Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

21 urodziny

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
2 mg 25I-NBOMe
1,4 g Marihuany (2 blanty)
450 mg DXM
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Zdrowie psychiczne i fizyczne w pełni w normie. Pokój z zasłoniętymi zasłonami, jedynym źródłem światła był zestaw lampek choinkowych misternie uwieszonych na ścianie. Muzyka zaczynała się od bardzo spokojnej (celtyckiej, dźwięki natury itp.), poprzez bardziej mistyczną (typu desert dwellers), powoli przechodząc w psytrance/trance, zachaczając o pink floyd, a dalej... nawet nie pamiętam. Było mocno.

A, jeszcze jeden szczegół.

W całym mieszkaniu znajdowało się 280 kolorowych nadmuchanych balonów.
Wiek:
21 lat
Doświadczenie:
Dużo marihuany (rok palenia non stop), teraz po przerwie 2-3 miesięcznej. Wielokrotne zażywanie 25-I NBOMe (ok. 10 razy w odstępach 1-2 tyg, teraz po przerwie dwutygodniowej), do 4 razy Acodin (ostatni raz ponad miesiąc temu), Amfetamina w znikomych ilościach.

raporty nieuczmniejakbraćacodin

21 urodziny

(T)

O godzinie 16:00 spaliliśmy blanta. Zawierał on około 0,7g zielonego w sobie. Tuż po ostatnim buszku zarzuciłem 2mg nbome-25i. To samo zrobiło jeszcze 2 kumpli. 

 

(T +0:30)

Zielone wkręciło się nam galancie, rozkminiamy mnóstwo dziwnych i niekończących się tematów. Co chwilę słychać wybuch śmiechu, chichoty, ogólnie jest pozytywna faza. W ustach gorzko – cóż, do najsmaczniejszych nbome nie należy.

(T + 1:00)

Powoli zaczynamy czuć pierwsze efekty kartonika. Zdrętwiały język, gorzki smak w całych ustach. Szatańskie moce tej substancji najwyraźniej się ładują. Zbierają energię, by za parędziesiąt minut zawładnąć naszym mózgiem. Dodatkowo spaliliśmy drugiego blanta, takiego samego jak pierwszy. 0,7g. Czas na kolejny rarytas. DXM. Postanowiłem przyjmować Aco na początku w powolnym tempie, jedna tabletka (15mg) co około 5 minut. Zdałem sobie sprawę, że upilnowanie zegara w tym stanie może być bardzo trudne (i słusznie, czasoprzestrzeń wygięła się w przedziwne strony), więc kumpel (tylko spalony) ustawił stoper.

 

(T + 1:30)

Ostatnie pół godziny minęło dość szybko. Nastało pobudzenie i lekka euforia, a kolory wyraźnie stały się żywsze. Zjadłem kartonik, gdy stracił już smak. Spojrzałem na tapetę na ścianie. Ok, zaczyna falować. Za mną 10 tabletek Aco.

 

(T + 1:40)

Wizualizacje powoli się rozkręcały. Ściana nie tylko falowała, ale zaczęła również oddychać. Miło. Tymczasem akurat załączyła się mistyczna muzyka. Lampki powoli wygaszające się i zapalające, mnóstwo balonów i zacne głośniki zrobiły robotę. Triproom był przygotowany wzorowo, nie brakło również przekąsek ani soku. Powoli zaczynałem tracić rachubę zjedzonych tabsów, zamiast cały czas ciągnąć z jednego listka, napocząłem drugiego.

 

(T + 2:00)

Wizualizacje hulają na pełnych obrotach. Czas włączyć psytrance i inne mózgojeby, niech nas połechta po umyśle. Za sobą miałem już 15 tabletek DXMu, bawiliśmy się wzorowo. Muzyka pięknie rozchodziła się po czaszce, zjedliśmy z połowę przekąsek, mogliśmy oddać się tripowaniu. Na ścianie wisiał plakat gwiezdnych wojen. Jeszcze w życiu nie widziałem tylu rzeczy w tym plakacie,wliczając w to leniwca w kasku strażackim. Poezja. Acodinowy wyścig wciąż trwał, miałem zamiar dobić do 20 tabs. To miała być niezapomniana impreza.

 

(T + 2:30)

20 tabs, postanowiłem zrobić przerwę i dorzucić później więcej. Mocniej kopnie. Nbome szalało na pełnych obrotach, więc zapuściliśmy pink floyda. Dark side of the moon. Z nastrojów mocno entuzjastycznych i pobudzonych zostały strzępki, nastała błogość i spokój. Całe ciało po prostu oddało się muzyce. Położyłem się na podłodze pośród balonów, współtripperzy jeszcze delikatnie zrzucali na mnie więcej. Eksplozja kolorów. Odpłynąłem całkowicie, nawet nie potrafię stwierdzić w jakich miejscach byłem. Wizualizacje przy zamkniętych oczach przeszły wszystko. Planety, kosmos, wszechświat. Były na wyciągnięcie ręki. OEVy również nie pozostawały daleko w tyle. Kwiatek miło wił się do góry, ściana oddychała swoim rytmem,a cienie tańczyły w przepięknym spektaklu. Balony sprawiały wrażenie piany wodnej, w której byłem zanurzony. Ich lekkość zniewalała, uczucie bliskie lewitacji wśród chmur.

 

(T + 2:50)

Stała się rzecz niepotrzebna. Pękł balon tuż obok mojej głowy. Na szczęście nie był to pierwszy trip, potrafiłem sobie wytłumaczyć mniej więcej co się właśnie zadziało. Ale początkowy szok był nie do opisania. Wątpię, żeby mógł zaowocować bad tripem, raczej rozśmieszyło nas to niż zdołowało. W każdym razie, minęła już około połowa albumu Pink Floydów, do przełyku trafiły kolejne tabsy Aco, tym razem 5 naraz. Od tego momentu będę wspomagał się nagraniem z dyktafonu oraz opowieściami, gdyż sam z siebie nie pamiętam do końca co się działo. Było naprawdę mocno. Po odchyleniu głowy do tyłu nie wiedziałem gdzie jest góra a gdzie dół. Moment wstania był bardzo fajny, zobaczenie pokoju ze starej-nowej perspektywy rozbudziło większą rządzę DXMu.

 

(T + 3:30)

Twarze ludzi widziałem jak w filmowym efekcie vertigo. Przez chwilę wydawało mi się również, że jestem kumplem, tylko widzę siebie z innej perspektywy. Próbuję sobie przypomnieć gdzie wtedy stałem. Chyba leżałem z zamkniętymi oczami. Ogólnie lekkie początki OOBE, pierwszy raz czegoś takiego doświadczyłem. Bardzo miło, nie potrafiłem ogarnąć kształtu pokoju. Był za trudny (zwyczajny prostopadłościan). Pokochałem również ściany, ponieważ dały mi one oparcie podczas chodzenia. Balony też były za trudne.

 

(T + 4:00)

Odpłynąłem. Konkretnie. Balony zrobiły swoje, poruszanie się wśród nich było na tyle angażujące mózg, że w pewnym momencie nie potrafiłem zrobić ruchu. Siadłem na łóżku i obserwowałem podłogę, analizując możliwe posunięcia. Nie wspominam tego źle, w żadnym wypadku. Było to po prostu mega ciekawe. Kiedy w końcu zdecydowałem się wstać i przemieścić, stała się kolejna rzecz. Rzecz niespodziewana. Trzeźwy kumpel wraz z dziewczyną w pokoju obok za pomocą elektrostatyki poprzyczepiali balony do sufitu. Było ich tam ze 20. Kiedy pełen dumy wyszedłem (drepcząc jak to po aco) z pokoju, chciałem zintegrować się na nowo z ludźmi. Po spojrzeniu na balony wydałem z siebie jedynie krótki jęk (mózg wyparował), i wróciłem do siebie tripować przy muzyce. Skończyłem acodin na 30 tabletkach. Nie wiem jak dawkowałem, straciłem rachubę. Ale chyba zwiększyłem tempo i brałem po 5 naraz. Chyba ciut za dużo, biorąc pod uwagę to, że niewiele od tego czasu pamieętam. Nie istniała już podłoga, ściana, łóżko. Wszystko było jedną masą, w którą się zapadłem. Chodzenie wspominam jako podróżowanie po zniekształconych płaszczyznach z gumy. Ale i tak nie przemieszczałem się zbyt dużo, leżałem, wydawałem z siebie dźwięki. Robiłem jeszcze parę podejść do tego aby ogarnąć balony przeczące grawitacji, udało się dopiero za czwartym razem. 

Bardzo żałuję, że słabo pamiętam te momenty - z wypowiadanych zdań w stylu "muszę napić się materii (soku)", "czy widzicie mnie jako ciało?", "jestem jednością, wszystko jest jednym" wnioskuję, że widziałem niesamowite rzeczy.

 

(T + 5:30)

Nbomowskie wizuale schodzą, bardzo miło przenoszą się na DXMowe nieogarnianie czasu i przestrzeni. Lepiej mi się chodziło, przynajmniej nic się nie ruszało – baaardzo powoli wracała mi również umiejętność mówienia. Dało się zrozumieć pojedyncze słowa, siadłem wraz z innymi na kanapie i załączyliśmy animacje przepełnione epickością. Smoki, miecze, i muzyka. Na nbomowym zjeździe rzecz przepiękna. Aco również zrobiło swoje. Poczułem potrzebę, by przytulić wszystkich.

 

(T + 6:20)

Nie możemy przestać patrzeć na przepiękne animacje i efekty specjalne. Postanawiamy obejrzeć Avengers. Byliśmy już na tyle trzeźwi (no cóż, ja chyba jednak nie, o czym za chwilkę), że postanowiliśmy pójść do sklepu po piwo.

Przebraliśmy się, ubraliśmy kurtki, i rozpoczęliśmy misję. Świeże powietrze zrobiło nam naprawdę dobrze. Było jakoś po 22, więc ruch na chodnikach praktycznie nie istniał. Po 5 minutach drogi weszliśmy do sklepu. Cała trójka ściśnięta w ciasnym monopolowym. Poprosimy 6 browarów. To będzie 14,40. Zrobiliśmy zrzutkę, mieliśmy 14 zł. Kumpel postanowił te 40 groszy uskładać z drobnych. Zapłacił, wyszliśmy, wszystko cacy. Przynajmniej tak mi się wydawało. Okazało się, że podczas liczenia cały czas komentowałem sytuację dźwiękami typu „ooo, mhhmm, tak, dobrze!”. Pan w sklepie naprawdę dziwnie się na nas patrzył, więc naprędce wyszliśmy. Powrót minął szybciutko, po wejściu do mieszkania wstawiliśmy piwa do zamrażalnika, zapaliliśmy fajkę, i zjedliśmy trochę spaghetti.

 

(T + 7:00) 

Zaczęliśmy oglądać film. Bania powoli schodziła, ale zasnęliśmy dopiero koło 6 rano. Noc zleciała na seansie (niejednym) i dłuuugiej rozmowie na wszystkie tematy.

 

Nigdy więcej.

Za mało pamiętam, chciałbym znać więcej szczegółów. Nie o to chodzi w tripowaniu aby tylko się ućpać. Na pewno widziałem mnóstwo rzeczy, ale co z tego, że połowy nie pamiętam? Pierwsza połowa (nbome + mj) była świetna, druga troszkę przytłoczyła myśli.

 

Ale było warto.

Ocena: 

Odpowiedzi

Nie o to chodzi w tripowaniu aby tylko się ućpać.

Dla tej konstantacji rzeczywiście - było warto!

Dokładnie - co prawda niby wiedziałem to już wcześniej, ale dopiero teraz trafiło to z pełną siłą, kiedy przed palcami bezpowrotnie przeleciało tyle wspomnień.

Bo więcej nie znaczy lepiej :)

:)

"podczas liczenia cały czas komentowałem sytuację dźwiękami typu „ooo, mhhmm, tak, dobrze!” " hahahahaha xD

Z psychodelikami trzeba nauczyć się obchodzić. To nie jest po to aby się upierdolić jak świnia tylko porozkminiać świat i pooglądać wizuale.

Dlatego właśnie była to świetna lekcja ;) Poprzednie tripy były typowo rozkminowe i tripowe, tym razem byłem po prostu ciekawy miksa. Nie twierdzę, że sam w sobie jest zły. Po prostu ilości były zbyt duże.

:)

Ciągle mnie zastanawia czemu wiekszosc na takich tripach wyrusza w misje po piwo fajki itp, to nie jest stan jak po wiaderku czy linijce mefixu ze ogarniasz sytuacje, brałes pod uwage ze Ty jak bys cos odjebał (wypluwam te słowa) jakas krzywa akcje, badz cos by sie z Tobą działo to robisz przypał wszystkim, ogólnie trip raport spoko, w miare czytelnie opisane.Kartonik to pewnie "Papierek Lakmusowy" he he

Trochę się tego obawialiśmy. Jednak chcieliśmy koniecznie obejrzeć Avengers do piwa. Nie ma co ukrywać, jest to typ filmu na którym się nie myśli, po prostu ogląda - oczywiście mogłem zostać w mieszkaniu, ale... No cóż, spróbuj coś rozkazać naćpanemu. Nie da się. :D

 

Tak, kartonik to papierek lakmusowy ;)

:)

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media