Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

benzydamina first time

detale

Substancja wiodąca:
Apteka:
Dawkowanie:
Ekstrakt z 2 saszetek Tantum Rosa na głowę, przygotowany razem z kumplem. Rozpuszczony w szklance wody.
Wzrost 185cm Waga 78kg
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Co mną głównie kierowało - ciekawość oraz chęć nowych doznań. Nigdy wcześniej nie przeżyłem halucynacji więc towarzyszyła mi również ekscytacja przed nieznanym. Namówiłem mojego znajomego do podróży w tą nieznaną razem ze mną. Spotkaliśmy się u niego. Wieczór i tylko śpiąca babcia za ścianą.
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
THC, DXM, Kodeina, oraz około 3-4 razy różnej maści dopalacze

raporty durdraug

benzydamina first time

Postaram się jak najdokładniej opisać to co czułem i widziałem przez całą noc.

Zwykły dzień, świadomość, że na zajutrz nie ma się żadnych obowiązków. Zaproponowałem znajomemu spróbowanie czegoś nowego. Zgłosiłem się do niego bo już wcześniej towarzyszył mi przy pierwszej przygodzie z DXM i pozatym od dłuższego czasu razem zdarza nam się zapalić MJ. Zaproponowałem mu konkretnie benzydaminę i powiedziałem o możliwych halucynacjach. Zgodził się. Bez większego namysłu podążyłem do apteki, zakupiłem 4 saszetki Tantum Rosa i pojechałem do niego.
Zebraliśmy cały potrzebny sprzęt czyli szklanki, dzbanek wody, chusteczki na filtry etc. Zamknęliśmy się w pokoju i zaczęliśmy przeprowadzać ekstrakcję. Proces nie był zbyt interesującym wydarzeniem, ale myśl o skutkach zażycia benzydaminy nadal podtrzymywała ekscytację. Filtry, na których była magiczna substancja odłożyliśmy na tależyki i czekaliśmy aż dokładnie się wysuszą. Ja zbyt podniecony zacząłem oddzielać ją zbyt wcześnie i w tym procesie jakieś niewielkie kawałki chusteczki zostały razem z proszkiem, natomiast mój znajomy uzyskał piękną porcję benzydaminy. Wsypaliśmy te dawki do szklanek z wodą no i chlup.

T+0
Pierwsze wrażenie było okropne. Smak mimo ekstrakcji był tragiczny. W chwilę wypilismy karton soku na popitę, a i to nie złagodziło zbytnio nudności. Trwało to może około 10-15min po czym wszystko przeszło. W między czasie puściliśmy film i czekaliśmy na efekty.

T+1h
Nie wiedząc czego mam się spodziewać często się rozglądałem i patrzyłem czy coś się nie dzieje. I tak po godzinie od zarzycia trunku pojawiły się pierwsze objawy. Początek wydał się dość lekki. Znajomy miał pofalowaną firankę na oknach. Spojrzałem na nią a potem na ścianę. Na ścianie ujrzałem cienie w kształcie owej firanki. Tak jak na firance było na zmianę zagłębienie i wypukłość tak teraz widziałem na ścianie takie naprzemienne cienie. Okej. Mój znajomy widział dokładnie to samo. Fascynowałem się cieniami po całym pokoju przez jakiś czas po czym tak jakby zniknęły. Przestałem je dostrzegać. Zacząłem się zastanawiać czy to już koniec i już chciałem powiedzieć że chyba ze mnie zeszło, ale benzydamina znowu mnie zaskoczyła.

T+1h30min
Tym razem poza widocznymi cieniami doszła gra świateł. Wszędzie gdzie spojrzałem przelatywały światełka. Nie zbyt szybko, nie zbyt wolno. Zauważyłem, że ruch tych światełek zależy od ruchu gałki ocznej. Pobawiłem się tym faktem przez jakiś czas i wtedy dostrzegłem coś znacznie bardziej ciekawego.

T+2h
Zauważyłem że coś jest nie tak z moją ręką. Przesunąłem ją przed swoją twarzą z niedużą prędkością. Zostawiała za sobą smugę. Był to niesamowity widok. Znajomy dostrzegł co robie i spróbował tego samego. Oboje byliśmy bardzo podekscytowani. W miedzy czasie ciągle leciał kolejny film, ale nie przywiązywaliśmy do niego większej wagi.

T+3h
Nadzsedł czas na skorzystanie z łazienki. Duże ilości soku jakimi popiliśmy benzydaminę dały o sobie znać. Wstałem z krzesła i czułem się lekko niepewnie. Szedłem powoli, ale całkiem ogarniętym krokiem. Idąc do łazienki patrzyłem we wszystkie ciemne miejsca i szukałem różnych rzeczy, które wyczytałem w innych raportach. Przez chwile może wydawało mi się, że widzę węża, ale była to raczej słaba wizja i pominąlem ją. Wchodząc do łazienki zapaliłem światło i rozejrzałem się. Tu już nie mogłem nic pominąć. W rogu rozwieszona była dość pokaźnych rozmiarów pajęczyna. W drugim roku trochę mniejsza. I przy podłodze jeszcze jedna. Nie cierpie na żadne fobię więc spokojnie odcedziłem kartofelki jednocześnie rozglądając się czy nie znajdę czegoś poza pajęczynami. Nie było żadnego pająka. Zgasiłem światło i wróciłem do pokoju.

T+3h30min
Kumpel palacz miał ochotę zapalić więc wyszliśmy na balkon. Lekki deszczyk i światła latarni robiły swoje. Owe opisane wcześniej latające światełka teraz szalały wszędzie gdzie nie spojrzałem. Ale nie było to już dla mnie zaskoczeniem. Przyglądałem się podwórku i moim oczom ukazały się dwa koty kopulujące na masce samochodu. Mój znajomy do dzisiaj zarzeka się, że ich nie widział ale nie wydawały mi się one halucynacją. Pominąłem je. W między czasie inny kot szedł chodnikiem. Ten na pewno był prawdziwy. I zaczął się wspinać na drzwi od klatki w bloku (widocznie była jakaś dziura na górze czy coś). Wspinając się rozciągnął swoje ciało do maksimum i mimo iż wiedziałem, że to kot nagle ujrzałem pantere. Ale szybko przypomniałem sobię, że to kot i wróciliśmy do pokoju.

T+4h
Wszedłem odwróciłem się w stronę balkonu, a tam przez drzwi wchodzi czarny kot. Nie spuszcza ze mnie wzroku i ciągle się przybliża. Cofam się lekko spanikowany, aż nagle wpadam na kanapę, potykam się i siadam na niej. Kot nagle zmienił cel spojrzał na mojego znajomego i dosłownie na niego skoczył. W tym momencie mimowolnie krzyknąłem. Mój znajomy spojrzął na mnie bardzo dziwnym wzrokiem i rzekł "aha". Szybko uświadomiłem sobię, że żaden kot do pokoju nie wszedł.

T+5h30min
Ostatnie 1,5 h siedzieliśmy, oglądaliśmy film i obserwowaliśmy wszystko co się dzije. Przez bardzo krótkie rozmowy doszliśmy do wniosku, że mimo iż się nie konsultujemy widzimy w większośći to samo. Głównie otaczały nas światła i cienie. No i oczywiście najwięcej zabawy było ze smugą jaką zostawiał za sobą ruch ręką. Po jakimś czasie stwierdziłem że ruszę do domu. Kumpel zaoferował nocleg, ale stwierdziłem, że i tak pójdę do domu (szkoda, że nie zostałem). 

T+6h
Na dworzu temperatura znośna, ale pada deszcz. Nie mocny, ale bardzo intensywny. Dużo małych kropli, bardzo szybko spadających. I tutaj zaczęła się magia. Owy deszcz w połączeniu z ulicznym oświetleniem zapewnił mi grę świateł jakiej nawet sobie nie wyobrażałem. I zacząłem wędrować powoli w stronę domu.
Idę ulicą i nagle spod samochodu wychodzi już wcześniej znany mi kto, który zaatakował kumpla. Zignorowałem go. W między czasie zauważyłem że mam kontrolę nad otaczającymi mnie światełkami. Ruszając oczami przesuwałem je wszystkie. Kota spotkałem jeszcze kilka razy i za każdym razem "atakowałem" go tymi światełkami. Całkiem ciekawa zabawa.
Idąc dalej widziałem w oddali człowieka. Nie mam nawyku schodzenia na drugą stronę ulicy jak widzę dresa etc. więc dalej spokojnie idę przed siebie. Przyglądam się cały czas człowiekowi - kurtka, jeansy. Nic nadzwyczajnego. Zbliżyłem się do niego i kiedy byłem w odległości z jakiej mógłbym rozpoznać jego twarz jego nagle nie było. Po prostu zniknął. Był to dla mnie szok. Ale kontynuowałem podróż.
Mijałem żółte słupki wystające na krawędzi chodnika przy jezdni i coś mnie zdziwiło. Na ich czubkach była niebieska poświata. Coś jakby mała choręgiewka. Spojrzałem na nie, a ich nie było. Dostrzegłem że owe chorągiewki wyskakują za każdym razem kiedy mijam słupek widząc go kątem oka. Patrząc wprost nic nie było. Patrząc na krawędzi widzenia, pojawiały się.
W końcu dotarłem do domu ok. godziny 3 nad ranem położyłem się do łóżka i w miarę szybko zasnąłem. Mój znajomy nie miał tak lekko i podobno przespał tylko 2h i to z trudnościami. Obudziłem się lekko zmulony jakby na nietypowym kacu, ale nie był jakiś ciężki. Porównując nasze tripy były bardzo podobne nie licząc kotów i problemów ze snem.
Reasumując nie przeżyłem bad tripa, choć wielu ludzi z tymi wizjami mogłoby sobię nie poradzić. Czy zachęcam? Na pewno jest to ciekawe przeżycie i cieszę się, że tego doświadczyłem. Jednak jeżeli cierpisz na wiele fobii na przykład boisz się pająków - bądź ostrożny. I najlepsza rada ode mnie. Wrzucajcie gotowy proszek w kapsułki do rozpuszczania w żołądku. Smak jest na prawde ciężki.
Dzięki za uwagę.
Życzę miłego tripowania. 

Ocena: 

Odpowiedzi

Zastanawiam się nad benzydaminą, panicznie boje się jednak pająków.
Czy przy mniejszych dawkach można złagodzić te wizje robali :D

?

 

to zależy od tego jak kogo poklepie .  np. po 3 saszetkach nie miałem pająków ani nic takiego ,ale już po 4 latały wokół XD

Wszystko da się kontrolować. Większość halucynacji znika przy bezpośrednim kontakcie. Także jeżeli zbierzesz się na odwagę i zachowasz odrobinę umysłu to poradzisz sobię bez problemu. Zresztą ja osobiście po 2 saszetkach nie widziałem pająków, ale kot był bardzo realistyczny.

Odwróc wzrok, halun zniknie, tak to działa przy benzie. Halucynacje po niej pojawiają się najczęsciej gdy przez dłuższą chwilę spoglądasz w jedno miejsce.

Wprowadzasz w błąd- Prawdziwa halucynacja (czyli "spontan") pojawia się nagle i nieoczekiwanie- Wystarczy wyjść samemu na dwór podczas benzofazy i wtedy przekonasz się co to znaczy "halucynacja".

Napisałem 'najczęściej', jeśli chodzi o spontany, owszem są (np. mi tuż przed oczami pojawiła się mgiełka, która po chwili zmieniła się w całkiem ładną srebrzystą pajęczynkę - zdecydowanie nieoczekiwany i przyjemny jak na benzę halun), ale przynajmniej w moim przypadku zdecydowanie dominowały halucynacje pojawiającie się po skupieniu wzroku w jednym miejscu przez pare sekund. I to właśnie wtedy widziałem wszelkiego rodzaju robactwo, pająki itp. A wyjście w środku nocy na benzofazie na dwór to dość ciekawe doświadczenie bynajmniej nie dla osób o słabych nerwach ;) Jak już wyszedłem całe pole widzenia wypełnił mi bałagan powidoków ze wszystkich możliwych źródeł światła, później weszły przesłuchy, jeśli chodzi o haluny ich profil nie zmienił się aż tak bardzo od tych w domu, nadal coś pełzało w cieniu i tylko czekało żeby mnie upierdolić :)

U mnie charakter halucynacji zmienił się diametralnie po wyjściu- Głosy w krzakach, ujadanie psów, krzyki, radiowozy, dresy i dzikie, duże zwierzęta...

Halucynacje słuchowe zdecydowanie wychodzą na pierwszy plan po wyjściu z domu na benzofazie. Większość z tych wymienionych przez Ciebie sam również doświadczyłem. Dodatkowo z każdej strony słyszałem kroki, były tak wyraźne, że byłem pewien, że słyszę je naprawdę, jednak gdy się odwracałem w kierunku, z którego dobiegały niczego tam nie było. Jeśli chodzi o wizuale - muszę wspomnieć, że na wyjście z domu zdecydowałem sie dopiero podczas 3 i ostatniej przygody z benzydaminą, kiedy to byłem już dość mocno uodporniony na benzo schizy. Po prostu wiedziałem czego się spodziewać i chyba dlatego nie doświadczyłem mocno odmiennych halunów. Nie wiem jednak jak wyglądałaby sytuacja gdybym nie wyszedł przejść się między blokami, lecz wlazł do ciemnego lasu. Podejrzewam, że mogłoby być ciężko i właśnie wtedy pojawiłoby się najwięcej wspomnianych przez Ciebie spontanów. Swoją drogą może ktoś odważył się na taki eksperyment i chciałby podzielić się wrażeniami? ;)

w moim tripie przez cały czas widziałem koty. tylko i wyłącznie. były to słodkie malutkie kociaczki wynurzające sie z kazdego zakamarka. mimo ze zdawalem sobie sprawe ze to haluny, to i tak biegalem za nimi jak debil :D

mrocznyG

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media