Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

drapieżnik w kącie mojego umysłu

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
1 joint z moim lubym i jego dziwnym przyjacielem który tymczasowo u nas mieszka
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Już od dłuższego czasu się zastanawiałam czy mam to napisać a jeśli tak to jak ująć to w słowa aby dało się to jako tako zrozumieć.
Zamknęłam się w sypialni ze słuchawkami na uszach.
I zaczęłam pisać....
Wiek:
23 lat

drapieżnik w kącie mojego umysłu

  W sylwestra się wszystko zaczęło.

 Wiem że czasem jestem roztrzepana, taka z nie ograniętymi myślami, które biegają po przedpokoju mojej głowy, zaglądając do napotkanych pokoi z pytaniem czy tu pasują w danym momencie ( bądź na stałe ) czy też nie i biegną dalej. Trudno to wyjaśnić, jestem jaka jestem, jeśli mnie taką akceptujesz to cieszę się bardzo, jeśli nie to tam są drzwi, jest wiele ludzi do spotkania na życiowym parkingu.

   Nie zawsze tak było, dostałam porządną lekcję aby się tego "nauczyć". Ale mniejsza o to, zbyt osobiste.

   Roztrzepana, czasem zapominalska, czyścioszka ( do pedantki mi o dużo za daleko ), gaduła ( o wszystkim i o niczym ), lubiąca od czasu do czasu ostre imprezy. ciekawska po czubek nosa i łakoma na podróże w nieznane zakamarki mistyki i zrozumienia.

  Trzeba rozumieć słowo "przyjaźń" aby móc stać się przyjacielem. Czyż nie? Wydaje mi się że jest to jedna z najważniejszych osób w naszym życiu.

   Sama nie wiem.

   Przyjaciół trzeba też umieć dobierać. To dopiero sztuka!

  Gorzej jest jeszcze gdy Twój przyjaciel pokarzę Ci swoich przyjaciół. I pojawia się w pewnym momencie czerwona lampka. Dotycząca przyjaciół Twojego przyjaciela.

   .

   Ja ją zignorowałam i to był błąd.

   Właśnie tego żałuję.

   A może i nie?

   Przez to straciłam przyjaciółkę.

   Dzięki temu dowiedziałam się jaka ona jest naprawdę i obcięłam zatrute pnącza.

   Ale, co najgorsze i stąd ten dylemat, pojawił się drapieżnik w kącie mojego umysłu. I pokazuje czasem swe białe, spiczaste, ostre zębiska z których, po cieniutkich niteczkach, skapuje mętna ślina.

   Walczę jak mogę, nawet ostatnio przestraszyłam wyszczerzoną bestię, lecz wiem, czuje, że nie na dobre.

  Ona czeka.

 

 

 

 

        31.12.2014

   Około godziny 20/20:30 , zdecydowałam się że idę do S. Wiedziałam że będą mieć coś dobrego( wielki błąd! ).

   Parka zielarzy zaproponowała mi chillowanie u nich, z X-Boxem, filmami i tonami ziółek.

   Podziękowałam.

   S, nie dość że była typową zielarką, czasem lubiła zarzucić coś mocniejszego by polewitować w nieznanym. 

  Chęć odlepienia od rzeczywistości, spędzenia sylwestra z podobno odlepionymi i pewność że drzwi do tego poodklejanego świata tam będą, przewyższyła zdrowy rozsądek.

   Po 21 przyjechała S ze swoim chudym narko-manem ( D ) i ich wspólnym grubym "przyjacielem" ( G ). Wszyscy przechadzali się już po zielonej łące i biegali po zaśnieżonych alejkach.

   Hej! Hej! Gatka, szmatka, pocałunki zakochanych.

   Dotarliśmy do mieszkania D.

  Pokój upstrzony przez wirujące, kolorowe światełka. Źródła były dwa na przeciwległych ścianach, jedno umieszczone nieco wyżej na ścianie, drugie w kącie obok kwiatka-palemki.

   Efekt bajeczny. Wchodziło się od razu w inny wymiar.

   W kuchni leniwe, kolorowe światełka pozawieszane w przestrzeni do wysokości ramion, tworzyły przedpokuj do wyjścia w realność.

   Różnica polegała na tym, że źródło barwnych plamek w kuchni nie mogło się obracać.

   Po dwóch biegach przez zaśnieżone aleje, S zarządziła że trzeba iść do sąsiada aby grzecznie zapytać czy mu muzyka nie przeszkadza i do której możemy ją głośniej słuchać.

   Trochę za późno o tym pomyślała no ale cóż, typowi zielarze tak mają. 

   Poszłam ją odważnie wspierać, z zaśnieżonym uśmiechem i źrenicami wielkości guzika od 5 metrowego bałwana.

   Mu nie przeszkadza, on sam ma gości.

   Muzyka jak długo? Nie no, bez problemu, do której chcemy.

   Kolejny bieg zaśnieżonymi alejkami.

   Jakoś zbyt ślisko! Muszę ostrożniej! Trochę odpoczynku! Chwila wytchnienia.

  Zdjęcia zrobiłam ciekawe! Uwielbiam skupić się na ciekawej rzeczy, cieszyć się nią niezmiernie i zatracić! Idealny odpoczynek.

   Kolorowe, świdrujące światełka dają niesamowity uczucie odrealnienia.

   Bas z głośników wywraca Twoje wnętrzności na lewą stronę ale Ty cieszysz się z tego! Nie masz czasu zamartwiać się o to! Nie masz czasu!

   Muzyka sprawia że się rozpływasz i nie możesz przestać ruszać się w takt. Palec, noga, głowa. Nieważne! Po prostu się ruszasz i nic na to nie możesz poradzić.

   A Ty to lubisz!

   I czasem chcesz więcej...

   Ale jeśli w danej chwili obok są odpowiedni ludzie ( najlepiej aby zawsze byli odpowiedni a nie w danej chwili ) to czujesz więź między wami. Wszystko jest dobrze. Nie potrzebujesz więcej. Po prostu jest dobrze jak jest, tu i teraz, ta wymiana spojrzeń, te gesty, te "Dokładnie tak! Rozumiem Cię!". 

   Jakby wszystko było na swoim miejscu.

   D nie znałam za dobrze, nasłuchałam się dość dużo o nim od S ale najlepiej zdanie wyrobić sobie o człowieku samemu.

   Dałam mu szansę.

  Mimo fantastycznej atmosfery, światełek, muzyki i tego całego wspólnego, łaczącego nas czegoś, ciągle paliła mi się jakaś czerwona, ledwo widoczna lampka w mojej podświadomości. Drażniła mnie tą farbą.

   Aah! Wszystko jest przecież okeeej!!

   Jakoś o 23:30 łapczywie pożarłyśmy z S po połowie niebieskiego dropsa w nadziei że zmiażdży nas barwne, pękające od fajerwerków, mieniące się niebo.

   Mgła, mróz i nic więcej! Rozczarowanie.

   Drops przywitał nas swoim smakiem około 00:30, czy coś koło tego.

   Zdjęcia tu, zdjęcia tam, muzyka, światełka, muzyka, światełka, duuuużo światełek, u źródła połączone niczym neonowe pajęczynki a następnie odpadające, oddalające się i pokrywające w proporcjonalnych odległościach cały pokój.

   Aby tańczyć byłam zbyt spięta.

   Zatapiałam się w basie.

   Jeszcze jeden bieg? Chyba był, nie jestem pewna...

   Informacja że inni ludzie przyjdą.

   Oddalony, zamazany blask czerwonej lampki.

   Jak dla mnie ok, nie mam nic do tego.

   Przyjedzie ON.

   Blask czerwieni na ułamek sekundy zaćmiewa mi umysł.

   ON. Ten, który od razu mi się jakoś nie spodobał. Po prostu go nie lubiłam i tyle.

   Wymieniłam z nim parę powierzchownych wiadomości tekstowych, a on sobie kurwa nedziei narobił i płaci teraz, o tej godzinie, kupe szmalu aby tu przyjechać. To stwierdzenie wywnioskowałam po krótkiej szept-rozmowie między D a G gdy moi nieproszeni goście już przekroczyli próg naszego małego, wspólnego uniwersum i rozsiedli się tam gdzie było jeszcze miejsce.

   Ja z S w tym czasie malowałyśmy. Cóż to była za bitwa z wyobraźnią! Masz białą kartkę papieru przed sobą i wypełnij ją czymś z Twojej głowy!

   Mój zaćpany umysł wirował, świdrował, pędził, szalał, stąpał z nogi na nogę jakby mu się siku chciało!

   Zero spokoju czy jakiejś koncentracji.

   Po prostu maluj!

   Podczas malowania wszystko się zaczęło.

   Tam zbudził się potwór o białych zębach i czerwonych oczach.

   To że jestem obcokrajowcem nie znaczy że można tak mnie traktować!

   Opisać to po polsku nie jest łatwe, tak jak nie było łatwe opowiadać o tym po niemiecku mojemu facetowi, kiedy to wyszedł po mnie lekko uroczony Marią, w Nowy Rok, około godziny 8 rano.

   Podczas malowania, gdy byliśmy sami, bez zbędnego towarzystwa, było jakoś wszystko okej, wszystko sprawiało frajdę!

   Gdy niepotrzebni byli już w pokoju, po złożeniu skąpych, noworocznych życzeń, powietrze zgęstniało od wrogiego nastawienia.

   Najpierw D z NIM, wymyślili że mnie wkręcą, że JEGO babcia sprzedała komuś jego własną pralkę, którą postawił po prostu u niej na przechowanie, aż się wyprowadzi.

   Możliwe?

   A czemu nie!

   Moi rodzice-dziadkowie wyrzucili mojego ukochanego misia bo " był taki wymięty" a wiedzieli doskonale jak dużo on dla mnie znaczy i od jak ważnej dla mnie osoby go kiedyś dostałam.

   Wkręcona?

   Jak mogłam się dać wkręcić skoro S siedząca obok mnie, mówiła do swego uroczego D żeby przestał bo ja w to wierze i to nie jest zabawne a on tłumiąc rechot powiedział " Daj spokój! To śmieszne!" i odwracając się do grubego G rozszerzał gębę. Oczywiście zadawałam pytania pochłonięta opowieścią a D z G nie mogli przestać wzdychać i chichać.

   No ja was proszę!

   Co oni myślą że jak się czasem cieszę jak głupia z małych rzeczy a chwilowe eksplozję krótkotrwałego, momentowego szczęścia miewam od czasu do czasu, to znaczy że jestem pusta? Że nie mam nic w głowie? Że można po takiej sylwestrowej wycieczce otworzyć mi głowę, napluć do środka a ja i tak będę się cieszyć?

   A później było już tylko gorzej.

   Byłam równo zmieciona pod dywan. I wszyscy po nim deptali.

   Wszyscy włącznie z S.

   Mózg za to wyłapywał wszystkie, najmniejsze odchylenia.

   Odchylenia od społeczności.

   To normalne że osoba którą uważałam za przyjaciółkę, która zawsze była dla mnie gdy jej potrzebowałam a ja dla niej, dzięki której wszystko łączyło się do kupy, było wszystko łatwiejsze, taka bratnia dusza, przyłącza się do watahy samców i również podeptała mi psychikę?

   "No wiecie, w dwa lata bycia tutaj pali tyle co ja po 10 latach, a więc..." i delikatne strzepnięcie niewidzialnego pyłku z jej ramienia.

   No kurwa nie wierze.

   Paplanina o tym gdzie patrze bo zbyt ciężko mi się odezwać, bo nie chce patrzeć na innych.

   Jak mam tego nie słyszeć skoro, do kurwy nędzy, dzieli nas tylko jedna osoba?!

   "Ooo! Pieniędzy nie mam ale pobiegałam bym na śniegu! Przecież to nic nie kosztuje."

   "Nooo! Tak samo jak niebieskie dropsy. Rozdają na każdym rogu."

   A więc o to chodzi?

   Wy mnie zapraszacie, PRZEPRASZAM!, to zawsze S mnie zapraszała, ja się czasem zgadzałam bo nie zawsze był czas, świetne chwile, śmiechy, zabawy, głębokie rozmowy, łzy i zrozumienie, nie ważne kto co miał ( a on zawsze kurwa coś miała i zawsze mnie częstowała), łączyłyśmy się w miłej pogawędcę, czasem poodklejane, gdzieś tam w niebieskim autku na polnej drodze, wszystko było po prostu dobrze! A tutaj chodzi tylko o kasę!

   Jej " jestem szczęśliwa że tutaj jesteś" było powiedziane tylko dlatego że pasowało do danej sytuacji i rozmowy?

   A więc to tak.....

   "O patrz! Znów patrzy tam, w ten puknt w lewym górnym rogu ściany! Oo! Teraz na światełka! Ma za grubo!"

   Durniu! Robisz to specjalnie żeby mi banie zepsuć?

   I jakby się udało....

   "A ja chciałbym LSD spróbować! Pewnie niezła fazka jest!"

   "I nic nie kosztuje!"

   Nawet luźne rozmowy o Dr. Hofmannie dotarły do bandy tych, chętnych rozgnieść moja psychikę niczym orzech, tępych aspołecznych chemicznych odklejeńców.

   S. Tak bardzo mnie zawiodłaś. Tak trudno było ze mną po prostu pogadać? Ja i tak chciałam Ci dać jakąś kasę bo niezręcznie się czułam bawiąc sie drugi raz na Twój koszt a Ty wiedziałaś że moja sytuacja finansowa nie jest za ciekawa.

   Tak trudno było po prostu porozmawiać?

   Znów jakieś komentarze dobiegają mnie jak przez mgłę, nie rejestruję ich, gdyż po około godzinnym nasłuchiwaniu się tych wszystkich rzeczy, łapię za koło ratunkowe i piszę do mojego faceta.

   Po 7, wrócił z nocki.

   Szybka wymiana wiadomości tekstowych i postanawiamy iść pieszo, ja w jego stronę a on w moją i spotkać się w połowie drogi.

   Gdy wyciągnęłam telefon, S ze swym narko-manem żegnają się powierzchownie ze wszystkimi i idą na górę do swej dziupli.

   Hah! Jakie to żenujące.

   Czeka mnie dość długa podróż a więc do kibelka na sikundę. Zbieram leniwie, specjalnie, na luzie moje rzeczy, gdy słyszę zza pleców : "Trochę szybciej!" , " No, idź sama do domu gdy jesteś w takim stanie!"

   Mam ochotę się odwrócić i wydrapać oczy osobą do których należeć mogą te dwa głosy.

   Nie znam tych ludzi którzy przyszli, no oprócz NIEGO.

   Ale wszyscy podłapali tą samą fazę, każdy może bezwzględnie nabijać się z tej pustej dziewuchy.

   Krew się we mnie gotuję ale bez słowa zakładam buty, uśmiecham się miło do NIEGO gdy podaje mi kurtkę, wychodząc dziękuje za miły wieczór i zamykam drzwi.

   Po parunastu metrach drogi, w oddali wypatrywałam mego zbawienia.

   Wyrzucona na pustą i aktualnie jakby obcą planetę, szukam drogi aby się schronić.

   Zimna nie czuję, nogi idą same, automatycznie wybierają którą drogą mam iść. Mózg jakby się zaciął, oszołomiony. Wciągam lodowate powietrze głęboko w płuca. Tak, jest dość mroźno.

   Kurde, nie skręciłam papierosa.

   Oj, trochę ślisko, trzeba iść ostrożniej.

   W długim, niebieskim jak poranne niebo, płaszczu, z rozbieganymi oczkami i lekko rozczochranymi, rudymi włosami, idę przez puste, zlodowaciałe chodniki.

   Gdzie mój wybawca?

   Mózg przymarzł.

   Idę niczym zombie na GPS'ie.

   O jest!! Uśmiech rozświetla moją przymarzniętą twarz i przyspieszam kroku.

   Mojemu facetowi opowiedziałam piąte przez dziesiąte co się stało, opisałam w biegu momenty które najbardziej utkwiły mi w głowie.

   Jak widać na dobre.

   Wróciliśmy do domu, porozmawialiśmy jeszcze chwilę, on poszedł spać a ja starałam się oglądać filmy bo sen długo nie chciał mnie odwiedzić.

   Jakoś 3 dni nie mogłam otrząsnąć się po wydarzeniach z Sylwestra.

   Co to w ogóle miało być?

   Kiepski, jak dla mnie, teatrzyk.

   Około tygodnia po zdeptaniu mojej psychiki postanowiłam wyjść trochę do ludzi i poznać bliżej znajomych.

   Kolejny błąd!

   Zielarze nie z tej ziemi! Palą blanty grubości cygar kubańskich i prawie ciągle są na haju.

   Gdy byli pogadać o mieszkanku ( osiedlili się w byłej kwaterze mojego faceta) i gdy raz podarowali mi trochę ziela, wydawali się całkiem spoko, niekonfliktową parą.

   Tyle że chyba najlepiej się czują tylko w swoim towarzystwie.

   Idę do nich. Dam szansę. Człowiek jest człowiekiem, nie zależnie od tego ile godzin w ciągu dnia jest na haju.

   Ona wychodzi mi na przeciw, ze słodkim, włochatym, kuleczkowatym szczeniakiem, zmielona w młynku do zielska.

   Strasznie wyglądała, i z gadką miała znaczące problemy.

   No nic. Przecież się teraz nie wycofam.

   Wchodzimy do środka. Zapach zielska natychmiastowo posmyrgał mnie w nozdrza a on,z zaćpanymi oczkami, mówi mi niepewne " Cześć."

   Okej, będzie spoko, oboje już pozbyli się zupełnie rzeczywistości jak i w powietrzu tak i w głowie.

   No nic. Przecież się teraz nie wycofam.

   Ona wręcza mi blanta grubości cygara z komentarzem " To dla Ciebie na ten wieczór!" i wykrzywionym uśmiechem.

   Przyjmuję z wdzięcznością i ze zdziwieniem.

   "Nigdy takiego wcześniej nie paliłam ani nie skręcałam!"

   "Ja tylko takie umie skręcać."

   "I tak nie dużo nasypała."

   Zapalam, po kilku nieudanych próbach rozwinięcia jakiejś konwersacji z zielarską parką.

   3 buchy wystarczyły. Serce waliło mi jak po przebiegnięciu maratonu. Ręce pociły się z zimna. Wszystko było jakieś nie na miejscu. Opanowała mnie nieziemska ochota wyrwania się stamtąd.

   I znów się zaczęło.

   Oglądamy film, staram się jakoś zagadać, coś opowiedzieć ale głos staje mi w przełyku i zacinam się jak stara drukarka.

   Co jest do kuur....

   "Ooo! Ktoś ma za dobrze."

   Oni siedzą obok mnie, na jednej poduszce-fotelu i rozmawiają na mój temat.

   Haluny?!

   Wyciągam telefon i oczywiście piszę do mego wybawcy.

   "Pewnie piszę do niego!"

   Ja ją słyszę, widzę jak porusza ustami! Wiem że to się nie dzieje w mojej głowie tylko naprawdę!

  Ona zaczyna skręcać sobie kolejnego blanta. Tłumaczę że może dokończyć blanta którego od niej dostałam bo ja ma wystarczająco już wybujałe myśli. To zaczyna dyskutować że nie, że to dla mnie, bo ja gość, i takie tam. Kończę krótko że i tak i tak go nie spalę a już na pewno nie wezmę go ze sobą do domu, także jak ona sobie tam chce.

   Bierze i odpala.

   A ja nie mogę uwierzyć.

   Jakaś skąpa gadka na temat zabawek jej pluszowego psiaka, próba wkręcenia mnie że rozmawiamy o nie tej zabawce co ja myślę, łapię ją na tym, ona zmienia temat rozmowy i słyszę komentarz od niego, ewidentnie do niej " Nie tak szybko! Spokojnie! Uważaj"

   Że co proszę?!

   Tłumaczę że ja dużo nie palę ale mam z tego pełną satysfakcję. Ona podłapała temat i zaczęła się bezsensownie tłumaczyć że ona też dużo nie pali ale przez to że teraz jest ciągle w domu to trochę więcej. Jakoś odechciało mi się z nią gadać i zaczęłam oglądać film.

   Najgorsze za mną. Czuje się już lepiej.

   To był atak paniki? Tępo mojego serca, potliwość, skurcz żołądka.

   Nie wiem. Nie ważne, teraz jest lepiej. 

   Końcówka filmu, znów komentarze że piszę coś na telefonie.

   Mam paranoję?

   Koniec filmu. Ona gdzieś zniknęła. Wstaję, oświadczam że na mnie czas, nie chcę im dłużej przeszkadzać i dość niepewnym krokiem podchodzę do miejsca gdzie położyłam płaszcz.

   "Oho! Pewnie kupy w domu nie zrobiła, dlatego musi iść."

   Że co proszę? Słyszałam to naprawdę czy to mój mózg wyśmiewa się ze mnie?

  Oczywiście że było to realne! Nie jestem aż tak naćpana żebym pozwoliła na wtargnięcie na terytorium mojej psychiki jakiejś akustycznej halucynacji!

   A może jednak?

   "Odpowiadam" że idę do domu, boooo mój facet wyszedł, będę sama i w spokoju mogę dokończyć mój rysunek który wczoraj zaczęłam.

   "Ah, wiesz, lubię mieć całkowity spokój jak maluję."

   Chęć była wielka na dokończenie tego rysunku, którym pochwalę się po zakończeniu TR ;) , ale chęć ucieknięcia od nich, od tej chorej sytuacji pchnęła mnie do przodu, dodawała energii i tworzyła jasny umysł.

   Przed drzwiami wyjściowymi, gdzie zakładałam buty, pojawiła się raptem ona. Podziękowałam jej za miły wieczór ale wracam do siebie By wykorzystać jeszcze resztę fazy.

   Buziak i wychodzę.

   Porywisty wiatr unosił mnie w stronę spokoju i zrozumienia.

   W mieszkaniu nieoczekiwanie czekał na mnie mój facet, kiedy to ja myślałam że jest jeszcze w pubie.

   Zaczęłam opowiadać mu wszystko co pozostało jeszcze w mojej głowie po nieudanym wypadzie do innych, nowych odklejeńców.

   No ja to mam szczęście z tymi ludźmi!

   On mnie zapewniał że nie jestem nienormalna, że nie mogła to być akustyczna halucynacja, żebym się uspokoiła, że wszystko jest dobrze.

   No i było wszystko dobrze.

   Mówię 'było' bo bestia czasem pokazuję kły lub swe czorwone oczyska.

   Było wszystko dobrze do momentu aż przyjaciel mojego lubego wprowadził się do nas na parę tygodni.

   Nie mam nic do typa ale czasem jak o nim trochę głębiej pomyślę, przeanalizuję jego sposób bycia, w realnym jak i w tym drugim świecie, co mówi i jak mówi, to zaczynam go nietrawić.

   Jakoś tak leży mi on na żołądku przez co dostaję czasem mdłości.

   Niekiedy, wydaje mi się jakby on mnie analizował, sam lub z mym lubym. Co w sumie jest absurdem bo po tym jaka więź utworzyła się między mną a moim facetem, jest dla mnie niemożliwe, nierealne, aby mój facet tak się mną bawił.

   To ja jestem jednak nienormalna?

   To że czasem słyszę jak rozmawiają na mój temat dosłownymi przenośniami i rozumiem ( tak mi się wydaję) co mają na myśli sprawia że jestem nienormalna?

   Psychoza?

   Paranoja?

   Wychwytuję czasem takie momenty, słowa i zdania które tak rozumie, tak przyswaja je mój mózg, jakby były przeciwko mnie, jakby pasowały do analizy mojej obecnej sytuacji lub sytuacji ogólnej wszystkich w danym momencie.

   A może ja sama, jakaś panika, strach, przetwarza to co słyszę i dopasowuję to tak, że rozumie to w ten sposób a nie inny.

   Sama nie wiem.

  Staram się to jakoś wyjaśnić, najlepiej zrozumieć ale słyszę krople śliny spadającej na posadzkę i czuję oddech drapieżnika w kącie mojego umysłu.

   ......

Ocena: 

Odpowiedzi

Nie warto czytać 

Zaraz... Jeden dżoint? Nie zapomniałaś podać jeszcze jakiejś substancji? Bo raport brzmi jak mieszanka LSD i DXM...

Jak wyżej. "Ja pierdole" byłoby chyba najbardziej adekwatnym komentarzem do tego TR'a. Dziwna i nieprzejrzysta forma, totalnie czerstwa i nudna treść. Dodatkowo kilkanaście abstrakcyjnych i górnolotnych zdań które miały chyba w mniemaniu autorki uwznioślić jej przeżycia, a odniosły dokładnie odwrotny skutek.

ReisFladen musisz być cholernie nadętą i nieciekawą osobą.

Nadętą i nieciekawą? I na podstawie tego TR'u to stwierdzasz? Gratulacje :)

To raczej nie trip raport a, jakby to ująć, to co przeżyłam i to co dzieje się w mojej głowie, odczucia, myśli, pytania.
 Tak, pisałam to tylko po jednym dżoincie. Musiałam to, po części, wyrzucić z mojej głowy bo drapie to i kłuje.
Krótki opis kilku sytuacji i stan do jakiego mnie one doprowadziły.
Tyle. 

Sein Jemand !

" gdy Twój przyjaciel pokarzę Ci swoich przyjaciół. " ała :<

Moderacjo, why? Dlaczego ktoś w ogóle zadecydował, że jakieś gównowynurzenia, w których substancje psychoaktywne pojawiają sie tylko przy okazji, powinny się znaleźć w raportach przyjętych na NG?

Panie Marjanie - powiem tak: różne raporty ludzie piszą. Są tacy, którzy nie piszą nic o działaniu narkotyku, tylko np. o szwedzkich suczach rzygających na chodniki, i to się czytającym nie podoba. Są tacy, dla których trip jest bodźcem do roztaczania przed czytelnikiem swocih poglądów na filozofię, i tu też sporo osób może narzekać, że przecież nie ma tam nic o działaniu narkotyków. Ja osobiście namniej lubię raporty, w których 90% objętości to opis jak spotkałem się z Afałem, Bucefałem, Cipedałem i Dupefałem, po czym dwie godziny szukaliśmy apteki, po czym staliśmy na przystanku, a autobus nie przyjeżdżał, potem dokleił się do nas Ewał i Fałfał i postanowiliśmy pojechać jednak do Gufała, aż w końcu w ostatnim zdaniu jest iformacja, że pizda była fchuj.

Marihuanen wywołuje w ludziach bardzo różne doznania. Bywa, że zniechęca od pierwszego jarania. Bywa, że wywołuje naprawdę przedziwne stany odklejenia psychicznego. Jak ten opisany w powyższym raporcie. Nie podoba się? No to po jednej gwiazdce!

Ja nie twiedzę, że każdy raport powinien mieć formę zapisu godzina po godzinie, minuta po minucie co gdzie i z kim. Różnorodne formy są mile przeze mnie widziane. Problem z powyższym tekstem jest taki, że dla mnie wcale nie jest jasne czy ten dziwaczny twór traktować jako opis efektów działania trawy albo czegokolwiek. Ja to odebrałem tak, że z założenia opisywane miały być wcześniejsze wieczory z pigułami i bliżej nieokreślonym wciąganiem oraz z trawą. Zamiast tego są rozmyślania o tym, że autorki ktoś nie lubi, że ludzie się z niej nabijali i o tym co ona o tym myśli, a to akurat mnie i pewnie większość ludzi wchodzących tutaj mało obchodzi. To, że przy pisaniu obecny był blant to inna sprawa (choć dobrze by było dla autorki, żeby można było zwalić na hehehuanę ten flow, bo jeżeli ktoś ma tak w głowie na co dzień to ojajebie). Ani to retrospekcja z sylwestra i kolejnej imprezy, ani TR z działania trawy pisany na żywo. Można było sobie podarować, takie jest moje zdanie.

Schizofrenia wjeżdża na pełnej u typiary a wy ją jeszcze gnębicie. 

Niekoniecznie Schiza, moga to byc bardzo silne stany lekowe lub jakas silna nerwiica, z tego co wyczytalem to potrafi zachowac sie krytycznie do tego co sie dzieje/dzialo wiec to wyklucza schize (narazie), jak dla mnie powinnas isc do psychiatry jak najszybciej, i nie ma sie czego bac, to tylko lekarz ;) a jesli nie, to przynajmniej pscholog, im szybciej cos z tym zrobisz tym lepiej...

To tylko "konsekwencję" po przeżyciach z sylwestra.
Lubią mnie czy nie, jest mi to teraz obojętne. Nie lubię tylko jak ktoś udaje przyjaciela czy dobrego kumpla a później, na przykład w taki sposób, okazuje się że jest kompletnym ścierwem, bo takie zachowanie nie jest normalne.
Nie napisałam tego tutaj bo szukam przyjaciół i jest mi źle, chciałam się po protu tym podzielić, ulżyć swojej głowie, pokazać że takie sytuacje są możliwe i to co dzieje się w mojej głowie jest po 1 nie zdrowe a po 2 w jakiś sposób spowodowane wydarzeniami z sylwestra bo nigdy wcześniej czegoś tajkiego nie miałam a takie sprawy nie tworzą się z nikąd.
Prawie psychiatrę mam w domu, więc obejdzie się ale dzięki za radę ;) 

Sein Jemand !

Jak tam sobie chcesz RyżowyPlacku, ale ja bym doradzał ostrożność w zabawach z psychodelikami. Czytając twój TR mi się wydawało że te komentarze na twój temat to bardziej błędna interpretacja i omamy. Sam czasami tak mam że niektóre osoby wydają się wrogie, a ich zachowania wydają się być "przeciwko mnie". Dla mnie najważniejszym czynnikiem przy paleniu jest dobór kompanów, właśnie ze względu na zmianę postrzegania innych.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media