jazzowy bit i doswiadczenie absolutu po lsd
detale
jazzowy bit i doswiadczenie absolutu po lsd
W ostatnim czasie stalem sie szczesliwym posiadaczem papierka ktory, jak w pozniejszym czasie sie okazalo, totalnie mnie pozamiatal.
Przez caly dzien mialem dylemat moralny pod tytulem: "jesc, czy nie jesc? - oto jest pytanie".
Grajac wieczorem w counter strikea ze znajomymi postanowilem ze zarzuce i oddam sie rozgrywce. Kwas powolutku zaczal sie ladowac, a my akurat skonczylismy premierka i zabralem sie za przyszykowanie pokoju (ledy porozwieszane po calym pokoju oraz trippy lights), bylo pieknie - normalnie faza bez zadnej substancji. Po skonczeniu rozpoczelismy ostatnia gierke podczas ktorej bedac w polowie meczu, kwas zaladowal sie z ogromna moca. Idac underem na mirageu wszystko bylo w ruszajacych sie wzorach. Dodatkowo doswiadczylem totalnego mindfucka gdyz totalnie zapomnialem kim jestem, czym jest ta gra i co sie w niej robi xD. Stanalem wiec w tym tunelu na pare sekund, az do momentu powrotu na kule ziemska (chwilowo mialem paranoje, ale wybrnalem z tego). Po skonczonej rozgrywce pozegnalem sie ze znajomymi i wlaczylem muzyke oraz wszystkie swiatelka. Stanalem na srodku pokoju i poczulem OGROMNA energie oraz chec tanca. Tanczylem przez bite 20 minut, czujac ogromna synchronizacje mojego ciala z muzyka. Bylo to cos zdecydowanie niesamowitego (nigdy czegos takiego po kwasie nie mialem), wykonczony wygibasami polozylem sie na ziemi i stwierdzilem - "kurwa wlacze se bita i lece freestyle". Podbitka pod lapka, bit wklepany, ale 90s boom bapy jakos mnie nie jaraly i wlasnie w tym momencie, ujrzalem cos co towarzyszylo mi przez kolejna godzine, czyli Jazz boom bap type beat. KURWA TE DZWIEKI INSTRUMENTOW BYLY MIODEM NA MOJA DUSZE, lezalem rozjebany jak zaba na lisciu na ziemi, patrzylem sie na kolorki oraz wysylalem znajomym glosowki mojego free i szczerze mowiac szlo mi mega dobrze. Wyczerpany juz freestylem, zadzwonielm do mojego najlepszego przyjaciela tak o se pogadac. Gadamy o jego muzyce (bo wydaje niedlugo album), zaczyna nawijac nowy numer ktory napisał, a ja slyszac wiecej niz na trzezwo powiedzialem mu ze za bardzo napina szczeke (mialem racje, zaczal sie w pozniejszym czasie do tego stosowac). Rozmowa przeszla na temat medytacji, na temat ktorej moj ziomo wie zdecydowanie wiecej. Przedstawil mi metode trataka, a majac swiece w zasiegu reki, wzialem ja i zapalilem. Wlaczylem fale theta, usiadlem w samych gaciach na podlodze ze swieca i zaczalem robic tak jak poinstruowal mnie ziomo. To byla najglebsza medytacja w moim zyciu - poczatkowo widzialem tak jakby brame na wzgorzu, a w pozniejszym czasie stalem sie absolutem. Teraz postaram sie wytlumaczyc czego doswiadczylem, ale od razu zaznacze ze bedzie to ciezkie do opisania, wiec zaczynajac:
Kazde cialo ma swoje granice fizyczne i energetyczne (biopole itp itd). Poza tymi granicami jest poprostu przestrzen (ktora tez ma granice). Wszystkie granice mojego ciala zaczely zanikac, zjedonczylem sie z przestrzenia a moja swiadomosc opuscila cialo i rozpuscila sie we wszystkim co mnie otacza. Jestesmy wszechswiatem doswiadczajacym rzeczywistosci poprzez wiele istnien. Zrozumialem dlaczego niektorzy sadza, ze odpowiedzi trzeba szukac w glebi siebie - wlasnie dlatego, ze jestesmy jedna zbiorowa swiadomoscia, ktora poprzez wiele istnien doswiadczyla wszystkiego co sie do tej pory wydarzylo, a dostep do tego jest w kronikach akashy (sam mialem mocno sceptyczne podejscie do takowych kronik, ale w sumie moj dowod empiryczny poskutkowal tym, ze wszystko zaczelo ukladac sie w calosc). Nastepnie znowu poczulem granice, ale nie swoje, tylko otoczenia wokol mnie, doslownie sie w nie wtopilem, czujac granice mojego miecha. Po chwili zaczalem czuc i granice mojego ciala oraz granice przestrzeni, bylem i soba i przestrzenia w jednym momencie, ale z wyczuwalnymi granicami. Pozniej dokladnie juz nie pamietam co dzialo sie dalej, ale napisalem przyjacielowi:
Bylem toba
Bylem soba
Bylem otoczeniem wokol mnie
Bylem mna w otoczeniu
Jestem kazdym zlem
Jestem kazdym dobrem
Jestem absolutem
Ocnaknalem sie na ziemi, patrze na zegarek, bylem kurwa prawie 3h w takim stanie jak powyzej, lezac caly czas na podlodze. Wstalem, poszedlem sie wykapac, zjesc lasagne ktora zrobilem dzien wczesniej i odpoczywalem w lozeczku sluchajac muzyki. Podczas powrotu na ziemi az do konca dnia kolejnego czulem sie okropnie psychicznie, ale to tak bardzo bardzo kurwa zle.
Juz nawet abstrahujac od tego co sie dzialo po rozpoczeciu medytacji - byl to najmocniejszy kwas jakiego mialem okazje zarzucic, nawet dawki 300ug az tak mnie nie wyjebaly
- 4 odsłony

