Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

zerojeden

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
Dzień pierwszy: 1g na głowę, skruszone kryształki wciągaliśmy w mniej więcej równych odstępach czasu między 16-24 godziną. Dzień drugi: to samo, między 19-4 godziną.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Nastrój bardzo dobry, brak zmartwień, otwartość na nowe doświadczenie, chęć poznania.
Okoliczności również bardzo dobre, wolna chata u kumpla, wakacje, brak obowiązków, zaufane osoby.
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
MJ, alkohol

raporty szybkie samochody

zerojeden

 

Tekst opisuje sytuację, która mogłaby wydarzyć się (oczywiście nie doszło do niej) pół roku temu, dlatego nie zrobię raportu sensu stricte, gdyż szczegółowego przebiegu zdarzeń nie odtworzę. Będzie to przywołanie najbardziej znaczących wspomnień.

DZIEŃ 1

Było nas czterech. Ja, Jacek, Placek i Mariola. Początkowo tylko ja z Jackiem mieliśmy podróżować. Placek miał zioło, jednak przyłączył się do nas w trakcie. Mariola tylko piła, potem się zmyła. Miała robotę na drugi dzień.

Ustawiliśmy sobie fotele naprzeciwko komputera z dobrym hi-fi i rozpoczęliśmy. Kumpel nie debiutował, więc nas instruował. Powiedział, żebym nie nastawiał się na nic, nie czekał. Po prostu usiedliśmy i słuchaliśmy muzyki zapijając desperkami. Później poczułem się energicznie. Wstałem. W pokoju leżał materac. Zrobiłem parę przewrotów, powygłupiałem się. Było fajnie, znowu usiadłem.
Pierwsze co odczułem, to muzyka. Zmieniła się. Słyszałem niezwykle wyraźnie. Czułem jak przepływa wokół mnie uporządkowanym strumieniem. Wypełnia przestrzeń. Odbierałem to jakby zmysłem pośredniczącym pomiędzy wzrokiem, dotykiem, czuciem wewnętrznym, intuicją, ale nie był to żaden z nich. Bardzo fajne, ale trudno to opisać.
Kolejna sprawa to widok. Spijałem powoli desperka. W pewnym momencie spojrzałem na butelkę. Określiliśmy to jako obraz hd. Widziałem krystalicznie czysto, dodatkowo butelka była wyeksponowana. Podziwiałem ją przez jakiś czas, prezentowała się naprawdę ładnie.

Nie zaczęło się nagle, jednak byłem pewien, gdy dotarłem na miejsce.
Najpierw o technicznej stronie fazy. Bomba jest niezwykle ‘trzeźwa’. Ruszaliśmy się sprawnie, zero problemów z rutynowymi czynnościami. Nie traci się zdolności myślenia. Coś po prostu się zyskuje. Pomyślałem, że mógłbym iść na miasto załatwiać sprawunki, albo pisać egzamin z matematyki i napisałbym lepiej niż normalnie. To ostatnie stwierdzenie być może jest trochę przesadzone, chociaż kto wie. W każdym razie nie będę sprawdzał i szczerze nie polecam. Wyobraziłem sobie przestrzeń stanów świadomości i tak jak alkohol umieszcza nas gdzieś poniżej stanu w jakim znajdujemy się na trzeźwo, marihuana niewiele niżej, ale bardziej gdzieś na bok, tak mdma unosi ponad.

Co odczułem dokładnie to zrozumienie. Ale tego co już od dawna wiedziałem. Wszyscy jesteśmy identyczni, bo wszyscy żyjemy, jesteśmy ludźmi, działamy na tych samych zasadach. Wszystkie nasze reakcje mają swoje motywy.  I choć różnią się, to tylko z powodu istnienia głębszych motywów. Tak naprawdę pragniemy tego samego. I choć wiedziałem to wszystko wcześniej, wtedy prawdziwie odczułem. Byłem tak zajebiście spokojny jak mnich. Ścianę mógłby przebić głową tyranozaur, a ja w spokoju rozważyłbym skąd się wziął i czy konieczne jest przedsięwziąć działanie w stylu ucieczki.

Czułem miłość do świata, co było konsekwencją zrozumienia. Do siebie, do nich, do nas. Wszystko było przyjazne.  Nic nie mogło mi zagrozić, bo wszystko ma swoją przyczynę. Nic nie dzieje się bez powodu. Jeżeli coś miałoby mi zagrozić, to znaczy, że tak miało być. Dlatego nic mi nie grozi. Wszystko było, jest, będzie dobrze.

Naszły mnie ciekawe przemyślenia na temat czasu. Zrozumiałem jego ogrom. To że się nigdy nie skończy.

Rozmawialiśmy z Jackiem przy muzyce, było zajebiście. Placek z początku palił i słyszeliśmy jak trochę pajacował w łazience. Zauważyłem jak Jacek spojrzał w kierunku z grymasem. Powiedziałem coś w stylu ‘spoko niech się wyhasa’. My byliśmy zupełnie na innym poziomie. Jacek skumał, uśmiechnęliśmy się i kontynuowaliśmy swoje.

Jakoś potem wgramoliłem się kumplowi do garderoby. Była w osobnym pokoju. Może nie boję się ciemności, ale jednak szczególny komfort to nie jest. Pomyślałem jednak, że ciekawie będzie sprawdzić jak ją odczuję, najwyżej ucieknę. Wszedłem, zamknąłem drzwi. Nie czułem strachu. Pomyślałem, że ciemność skrywa nieznane, ale ono wcale nie jest złe. Z czasem oczy przyzwyczaiły się lepiej. Poczułem, że ciemność również jest niezwykle przyjazna, choć nie pozwala tego dojrzeć. Posiedziałem tam trochę, zajebiście się tam siedziało.

Jacek przyniósł mi i plackowi kielicha łychy. Powiedział, żebyśmy zamknęli na strzała. Plackowi się nie przyjął i trochę rzygnął mi na spodnie. Pamiętam jak bardzo obojętne to było. Mógłbym wziąć to i wytrzeć gołymi rękami. Nie zrobiłem tak, bo to głupie. Ale nie czułem w ogóle obrzydzenia.

Z tego dnia nie pamiętam więcej szczególnych, wartych wypunktowania sytuacji. Ogólnie dużo rozmów i rozkmin. Ze śmieszniejszych rzeczy włączyliśmy sobie później pornosy. Zajebiście się oglądało, ale odbierałem je bardziej jak dzieło sztuki. W ‘ciemni’ grałem sobie też na gitarze. Zajebiocha. Pod koniec się trochę wstawiliśmy, piwka nie zostały obojętne, koło czwartej poszedłem spać.

Dzień 2

Obudziłem się trochę niewyspany, ale nie czułem się źle. Wyszedłem na miasto, spotkałem się ze znajomymi, było wporzo. Później zadzwonił do mnie Jacek, powiedział, że ma opcję ogarnięcia tego samego na wieczór, że możemy jeszcze pociągnąć przygodę. Zgodziłem się.

Nic mnie nie brało. Na chłopaków podziałało, ale ja jakoś nie mogłem się unieść. Po paru godzinach pomyślałem, że może muszę się wyciszyć, albo coś zrobić. Zszedłem do piwnicy. Już na schodach usłyszałem jakiś dźwięk, wkręciło mi się, że ktoś tam jest i uciekłem na górę.

Pomyślałem, no cóż, być może swoje już przeżyłem i tak miało być. Jacek mówił, że muszę dolać to alkoholem i jeszcze mnie weźmie. I rzeczywiście, w końcu znowu to poczułem. Jednak  późno, koło czwartej w nocy bodajże. Byłem mocno zmęczony, trochę podpity. Znowu tam dotarłem, ale nie czułem się tak samo dobrze. Jako iż później zaczęliśmy, nie zasnąłem ani trochę.

***

Potem wieczorem usiadłem przed komputerem. Poczułem mrowienie na rękach. Pomyślałem, że widocznie jeszcze biochemia w moim mózgu nie wróciła do równowagi.

Położyłem się spać. Pomału zasypiałem, aż byłem w takim stanie, że już się prawie śpi, odpływa się myślami, ale jak ktoś się obok odezwie to jeszcze się wraca i wszystko pamięta. To się może jakoś nazywa, nie pamiętam. W każdym razie w takim momencie, gdy już miałem zasnąć, wleciał we mnie z impetem wielki huk. Trwający milisekundy przeraźliwy wrzask. Coś jak opętanie. Jakbym siedział sam przed bardzo głośnymi kolumnami, które zaryczały przez mgnienie. Tyle, że dodatkowo odczułem to całym ciałem, jakby dźwięk mną potrząsnął. Naraz ocknąłem się i trochę przestraszyłem. Ale że potem wszystko już było normalnie, zasnąłem.

Nie wiem czy mogę napisać, że na następny dzień obudziłem się. Z łóżka zczołgałem się po czternastej, jednak byłem potwornie zmęczony. Nie tylko niewyspany, jakbym miał anemię. Siadłem przed telewizorem i siedziałem tak, zsunięty na kanapie, z powiekami otwartymi na lufcik. Do tego bolała mnie głowa, chciało mi się wymiotować. Miałem zaplanowane na ten dzień prace domowe, jakieś sprzątanie etc. Coś tam zrobiłem, ale było ciężko.

Na drugi dzień nie czułem się aż tak źle, jednak ciągle byłem wyczerpany, anemiczny i przemęczony. Dodatkowo zacząłem odczuwać dziwny smutek. Nic nie miało sensu. Spodziewałem się, że takie coś może nastąpić, jednak trochę zacząłem się obawiać, czy może nie przesadziłem, czy tak nie zostanie. Potworny stan, pamiętałem wszystko co przeżyłem i nie miało to żadnej wartości, tylko zło, bezsilność, przygnębienie i strach. Poczytałem na necie trochę informacji. Myślałem, że to przejściowe, jednak nieracjonalne uczucia dominowały.

Gdy położyłem się spać, nachodziły mnie natrętne myśli. Widziałem kobietę kąpiącą się we krwi, potem kamera przeniosła się pod tę krew i widziałem ją spod tafli niekształconej przez kapiące krople. Chciałem skierować myśli na coś przyjemniejszego, żeby uciec. Nie wiedzieć czemu pomyślałem o miejscowej galerii handlowej. Stałem przed schodami. Wbiegły po nich króliki, takie jak z reklam baterii tylko ze złowieszczymi pyskami, uzbrojone w noże i zaczęły mordować. Po czasie udało mi się zasnąć.

Trzeciego dnia bez zmian. Próbowałem brać różne magnezy, kupiłem sobie gorzką czekoladę (nie lubiłem jej, ale co ciekawe od tego czasu się do niej przekonałem, teraz jem ze smakiem), owoce i różne zdrowe rzeczy, żeby wrócić do siebie. Zobaczyłem ironię sytuacji, gdyż pogoda była piękna, wakacyjna. Na zewnątrz ślicznie, a we mnie trwało piekło.

Czwartego dnia na spacerze z psem odczułem pierwszą pozytywną rzecz. Wyobraziłem sobie scenariusz  kończący się śmiercią głównego bohatera. Niestety nie pamiętam szczegółów, coś w rodzaju przeżycia katharsis. Poczułem lekką ulgę.

Od tej chwili choć ciągle czułem się źle, zacząłem zauważać, że się poprawia. Gdzieś po tygodniu byłem w jakimś stopniu zdolny do ponownego odczuwania radości i w końcu wróciłem do siebie.

Podsumowując, uważam że pierwszy dzień był zajebisty, jednak przeciąganie podróży nieodpowiedzialne i dostałem za to nauczkę.

Pozdrawiam.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2018
design: Metta Media