Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

człowiek wyrwany z kontekstu

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Apteka:
Dawkowanie:
~2mg Klonazepamu, ok. 20 godzin przed tripem -- zdaje się, że miało to wpływ na naturę doświadczenia. Nigdy nie czułem się tak po psychodelikach.
~20mg 4-HO-MET
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Daleko od domu, tak jakbym po prostu wyszedł na spacer... Nastawienie psychiczne przed zażyciem bardzo pozytywne, ale chyba nie miało to wielkiego znaczenia.
Wiek:
21 lat
Doświadczenie:
wielokrotnie konopie, alkohol, tytoń i kofeina.
kilka razy DXM.
Pojedyncze lub kilkakrotne tripy na LSD, 2C-E, 4-ACO-DMT, 4-HO-DIPT, MDMA.
Klonazepam 20 godzin wcześniej.

człowiek wyrwany z kontekstu

To była bardzo nieodpowiedzialna akcja, która zaowocowała trudnym, aczkolwiek ostatecznie owocnym doświadczeniem...

T+???? : Noc, siedzę na przystanku autobusowym. "Co się, kurwa, stało?", mniejsza z tym. "Która godzina?", mniejsza z tym. Dookoła pusto, nic się nie dzieje. Wstaję, jestem w stanie chodzić. Przez chwilę, bo potem zauważam dziwne przyciąganie od strony wiaty przystanku. To grawitacja, ale wówczas o tym nie wiedziałem. Dziwne uczucie wywoływało poruszanie się dookoła wiaty będąc non stop do niej przyklejonym.

Upadłem. "Co jest?". Jestem zbyt zajebany by wstać i chodzić. Dalszy ciąg to przepalatanka blackoutów i pojedynczych obrazów. Obrazy tworzą zapętlającą się historyjkę. "No zajebiście, wpadłem jak śliwka w gówno". Wówczas było to zbyt trudne do pojęcia, że po prostu się zataczałem, szedłem co chwilę się potykając. Ja odbierałem to bardziej jako uniwersalną prawdę o świecie. Nic nowego się nie dzieje. Ciągle to samo. To wszystko już było.

W pewnym momencie odbiór tej prawdy został zakłócony przez jakichś ludzi, którzy pomogli mi wstać. Znów mój mózg nie był w stanie dojrzeć prozy tej sytuacji...  Po chwili, w dalszym ciągu ekstremalnie nieogarnięty, znów siedzę na przystanku.

Moje zdolności manualne są tak ograniczone, że sprawdzenie godziny na komórce było niewykonalne. To był ostatni raz jak ją widziałem... Mój umysł zapomniał o telefonie. Może zwyczajnie go wyparł z mojego świata? Niekiedy bardzo mnie irytował, często sam się odblokowywał i dzwonił do różnych ludzi... Tak, z punktu widzenia psychoanalizy mózg z pewnością wyparł ten telefon z mojego świata...

Po pewnym czasie podjechał jakiś samochód. Chyba taksówka. Wsiadłem. Kierowca nie potrafiąc wydobyć ze mnie informacji, gdzie chciałbym wysiąść wysadził mnie gdziekolwiek, z mojego punktu widzenia w innym świecie. Była tam jedna z głównych ulic miasta. Po dwa pasma na kierunek, po środku tory tramwajowe. Świat, w którym istniałem wówczas, to koło o średnicy jakichś pięćdziesięciu metrów dookoła.

Mógłbym gdzieś pójść, ale to było za trudne. Bardziej skupiłem się na tym, że irytują mnie klucze i portfel, które mam w kieszeniach. Kolejne w sumie irytujące mnie rzeczy. Portfel to pieniądze, wiadomo. Natomiast kluczy było za dużo, a zamki które otwierały nie działały za dobrze. Przy kluczach miałem otwieracz do piwa, a przecież w głębi serca nie lubiłem alkoholu... Podniosłem portfel. Klucze zaginęły w odmętach historii.

Świat wyglądał inaczej... Wszystko było bardziej ostre i wyraźne niż zwykle, nawet bardziej niż pod wpływem kanabinoidów. To musiał być jakiś dziwny sen, bądź moja dusza zabłąkała się do jakiegoś innego świata... Czas nie istniał. Chodziłem, ale to nie miało żadnego związku z czasem... Było dość chłodno. Nie podobało mi się to, że jestem uwięziony. Zacząłem doceniać idiotyczność codzienności, w niej przynajmniej można uciekać, tutaj los był pewny. Miałem cierpieć chłód.

Jednakże w pewnym momencie pomyślałem, że ruszę się. Spróbuję eksplorować świat. Udało się. Zacząłem się bardzo chaotycznie przemieszczać. Wszytko co się działo było interpretowane bardzo metaforycznie jednak trzeźwiałem. Czas powoli zaczął iść do przodu. Zaczęło rozjaśniać. Na ulicach pojawili się pierwsi ludzie. Ci wyglądali jednak jak manekiny. Teraz wiem, że po prostu byli, nie byli ubrani w moje interpretacje...

Po jakimś czasie błąkania się po ulicach nieznanego miasta wytrzeźwiałem do końca. Wstał ranek, wyszło słońce, było co raz cieplej, a ja w stanie którego nie znałem. Nie miałem bladego pojęcia czy świat który widzę jest prawdą (podświadomie chciałem się obudzić). Nie widziałem celu w rozmyślaniu toteż po prostu sobie byłem. Doświadczenie przechadzania się w piękny słoneczny dzień po ulicach nieznanego miasta nie było zmącone prawie żadną opinią czy myślą. Nie było powodu...

Byłem na drugim końcu Polski toteż z braku odpowiednich pociągów, spędziłem w tym mieście jeszcze cały dzień, nie mając zegarka, tylko jakieś 50 złotych w portfelu. Mimo, że zrobiłem sobie wielgachny spacer po mieście, a zjadłem tylko jednego kebaba, którego popiłem przesmacznym sokiem pomarańczowym, wcale nie byłem głodny.

To był naprawdę piękny dzień. Dopiero na drugi dzień rodzice wmówili mi, że siedzę po uszy w gównie. Niestety im uwierzyłem i przez jakiś czas miałem doła, ale na szczęście, w porę zrozumiałem, że to tylko ich paranoja. Patrząc na to teraz, parę miesiecy później, sądzę, że nastąpił duchowy efekt jojo, pogorszyło się, by było potem lepiej niż na początku.

Ocena: 

Odpowiedzi

Trochę mało rozwiniętę; na dobrą sprawę, czytelnik nie wie o opisywanym tripie niemal nic:-) Pozdrawiam!;)

Dzięki za uwagę. To był taki mało wypowiedziany trip.

Z drugiej strony może trochę rozwinę...

Bo akcja, bardzo ciekawa; chodzi mi o znalezienie się na drugim końcu Polski. Czytelnik tzn. mówię tylko o sobie, więc ja, chciałbym się w ęcej dowiedzieć, jak to było:) Ale podejrzewam, że pisane to było z jakiejśp erspektywy czasu i trudno szczegółowo przedstawić historię;) Z tego co rozumiem, to że duże odczucie odurzenia towarzyszyło temu tripowi, w sensie małej kontroli (?). To było cośw okolicach bad trip? Jakiś taki uśpiony, lekko zamulony klimat? No naprawdę ciekawe,j ak to było dokładnie, pozdro!;)

Bad trip bym nie powiedział, bo to mi się kojarzy z mentalnym zapętleniem. Takie momenty się zdarzały na tym tripie, ale to były tylko chwile. Generalnie to byłem raczej przytępiony. Żadnych fajerwerków percepcyjno-emocjonalnych, które zwykle są motorem moich trip reportów. Ot tylko widzę coś, nieopatrznie interpretuję, koniec tematu. Do tego jeszcze pojechałem trochę po bandzie, więc nie dokońca zręcznie się o tym pisze. Napisałem w końcu, bo mimo, że sam trip był jak flaki z olejem to pokazał mi trochę rzeczy o ludziach, że są bardzo ślepi na dziwne rzeczy. Ponadto ten efekt w postaci całodniowym spacerku w oderwaniu od swojego życia to też co mnie zafascynowało w tym tripie. Rozpisałbym się o tym chodzeniu po mieście, ale wtedy już akurat byłem trzeźwy. :D

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media