Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

1 raz z kodeiną

detale

Substancja wiodąca:
Apteka:
Dawkowanie:
ok. 100 mg
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Zmuła, znudzienie, ospanie, nie chęć
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
Clonazepam 5 razy, estazolam 3 razy, kodeina raz, dxm raz, diazepam 2 razy, nikotyna wiele razy, alkohol raz, Propan butan 0,5 raza.

raporty tojakon

1 raz z kodeiną

Zaczeło się tak - Bliska mi osoba kupiła lek sobie lek na bóle, z kodą. Jednak z niego nie korzystała, bo wywoływał u niego alergie czy coś takiego, więc pomyślałem, że się nie sprzyda. Minusem tego leku jest jego musujaca forma, jednak gdzies na H odnalazłem opis ekstrakcji, zeby chociaz troche przepuścic paragówna. Wypiłem troche białego roztworu, FUJ! obrzydliwe. Całosci wyszło 150 mg kodeiny, jednak zarzyłem tylko ok. 100 mg,  bo reszta wywoływała u mnie odruch wymiotny. Po zarzuceniu kilka minut, miałem ochote zejść piętro niżej posiedzieć z babcią.

13:15 Było naprawde przyjemnie, leciutke skoki endorfiny, ale i mega ospałe uczucie, i 50 kilogramowe powieki. Wzrok zawieszony na dachu sąsiada. Powiedziałem, że się nie wyspałem. Z początku myślałem, że to placebo, ale teraz już wiem, że to czyste działanie kodeiny <3. 

14:00 - Korzystając z "miernika cisnienia"? Zmierzyłem z ciekawosci cisnienie. Wyszlo dosyć wysokie jak na moje samopoczucie, a puls 107.  (Przy bieganiu na bierzmi miałem 120)

15:20 Siedziałem tam aż 2 godziny, w końcu poszedłem do siebie siadłem przy komputerze słuchając muzyki, głównie deysa. Straszna zmuła, ale w porównaniu do hydro, to bardzo przyjemna

16:00 Jestem tutaj, i pisze to. przeglądając artykuły  o kodeinie. Zapomniałem dodać, że miałem wcześniej lekką kose z babciom, ale jakoś nie czułem złości. Ze stołu spadła zapalniczka,

czułem się jak na kacu. lekki stukot wyłowany upadkiem zapalniczki mnie oszołomił i wydawał się bardzo głośny. Zacząłem się zastanawiać nad życiem.

 

16:05 Jeszcze mi nie zeszło, ale raczej już nic się nie wydarzy. Siedze sobie i słucham muzyki.

 

Czy spróbuje 2 raz? Napewno przy najbliższej okazji TAK! Tylko nie wiem co z zrobić z tym okropnym smakiem :/

EDIT - 17:00 Zeszło całkowicie. Zaraz tak dla pewności podam sobie odtrutke do paracetamolu, nie wiadomo ile tego gówna zjadłem, jestem dosyć chudy, dla mnie 2,5 g paragówna to już bardzo toksyczna dawka.

Ocena: 

Odpowiedzi

Aha, zapomniałem dodać lekkie uczucie nóg z waty.

advare fssave

Kodeina <3

advare fssave

To trza było to dodać do raportu a nie w komentarzach. Witamy w klubie spierdolenia ja jestem inny i się nie uzależnię.

Niby gdzie stwierdzil ze sie nie uzalezni? Od kodeiny uzalezni sie kazdy, chyba ze ma tak superzajebiste zycie, ze nie bedzie potrzebowal sztucznych zastrzykow chemicznej przyjemnosci. Czyli chyba malo kto w naszym pieknym kraju. Najprostszy sposob to nie odkrywac w ogole magii tego specyfiku, a jesli juz ktos to robi chocby pierwszy raz, to chyba ma swiadomosc konsekwencji. Ja mialem w kazdym razie.

To była ironia, bo każdy tak na początku gada. Powitałem go w klubie jeez

3 miechy temu pisałeś że nie polecisz w opiaty, czyli jednak? :P no offence ciekawość

Świadomość konsekwencji brania opiatów zazwyczaj jest całkiem inna niż rzeczywistość pokazuje. Ludzie biorą wiedząc że się mogą wjebać ale tak naprawdę nie wiedzą co to znaczy. To nie tak że każdy kto bierze ma przeczytać encyklopedie o uzależnieniu, ale na uzależnienie składa się tyle czynników że szary... a nawet obeznany człowiek nie ogarnie ich za jednym razem. Pod tą maską dzieje się tyle rzeczy że żaden człowiek nie może się na to przygotować nie przeżywając tego, a nawet gdy się to przeżywa/przeżyje i tak nie da się temu zapobiec. Można jedynie zwalczać nieuniknione, dzięki temu że doczytamy mniejwięcej jak to wszystko działa, co się dzieje potem, możemy redukować szkody, ale decydując się na rekreacyjne branie kodeiny i tak ostatecznie nawet za te kilka lat będzie na nas czekać ciąg działający na nas w niewypowiedziany sposób źle.
Sama książka o nawykach jest na kilka dni czytania, a to tylko niewielka część tego czym to uzależnienie jest.

Nie mam superzajebistego życia, mimo to miałem ciagi nie tylko na kodzie, również na morfinie, czy to oznacza że jestem wjebany, mimo że od roku nie tykam, i zasadniczo mam takie przerwy wieloletnie pomiędzy ciągami, coś przegapiłem, coś mnie ominęło, czy może wszystko przede mną, nooo, CHAKEN słucham??

Czyli uważasz że robiąc ciągi co rok nie jesteś wjebany? :P
Wiesz abstynencja != trzeźwienie i wyjście z uzależnienia

Piszesz o czynniku. Mimo to podobnoczynnik jest, jeden, i napsze tu o nim skrótowo "substytut ssania matczynego sutka" pozdrawiając przy okazji aurtora pewnego bloga, który i tak już tu nie zaglada, bo ogarnął się nieogarniając niczego, taki z niego nierób.

Tp jak z tymi czynnikami?

Nie mam czasu pisać ale polecam zapoznać się z terminem trójką uzależnienia i krótkim opisem mechanizmów, na start są 3 ogólnikowe czynniki: biologiczny, socjalny i psychologiczny: 
http://wiki.ubc.ca/The_Medicalization_of_Addiction

Dzieląc je na dokładniejsze przykłady okazuje się że przyczyn dla których uzależniony bierze jest tona i zależą one od indywidualnego życia jednostki, biologi i psychiki. Co innego przyczyna zaczęcia brania... brak miłości za dziecka... ale nie wszyscy uzależnieni mieli chujowe dzieciństwo u innych zaczęło sie po tym jak kobieta ich rzuciła i inne.

Często to ciekawość jest pierwszym krokiem do piekła.

To tylko sen samoświadomości.

Wiesz, bardzo ogólnikowo napisałeś.
Ja naprzykład byłem bardzo ciekawy świata, tripowałem kiedys żeby odkrywać i na pewnym tripie odkryłem "za dużo". Wręcz powiedziano mi że jak komuś przekażę co odkryłem to umrę, a za karę że to odkryłem będę pomiędzy światami, od tego momentu mam nerwicę, która objawia się w postaci DD i dosłownie no od tego momentu nie chce mi zejść faza, a to jest swego rodzaju piekło na ziemi. 

Ale to jest "inna ciekawość", z uzależnieniem można latami siebie oszukiwać i nie czytać czym to jest... człowiek nie jest ciekawy tego czym jest uzależnienie... bo jak zacznie szukać to może okazać się że trzeba PRZESTAĆ BRAĆ bo niestety jednak jest uzależniony... a to dla człowieka uzależnionego jest istne piekło... KONIEC BRANIA. Psychiczny koniec świata, poczucie że muszę z tym skończyć i juz nigdy przenigdy nie będę mógł zarzucić bo znowu będzie ciąg i to pewnie gorszy od poprzedniego.

Ok... więc ciekawość w tym wypadku również była krokiem do piekła umysłowego... ale czy warto się oszukiwać? Czy warto nie iść sobie pomóc bo to będzie boleć? Wielki dylemat ćpuna... sam go mam... walczę z tym co sił, jedno wielkie pole bitewne.

Mam też znajomego który bardzo dużo jarał wiedział że był uzależniony... i sprawiało mu to męki psychiczne... ale pewnego dnia powiedział sobie koniec z tym ja nie jestem uzależniony, ja biorę kiedy JA chcę i problem uzależnienia zniknął... ale tylko z jego psychiki, tak naprawde dalej ćpał jak ćpa tylko pozbył się z głowy myśli o tym że musi przestać... to mu jakość życia poprawiło na jakiś czas... ale do kiedy to będzie? Do kiedy tak można?

Jak masz jakieś inne zdanie odnośnie tego kiedy ciekawość jest krokiem do piekła chętnie porozkminiam, bo nie dokońca wiem o co Tobie chodziło.

btw. niebawem się skontaktuję pw jak znajde troche czasu

Aha... i żeby wyjść z uzależnienia to właśnie ciekawość jest na pierwszym miejscu... bo trzeba rozkminić każde swoje zachowanie pod kątem tego jak działa uzależnienie. Samemu człowiek sobie z tym nie poradzi bo ma spaczone myśli przez uzależnienie, dlatego idzie siean terapię do specjalistów, albo do kogoś kto sobie z tym poradził... trzeba być w ciągłym kontakcie, chodzic na grupy... bo tam ludzie Ci powiedzą czy DOBRZE MYŚLISZ, czy sobie coś uroiłeś tylko po to żeby przyćpać. 

Bez pomocy specjalistów uważam że nie da się wyjść właśnie przez to że nie wiemy jak myśleć... nie wiemy czy dobrze myślimy... nie wiemy czym jest uzależnienie... u spacjalistów tego wszystkiego sieczłowiek dowie... jest to bolesne, a trzeźwienie trwa latami... do końca życia ale to jedyna droga według mnie.

I powtórzę abstynencja != trzeźwienie.

Abstynencja to nie branie a z życiem stoimy w miejscu
Trzeźwienie to praca nad sobą i wielka ciekawość tego co robimy i jak to zmienić żeby było inaczej i nie prowadziło do narkotyków.

Ciekawość popycha nas do przekraczania granic, a te raz przesunięte zostają w nowym punkcie (do czasu, aż znów je przesuniemy). Często ciekawość to najpierw zdobywanie wiedzy, później chęć doświadczenia. Myślę, że w opio wpada się całkowicie świadomie (ktoś, kto nie był zainteresowany danym stanem, a mimo to się w nim znalazł niekoniecznie się uzależni). Uzależnienie ma bardzo prosty mechanizm - dobrze/niedobrze. Wielu wszak zdaje sobie sprawę jeszcze przed intokykacją, jakie ryzyko podejmuje. Wygrywa ciekawość - "raz spróbuję, zobaczę jak to jest i tyle" i tu, już po pierwszym razie granica zostaje przesunięta, krok zostaje zrobiony - następne pójdą jak domino.

 

Ciekawość popycha nas w mrok, bo chcemy wiedzieć/zrozumieć. Przez mrok można dojść do światła, ale można i w nim utonąć. Poznając mrok mamy w zasadzie dwie możliwości - albo z tym żyć odnajdując swoją misję i akceptując siebie w aktualnym położeniu pracować na sobą, albo sobie ulżyć. Wybierając drugą opcję człowiek popełnia gigantyczny błąd, bo tam gdzie ulga, dla równowagi występuje cierpienie. Sinusoida. Uciekając od cierpienia tak naprawdę tylko je zwiększamy. A uciec nie ma dokąd, dlatego trzeba je przeżyć, przepuścić. Osobiście widziałem już chyba więcej, niż człowiek powinien. Mam jakieś rozeznanie w astralu (oczywiście tylko na tyle, na ile jest to możliwe) i ciekaw jestem z kim to się połączyłeś, że dostałeś taki przekaz z groźbą śmierci. Wydaje mi się, że nie był to życzliwy byt... Napisz na pw, czekam.

To tylko sen samoświadomości.

Jasne że opio bierze się świadomie, tak jak każdą inną substancje. Z braniem każdej z nich wiąże się ryzyko i nie ważne czy to psychodeliki, dysocjanty czy inne. Jednak człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego że jest źle.
Jestem żywym przykładem tego że wpadłem w opio bez świadomości tego że wpadam i wielu ludzi tak ma nie tylko z opio, ogólnie mówiąc o uzależnieniu.
Świadomie wziąłem ok. Świadomie czytałem o tym że można od pierwszego razu sie wciągnąć ok. Świadomie wiedziałem że mogę być w tej grupie ludzi którzy się uzależnią. Tu się zgodzę wygrała ciekawość, człowiek wziął z nadzieją na to że jest inny. Praktycznie każdy ćpun tak myślał biorąc pierwszy raz używkę/grając hazardowo/chodząc na zakupy. 

Istnieje coś takiego jak zakupoholizm, mówi się o tym, ludzi o tym pokątnie słyszą, ale czy myślą o tym że to im może się dziać? Chodzą do sklepu jak gdyby nigdy nic z nadzieją że oni nie są w grupie zakupoholików... Nikt by sam w sobie nie pomyślał że "halo coś jest nie tak, chodze po sklepach i wydaje pieniądze jak pojebany".

Ja miałem tak jak taka osoba która słyszała coś tam... niby coś tam wiedziała, że wydawanie pieniędzy, że problemy życiowe, ale zaryzykuję.
No i leciało, było dobrze rok, po tym pierwszym roku odrazu wiedziałem że nie jestem ćpunem, bo inni biorą dużo częściej. Minął kolejny, kolejny, dawki urosły dwu krotnie, a częstotliwość 4 krotnie. Kolejne lata... nic nie widziałem, mówiłem sobie że inni piją piwo, a ja zarzucam kodę... a to nawet zdrowiej wychodzi, a nie mam kaca i jest mega przyjemnie. Rzuciła mnie dziewczyna... jeszcze częściej zacząłem brać... dawki znowu w górę... ale w głowie i tak tylko myśli o tym że inni biorą więcej... inni piją... ja w życiu sobie radzę, studia i inne... Dostałem nerwicy... znowu częściej koda brana. A ja jak gdyby nigdy nic... codzienność, nic się nie dzieje, w między czasie inne uzależnienia... jakieś MDMA, kwasy, trawa, gbl. Aż wylądowałem w szpitalu i poszedłem za małym przymusem mamy na terapię.

Tam mi terapeuta powiedział że jestem uzależniony. Ja tak na niego spojrzałem i mówię sobie... co on pierdoli, kurwa mać no debil. No ale dobra będę tutaj przychodzić. Żeby już nie przedłużać pisania, doszło do mnie dopiero po około pięciu latach i dwóch miesiącach terapii że ja jednak nie jestem w tej grupie szczęśliwców którzy się nie uzależnią... pomimo tego że waliłem kosmiczne dawki co 2-3 dni... byłem powiedziałbym nawet w 359% pewny że JA NA PEWNO NIE JESTEM UZALEŻNIONY.

Więc tak wziąłem pierwszy raz ze świadomością że może być źle ale w życiu nie byłem świadomy tego w jaki sposób to "źle" będzie wygladać i nikt świadomie nigdy do tego nie zrozumie... dopóki nie przejdzie tego na własnej skórze.

Dlatego uzależnionym mogą pomóc tylko wykwalifikowani terapeuci albo osoby które przeszły to samo... bo człowiek który przez to nie przeszedł NIE WIE... po prostu NIE WIE i koniec... może sobie wyobrażać... może myśleć że to świadome decyzje... ale tak nie jest.

I to nie są moje wymysły... wszystko co piszę jest od lat stosowane i szerzone na terapiach, w różnym stopniu... są różne terapie... ale CAŁKOWITE zrozumienie tego mechanizmu uzależnienia zajęło mi 6 miesięcy terapii 3x3h w tygodniu...

Ja cię rozumiem że piszesz że "Uzależnienie ma bardzo prosty mechanizm - dobrze/niedobrze", bo po prostu tego nie doświadczyłeś... gdyby to było tylko "dobrze/niedobrze"... to nie było by tysięcy książek, badań i prób zrozumienia tego dlaczego to uzależnienie wygląda tak jak wygląda. Dlaczego ludzie wciąż próbują nowych sposobów? Nowych terapii? 1000 badań na temat uzależnień... a wciąż nie ma jednoznacznej odpowiedzi...

Co do ciekawości i przesuwania granicy o jeden dalej to się zgadzam, jest jak piszesz. Raz przesunięta powoduje w głowie jakby przestawienie... "UWAGA MOŻNA TEŻ TAK" ale to jest to o czym pisałem... tworzy się nowa ścieżka w lesie w głowie która prowadzi na skróty, i coś na co kiedyś trzeba było się namęczyć nagle staje się prosto dostępne... z każdym kolejnym razem kiedy "przejdziemy" tą ścieżką, bardziej ją wydeptujemy... i z każdym kolejnym razem bardziej ona kusi bo bardziej ją widać... Zanim ona powstała mieliśmy zasadę że "na skróty nie idziemy"... ciekawość spróbowania... zobaczenia jak będzie taką ścieżką.... powoduje jej utworzenie... a to zostaje już do końca życia.

Nie weryfikuje tego co napisałem... nie mam czasu... jak by coś okazało się nie zrozumiałe to do dogadania.

Dopiero jak do człowieka dojdzie to że "o kurwa, chyba jestem uzależniony"... wtedy zaczyna się świadome podejmowanie decyzji...

Nie bez powodu mówi się że
"NIGDY NIE POPEŁNIA SIĘ JEDNEGO BŁĘDU DWA RAZY"

Za pierwszym razem NIE JEST SIĘ ŚWIADOMYM.... ale za DRUGIM RAZAM kiedy już przejdziesz to na WŁASNEJ SKÓRZE.... JUŻ WIESZ  CO SIĘ STANIE I TO CZYSTA GŁUPOTA.

Naprawdę... wierz mi... człowiek nie jest świadomy tego że się uzależnia... właśnie tą rzecz tłumaczą na początku na terapii.

Każda nowa osoba mówi... "ja nie wiem jak się tu znalazłem"... "nie wiem co ja tutaj robię"... "jak to się stało"... czy to wygląda na świadomość tego co się działo?

Czy popełniając błąd... jesteś świadomy że go popełniasz?

Ludzie mają tendencje do komplikowania prostych spraw. Dlatego piszą tysiące książek o tym samym, a każdy temat można rozwijać w nieskończoność, lub zawrzeć w jednym zdaniu. Jest sobie w głowie taki ośrodek nagrody, który ma funkcję motywującą. Można go jednak sztucznie pobudzić i poznając tę drogę oczywistym jest, że człowiek będzie wybierał łatwiejszą ścieżkę. Jeśli dokarmiasz zwierzęta, to one zamiast polować/szukać pożywienia będą wracać. To jest instynktowne. Myślenie, że "ja jestem inny" jest cholernie naiwne. Co do samego uzależnienia (świadomości tegowoż), to jest kwestia pozostawania szczerym względem siebie. Oszukiwanie siebie jest po prostu łatwiejsze (lepiej odwrócić głowę, niż spojrzeć przykrej prawdzie w oczy).

 

Co do świadomości popełniania błędu - bardzo dobre pytanie. Wydaje mi się, że im człowiek młodszy, tym ta świadomość jest mniejsza, ale czy całkiem jej brak? Może niekiedy tak i to jest niewinność. Jednak nie widząc zależności między przyczyną, a skutkiem można bardzo łatwo powtarzać te same błędy - lekcje. Sam osobiście popełniam ten sam błąd od bardzo wielu lat (niezwiązany z substancjami) i jestem w pełni tego świadomy, a i tak go popełniam. To wynik słabości. Ludzie zaczynają "grę w życie" z różnych poziomów, ta świadomość u każdego jest nieco inna.

 

Co do uzależnienia od opio, to problem leży w sercu. 

To tylko sen samoświadomości.

Poszedł mail. Pozdro

3 miechy to duzo czasu, a mowia ze tylko fanatyk nie zmienia pogladow. Poki co byl tylko jeden raz i niespecjalnie mi przypasilo, chyba jak wiekszosci z tego co tu czytam. Moze dawka za mala, moze niewyrobione receptory, moze antydepresanty ktore lykam oslabily dzialanie. Jednak nieco charakterystycznego ciepelka, przyjemnej zmuły i braku zmartwien sie pojawilo i wiem ze jakbym sie zaczal w to wkrecac to szybko byloby po mnie. Ktos kiedys pisal ze uzaleznionym od opiatow jest sie od zawsze, w koncu to szczescie na wyciagniecie reki. Osoby ktorym w zyciu doskwiera smutek jak tylko dowiedza sie jak mozna go zagluszyc od razu sa wjebane. To prosta rzecz i nie ma sie tu imho nad czym rozwodzic. Ja przyjebalem jeden raz i od teraz jak mam ciezkie dni to caly czas kraza mi mysli zeby sprobowac raz jeszcze. Ale juz od lat krazyly mi po glowie marzenia o pigulce szczescia, ktora pozwoli sie wyrwac choc na chwile od chorej i popieprzonej codziennosci osobnika ze zrytym beretem (mniejsza o szczegoly). Teraz po prostu wiem gdzie jej szukac, moja psychika juz to zarejestrowala i wiem, ze predzej czy pozniej przywale sobie znowu. Czy wpierdole sie po uszy? Nie wiem, moze mi sie uda tego uniknac. Ale juz nigdy nie pomyslec o kodzie pewnie nie. Ja o niej myslalem gdy jeszcze nie wiedzialem jak sie nazywa i gdzie jej szukac.

Musujące tabletki z kodeiną się nie nadają. Ciężko cokolwiek z nich wyekstrahować, a i dawka kody jest niewielka. 

czyz osmielilbym sie nalac damie wodki? to czysty spirytus!

jesli chodzi o kode to goraco polecam thiocodin, jak rozgryzasz tabletki zeby szybciej weszlo dzialanie fazy to czuc cierpki gorzkawy smak, ale nie jest to konieczne. po kodzie wlasnie jest blogostan pesyjemne ciepelko i spokoj. pod zadnym pozorem jednak nigdy sie nie zaczynajcie drapac, strasznie to irytujace, nie mozna sie opanowac i niszczy to cale piekno kodeinowego tripa. warto zainwwstiwac w jednego czy dwa browary i mozna smigac smialo 

Nie mam czasu żeby ostatnio tutaj pisać czy czytać ale pisania kretynizmów o kodeinie nie strzymam.
O ile z rozgryzaniem to się jeszcze zgodzę chociaż.... Thiocodin to najlepiej rozpuścic tabletki i na jednego łyka wziąć żeby nie czyć tego smaku.
O tyle kurwa piwo to Thiocodinu to chujowy pomysł. Chyba że w szpitalu chcesz wylądować, z takimi radami proszę wypier%^$ać.

A "Kodeinowe Szaleństwo" trwa tak długo aż kurwa stracisz w życiu wszystko, taka to jest "przyjemna faza".

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media