Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

bieluń - czyli najgorsza rzecz na świecie

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
półtora dorodnej 'szyszki'
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
ciepły jesienny wieczór, totalny spontan, a więc brak odpowiedniego ss
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
marihuana, bieluń, nikotyna, alkohol, DXM, kodeina, tramadol, klonazepam,alprazolam, temazepam, zolpidem, diazepam, fenobarbital, efedryna, metkatynon, mefedron, amfetamina,
niewielka ilość grzybków halucynogennych

bieluń - czyli najgorsza rzecz na świecie

Wstęp
Rzecz dziala się z pięć lat temu, ale doskonale pamiętam każdy, najgorszy szegół tego... bad tripa.
Zacznę od początku. Był to letni wieczór, wraz z moją przyjaciółką P. postanowiłyśmy spróbowac tej szatańskiej rośliny o której naczytałam się, ujmijmy to dzialania halucynogennego. O zdobycie jej nie było trudno, rosła przy ogródkach nieopodal mojego bloku. Zerwałyśmy w sumie 3 dorodne szyszki. Ten moment określę jako T.

T+ ~1h
Siedząc za garażem, na wzniesieniu, skąd miałyśmy dosyć dobry widok na ogródki działkowe, a więc i widok na miejsce gdzie rosło to szatańskie ziele, po wstępnych uzgodnieniach dotyczących ewentualnej 'krzywej fazy' zabrałyśmy się z P. do konsumpcji, a raczej wpychaniem w siebie na chama ziarenek bielunia w celu przeżycia bliżej nieokreślonej 'fazy'.
Zjadłyśmy mniej więcej po równo, czli po półtorej szyszki na głowę, P. może ciutkę więcej (miało to w późniejszym czasie wpływ na 'fazę' P.)
Od razu po spożyciu, które trwało bagatela niecałą godzinę, stwierdziłyśmy, że przyda nam się cokolwiek do picia, a że budżet miałyśmy ograniczony udałyśmy się do popularnej sieciówki ogólnie znanej pod nazwą kropczastego robaczka ;) w celu nabycia wody mineralnej i czipsów. W czasie podróży do sklepu, dało nam się we znaki okropne uczucie suchości w jamie ustnej tzw. 'kapcia w ryju'. Po zakupieniu wody mineralnej i czipsów na które miałam nieziemską ochotę, od razu otworzyłam paczkę z czipsami, łapczywie pochłaniając garść ziemniaczanego przetworu. Myślałam, że po przeżuciu paru kęsów nagromadzi mi się ślina, jednak nic z tego, zaczęłam pluć czipsami, niczym po prostu pokruszonymi, bez jakiejkolwiek lepkości, która pozwoliłaby mi je przełknąć. P. czuła to samo. Idąc dalej, w bilżej nieokreślonym kierunku, nagle zadzwolnił nasz wspólny kolega oznajmiając, że siedzi ze znajomymi i żebyśmy przyszły pod jego blok tak po prostu porozmaiwać, zapalić fajkę itp.
Jako, że byłyśmy z P. blisko miejsca w którym siedział kolega ze znajomymi, podeszłyśmy tam w jakieś 10 minut, dyskutując o mega kapciu i rozpaczając nad niemożliwością zjedzenia czipsów, na które miałyśmy mega ochotę.
Po przybyciu na miejsce, znajomi prawie od razu zauważyli, że ze mną i z P. jest coś nie tak. Między innymi po tym, że sączyłyśmy wodę mineralną z uporem maniaka.

T+ ~2h
Siedząc na ławce, odcięłyśmy się z P. zupełnie od grona znajomych, bacznie obserwując latarnie. Ich światło było intrygujące, po przeniesieniu wzroku na inny punkt, pozostawiały za sobą smugę światła. Ogólnie otoczenie było całkiem 'inne' a jednak niczym się nie wyróżniało...
W końcu nadszedł czas zebrania się do domu, więc ja i P. pożegnałyśmy się z towarzystwem i ruszyłyśmy w kierunku naszego blokowiska.
Drogi specjalnie nie pamiętam, ponieważ byłyśmy już dosyć mocno porobione.
Jedyne co pamiętam, to po rozstaniu z P. , idąc przez osiedle oglądałam się za siebie, odczuwając bliżej nieokreślony strach, niepokój.

T+ ~3- do rana
Po wejsciu do domu momentalnie rzucilam się na wodę mineralną, wypijając ponad połowę butelki. Następnie nadszedł czas względnego 'ogarniania się' (pójścia do łazienki itp) którego nie pamiętam zbytnio.
Dopiero leżąc w łóżku zaczęłam odczuwać niepokój, który z czasem przerodził się w lęk. Leżałam tak, mając liczne CEVy i OEVy, przewracałam się z boku na bok widząc coraz to nowe postacie, czasem wręcz sytuacje. Wszystko miało charakter związany z róznego  typu robactwem, wokoło latały muchy, po ścianach pełzały karaluchy. Byłam psychicznie wykończona, starałam się zasnąć, mimo to bieluniowa faza nie ustępywała ani na krok, ba, wydawało się, że przybierała na sile. Nagle po kołdrze, nogacg zaczęły przechadzać się, później łaskotać i gryźć mnie niezlicznone ilości pająków, ogromnych pająków wielkości ręki...
Męcząc się tak, czasem po prostu odpływając ze zmęczenia, dotrwałam do rana, nie śpiąc w ogóle.
Z racji, że było koło godziny 6 rano, wstałam, ubrałam się, wyszłam z psem na spacer. Myślałam, że wszystko powoli zaczęło wracać do normy. Wydawało mi się normalne, że spotkałam P. pod moim blokiem po 6 rano, czekającą na mnie i opowiadającą jak jej minęła nocka. Była to jednak kolejna halucynacja, tak realistyczna, że wdałam się w rozmowę z P. Po chwili konwersacji zauważyłam, że P. tak po prostu zniknęła. Uświadomiłam sobie, że gadałam sama do siebie przechadzając się z psem po osiedlu...
Kolejną realistyczną halucynacją, była myśl, iż popsuł mi się telefon. Na wyświetlaczu widziałam niestworzone znaki, obrazy, animacje przypominające różnorakie kolorowe fraktale, mimo, że była to tylko zwykła Nokia 6610.
Stwierdziłam, że na pewno będzie to wina karty SIM (!), więc wyciągłam ją z telefonu.
Jakie było moje zdziwienie, gdy po wyciągnięciu karty SIM z telefonu trzymałam w ręce dwie zlepione ze sobą karty SIM.
Wracając do domu ze spaceru z psem, gorączkowo starałam odkleić od siebie owe zlepione karty.
Weszłam do domu, chwilowo zapominając o 'problemie' z kartą. Zrobiłam na szybko śniadanie do szkoły (tak na wszelki wypadek, mimo że i tak nic nie byłam w stanie przełknąć) i wyszłam z domu.

Wpadłam na pomysl abysmy razem z P. pojechaly do szkoly, a więc poszłam po nią (mieszka parę bloków dalej ode mnie)
Jakie było moje zdziwienie, gdy po zapukaniu do drzwi P., otworzyła mi jej matka, mówiąc, ze łzami w oczach, że z P. jest źle.
Pomyślałam 'co jej takiego może być, skoro ja przeczłapałam połowę osiedla, nie miałam większego problemu z wyjściem z domu, ogólnie jakoś się trzymam'.
Wchodząc do pokoju P. ujrzałam ją, jak siedziała w łóżku pod kołdrą, mówiła sama do siebie, zbierała kwiatki ze swojej pościeli, układała je w wyimaginowanym wazonie, na wyimaginowanym stoliku, odpalała wyimaginowanego papierosa i ogólnie robiła rzeczy, które z perspektywy osoby normalnej, trzeźwiej, sprawiały wrażenie
zachowania osoby chorej psychicznie. Po krótkich lamentach matki P., że zostanie jej tak na zawsze, i stwierdzeniu, że obie mamy oczy jak 5 złotych, pożegnałam się i wyszłam do szkoły. (matka P. jest pielęgniarką, więc była w dobrych rękach)

Jadąc w autobusie do szkoly, przypomniał mi się problem mojej jakże dziwnej pozlepianej karty SIM. Gorączkowo próbując ja doprowadzić do stanu używalności, w końcu zgubiłam ją w tym autobusie. Zapominając o sprawie, czując na sobie spojrzenia innych pasażerów, wysiadłam z autobusu i pognałam na lekcje.

Na lekcji języka polskiego, jak nigdy, usiadłam w jednej z ostatnich ławiek, aby nauczycielka nie zauważyła moich źrenic wyglądających niczym 5 złotych.
Niestety jednak, przemiła pani od polskiego zorientowała się, że ze mną jest coś nie tak (niespokojne zachowanie, a głownie to te oczy jak 5 zł) i wysłała mnie do higienistki.
Wydaje mi się, że higienistka od razu zorientowała się co jest grane, ja jednak szłam w zaparte, że nic nie brałam, a zapaliłam papierosa od nieznanego mi kolegi mojego kolegi... ogólnie jakoś się rozeszło, zwolnili mnie  z lekcjii wróciłam do domu.
To by było na tyle.

Podsumowanie
Podsumowując, nie polecam, a wręcz odradzam branie bielunia osobom niedośiwadczonym (myślę, że ja byłam jednak troszku doświadczona, a jednak halucynacje są mega realne i praktycznie nie do odróżnienia od rzeczywistości). Tak w sumie to odradzam bieluń każdemu.

Ocena: 

Odpowiedzi

Boooosze, nie pozwalaj się zwalniać z polskiego, bo rezultaty później takie, jak widzimy powyżej: zdania zaczynane małą literą, brak znaków przystankowych, spacje w złych miejscach. No i ten dziwny podział na wiersze, co to u diabła ma znaczyć?! Zredaguj ten tekst, na litość boską, bo czytalność i czytelność tego jest mizerna.

A co do tripa, to: kto bierze bieluń, ten zasługuje na bieluniowego tripa.

żal mi takich nazistów, dla których imperatywem jest rozpoczynanie zdania z wielkiej litery, lol. Każdy pisze jak pisze Panie Rycyg, a styl wypowiedzi koleżanki tylko podkreśla jej charakter. 

co do TR, trąci ściemą na kilometr, ale nie wiem co jest w tripach bieluniowych takiego że uwielbiam je czytać. jeśli kiedyś spróbuje tego kwitnącego gówna, to będzie ogromny wyczyn

Pozdrawiam morele klementynki

To nie jest proza awangardowa, tylko pieprzony tripraport. Brak wielkich liter nie podkreśla jej charakteru, tylko zdradza niechlujstwo i nieumiejętność sklecenia poprawnej wypowiedzi pisemnej. EIDT, kurwa, właśnie zauważyłem "odradzam branie bielunia osobą niedośiwadczonym". Odradzam pisanie tripraportów osobą niedorozwiniętą.

Każdy pisze, jak pisze, taaaak. Ale jeśli stosuje formę, która z miejsca razi potencjalnego odbiorcę, to po co wysyłać na serwis?

Czemu trąci ściemą? Jak dla mnie mamy tu przedstawione dość standardowe przeżycie daturowe.

Osobom*

Zaakceptowałeś ten TR tylko po to, żeby potem jęczeć jaki jest beznadziejny  i suponować niedorozwinięcie osoby piszącej ? Mój bohater

 

Sam raport taki sobie. Fajnie dobrane s&s jak na taką lekką i przyjemną używkę

Zaakceptowałem, bo jest na temat i liczę na to, że zostanie zredagowany. To nie takie trudne. Poza tym możemy zobaczyć jakim językiem posługują się użytkownicy bielunia.

Tekst zredagowany. Ale nie wiem czemu przyczepiłeś się do języka jakim się posługuję.

Przyczepiłem się, bo raport był kiepsko napisany. Dzięki za poprawki.

Pisałam ten raport o 5 nad ranem, co sugeruje godzina dodania, więc jakoś specjalnie nie patrzałam czy brak dużych liter i innych takich.

Czytałem ten raport o 15 po południu, w świetle jarzeniowym, z ekranu LCD, co znacząco wpłynęło na widoczność liter i innych takich. A poza tym -  nie żryj tego gówna.

Absolutnie nie zamierzam się do nikogo czepiać, ale jestem dokładnie tego samego zdania co t.rydzyk, że trip raporty powinny być pisane poprawnie ortograficznie, interpunkcyjnie i stylistycznie. Wiadomo, że czasem wkradnie się jakaś mała literówka albo spacja nie przyciśnie się dostatecznie. Ale ogół powinien być poprawny językowo i czytelny dla odbiorcy. Nie widziałam wersji przed poprawieniem, także się nie wypowiadam na jej temat, mówię ogólnie o trip raportach.

 

A co do bielunia, jest jednym z moich na liście do spróbowania kiedyś tam (jak nadarzy się odpowiednia okazja i warunki ;) ).

Sweet Holy Psychedelia <3
Z Psytrance od 2012 roku.

Serio chcesz jeść bieluń? Po tych wszystkich raportach, które ukazują jego ogłupiające działanie. Naprawdę chcesz truć swój organizm, tylko dlatego, by mieć oczy "wyjebane jak 5 złotych" i widzieć to, czego nie powinno się widzieć, gadać do siebie i zbierać nieistniejące kwiatki? Szczerze mówiąc, czytając Twoje TR, myślałem, że kieruje Tobą coś więcej niż zwykła chęć naćpania i odurzenia się. 

No ale - Twoje życie, Twoje wybory. Życzę, aby Twój bieluniowy raport był tym pierwszym pozytywnym. A w ogóle, to przuć ten pomysł, nie rób sobie z mózgu papki. Po jakimś czasie zauważysz, że te wszystkie środki odurzające mają niewątpliwie wpływ na nasz organizm (i to niekoniecznie korzystny), a zwłaszcza taki syf, jak bieluń.

Mi subiektywnie patrzając raport sie podoba i nie zadręcza mnie wcale interpunkcyjność czy gramatyka ale przekaz. Pozdrawiam wyjadaczkę bielunia- jej nic a koleżanka zniszczona :O

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media