Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pierwszy raz z dxm na trzecim plateau

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
Step 1: 5 tabletek Acodinu (próba uczuleniowa)
Step 2: 5 tabletek Acodinu co każde 5-7 minut
Łącznie: około 35 tabletek Acodinu (w jakieś 40 minut)
Każda kolejna dawka popijana sokiem grejpfrutowym
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Start: Mieszkanie kumpla, za oknem od paru godzin noc - ja trochę niepewny jak to bywa przed pierwszym razem. Czekamy godzinę na ewentualne skutki uboczne po czym opuszczamy lokal.
Po próbie: Wędrujemy po mieście załatwić parę spraw (całość zajmuje nam jakieś 2h). Noc trwa w najlepsze, już trochę bardziej pewny siebie zapraszam kumpla do siebie.
U mnie: Jesteśmy zrelaksowani i spokojni, a co więcej sami. Zaczynamy chill out przy cichej muzyce, pojedyncza lampka tworzy odpowiedni nastrój żeby zapomnieć o wszelkich zmartwieniach.
Po wszystkim: Późną porą odprowadzam kumpla, nie ma prawie nikogo na ulicy, powiewa chłodem. Odkąd wyszliśmy z mojego mieszkania w słuchawkach rozbrzmiewa psychotrance (moje pierwsze zetknięcie z nim tak by the way), w drugą stronę idę sam - moją uwagę zwraca przede wszystkim muzyka i światła miasta.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
W tamtym momencie już od jakiegoś dłuższego czasu (dwa lata) miałem doświadczenia z marihuaną (średnio 2,5g tygodniowo) - bongo, jointy, lufki, wiadro. Wcześniej trochę paliłem cygara i tytoń z sziszy, ale odkąd rozpocząłem znajomość z zieloną eminencją stopniowo zbrzydły mi. Obecnie nawet piję tylko od święta.

pierwszy raz z dxm na trzecim plateau

Mówiąc szczerze to mój pierwszy taki artykuł, więc chyba najlepiej zrobię rozpoczynając go przedstawieniem krok po kroku jak się miała sytuacja "wtedy". Miejcie cierpliwość, a kto wie? Może znajdziecie tu nawet coś dla siebie.

Tego dnia prawie dwie godziny spędziłem na rozmowie z dziewczyną o niczym. Mrok nocy przecinają światła miasta, a my rozchodzimy się w swoją stronę - ona do domu i ja do domu. Ponieważ jednak nigdy się nie nudzę już w chwilę po rozejściu przychodzi do mnie sms od dobrego kumpla. 

"Wbijaj do mnie, mam niespodziankę."

Wiadomość mówiła mi w sumie niewiele, ale ponieważ wspólnie z kumplem mamy za sobą już tyle wspólnego palenia pomyślałem, że załatwił nam ładną sztukę zielonego. Z tego też powodu nie zastanawiając się zbyt długo skoczyłem do mieszkania tylko po zapalniczkę i ruszyłem pędem w dalszą drogę. Drzwi miał otwarte zanim zdążyłem dotrzeć na piętro. Zapukałem, wszedłem do środka i... na dzień dobry w moją stronę poleciała paczka Acodinu.

"Niespodzianka - dzisiaj ćpiemy Acodin. Zostawiłem ci na komputerze info o DXM`ie, idę teraz pod prysznic."

Z początku byłem zaniepokojony bo ten sam kumpel wprowadził mnie w marihuanowe progi, a ja chciałem do końca pozostać już tylko przy tej jednej używce. Ponieważ on również znał moje obawy zarzucił mi temat o DXM z hyperreal`u i wiki. To mnie uspokoiło. Wyczytałem, że Acodin nie należy do substancji wyjątkowo szkodliwych, ani specjalnie mocno uzależniających, a po opisie efektów na moją paszczę wdarł się po kryjomu wielki banan od ucha do ucha.

Ponieważ wyczytaliśmy, że Aco najlepiej przyjmuje się z sokiem grejpfrutowym zaraz po powrocie kumpla łyknęliśmy 5 tabletek i popiliśmy tymże wywarem. Czas mijał, a my nie mieliśmy żadnych objawów uczuleniowych. Po godzinie zarzuciliśmy kolejne 5 tabletek, a po paru minutach przyjęliśmy trzecią i czwartą porcję po 5 tabsów plus szklanka soku. Efekty miały pojawić się dopiero za jakieś dwie godziny, ale... no właśnie... ale jestem urodzonym narkomanem - mam wysoką wrażliwość na psychodeliki dlatego utrzymują się u mnie średnio dwie godziny dłużej niż u normalnej osoby. Co więcej mam wolny metabolizm dlatego gastrofaza przy maryszce (wzbogacona o słodycze) tylko mnie napędza i rozbudza - mogę jeść bez obawy, że spadnie mi faza.

Dwie pierwsze godziny po 3 i 4 dawce mógłbym nazwać męczarnią - łaziliśmy w tę i w tamtą kolejno po osiedlu, do apteki, na przedmieścia, po parku. Będąc na przedmieściach dokończyliśmy "kurację". Kumpel wziął jakieś 28 tabletek, ja 35 - prawdopodobnie zmierzaliśmy na trzecie plateau (przy naszym pierwszym zetknięciu z DXM). W tym miejscu chciałbym dać wam trzy rady: po pierwsze zaopatrzcie się wcześniej w Acodin, bo załatwienie go w biegu to marnotrawstwo czasu; po drugie nie polecam rozpoczynania znajomości z DXM od 3 poziomu; po trzecie unikajcie placów zabaw - my na takowy wybraliśmy się. Wiele osób najzwyczajniej przestrzeliwuje fazę na DXM`ie i dlatego pierwszy raz nic nie daje. Cytując Thurgood`a z Half Baked:

"Nie my. My byliśmy na niesamowitej fazie."

...szkoda tylko, że na pierwszy ogień poszedł plac zabaw bo zaburzenia wzroku połączone z huśtawką to dla mnie dalej przerażająca myśl. Właściwie do dzisiaj zależnie od nastroju na Acodin`ie zmienia mi się wzrok. Każdy typ nazwałem po swojemu:

- rybi wzrok (to co znajdzie się pośrodku pola widzenia jest bliżej, a to co po bokach znacznie dalej),

- wymiarowy wzrok (to co jest pośrodku jest dalej i ciągle zdaje się oddalać; polecam oglądać tak samochody na trasie),

- skokowy wzrok (jednocześnie można skupić się na jednej rzeczy i tylko na parę sekund, a potem wzrok sam przeskakuje na to co się nawinie),

- daleki wzrok (masz wrażenie, że spadasz w dół patrząc się daleko na horyzont; szczególnie zabawne gdy jesteś w ruchu).

W tamtym momencie miałem rybi wzrok dlatego huśtawka była jak samolot sterowany przez pilota z padaczką.

Niedługo po zabawie na placu przenieśliśmy się do mnie. Już sama droga wydawała się być nie lada przygodą. Omijanie znaków drogowych i chodzenie poi chodniku jeszcze nigdy tak mnie nie bawiło. Mieszkam sam z bratem (którego akurat nie było) toteż nikt nam nie przeszkadzał. Zapuściliśmy parę kawałków, ale okazało się, że tylko konkretne nuty pasują do naszego stanu - nie wszystko nadaje się do puszczenia gdy jesteś na DXM. Kawałki, których zazwyczaj słuchałem stały się dla mnie jazgotem nie do wytrzymania. Magia zaczęła się gdy puściliśmy Cashmere Flow - K.Sparks. Ruszył pierwszy bit - miałem wrażenie, że rozpływam się. W mieszkaniu było ciepło, a ja prawie leżałem na fotelu. Z każdą sekundą coraz większa fala błogości zalewała moje całe ciało. To było życiowe doświadczenie... dopóki nuta nie skończyła się, a my? Rozpoczęliśmy kolejne poszukiwania i wtem objawił nam się Shpongle i jego album (polecam DMT, LSD, Magic Mashroom i Sativę). To było nasze pierwsze zetknięcie z psychotrance. Zaraz później gdy zamknąłem oczy miałem dwie wizje - niestety niezbyt przyjemne.

Pierwsza przedstawiała czarne kule, które uformowały krzyż w 3D, który zaraz po tym zaczął się wić jak wąż. Nie spodobało mi się to, więc zamknąłem oczy ponownie licząc na coś ciekawszego tym razem. Widziałem jak na białym polu w błyskawicznym tempie powstaje miasto, a na jego środku coś jak Pałac Kultury i Nauki z spiczastym zwieńczeniem. Pechowo zobaczyłem siebie spadającego z góry i nadziewającego na ów zwieńczenie - na białym placu pojawiła się krew z moich wnętrzności i one same. Wiem, wiem - nic fajnego - chcę być jednak szczery dlatego to piszę.

Pół godziny po wizjach postanowiliśmy przejść się pod mieszkanie kolegi i tam rozejść. Niesamowite jak można przyglądać się każdej kostce na chodniku - nigdy wcześniej nic mnie tak nie interesowało. Później obiekt moich zainteresowań przeniósł się na znaki drogowe, a gdy wracałem skupiłem się na muzyce. Będąc pod wpływem już wtedy uznałem, że to najlepsze czego można doświadczyć na DXM. Muzyka zdawała się wypełniać mnie i nie tylko. Nie grała z słuchawek lecz z każdego miejsca, a każdy stawiany krok wzmacniał jej brzmienie i uderzenie bitu - słowa uciekały mi niestety cały czas. Najważniejsza była jednak melodia.

Podobno gdy dotarłem do mieszkania położyłem się w łóżku i zacząłem gaworzyć z bratem. Każdy temat poruszałem parę razy za każdym razem mówiąc coś skrajnie innego. Zasnąłem z zmęczenia, a świat do samego końca obserwowałem rybim wzrokiem :D

Ocena: 

Odpowiedzi

Hi,

Dokładnie to samo uczucie z muzyką miałem. Ale sobie odpuściłem jakiś czas temu DXMa.

Co do muzyki: 1200 Micrograms: E=MC2,  Language of The Future i inne. Ale te dwie szczególnie polecam przesłuchać podczas tripa. Dodatkowo fajnie na wejściu warto pograć w jakieś gry na kompie - wtedy w tripie będą wizje z tego. Bardzo fajnie wyobrazić sobie, że spadasz albo wciąga cię tunel - zajebiste odczucie.

Co do płynięcia muzyki, to miałem doświadczenie przy nucie Mr. Saxobeat. W pewnym momencie, na wejściu grając sobie w grę słuchałem tego i nagle, jakby tama w mej głowie się otworzyła. Muzyka zaczęła spływać na dół. Nie idzie tego słowami opisać.

Pozdrawiam,
PS. DXM jest świetne, ale trzeba używać z głową. Nie częściej niż raz na miesiąc. 

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media