Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

zatrucie lizergiamidem

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
Podobno karto 100ug, ale chyba bliżej 150ug.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Nie wiem czego oczekiwać, pozytywne nastawienie na dobre przeżycie(?), załatwiony kumpel do tripsitu. Pogoda średnia - zachmurzone i mokre, ale nie pada.
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
MJ,DMX,alkohol

raporty eksplorator

zatrucie lizergiamidem

Był to mój pierwszy raz z jakimikolwiek psychotropami i tak zlansował mi mózg, że nie mam słów.

 

Zacznijmy od początku, godzina koło 13. Wyjeżdżamy z kumplem spod centrum handlowego gdzie kupiliśmy sobie ulubioną potrawę na później - gdybym zgłodniał. Kurczak w specyficznym, dość kwaśnym sosie. Kolega prowadzi. Jedziemy gdzieś nad pobliskie jezioro. Wkładam karton pod język.

T: 0:00 - godz. 13

Jedziemy nad jezioro. Nic szczególnego. Trzymam karton bez smaku pod językiem. Czekam aż coś się wydarzy.

T: 0:10

Przystanek przy jeziorze. Nic nie czuję. Chwilę się przechadzamy, jakieś durne pogawędki i lecimy dalej.

T: 0:20

Inne miejsce. Też się przechadzamy, wciąż nic nie czuję. Nie jestem pewien, czy nie jest to trefny karton.

T: 0:30

Nagły zwrot akcji!

Powoli zaczynam odczuwać efekty. Nic nie widzę na razie, ale czuję się inaczej - wiem, że powoli wchodzi. Nie czuję nic szczególnego, dziwne uczucie - ale wiem, że po prostu coś się zbliża...

 

... I w tym momencie kumpel stracił panowanie nad pojazdem; był ostry zakręt, a on zbyt przyszarżował na mokrej powierzchni. Wpierdoliliśmy się w rów.

 

Próbuję go wypchnąć, ale jedyne co mi się udaje to upierdolić się błotem. Spoglądam w las, przy którym się wyjebaliśmy - uznaję go za pewną alternatywną scieżkę do ucieczki, gdyby był potrzebny przyjazd policji (?). Kumpel dzwoni po znajomego z samochodem, ale całe szczęście ktoś się zatrzymuje i oferuje pomoc w wyciągnięciu auta. Bez problemu im się udaje(całe szczęście...). Ja już porządnie zaczynam tripować i z całej siły staram się nie wpaść w szpony kwasa. Czuję dziwnie skórę(naelektryzowana?). Ukąszenia komarów są nieznośne. Jestem jeszcze w stanie coś wybąknąć, wskakuję szczęśliwy do samochodu i odjeżdżamy. Jak na filmie, w momencie w którym odjeżdżamy kwas "wjeżdża" - cały las obok "oddycha". Niesamowity widok.

Niestety, z jakiegoś powodu czułem się źle. Naglę kumpla, abyśmy szybko zjechali do mieszkania. Czuję się po prostu źle. Jedziemy tak pewnie koło 10-20 minut.

T:1:00(?) - następne szacowania są niedokładne

Wchodzimy do mieszkania. Jestem zadowolony - to nasze bezpieczne miejsce, tutaj mogę tripować. Wchodzimy do naszego studenckiego mieszkania. Kładę się na łóżko i trip mnie porywa. Pamiętam, że zauważyłem następujące rzeczy:

- tapety: mieliśmy na ścianie tapetę. Cała dosłownie spływała ze ścian, kolory spływały z tej tapety, jakby była animowanym wodospadem kolorów.
- krzesło: krzesła obite były równeiż jakimś materiałem. Z materiału tego kolory spływały tak samo jak z tapet.
- natrętne myśli - miałem jakieś dziwne myśli których nie pamiętam o elektryczności, w umyśle moim tworzyły się jakieś słowa które - wtedy mi się wydawało - opisywały ten stan, i to, co widzę i czuję; jakiś dziwny stwór podobny do kaloryfera się do mnie uśmiechał...
- smugi - moje ręce zostawiały po sobie ślady, które znikały po ~2 sekundach! To była najlepsza część tej wycieczki.

T:2:00

Woda miała dziwną aurę - na jej krańcach światło rozpraszało się w taki zielony dziwny kolor, a cały świat był jakby innym wymiarem - w którym świat płynął w interwałach, a nie płynnie. To znaczy był płynny, ale tripowe rzeczy wyskakiwały znienacka w określonych interwałach. Mój stan umysłu możnaby porównać do oszołomionego rozbitka na bezludnej wyspie - wszystko szumi, faluje. Czuje się spokój. Czujesz, że jesteś w innym wymiarze...

Jednocześnie zaczynają się dziwne myśli; "wszystko rozumiem" - tu chodzi o "trójkąty", wszystko te "trójkąty".

T:2:30

Bardzo nie lubię tej kwasowej wody, ale boję się, że się odwodnię - chyba się mocno pocę - więc piję jej dużo. Ogólnie tego dnia wypiłem chyba 3-4 litry wody. Za każdym razem musiałem patrzeć na ten kwasowy jej odcień. Piłem ją jak lekrstwo.

T:3:00

Tapeta na moim komputerze się rusza. Normalnie się nie rusza. Śmieszne.W głowie prócz natręczywych myśli których nie pamiętam, cały czas gra mi muzyka: https://youtu.be/HMRYcj0ruQw?t=19 - koncert Czajkowskiego, sekunda od 19 do 41. W kółko. Nie da się tego wytrzymać. Wyglądam za okno - widzę pobliskie budynki. Nie umiem dokładnie ocenić odległości; wydają się blisko, mimo, że wiem, że są dość daleko(50 metrów?). Dość panicznie stronię od balkonu.

T:3:30

Czuję niezadowolenie z życia. Wszystko cuchnie. Życie cuchnie. Idę pod prysznic i myję się. Wychodzę czysty, ubrany w nowe ciuchy. Czuję, jakbym zamykał za sobą pewien etap(pierwszy etap fazy). Jestem szczęśliwy. Muzyka w mojej głowie gra tryumfalny finał.

T:4:00

Oglądam na youtube Janusza Tracza, gdyż nie mam nic lepszego do roboty - wszystko inne - muzyka, itd. - mnie przeraża. Janusz tracz po chwili również okazuje się złym pomysłem, gdy jego twarz wykrzywia się w demoniczną maskę, tak samo z resztą gosposie, a cały dźwięk zniża się do demonicznych alikwotów. To nie dla mnie. Zerkam przez ramię do kolegi - coś ogląda na telefonie. Pytam się, czy to się rusza, na co odpowiedzią jest wybuch śmiechu; Oglądał zdjęcie, a ja widziałem ruchliwy obraz.

T:4:30

Idę zrobić pranie by pozbyć się tego cuchnącego odoru. W międzyczasie od jakiegoś T:3:00 cały czas jest mi na przemian duszno i zimno. Leżę pod kołdrą, ale jest mi duszno. Otwieram okno by wpuścić świeże powietrze, ale wlatuje tylko zimno. Gdy kumpel mi uświadamia, że po prostu sobie wkręcam - nagle przestaje być duszno.

T:5:00

Próbuję zjeść te danie, ale jest strasznie kwaśne, a ocet z sosu wydziela nieznośny smród.  Piję dużo wody. Jem suchy chleb, bo w końcu nic nie jadłem - zmuszam się, by mieć siłę.

T:5:30

Decyzja - idziemy do sklepu. Żabka jest pod nosem, ale nie mam siły wejść do sklepu - zbyt mocno tipuję. Posyłam kolegę, samemu stojąc na zewnątrz starając się udawać zwykłą osobę. Co robi zwykła osoba? Siedzi na telefonie. Nie da się z niego niestety korzystać - wszystko się rusza. Patrzę na pobliskie rośliny - z drzew wyrastają radośnie nowe gałęzie na końcu, układając się w fraktale(trójkąty?). To samo z krzewami. Stoję w rozdarciu i ze świadomością kwasowego stanu rzeczy, aż kumpel wychodzi z czymś do picia i pączkami. Pączek będzie dobry. Idziemy się przejść do lasu, chcę trochę "odtripować" i wytłumaczyć mu fazę.

T:6:00

Wracamy do mieszkania. Tłumaczenie poszło oczywiście źle - rzeczy trywialne dla mnie i oczywiste dzięki kwasowi nie jestem w stanie przelać na mowę. Ciężko mi się wysłowić. Powtarzam maniakalnie "bo te trójkąty...".

 

Nie śledzę już czasu. Leżę tylko pod kołdrą - jest mi dość zimno - i w głowie suną mi różne myśli. Czuję się osamotniony. Siedzę z kumplem w jednym pokoju, aby nie być samemu. Różne myśli przechodzą mi przez głowę. W międzyczasie mam ze dwa "cykle" - mam wrażenie, że bad trip się zakończy; pierwszy koniec cyklu był przy wyjściu z prysznica, drugi przy wieszaniu prania. Nie pamiętam trzeciego. Żaden z cykli nie kończy tripa, a zaczyna nowy rozdział - jakby mój trip dzielił się na książkę. Próbuję zasnąć i mam nadzieję, że trip się kończy, ale mózg zbyt mocno mi pracuje. Cały czas jakieś myśli. Czemu trwa to tak długo?

ok. T:9:00

W końcu trochę odpuszcza. Stwierdzam, że idziemy na przechadzkę. Tym razem jestem w stanie opowiedzieć kumplowi co widziałem. Rozmawiamy o tym, jak LSD działa na mózg - co to za receptory, jakie to niesamowite, że taka mała dawka jest w stanie tak dużo zmienić i dlaczego ludzie nie mają tego neuroprzekaźnika jako podstawowego, jak łatwo wątpić w rzeczywistość, gdy mały karton jest w stanie zupełnie zmienić postrzeganie...

ok. T:9:30

Kupujemy w poblisklim sklepie kolejnego pączka. Trip już coraz bardziej odpuzcza. Biegniemy sobie słuchając jazzu. Czuję, że mam już kontrolę nad tripem. Czuję się wyczerpany, ale nie jestem śpiący. Po powrocie jestm w końcu zdolny zagrać w jakąś grę komputerową; gramy trochę z kumplem, śmiejemy się. Cieszę się, że w końcu trip mija. Tak długi trip to dla mnie katorga.

ok. T:12:00

Jest pierwsza. Jakieś 12 godzin po zażyciu. Kładę się spać, puszczając w tle spokojną muzykę. Jestem dość szczęśliwy - chyba bardziej z powodu tego, że trip się skończył - myślałem, że nigdy się nie skończy. W kwasowym świecie byłem dość przybity i pesymistyczny. Zamykam oczy i staram się zasnąć. Mam jeszcze delikatne CEVy - po zamknięciu oczu widzę odległe, maleńkie fraktale - jakby kwas się do mnie uśmiechał i mówił "hej, pamiętaj mnie. Ja jeszcze nie odszedłem...".

 

Następnego dnia nie miałem już żadnych objawów. Trip trwał około 11-12 godzin. Był zdecydowanie za długi - moim zdaniem dobry czas to byłyby 3 godziny. Był to bad trip; strasznie źle się czułem, jak w psychotycznym śnie. Długo miałem wrażenie, że zostanę tak na zawsze. Miałem "pętle" - trip dzielił się na jakby rozdziały, które instynktownie rozumiałem z każdym rozdziału końcem.

 

Generalnie - niespecjalnie polecam; wina bad tripa. Po pewnym czasie tęskno do tego innego świata, ale to raczej ze względu na to, że nie pamiętam jego szczegółów - jak teraz się skupię i przypomnę sobie, jaki piekielny był momentami...

Wciąż jednak to niesamowite przeżycie.

Ocena: 

Odpowiedzi

Jak dla mnie to nie zatrucie, tylko zwykły trip o średniej mocy :D

Każdy trip tak wygląda? Ja zdecydowanie nie byłem gotowy... Dodatkowo cała przygoda była strasznie długa i męcząca - chyba takie zabawy nie dla mnie.

Moim zdaniem wybrałeś sobie najbardziej gównianego przedstawiciela rodziny. 1p w odróżnieniu od reszyt lizegramidów siada na ciało. Efekty wizualne są w sumie spoko, ale jest on zbyt męczący.

Da się w ogóle zatruć LSD? 

 

Dawka nie odpowiada efektom. 1-p LSD jest około 3x słabsze od LSD-25, więc przy podanej dawce raczej nie spodziewałbym się zbyt wiele poza humorkiem. Nie czepiam się jednak, bo skoro to Twój pierwszy raz, to nie możesz mieć żadnego rozeznania co i jak. Naprawdę mając las obok wolałeś się wybrać do betonu? :-o

To tylko sen samoświadomości.

Abstrahując od pomyłki autora, przecież mówiąc o używkach mówi się o intoksykacji. Każde użycie to świadome trucie, choć szerzej pojęte, na tyle że i leczenie się w nim plasuje.

Już tu mnie nie będzie. Perm log out.

To nie jest pomyłka. Nie mówię tego w sposób dosłowny, a właśnie bardziej jako taka metafora, nawiązująca do intoksykacji. Cały świat mój po tym był "zatruty". Nie pisałem tego mając na myśli trucizny.

1p naprawdę 3x słabsze? Słyszałem, że b. podobne do oryginału; niektórzy mówią, że nie do odróżnienia. Dawka prawdopodobnie była większa, ale nie znam się na dawkach|efektach, więc nie próbuję zgadywać na siłę. A do domu wolałem pójść ze względu na 1) pogodę (chłodno, deszcz), 2) ludzi (unikałem kontaktu z nieznajomymi, ten lasek jest popularnym miejscem spacerów)

To po kurczaku.

Już tu mnie nie będzie. Perm log out.

Jeśli wykonywałeś różne czynności domowe, wcale nie było tak źle. Szkoda, że nie byłeś przygotowany na to co może się wydarzyć i miałeś gorszy dzień.

Miejscami było przyjemnie. Te smugi po ręce. Niektóre halucynacje(dobrze mówię?) - wyciekanie kolorów, oglądanie jak wcześniej statyczne rzeczy się ruszają - to było spoko. Niestety, trochę mnie reszta przytłoczyła. I nie chcę wiedzieć jak źle ze mną musiałoby być, abym tych czynności wykonać nie mógł.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media