Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

"dotyk nieba" - kodeina

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
450mg
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Wzgórze, 12-13 sierpień - noc spadających perseidów
Doświadczenie:
MJ

raporty banglamjakskurwysyn

"dotyk nieba" - kodeina

Pierwszy raz z opoidami. Najśmieszniejsze jest to, że mieliśmy oglądać gwiazdy, a nie pamiętam szczerze żadnej.

 

17:00

Zapaliłem papierosa i spojrzałem na moich znajomych (powiedzmy, że będą to A, K, R) z ironicznym smutkiem w oczach, po chwili gałki oczne zostany zwrócone w stronę zarzącego się ogniska, a później na A - "Ej no, kołujemy się na coś czy nie?" - odpowiedziałem, że na mieście jest syf, a zapasy K się skończyły. Po chwili otworzyłem swojego browara jak moi rówieśnicy i spoglądałem w niebo.

17:15

Niespodziewanie dostaję telefon od kumpla M - "Ej ziooomeeek, gdzie wy wszyscy, mam coś dobrego hehe" - mówię, że jesteśmy na jednej z naszych miejscówek, M się rozłączą, a ja w prawie tej samej chwili skończyłem mojego zimnego browara - a taki lekko schłodzony napój potrafi podarować od siebie tyle szczęścia w gorące dni.

17:25

A i K byli zajęci opalaniem lufy - nie była to jakaś jednorazówka czy coś, przetrwała ona kilkanaście ognisk i była czarna jak smoła, a zapach  przyprawiał o dreszcze. Odwróciłem się do nich i z lekkim, ironicznym wyrazem twarzy wypowiedziałem do nich magicznych kilka słówek: "Co wy, kurwa, majstry, odpierdalacie" - spojrzali się na mnie i zaczęli lekko się śmiać - humor nam dopisywał, naprawdę, czego chcieć więcej jeżeli tli się ognisko, mamy mnóstwo browarów, 3 metowe paczki fajek i... właśnie, czekaliśmy wtedy na M.

17:30

M przychodzi na górkę - siada obok już słabo tlącego się ogniska i mówi do mnie - "Chodź ze mną do mojego domu, jestem skuterem - pojedziemy do mnie, weźmiemy to co mam na chacie i wrócimy tutaj z buta" - ja zaciekawiony odparłem, że jasne - dałem dla kumpla piwo, zdjąłem bluzę (było bardzo ciepło, jakieś 25 stopni w cieniu i ognisko) - a właśnie, pewnie zapytacię się, czemu tak szybko rozpaliliśmy ognisko - otóż A i R chcieli ugotować sobie kiełbaski w starym "swojskim" stylu czyli na ognisku, heh.

17:45

Wchodzę do domu z M, prowadzi mnie do kuchni, spoglądam na blat i widzę: 9 pustych opakowań Antidolu - obok szklanka z filtrem i buteleczka z pięknym klarownym roztworem. M wziął szybko strzykawkę, aby odmierzyć porcję dla każdego i wrócilismy na górkę.

18:00

Przychodzimy na górkę - A, K, i R świetnie się bawią - K gra na gitarze stare piosenki Dżemu. Ja z M ucieszeni pokazujemy co tu mamy - z racji tego, że A i K nie biorą takich rzeczy wyszło na to, że dawka będzie 450mg/os - a był to mój pierwszy raz, więc myślałem, że będzie nieciekawie.

 

B R E A K

I tu zaczyna się właściwy trip :)

B R E A K

 

T + 5 minut - Smak roztworu był OHYDNY, nie da się tego opisać, ale szybko zapiłem to pomarańczowym sokiem i przeżyłem ten smak.

T + 20 minut - A i K rozmawiali z nami w przerwach od grania piosenek: od Dżemu, Lady Pank kończąć na metallice - jakieś skomplikowane riffy i tak dalej, heh. R poszedł się odlać (tu będzie ciekawie) a ja z M rozmawiamy sobie o wszystkim i o niczym - pytam go czy czuję już jakieś pierwsze efekty tegoż pięknego specyfiku - podnosi wzrok w stronę nieba i mówi - "Wiesz co? Bo ja tak" - zacząłem się odrobinę śmiać, popatrzyłem na jego oczy - trochę zwężone, ale nikt by nie powiedział po jego oczętach czy coś brał. Czułem delikatne przepływające cieplo obok skroni, które kierowało się w dół robiąc okrężne ruchy w moim ciele - bardzo przyjemne uczucie.

T + 32 minut - Spojrzałem wtedy na zegarek i zauważyłem, że jest już 18:32, a R nadal nie ma. Lekko zaniepokojony wstałem i powiedziałem w stronę krzaków: "R!!! Gdzie ty jesteś do cholery?!", po niespełnej minucie pobiegłem w stronę krzaków, przedarłem się i widzę leżącego R z wielkim bananem na ryju i zamkniętymi oczami, pytam się jego jak się czuję, a on na to - "ZIOMBEL, JEST PIĘKNIE, TAK JAKBYM SPALIL PARE DZOJONTOW YHEHEHEHEHE". Ciesząc się jego szczęściem podniosłem go z trawy i usiedliśmy wszystko przy ognisku. Poczułem, że mój chód zaczął być odrobinę chwiejny, ale sprawiał mi on jakąś nieogarnięta przyjemność, tak jakbym wiedział, że chcę chodzić tak dziwacznie, ale jednak nie, heh - już w tym momencie wiem, że kocham ten specyfik.

T + 50 minut - Zamknałem oczy i zacząłem wyobrażać sobie niebo z gwiazdami, które widziałem pół-sekundy przed zamknięciem oczu - chciałem zrobić zdjęcie, tzw. stopklatkę i żebym ten obraz był cały czas taki sam - otworzyłem oczy i zamknąłem ponownie i widziałem niebo z zamkniętymi oczami. Od tej pory nie przejmowałem się gdzie jestem. Nie czułem, że byłem w tamtej chwili ze znajomymi - ogarniała mnie od środka wewnętrzna euforia, błogość, jakbym się rozpłynął na 1000 kawałeczków i jakiś dziadek na lasce je zbieram i łączył do kupy.

T + ~1 godzina - Nie mogłem otworzyć oczu, lekko się zaniepokoiłem - ale jednak stwierdziłem, że nie chcę przerwać tego błogostanu i zączałem znów zagłebiać się do środka mojej duszy, przemierzałem tysiące zakamarków i było po prostu... KURWA pięknie. Nie słyszałem nic oprócz lekko tlącego się ogniska, tak jakby moi znajomi gdzieś znikli, a ja zostałem sam na sam z tym światem.

T + ~1 godzina 15 minut - Znudziło mi się obcowanie z samym sobą, otworzyłem oczy i zobaczyłem moich znajomych plus jednego dodatkowego, który po 5 minutach pojechał. Zauważyłem tylko, że przywiózł MJ, dokładnie 3 pakiety. Myślę sobie, wszyscy znajomi są to mogę iść się położyć na chwilę. ZASNĄŁEM

T + ??? - Otwieram oczy - czuję jakbym był w innym miejscu na świecie, czuję że osiągnąłem szczyt - wszystko było takie DZIWNE, po prostu wow. Miałem takie uczucie, że nie zamykałem oczu, tylko cały czas je otwierałem, jakbym tasował talie zdjęć z albumu i przeskakiwał do innych miejsc w czasie. [Tutaj chcę dodać, że doznałem świadomego snu podczas tripu na kodeinie i to było piękne, po prostu dam 3 słowa które to wyrażają - KURWA, JA PIERDOLE, O CHUJ - a że jestem doświadczony jeżeli chodzi o świadome sny to byłem wniebowzięty]

T + 2 godzina 10 minut - Po chwili się obudziłem, spoglądam na zegarek i patrzę, że minęła aż godzina. A i K upaleni swoimi gibonami, R leżał tylko przy ognisku, a M patrzył się w ognisko. Wszystko było takie inne, niejednoznaczne, śmieszne, a zarazem lekko irytujące, lecz piękne. Doznałem tutaj kolejnych CEV'ów - po zamknięciu oczu rysowałem obrysy moich znajomych, fragmenty ich ciała, tworzyłem na żywo ich karykatury poprzez pociągnięcia fioletowym mazakiem.

T + 2 godzina 25 minut - zostały 2 pakiety jeszcze, mówię do A żeby skręcił dla mnie, R i M gibona - zgodził się. Gdy kręcił ja zacząłem delektować się browarkiem, czułem, że smakował tak pięknie, tak super, ten chmielowy wywar cały czas dawał wrażenie jakbym wyjął go prosto z lodówki, mimo że leżał 2 godziny w cieniu gdy jest 25 stopni celsjusza.

T + 2 godzina 30 minut - gibony zostały skręcone, już zaczęło się też powoli ściemniać - ja poszedłem się odlać, a R i M zaczęli jeść kiełbaski, które zostały upieczone przez K.

T + 2 godzina 45 minut - nie wiem co robiłem przez 15 minut, myślałem, że poszedłem siku na 2 minuty, heh.. Gibony nie zostały ruszone, przychodze, pożyczam ogień od K i palę gibona, R i M odpalają po kolei swoje. Spliff smakuję pięknie, czuję ten delikatny dym w ustach, ale z każdą minutą narasta efekt suchości w gardle, każdy buch zapijam browarkiem.

T + 2 godzina 55 minut - skonczyłem gibona, R i M odrobinę wcześniej - odpaliłem papierosa, spojrzałem na zegarek i patrzę - 20:55, słońce juz chyba zaszło, nie mogłem zlokalizować nawet łony od słońcą, nie wiem gdzie ona się podziała. Biorę delikatnę pociągniecia papierosa, jest on tak bardzo przyjemny, a metowych nie lubię - a ten polubiłem, ten wyrazisty smak, co jakiś czas popijam browarka, morda się cieszy, K zaczął opowiadać kawały i tutaj dały znać bóle mieśni brzucha, heh.

T + 3 godzina 25 minut - A musi się zawijać - K poszedł go odprowadzić, a my zaczęliśmy wypatrywać perseidy, piłem już 4 browara albo już 5, nie pamiętam.

T + 3 godzina ?? minut - Zatraciłem się w swojej świadomości, nie wiedziałem gdzie jestem - te MJ idealnie zadziałało z kodą. Widziałem tylko świecące punkty, ale nie mogłem ustalić gdzie one są: z lewej strony? z prawej? u góry? - myślałem, że są to gwiazdy, ale jak kiwałem głową na lewą widziałem tylko świecące punkty, popatrzyłem w dół i to samo - widziałem nicość... było to kurewsko przyjemne uczucie, odpłynąłem totalnie, poczułem się jak nie wiem kto - nie potrafię tego opisać.

T + ??? - Nie wiem gdzie jestem, czułem tylko euforię, jakbym mógł ją dotykać.

Koniec tripa, zasnąłem - z rana obudziłem się w pokoju M razem z K i R, jak dobrze pamiętałem A wrócił do domu. Wyszedłem szybko na balkon i spaliłem papierosa, a potem wziąłem browara z biurka M.

Kodeina to naprawdę przyzwoita substancja, pierwszy raz - nie wyrabiałem receptorów - a poczułem się jak w niebie. Tylko zadziwiło mnie, że gibon mne tak skręcił - nawet nie wiem skąd się pojawił człowiek od MJ, który to przywiozł, widziałem tylko ciemną twarz, kaptur i wręczenie pakietów - może to było jakieś syntetyczne zielone? Nie wiem, nie pamiętam smaku ani jego zapachu, nawet nie pamiętam jak to wyglądało, wziąłem tylko gibon i go odpaliłem. Mieliśmy oglądać gwiazdy, a nie pamiętam szczerze żadnej. Szczerze to wstałem z rana rześki, z paroma lukami pamięci (nie wiem jak wróciłem do pokoju M) ale od samego rana byłem gotowy na działanie. Ze znajomymi już powoli myśleliśmy co można porobić wieczorem, heh :)

 

 

 

 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

"Kurwa, ja pierdolę, o chuj" wyraża więcej niż tysiąc słów :)

trip jak to trip, przyjemny to i triprapot nie jest zły.  

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media