiedziałam, jak zareaguje farmaceutka, ale moje obawy były zupełnie niepotrzebne. Jako że na pierwszy raz zdecydowałam się na 150 mg, poprosiłam po prostu o Antidol. Jakie było moje zdziwienie, gdy miła pani zapytała o ilość opakowań! No cóż, skoro już nalega, to niech jej będzie… „Dwa opakowania, proszę”. Zapłaciłam, wyszłam i udałam się na korki.

16.30 – Półtorej godziny przesiedziałam na korkach, nie mogąc się na niczym skupić, myślałam cały czas o tabletkach znajdujących się w plecaku. W końcu kobieta zlitowała się nade mną i wypuściła mnie trochę wcześniej, widząc że z tej nauki i tak nic dzisiaj nie będzie. Od razu poleciałam na pociąg, po drodze kupując jeszcze tytoń, tabakę i Sprite’a.

20.00 – Jakoś przed dwudziestą byłam w domu. Jak się okazało, nikogo tam nie zastałam, więc zadzwoniłam do rodzicielki, zapytać co jest grane. Okazało się, że zostaje na noc u ciotki. No proszę, jaka miła niespodzianka.

Ogarniam się, skręcam papierosa, wciągam tabakę i podczytuję w międzyczasie artykuły traktujące o kodeinie.

20.30 – Czas na zabawę w małego chemika. Przygotowuję filtr z ręcznika papierowego i waty, moczę go, obwiązuję gumką recepturką na szklance. Następnie kruszę na pył dwadzieścia tabletek Antidolu. Pyłek mieszam z odrobiną wody, potem jeb to na filtr i wsadzam do lodówki.

21.00 – Sprawdzam jak mają się sprawy z moją kodeiną. Płynu na dnie szklanki bardzo niewiele, za to papki na filtrze sporo. Zastanawiam się, czy wszystko zrobiłam jak należy. No cóż, zapalam papierosa, zamykam okno, bo robi się chłodno, odchodzę od komputera  i udaję się w stronę kuchni.

21.10 – Z filtra już nic nie kapie, wyjmuję więc szklankę z lodówki, ściągam recepturkę i wyciskam dokładnie resztki kodeiny. Roztworu uzyskałam ponad 50 ml na oko, więc chyba jest git. Wypijam i zapijam Sprite’em. W smaku nie jest najgorsze, po przeżyciu z benzydaminą, chyba długo nie poczuję czegoś bardziej ohydnego. Zasiadam z powrotem do kompa i piszę reporta. Nie wiem za bardzo jaką muzykę zapodać, decyduję się więc na Florence and The Machine, która towarzyszy mi często przy jaraniu zielonego. Optymistyczne, pogodne dźwięki docierają już do mych uszu. Piszę sms-a do koleżanki, by podzielić się z nią nowiną. Czekam na pierwsze efekty.

21.30 – Florence zaczęła mnie wkurzać, więc przełączam na spokojniejsze brzmienia. Kołyszę się powoli w rytm dźwięków jednego z moich ulubionych utworów Placebo „Happy You’re Gone”. Odchylam głowę do tyłu. Jest bardzo przyjemnie.

21.35 – Robi się coraz bardziej chillout’owo. Mam ochotę na shandy, więc idę do lodówki po piwo.

21.40 – Popijam drinka, piszę z kumplem na GG, słucham muzyki. Nie dzieje się nic szczególnego, ale jest inaczej… jakoś tak miło. Ustąpił też głód, mimo że ostatni posiłek jadłam przed południem.

21.55 – Wciągam kreseczkę tabaki, palę truskawkowego papierosa, piję piwo. Jest mi bardzo dobrze. Czuję ciepło rozprzestrzeniające się po całym ciele. Żadnej euforii, czuję po prostu uspokojenie i rozluźnienie. Dodam też, że przez cały dzień byłam dziś rozdrażniona, smutna i wkurwiona,  przez to że niedługo mam egzamin poprawkowy a prawie nic nie umiem, przez to że wyjechali wszyscy znajomi, przez to że wszystko jest chujowe. W tym momencie jestem pewna, że zdam, niczym się nie przejmuję. Mam ochotę kogoś przytulić, czuję w sobie tyle ciepła, tyle radości, że z chęcią bym się nią podzieliła. Póki co odpuszczam sobie smsowanie i rozmowę na Gadu-Gadu, zarzucam chillową nutkę i rozkoszuję się tym błogostanem.

22.05 – Widzę, że moja sąsiadka nextdoor jest dostępna na Facebooku, więc piszę do niej i zapraszam do siebie na papierosa. Mam ochotę z kimś posiedzieć.

23.25 – Sąsiadka właśnie wyszła. Dzieliłam się z nią swoimi przemyśleniami na różne tematy – miłość, związki, przyjaźń, życie, narkotyki. Ciekawe w tym było to, że nie wymyśliłam nic nowego, do wniosków, o których jej opowiadałam doszłam już dawno, jednak do wszystkiego dopowiadałam coś, czego nie wymyśliłabym normalnie. Takie głębsze przemyślenia, wypływające ze środka umysłu. Nie miałam problemu z ubraniem swych myśli w słowa . To co chciałam powiedzieć – mówiłam – bardzo powoli i spokojnie. Z objawów zewnętrznych da się zauważyć zwężenie źrenic i dość otępiałe spojrzenie (przyćpane?). Siedzę w majtkach i koszulce i jest mi gorąco, mimo że szanowna sąsiadka, ubrana w bluzę stwierdziła, że jest chłodno.

Wciągnęłam jeszcze kilka kreseczek tabaki i powoli dopijam piwo.

00.00 – Wypełniają mnie same pozytywne uczucia. Radość, szczęście, ciepło i dużo miłości. Nie wiem czy tego typu przemyślenia nadają się w ogóle do umieszczenia w trip reporcie, ale zaryzykuję. Wciąż mam ochotę kogoś przytulić, dotknąć, czuć bliskość i dawać bliskość, bez najmniejszego podtekstu seksualnego.

01.00 – Przez godzinę rozmawiam ze znajomym na GG. Robi mi się niedobrze, zaczyna mnie męczyć ta rozmowa, więc idę spać. Zasypiam niemal od razu i śpię równe 12 godzin, rano budzę się i towarzyszy mi tzw. „nieogar”. Nie wiem co ze sobą zrobić, nie wiem o co chodzi.

Podsumowując. Pierwsze spotkanie z kodeiną zaliczam do jak najbardziej udanych. Podoba mi się to, że zachowuję pełną kontrolę, wiem co się dzieje, ale czuję się po prostu lepiej. Działanie TEORETYCZNIE podobne do efektów po mary jane, czuję radość i odprężenie, ale ta radość jest inna – bardziej subtelna, nie cieszę się jak po THC z nieistotnych rzeczy, samo egzystowanie jest po prostu przyjemnością.  Czy powtórzę? Z pewnością tak.

Ocena: 

Odpowiedzi

Czytając twój raport sama zastanawiam się czy nie spróbować :D

Hrrr...

Strony

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media