Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

coś poszło nie tak...- czyli ostra jazda bez przygotowania

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
Joint na 3 kilka godzin przed wydarzeniami w trip-raporcie oraz pół lufki w czasie wydarzeń.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Nastawienie dość standardowe, nic specjalnego. Pozytywny nastój, nieco bardziej przmyśleniowy.
Wiek:
19 lat
Doświadczenie:
Palę marihuanę regularnie od półtorej roku. Mogę się nazwać doświadczonym palaczem. Stymulanów unikam, kilka razy miałem styczność z substancjami typu LDS-25 czy grzybki ;)

coś poszło nie tak...- czyli ostra jazda bez przygotowania

To co się stało na długo zapadnie w moją pamięć...

Pojechaliśmy wieczorem do ziomka bo miał wolną chatę, zapaliliśmy blanta i trochę posiedzieliśmy, w sumie nic ponad normę.

Odczucia wtedy mogę określić na 5/10 w mojej skali najarania. Towar miałem już kilka dni wcześniej w nieco większej ilości. Tego dnia pozbywaliśmy się ostatniej sztuki. Od początku mówiłem że ta odmiana mi się nie podoba, słabo pachniała i z wyglądu sprawiała wrażenie , że będzie conajwyżej przeciętnym buszkiem. Realia były nieco inne, paliliśmy ją kilka razy:

Za pierwszym razem stuff uderzył mocno, wręcz potężnie, w połączeniu z szybko wypitym piwkiem było 8/10.

Za drugim razem paliliśmy dużo więcej i efekty były znikome, tak jakby buszek żył własnym życiem i raz kopał, a raz nie.

Ten pamiętny dzień to było w sumie 3 palenie i jak pisałem wcześniej 5/10.

Przejdźmy do rzeczy.

 

Wróciłem do domu ok. godziny 21 i przeglądałem jakieś filmiki na YT, zjadłem kilka kanapek i popiłem ciepłym mlekiem z cukrem. Po jakiejś godzinie nie czułem się już pod wpływem tego wcześniejszego blanta więc stwierdziłem, że zapalę sobię, przeglądnę YT i pójdę spać. Nabiłem dużą lufkę dość drobnego sztynksu, wziąłem kilka buchów ..... i się zaczęło.

 

Po 4-5 standardowych buchach straciłem kontrolę nad tym co się dzieje. Nie wiedziałem gdzie jestem i miałem duże problemy z koordynacją. Stwierdziłem, że to już czas żeby przystopować. Nie spodziewałem się czegoś takiego po jakimś swojaku.

Dość szybko straciłem poczucie czasu i tego co się dzieje dookoła mnie. Zaczęło się robić ostro, wręcz niebiezpiecznie, kręciło mi się w głowie i myśli zaczęły jakby wymykać się z mojej kontroli.

Błądziłem w kółko po swoim pokoju nie wiedząc co się dzieje, ledwo co udawało mi się chodzić. Próbowałem zlokalizować swoje łóżko lecz miałem z tym spory kłopot, bo czułem się conajmniej tak jakbym przesadził z LSD. Doświadczałem OOBE oraz halucynacji. Kiedy w końcu znalałem swoje łóżko okazało się że jest na nim sporo ubrać i innych rzeczy niewiadomego pochodzenia. Siadłem w rozkroku na łóżku i wtedy zaczęło się jeszcze gorzej. Straciłem świadomość własnego ciała, nie wiedziałem co się dzieje, nie byłem w stanie określić gdzie jestem. Po jakimś czasie halucynacji i bicia się z własnymi dominującymi wszystko myślami na chwilę się ocknąłem i zobaczyłem że leżę w dziwnej pozycji na łóżku oblany jakimś napojem. Na podłodze też było mokro. Zrobił się niezły syf. Nie byłem w stanie wtedy tego posprzątać więc rzuciłem na podłogę jakiś koc ,który akurat leżał na łóżku (to była wtedy najlepsza opcja). Stwierdziłem resztkami świadomości że muszę tu trochę ogarnąć i chociażby pozabierać rzeczy z łóżka żeby pójść spać. Złapałem się swojej kurtki, która jak reszta rzeczy była na łóżku i... nie poznałem jej. Była jakaś inna, inny rozkład kieszeni, nie wiedziałem czy to moja kurtka. Zacząłem popadać w paranoję. Wszystkie rzeczy zdawały się jakby nie moje. Utraciłem swoją świadomość na tyle że nie rozpoznawałem swoich ubrań i nie byłem w stanie wtedy powiedzieć "Tak, jestem u siebie w pokoju, wszystko jest ok". Czułem się po prostu jak w obcym miejscu, otworzyłem z trudem szafę żeby schować wszystko co było na łóżku i wtedy zrobiło się jeszcze ciekawiej. Przeniosłem się do jakiejś równoległej rzeczywistości! Układ mebli itp. wskazywały na to że jestem u siebie ale wszystko było inne... jakby....KWADRATOWE?

Normalnie minecraft (w którego nie gram ). Byłem w ciężkim szoku, przywaliłem sobie po twarzy kilka razy ale to nic nie dało. Dalej widziałem wszystko jakby uproszczone do sześcianów. Powiedziałem sobie wtedy (chyba na głos) "Co tu się k$$$a dzieje?!". To był moment, w którym moja świadomość się odezwała i stwierdziłem, że muszę jakoś sobie z tym poradzić, przecież właśnie takich doznań chciałem doświadczyć, ale wtedy to było za mocno... Resztkami sił i z wielkim trudem znalazłem się w łazience. Przemyłem twarz ale również efekty znikome.

Wróciłem do pokoju, padłem na łóżko i starałem się zasnąć. Nie było to proste bo dalej nie czułem się sobą, moje myśli niejako prowadziły otwarty konflikt zbrojny, nie byłem w stanie logicznie myśleć i działać. Dopadała mnie duchowa pustka. 

 

W pewnym momencie udało mi się zasnąć i obudziłem się o 5:30 rano (co w moim przypadku nie jest normalne bo w wolne dni wstaje o 11:00). 

Piszę to dzień po zdarzeniach, dalej jestem w ogromnym szoku z powodu tego co się stało. Nie sądziłem , że po marihuanie jestem w stanie doznać na raz OOBE, halucynacji i całego tego shitu. Jakbym miał obiektywnie spojrzeć na to co się działo to bym powiedział , że to nie była tylko marihuana lecz jestem niemal pewny, że była. Przeniosłem się po prostu gdzie indziej, to nie byłem ja, i to nie był mój pokój....

Cały następny dzień czułem się osłabiony, wziąłem kompleks witamin i metafen i powoli przechodziło.

Boję się zapalić to jeszcze raz, nie mam pojęcia co się stało i dlaczego a przypomnę że jestem użytkownikiem marihuany niemal codziennie... Byłbym wdzięczny gdyby ktoś był w stanie mi wyjaśnić tę sytuację.

 

Szok.

 

 

 

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media