Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

duszki energii?

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
Około 1-1.5 saszetki po niedokładnej ekstrakcji
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Szybkie zakupy w aptece, wyprawa do przyjaciółki i gnicie z nią, potem konfrontacja z rodzicielką i swój pokój
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Amfetamina (parę okresów, gdzie np. gram starczał na 2 tygodnie i potem przerwa półroczna i znowu); Kodeina (kilka razy w różnych odstępach czasowych, najczęściej miesiąc lub dwa); Alkohol (o jezu, kto by to liczył ;), MJ (tak jak przy poprzednim); LSD (jakieś 3 razy, w długich odstępach czasu), DXM (parę razy też w dość dużych odstępach); Efka (?) (podejrzane benzo, które miałam na samym początku mojej przygody z używkami)

duszki energii?

 Na samym wstępie dodam, że to był mój pierwszy raz z benzydaminą i nie tego się spodziewałam po Tantum Rosie. Znaczy to pasowało do opisywanych efektów, ale mogłabym je ubrać w inne słowa.

T=-17:20

 Koło tej godziny, mimo wątpliowości, stwierdziłam, że chcę spróbować z cipaczem. Ja i G zrobiłyśmy ekstrakcję i po chwili wszystko już było gotowe. Miałam straszny odruch wymiotny (bo użyłam sposoby z przesączaniem przez chusteczkę i następnie zjadaniem jej), więc podzieliłam to na pół. Pierwsza jakoś weszła, chociaż było bardzo ciężko. G widziała, że wszędzie pluje, chleje wodę jak pojebana i ostatecznie powiedziała, żebym poszła do kibla. Tak też zrobiłyśmy. Po jakichś 10 min głaskania kitku (swoją drogą nazywa się Feta, bo jest albinoską i jest idealnie biała) zrobiło mi się lepiej i już aż tak nie czułam soli w ustach, ale nadal była.

T+30 min

 Coś już czuję, byłam przekonana, że taka mała dawka mi nic nie da, ale bardzo się myliłam, co zresztą zaraz przeczytacie. Ogólnie siedziałyśmy sobie i oglądałyśmy tricki psów. W pewnym momencie rozejrzałam się po pokoju i wszystko było zupełnie inne, takie uczucie jak po dobrym jaraniu nagle zmienisz perspektywe. Każda rzecz będąca w jej domu była jednocześnie gładka, "z plasteliny" i z duża dokładnością co do detali. Zaczęłam się śmiać, wtedy wprowadziła się super atmosfera.

 Niedługo po tym, chłopak G zadzwonił, żę będzie dopiero koło 21-22. Obie się załamałyśmy i gniłyśmy dalej.

T+1h i 20 min

 Postanowiłyśmy pójść zrobić coś do jedzenia. To co jadłam, smakowało dla mnie okropnie, ale nie chciałam tego okazywać. W międzyczasie zauważyłam coś na styl marmurowych blatów. Bardzo skupiłam się na szukaniu w ich wzorach jakichś istot, roślin, czegokolwiek. G poszła już do swojego pokoju, a ja zostałam na dole. Zrobiłam exploring tego terenu. Gdy otworzyłam drzwi, nie zapalając wcześniej światła, widziałam tam kreatury których nie umiem opisać, głównie w kolorze zielonym i fioletowym (do tego tematu jeszcze wrócimy). Szybko zapaliłam światło i wszystko odeszło. Miałam mały niepokój, gdyż była to pierwsza halucynacja w ciągu tego tripa. Pogłaskałam Fetkę i poszłam do przyjaciółki.

T+2h 10 min

 Tu się zaczeło łażenie po pokoju, po domu, wszędzie, gdzie mogłam wejść i mi się chciało. Nadszedł czas, w którym muszę wstąpić na chwilę do domu. Po drodze odkryłam coś niesamowitego i mówiłam o tym każdemu milion razy. To mnie naprawdę strasznie zachwyciło. Nigdy nie czułam takie szczęścia z patrzenia na coś. Jak miałam włączony telefon w prawej dłoni i robiłam jak najbardziej równe, po chwili (szczególnie jak było ciemniej) wokół mojej ręki pojawiły się śliczne zielone kółka. Poruszały się dostosowując do mojej ręki. Podczas drogi ciągle to robiłam, to było aż zbyt piękne. Dotarłyśmy, zrobiłyśmy co trzeba było (mimo, że miałam wrażenie, że matka to widzi, tylko już nic nie mówi, poszło dość sprawnie).

T+2h 50 min

 Wzięliśmy ze sobą H i odebraliśmy z przystanku chłopaka G. Wszyscy poszliśmy w stronę jej domu. Atmosfera była bardzo przyjazna, każdy rozmawiał z każdym itp. I nikomu nie przeszkadzał mój stan. Szłam sobie trochę się chwiejąc (podobno bardzo, ale nie wiem), nucąc piosenki, machać rękoma i się śmiać. Po prostu cieszyć sie w pełni z chwili, która teraz trwa.

T+3h 10 min

 Dotarliśmy pod dom G i okazało się, że już muszę zwijać się do domku wraz z H, bo nie powinnam się spoźniać. Weszłam na chwilę, wciągnęłam z H po malutkiej kresce fetki (tym razem nie kota) i znowu grupowo wyruszliśmy, ale tym razem pod mój dom. Jak amfa weszła, czułam jeszcze większą chęć do życia i euforie, uwielbiam to uczucie. Gdy byliśmy już niedaleko, H powiedział mi, że mówię językiem bogów. Rozumie słowa, nie rozumie o co mi chodzi. Śmieszy mnie ta sytuacja w sumie nadal. Po drodze wypiłam z 4 łyki jakiegoś piwa. Stres co do konfrontacji z matką konkurował z niesamowitym odprężeniem.

T+ 3h 40 min

 Rozmowa z rodzicielką nie poszła aż tak źle. Już chwilę po tym mogłam siedzieć w swojej melinie. Czułam się zajebiście. Nie pamiętam jak do tego doszło, ale w pewnym momencie wcześniej wspomniane kółka zmieniły się w uroczego duszka z "mackami" z glonów, skrzydłami nietoperza. Jego kolory ograniczały się jedynie do fioletu i zieleni. Po chwili "przywowałam" go do siebie i wpadłam na pomysł. Latał sobie za moją ręką i nagle skierowałam na żyły/nadgarstek. Poczułam jak ten mały typek przemieszcza się po moim organizmie, wprowadzając przyjemny chłód. Po nie więcej niz 2 sekundach wyszedł i sobie poszedł. Ale ja wiem, że on jest w pobliżu.

 Nie czuję się zagrożona czy zaniepokojona przez świadomość, że gdzieś niedaleko sobie lata. Wręcz przeciwnie. Czuję się, jakbym go znała od dawna. jakby zawsze przy mnie był. Charakterystyczne jest to, że nie ma on ust, ani uszu. Nie słyszy i nie mówi. On tylko czuje i widzi.

 Wywnioskowałam, że jest on po prostu energią, a że zieloną, to pozytywną (+kojarzy mi się z matką i to by pasowała, bo ona bardzo dba o moje zdrowie, życie itp). W pewnym momencie chciało mi się aż ryczeć ze szczęścia, że ta mała istotka zawsze przy mnie będzie, na dobre i na złe (mimo, że mogę być wtedy trzeźwa i go nie widzieć) i zawsze poprawi mi humor przejażdżką po organizmie. Raz poczułam jego glony na nodze. To było fantastyczne, takie mięciutkie.

 Ciągle nad tym rozmyślając, stwierdziłam, że każdy ma takiego duszka. Tylko musi go w sobie obudzić, dać mu życie. A i oczywiście każdego innego człowieka, "mały typek" ,najprawdopodobniej wygląda inaczej. Inne kolory i ich symbolika i kształty.

T+ ~7h

 Wzięłam się za pisanie tego TR po pozornie krótkim odpoczynku. Efekty wciąż silnie mnie trzymają i nie jest tak, że chce już koniec, mam dość, tylko poznaje wszystko na nowo, to jest piękne uczucie. Wciąż trzyma mnie pamięć złotej rybki, dlatego piszę ten raport jakieś 40 min.

 

Podsumowując:

 Podróż uważam za udaną, mimo, że jeszcze się nie skończyła. Benzydamina możesz być złym wyborem dla ludzi, ze słabą psychiką. Szczególnie jak będą na fazie sami. Sama chciałam tak zrobić, ale na szczęście tego uniknęłam.

 Szczerze, wzięłabym jeszcze kiedyś, żeby kogoś wprowadzić w ten wspaniały świat (siebie w sumie też), ale następnym razem na pewno wymyślę inną metodę, nie chce powtarzać siedzenia w kiblu i czekania na wymioty.

Ocena: 

Odpowiedzi

Czytając twój TR przypomina mi się mój ostatni i jedyny trip po Tantum Rosa.Zamiast twoich duszków czułam obecność mojego aniołka którego widziałam i czułam jego troskę jakbyanioła stróża i też bardzo skojarzył mi się z mama  . Wypiłam/zjadłam trzy saszetki po niedokładnej ekstrakcji. Czy ty też masz takie wstręt do tego smaku?  Ja mam jeszcze dwie saszetki ale nie wiem czy użyje doustnie :)

piksa

Taak, dlatego raczej nie zamierzam drugi raz próbować benzydaminy. Przynajmniej jak na razie ;p

Bagno

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media