Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

caro próbuje 25i-nbome. mmm, apetycznie.

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
3 x kropla. Brak danych na temat stężenia roztworu.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Nastawienie psychiczne na działanie LSD, czyli jak najbardziej pozytywne pomimo lekkiego 'niewypału', który odpłacił mi się za to wspaniałym tripem.
Wiek:
23 lat
Doświadczenie:
DMT. LSD. LSA. 25i-nBome. MDMA. Salvia Divinorum. Amfetamina. Kokaina. Crack. Marihuana. Haszysz.

caro próbuje 25i-nbome. mmm, apetycznie.

 

W moje ręce trafiła buteleczka z resztką 25i-NBOMe, w silnym przekonaniu, iż jest to LSD.
Wiele wcześniejszych doświadczeń z LSD zatwierdziło mnie  w przekonaniu, że nie ma nic lepszego od tego pięknego specyfiku. Lecz już po pierwszym konkretnym tripie z nbome stwierdzam, iż to jest na jakiś sposób lepsze. Chodzi mi głównie o efekt ‘zlewania’ się otoczenia, co bardzo mnie przytłacza ograniczając niejako sposób rozumowania.
Aspekt myślowy uległ totalnej zmianie i splątaniu tworząc dziwne i zabawne historie w mojej głowie, po których czułam iż doświadczam tego, co doświadczam jako zupełnie inna osoba. Postaram się te zmiany nieco przybliżyć.

Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia jakie było stężenie roztworu. Psychicznie byłam nastawiona, aby zażyć 1 kropelkę LSD prosto pod język. Lekkie obawy, że po prostu ‘oślepnę’, jak to zawsze bywa przy bardzo wysokich dawkach. Moja ciekawość przyczyniła się do tego, że na skórę mojego nadgarstka została zakropiona 1 kropla.
W ciągu pierwszej godziny stan czekania przedłużał się w nieskończoność. Nie działo się nic, ale co się okazało, to była cisza przed burzą.
Kolejna godzina i kolejna, czyli 2 kropla wstrzyknięta tym razem pod język. Smak słodki, który zalatywał alkoholem. Krótki spacer do sklepu zaowocował zmienioną i wyostrzoną percepcją, tworząc cały schemat bardzo łatwo dostrzeganych pojedynczych elementów otoczenia. Pomyślałam, że w końcu zaczyna się coś dziać. Efektów wizualnych takie jak falowanie powierzchni - brak. Starałam się dostrzec załamanie obrazu w każdym najmniejszym zakamarku, i dalej nic. Barwy zaczynały wchodzić mi do oczu i nabierać apetytu.
Podczas wchodzenia LSD jednym etapem działania substancji jest uczucie mrowienia na zębach, tak było również i tym razem. Zastanawiałam się dlaczego tak się dzieje skoro to jednak nie jest LSD, a na pewno coś bardzo zbliżonego. Podkład ten sam, czyli psychiczne postrzeganie rzeczywistości obok.
Zaczynało robić się zabawnie, gdyż podświadomie czułam, iż to może być coś pięknego.
Wspólnie z moim chłopakiem, któremu na imię M. nakręciliśmy całą sytuację na mega pozytywne nastawienie się do tego ‘czegoś’.
Pojawiła się głęboka chęć dorzucenia 3 kropelki pod język, co było chyba najlepszym pomysłem, który został zrealizowany w przeciągu minuty.
-‘Otwórz buzię, to Twoja komunia’.
-‘ Mniaaam ! ‘

Efekt body-loadu odczuwalny w mgnieniu oka, nie trwało to nawet 5 minut. Przedmioty wokół zaczęły się nieco rozmywać, a ich krawędzie przecierać. Coś w rodzaju niewidzialnej ręki trzymało w rękach gumkę do mazania o przezroczystym kolorze i używało jej w tych miejscach, na które akurat był skierowany mój wzrok. Moje ciało weszło na mocne i wysokie obroty.
Skutkiem tego był efekt energii, która próbowała rozwalić moje ciało od środka.
W powietrzu utworzyła się sieć energetyczna. Obraz stał się pełnym wymiarem wypełnionym wzorami geometrycznymi w postaci czworokątów, których wnętrze było podzielone skośnymi liniami koloru zielono-różowego. Efekt łudząco przypominający wyjście z tripu DMT, po którym następuje coś w rodzaju ‘wypchanego’ powietrza.
Całe pełne wejście 3 kropli trwało ok. 2,5h, lecz wydaje mi się- warte poświęcenia.
Kolejnym bardzo ciekawym aspektem działania nbome były silnie zmienione procesy myślowe, które wylewały się na zewnątrz mnie w postaci żywych myślokształtów.

Po jakimś czasie uzmysłowiłam sobie o czym tak naprawdę myślę. To były pewne sny, których nie byłam w stanie sobie przypomnieć, chociaż wiedziałam, że należały do mnie.
Był tam obraz pewnej dziewczyny, która przyśniła mi się przeżywając o dziwo, ten sam efekt splątania myśli. Coś w rodzaju schizofrenika, którego głowa jest pełna krzyków i rozmów dwóch odrębnych istot nie mogących dojść do porozumienia. Byłam przekonana, iż już to kiedyś przeżywałam, chociaż tak naprawdę była to inna osoba. Jeden sen tak nagle ożył, po tym kolejny i kolejny. Po chwili uświadomiłam sobie, że moje wewnętrzne rozmowy słyszał M., co było nie prawdą, ale w moim przekonaniu właśnie tak było. Konwersacja mojego ja z jakąś inną świadomością nagle się złączyła tworząc zupełnie inne perspektywy przetwarzania informacji. Z kolei, z dobrym nastawieniem na przyjęcie LSD , działa ono zupełnie tak jak sobie tego zażyczę. Chcę się bać-boję się. Chcę się cieszyć- cieszę się. Cel w pełni jasny.
W przypadku nbome nie byłam w pełni świadoma, tego w jakim stanie znajduje się mój umysł. Przypomniał mi się Las Vegas Parano i główny bohater, dokładniej-jego spostrzeżenie:
-‘ Pomyślałem czy tylko powiedziałem..? Mówiłem..? Słyszeli mnie..?’
Tak, splątanie to idealne słowo dla tego stanu. Wszystko się dzieje bez grama Twojego udziału. To proces dziejący się samoistnie. Twe fantazje myślowe pierwszy raz mogą ożyć, co bardzo odpowiada moim wymaganiom w doborze dobrego psychodeliku dla mnie samej.
LSD otwiera umysł, lecz czasem informacje mają zaburzony dostęp do niego, co rzutuje na jakoś tripa. Z kolei N-Bome znacznie się różni, pomimo, że pochodzi z tej samej grupy fenyloetyloamin.

Momentami łapałam lekką schizkę dotyczącą mojego ciała. Wydawało mi się, że moje serce zaraz wyskoczy, czego doznania nie znoszę.
Wspólnie z M. kreowaliśmy nasz własny świat fantazji, który był unikatowym przeżyciem.
Psychodeliczna baza trwała nadal, czego skutkiem było napisanie kilku-stronowych wniosków na temat dotyczący ciał nie-fizycznych i rozwoju świadomości. To temat, który przez aktualną chwilę mojego życia bierze nad nim górę.
Toczące się kilku-godzinne rozkminki to obowiązek. Bez tego, czyli bez chwili namysłu o tym, co dzieje się we mnie samej, biorę trip za nieudany. Psychodelik dla mnie to środek głównie do uzyskania pewnego drogowskazu, któym można by się pokierować. Nie kształtuje on jednak w pełni całej rzeczywistości, którą postrzegamy. Przybliża nam pewne sposoby i perpsektywy, które wymagają jednak co nieco innych metod poznawczych.

Cały trip łącznie trwał 6h, łącznie z dość mocnym after-glow trwającym do kolejnych 12h.
Postanowienie się położyć i spróbować zasnąć nie było nawet złym pomysłem. Trwałam w tym fantazyjnych fraktalach do samego rana. Wyraźnie odczuwalne, nawet w ciele fizycznym, wciąganie przez nieznaną siłę gdzieś w głębszy wymiar, w którym nadal odbywały się rozmowy i sprzeczki różnych istot, których doświadczałam. Stwierdzam, że tego mi brakowało, trochę zabawniejszej strony poznania siebie, które zafundował mi nbome. W sumie to śniłam na jawie lub było to zjawiskiem z pogranicza tych dwóch stanów.
Co lepsze, przyśniło mi się to samo, co właśnie przeżyłam, jeszcze raz. Tym razem, na koniec całego wydarzenia pod językiem znalazła się kropelka prawdziwego LSD.
M. w mym śnie stwierdził tak: ‘ Trzeba poznać dwie różne strony tego samego razem wzięte.’

Całe doświadczenie było dla mnie czymś nowym, fascynującym i jak najbardziej udanym.
Różnice w mniejszej ilości słabo dostrzegalne. Nbome ma w sobie wielki potencjał, który będę starała się poznać jeszcze bliżej. Nie odczułam silnej psychodelii jak w przypadku LSD, co bardzo mnie cieszy. No i co najważniejsze, uważam, iż duże dawki LSD nie są dla mnie ze względu na efekt rozmycia mi się rzeczywistości, lecz jeszcze większe ilości n-Bome jak najbardziej. Żałuję, że nie dorzuciłam jeszcze jednej kropelki, lecz jestem tego zdania, co się odwlecze to nie uciecze. Nie mogę się doczekać kolejnego razu, w którym znów podam sobie rękę z moją niezwykłą i fantastyczną częścią. Mam nadzieję, że będzie tak samo pięknie jak tym razem. :)

Ocena: 

Odpowiedzi

LSD nie ma smaku, a nbomy sa zdecydowanie chemiczno-gorzkie... skad to Twoje przekonanie, ze to bylo 25i?

NBOME to cała grupa substancji w tym najpopulraniejsze: 25I-NBOME, 25C-NBOME, 25D-NBOME, 25C-NBOME. Wawoj ma racej NBOM'y mają bardzo gorzki smak i paraliżują język.  Jednak z drugiej strony w przypadku małych dawek ten samk może nić być aż tak mocno odczuwalny i być maskowany przez inne substancje np dodatek cyklodekstryny, która ma słodki smak. ( W podobny sposób wiele osób dało się oszukać kupując LSB(D), które okazło się potem być 25C-NBOME. A smakiem wydawało się od niego odbiegać - najprawdopodobniej za sprawą użytego rozpuszczalnika ). 

Inna sprawa to nie jest do końća tak jak piszesz, że LSD jest powszechnie klasyfikowane do grupy fenyloetyloamin. Rzeczywiście zawiera ono część szkieletu PEA, ale również zawiera część szkieletu tryptaminy i zalicza się jego do lizergamidów.  

Na Twoim miejscu nigdy nie brałbym nic więcej od tego człowieka. Zażywanie nieznanej substnacji, w nieznanej dawce, jeszcze jak ktoś wmawia Tobie, że to LSD jest skrajnie niebezpieczne. Masz szczęście, że sobie nie zrobiłaś krzywdy. 

Co do samego raportu to jak najbardziej jest w poorządku.

pozdro!  

Wlasciwie jak jadlam oslawione LSB(D) vel 25c rowniez czulam lekki gorzko-chemiczny posmak. A jadlam pewnie z tego samego zrodla co Ty. :)

Przeczytałem Twoje wszystkie relacje, są piękne. Czy można liczyć na więcej ? 

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media