Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

wszedzie dobrze ale w domu najmocniej

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Apteka:
Dawkowanie:
500 ml Dirty Sprite (300 mg kodeiny rozpuszczonej w sprite)
2 buchy z fifki MJ
1 piwo 580 ml :)
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Ekscytacja, Chęć przeżycia tripa z G. - dxm, Niepewność zadziałania specyfiku, Chęć czapowania w gronie najblizszych
Wiek:
19 lat
Doświadczenie:
Alcohol - średnio 3 razy w tygodniu
Kush - bardzo sporadycznie (raz na pół roku)
Codeine - drugi raz

wszedzie dobrze ale w domu najmocniej

Przed opisywaniem czwartkowej pasterki wspomnę, iż lean zrobiłem sobie już wcześniej.. a dokładnie to w piątek 18 grudnia.
Stąd wzięły się moje obawy co do działania dranka, które jednak okazały się niesłuszne.
Użyłem wszystkim pewnie dobrze znanego przepisu ekstakcji fosforanu kodeiny z antidolu w malej ilości wody.
Przygotowałem napój z dbałością o największe szczegóły i z największą dokładnością aby był jak najlepszej jakości.
Porównując go do pierwszego spotkania z kodeinką... mogę napisać, iż było idealne, ponieważ ledwie kilka kropel wywaru uciekło mi przy wyciskaniu resztek z paracetamolu.
Sprite leżał cały czas w samochodzie gdzie ciągle był chłodny i bezpieczny.
Na "pasterkę" zapowiadało się, iż ma przyjść ze 20 osób więc wiedziałem, że znajdą się tacy których nie znam.
Nie przejmowałem się tym, miałem swoją ekipę, z którą chciałem ciągle przebywać.
We wcześniejsze dni zdarzały mi się rozkminy aby na wigilii u jednej rodziny powiedzieć, że inaczej niż zwykle wigilia będzie najpierw u tej drugiej, a u tej drugiej powiedzieć, że już nic kompletnie nie zjem, ponieważ najadłem się u tej pierwszej.
Wszystko po to, aby być minimum te 3 godziny bez posiłku zalecane na ng przez niektórych użytkowników, lecz ostatecznie zdecydowałem się normalnie zjeść u pierwszej rodziny. U drugiej i tak nigdy nie jadłem.

 24.04.2015 Czwartek 

Po skończonych kolacjach. Udałem się do pokoju gdzie mogłem spokojnie czekać na godzinę 21.
Pół godziny przed czasem pojechaliśmy wraz z G. (mieszka niedaleko mnie) po ziomeczka, który do miejsca spotkania miał jednak do przejścia nie mały kawałek. Wrócilismy wszyscy pod dom, zabraliśmy swoje prowianty i ruszyliśmy w stronę miejsca spotkania.
Do przejścia był kawałek 20 minut drogi. W połowie zabrało się z nami dwóch ziomeczków, którzy również mieli iść w to samo miejsce.
Zmiana trasy - najblizsza stacja paliw. Dlaczego ? Bo ziomeczek musi fajki kupić. Skorzystałem z okazji aby pozbyć się kilogramów pochłoniętych dzisiaj przy stole :D
Boże, zlituj się.. Dobrze, że Sprite był przy mnie ponieważ potrzebne mi były środki powodujące zaparcia...
Pod stacją doszło do nas dwóch kolejnych ziomeczków, których nie znałem. Wyruszylismy wszyscy w dalszą drogę.
Poprosiłem G. aby pokazał mi swój specyfik w butelce. Zakupił syropik 100 ml. Miał zamiar wypić na raz połowę.
Jest bardzo "kruchej" postury więc lekko bałem się, aby nic mu czasem się nie stało po takiej dawce, lecz doinformował mnie, że już wcześniej testował na sobie dawkę 100 mg dxm i mówił, że stanowczo za słabo. Teraz miał ochotę na 2 plateau.
Oddając syrup, powiedział, że chce zobaczyc lean. Wyciągnąłem butelkę z kieszeni. Z zaciekawieniem sprawdzał kolor, zapach oraz smak. Pozwoliłem mu wziąc małą ilość na język. Jak to zwykle bywa i jest to normalne, powiedział, że niezaciekawe w smaku, bo gorzkie trochę. Dalszą drogę do miejsca spotkania przegadaliśmy o typowych pierdołach i kolejnych rozkminach na nowe specyfiki.

21:06

Dotarliśmy na miejsce prawie punktualnie. Z daleka dało się usłyszeć nawoływania reszty ekipy, która już na nas czekała...
Na miejscu było ciemno ,ponieważ nie znajdywały się tam żadne oświetlenia. Po podejściu do grupy zaczęło się witanie oraz wymienianie prostych dialogów typu:
-Siema, co tam?
-Czekam na tą pizdę od tygodnia i w końcu się doczekałem.
-No ja też :D

albo:

-Dawno Cię nie widziałem ryju. Ciesze się, że w końcu ten dzień nadszedł.
-Dzisiaj lecimy po całości.

Wszyscy razem udajemy się na ławeczki. Ławeczki są spoko i jest ich dużo, więc dla każdego znalazło się miejsce.
Chłopaki od alkoholu zaczęli otwierać swoje trunki oraz rozlewać po białych kubeczkach plastikowych.
Ja miałem przezroczyste większe kubeczki, więc swojej ekipie rozdałem po jednym z wyjątkiem G.
Jemu to nie było potrzebne.
Każdy zaczął już pić, z wyjątkiem mnie. Czekałem aż G. wyciągnie syrup i zacznie pić.
Skubaniec zrobił to jak akurat byłem wciągnięty rozmową z D. (alkohol i mj)
Nie tracąc czasu wyciągnąłem dirty sprite'a, zalałem do kubka po samą górę.
Dodałem kilka cukierków, aby było to dla mnie ciekawsze przeżycie (i słodsze) :)
Butelka wystarczyła na dwa kubeczki. Wypiłem jednego za drugim. Resztę cukierków rozdałem lub po prostu wrzuciłem innym do ich napojów alkoholowych :D
Popatrzyłem na pustą butelkę sprita jeszcze przez chwile... by po chwili rzucić ją w jakieś krzaki.
Zostało mi czekać na efekty. Kiedy wypiłem drugi kubeczek była godzina 21:21 więc szacowałem iż zacznę czuć czarodziejskie opowieści mniej więcej o 22:00.

21:58

Dalej nic kompletnie nie czuje. Chociaż lean był gorzki i wydawało mi się że za nic w świecie nie mógł stracić swoich wspaniałych właściwości, to jednak pojawił się cień niepewności co w sytuacji gdy będę zmuszony zostać sucharkiem.
Alkohol ?
Kush ?
Może do domu lepiej wrócić ?
Nie czytałem nigdzie, żeby ktoś przygotowywał sobie drank na później...

W międzyczasie mijała chwila za chwilą a ja pytałem się G. jak się czuje. Mówił, że zaczyna mu się kręcić w głowie lekko. Chodził bez przerwy i nie wiedział co ze sobą zrobić. Browar siedział u mnie w kieszeni ale był tylko jeden. Nie, nie.. to nie mogło się tak skończyć. Nadzieja matką głupich.. Czekałem aż zacznę czuć po co tu tak właściwie przyszedłem...

22:14

Jeb, jeb, jeb. Zaczeło się...
Czuję, że przestaję myśleć... Żyłem teraźniejszością w największym stopniu, z czasem co raz bardziej. Uznałem, że czas na browarka.
Otworzyłem i zacząłem sączyć moje ulubione piwo o smaku tequili. Naczytałem się, że lepiej nie mieszać tych dwóch rzeczy, ale lekkość i chęć zwiększenia doznań były potężniejsze od zdrowego rozsądku. Nie spieszyłem się z piwkiem. Nie byłem kompletnie świadomy jak się wszystko potoczy. D. i K. patrzeli na mnie i G. i co chwilę słyszałem tylko:
-Stary jakie kurwa oczyy..
-Stary, wyglądasz jakbyś tydzień nie spał..

Po 20 minutach od wypicia piwka zauważyłem, że czapa nie zwiększa się.. Uznałem, że tolerancja mi wzrosła od pierwszego razu i potrzebuje więcej zażyć. Rozkminiałem wtedy nad 3 opakowaniami i nad 2 i pół na zmiane, lecz uznałem, że narazie jeszcze przez długi czas nie warto...

Ziomeczki obok, którzy byli mi znajomi ale nie byli w ekipce, z którą się trzymałem mieli mj. Nie zastanawiajac sie podszedlem i zapytałem czy dadzą mi jednego bucha.
Rozpalili, wzieli po trójce a następnie dali mi. Wziąłem "jedne płuca" a nie bucha. Oddałem.
Po chwili jednak uznałem, że słabo się zaciągnąłem więc jeszcze o jeden raz poprosiłem. Dali ponownie.
Teraz było lepiej.. :)
Siedząc i czując spojednanie z purple drankiem i resztą specyfików, rozmawiałem z najbliższymi. G. miał już dobrze.
Ciezko mu sie chodzilo, dzwonilo mu w uszach.. Pamietam, ze mowil ze chce mu sie wymiotowac. Uspokoilem go, bo to normalne.
Wszystko mu się fazowało na ekranie. Nie zauważył kiedy zgubił czapeczkę. D. zaczął mu wkręcać wiksy, że zakopali mu ją w piasku na boisku od plażówki. Ogarnąłem go, że na próżno szuka bo robią go w chuja. Spoglądał na położone dalej lampy uliczne i powtarzał, że tam musimy iść, ponieważ tam jest światło i jest tam bezpiecznie. Dziwne, ponieważ nie potrafił patrzeć nawet na ekran swojego telefonu, który go oślepiał. Uznałem wtedy, że ciekawe doznania muszą zostać przeze mnie również spróbowane.
Nie teraz ale kiedyś napewno.
Co chwilę ktoś podchodził do mnie z mniej znajomych. Słysząc co zażyłem wypytywali się mnie jak po tym czuć faze, jak długo działa, co się dzieje itp.

Około 01:00

Wyruszamy w podróż na stację paliw po hot dogi. Rozleciała się ekipa trochę, ponieważ K. musiał do domu lecieć już wcześniej, a reszta albo się spiła i nie potrafiła iść albo poszła w swoją stronę.
D. i G. dalej zostali ze mną. W drodze nie pamiętam aby wydarzyło się coś ciekawego, było spokojnie i chyba nawet z nikim wtedy nie rozmawiałem. Urwany kawałek filmu po prostu.
Na stacji poprosiłem o hot dogi oraz mountain dewa.
Zjadłem hot dogi, napiłem się i usiadłem obok reszty ekipy.
Dalej mi i G. wypominali o oczach. No to chyba tym bardziej powinno przestać być dziwne, ponieważ doszło jeszcze lekkie zmęczenie.
Pogawędka trwała chwilę, G. uznał, że czas do domu - zabrałem się z nim.
Po drodze rozmawialiśmy o tym co dziś się wydarzyło, jak się czuliśmy i kiedy powtórka albo przeżycia z czymś innym.
Chciałem zobaczyć jego butelkę po syrupie. Dał mi i powiedział, że mogę dopić resztkę jeśli chcę.
Smaczne. Spodobał mi się smak. Uznałem, że muszę tego z nim spróbować.
Buteleczkę wyrzuciłem do pierwszego lepszego śmietnika.

Około 02:00 

Wróciłem do domu. Wszyscy spali.
Moje przeżycia po tripie były bardziej pozytywne niż negatywne. Spodziewałem się czegoś więcej..
Ale i tak było fajnie. Cieszyłem się, że spędziłem czas ze znajomymi.

Wpadłem do pokoju...
Usiadłem na fotel i odpaliłem komputer...
Włączyłem wtedy jakąś piosenkę z rodzaju chopped & screwed...
Bum !
Pierdolnięcie dopiero się zaczęło w ciepłym domu.
Doznawałem uczucia jakbym siedział w najbardziej spokojnym miejscu na ziemi.
Oddychałem lekko, wolno i głęboko, patrząc się bezmyślnie w ekran i słuchając piosenki.
Nic mnie nie interesowało. Nic nawet nie myślałem. Miałem uczucie gdybym co dopiero z czyścca wyszedł.
To co wtedy czułem było potężne. Odprężające. Trip na dworze nie miał nawet szansy aby równać się z tym co się działo w domu.
Uznałem że jest tak dobrze, że musze iść spać po prostu.

Poszedłem do góry do pokoju gdzie tylko przychodziłem w celach wypoczynkowych.
Przebrałem się w pidżamę..
Położyłem, przykryłem oraz włączyłem piosenkę na noc przez słuchawki...
Uznałem, że spróbuje posłuchać Sippin On Some Syrup od Three Six Mafii. Wcześniej ta nuta jakoś nie podchodziła mi, ponieważ uwielbiałem agresywne piosenki.
Zaczęła się jeszcze większa jazda - Leżę i obraz mi zaczyna pływać..
Myśli są tak niewyraźne, że lepiej wyszło jak przestałem myśleć o czymkolwiek i słuchałem.. słuchałem.. słuchałem.
Słuchałem tak 5 razy pod rząd za każdym razem resztkami sił włączając replay.
Wyciągnąłem nagle słuchawki z uszu, odłaczylem jack od telefonu i nie patrząc na nic poszedłem spać.
Chciałem to zrobić jak najszybciej, aby czas mi się nie dłużył i nie doznał nagle problemów ze zrobieniem jakiejś czynności.

Usnąłem może w niecałe dwie minuty.

Rano nie miałem żadnych zwałów, kaców ani innych tego typu złych doznań.

Wniosek dla mnie nasunął się sam.
Purple Dranki wszędzie...
Byle nie na dworze...
I nie tam gdzie zimno...
 

Ocena: 

Odpowiedzi

Kiedyś też często piłem dirty spirta tyle że wlewałem słodki thiocodin do spirta z lodem. Pyszny słodziutki i najlepiej wchodził na dworze w ciągu lata ;d

Jak zrobić tą całą ekstakcje fosforanu kodeiny z antidolu? 

Michał Więcek

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media