Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pierwszy raz- tego się nie zapomina!

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Dawkowanie:
1 gram na troje :)
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Mieszkanie przyjaciół.
Wiek:
24 lat
Doświadczenie:
Marihuana
Kokaina
Amfetamina
Ketamina - raz

pierwszy raz- tego się nie zapomina!

Wprowadzenie:

 

W swoje urodziny zostałem sam. Tak, niestety moja Pani wyjechała na wakacje. Ja zostałem sam, w dodatku zapomniała o moich urodzinach, przypomniała sobie jak dzwoniła spytac o pierdołe. Przypomniała sobie, heh dobre, spytała jakie mam plany na wieczór. Jest Środa, nie nawojuje za bardzo wiec oznajmiłem jej plan imprezowy. Dwoje moich najbliższych przyjaciół postanowiło świętować ze mna ten „wyjątkowy dzień”. Szczerze, wyjątkowy był w podstawówce, kinderbale i lejący się strumieniami szampan Picollo, ciągle czuje smak jabłek i gazu jak w PRL-owskiej oranżadzie. Złożyła mi zyczenia i chyba jej było głupio, do dat głowy to ona nie ma. Wybaczone, inaczej sobie bym nie wybaczył. I tutaj zaczyna się nowy rozdział psychonautki. Jako prezent urodzinowy postanowiłem „przyjebać” - inne słowo by tu nie pasowało, MDMA. Jako że jedyne co wypełniało moje CV Psychonauty to Marycha, Kokoloko i Speed, postanowiłem, że czas przestać przeglądać raporty online ludzi, którzy mieli zaszczyt szczycić sie MDMA. Piguły raczej odpadaja, rózowy kryształ mocy o gorzko-słodkim(?) smaku i zapachu anyżu (Sambuca Negra, jak ja kocham wynalazki) robi ze mna co chce. Jeżeli mam ochotę pobiegac na pigule przed MD walę setke Speed’a i efekt osiągnięty, czasy Wisienek się skonczyły, a beta ketony i mefedron nie są mi bliskie, tak jak krzyształ (nie mylić z Cukrem). 

 Pociąg, las i troje nas ...

 Jako że byłem świeżym adaptem sztuki „latania” w przestworzach mojego umysłu, postanowiliśmy zakupic  1 gram. Przewodnicy ktorych miałem byli dla mnie ważnymi osobami, z nikim innym nie wyobrażam sobie bym mógł polecieć, czy w ogole wprowadzić MDMA do mojego systemu. Marian i Veronika, tak ich nazwijmy, zaproponawali dawkowanie mało teoretyczne, raczej ostrożne, nigdy nie wiadomo jak mocno bedzie. Ja, nadworny kreślaż (uwielbiam robić kreski, nie wiem sam czemu sprawia mi to aż taka przyjemność). Podzieliłem grama na połowę, połowę na następne pół i machnałem trzy kreski. Jako że był to kryształ dosyć lity, uznałem że nie zaszkodzi postarać sie zrobić z niego precyzyjny proszek. Pierwsze trzy kreski po około 20 minutach sprawiły, że coś dziwnego zaczeło się ze mna dziać, jako wysoki i szczypły osobnik każda substancja działa na mnie dosyś szybko i mocno. Veronika twierdziła że nic nie czuje, Marian natomiast stwierdził iż tak samo jak mi, raz było ciepło a raz zimno. Pora na kolejne trzy kreski. ¼ grama znalazła sie w naszych nozdrzach, na stole zostało pół grama. Wyszedłem do kuchni na papierosa, oczekując kolejnych efektów, lekko przyciemnione światło w kuchni, kroplówka w postaci Invisible Reality na słuchawkach i nagle czuje jak pojawia mi sie coraz większy banan na ryju. Białe kafelki z czarną fugą zaczynają wariować, obraz skacze, sufit szaleje, muzyka powoduje dreszcze. Czuje że czas wtopić się w sofe i przykryć kocykiem, było troszke chłodno, a MDMA lubi ciepło. Marian podłączył iPoda do głośników i nagle zabrzmiał Solar System – 3 Days. Pierdolnięcie jakiego doznałem było mi obce, coś czego nigdy w życiu nie próbowałem, coś nowego, interesującego, a zarazem dziwnego. Czuję się jak drobinka szczęścia, taka malutka, która ktoś dotknąl i przekazał jej energie, moc i coś czego niepotrafiłem ogarnąć. Veronika była upodlona jak ja, nadal jednak twierdziła że nie ma bomby. Vera jak grubo by nie było, zawsze twierdzi że niema bomby i MDMA które miała w przeszłości kładło nasze na łopatki. 15minut jej wygibasów na kanapie uchwyconych kamerą mowiło coś innego. Z zamkiętymi oczami siedziała na kanapie ciągle odwracając się w moja strone i uśmiechając. Nie wiem, czy widziała to co zemną sie działo, jednak Marian zobrazował mi to tak. Vera zakłada ręce za głowe, noga na noge, wije sie na kanapie jak opentana, ty lepszy nie jesteś rzucając swoim ciałem raz na jeden koniec sofy raz na drugi. Leżysz w lewym rogu, prawym, głowa w dół nogi w góre, ręce w dół i nogi w dół, jedna noga w gorze napierdalasz piruety, śpiewasz w rytm muzyki „Orgazm kurwa, no orgazm, ja pierdole co się stało, leci kolejna kreska, już ją robie, ale jestem wygły, zajebany, kurwa, kurwa, co za jazda.

 Fakt ze mnie troche poniosło, byłem z ludzmi, którzy wiele dla mnie znacza więc nie miałem hamulców. No dobra odjebało mi tak że, w życiu jeszcze sie tak nie czułem. Usiadłem na sofie, napiłem sie wody, zjadłem pomarancze (zwykle wole mandarynki, ostatnimi czasy zakochałem się w pomarańczach), zamknałem oczy i wtedy zaczeło sie znowu. Bomba przychodziła falami, byłem normalny przez minute, by po minucie znowu rozpuszczac sie i odjeżdzać na sofie. Zobaczyłem moich dziadków, momęty z dzieciństwa ktore w jakis sposób kształtowały mnie na człowieka jakim jestem teraz. Las, pies którego brakuje mi najbardziej na świecie. Zobaczyłem jak na polanie rozpalam ognisko, moj pies jest zajęty pochłanianiem strawy, a ja krece jointa. To co teraz powiem będzie dla wiekszosci chore, moj pies lubi jarać ze mna jointy. Kazda wydychaną chumre, każdy malenki obloczek wciąga swoim rudym pyszczkiem (nie dmucham w psa centralnie, jakoś tak dziwnie sam łapie ten dym). Od kilku lat gadam z moim psem o tym co mnie wkurwia, boli i pierdoli. Poza Mariane i Veronika jest to jedyna zyjąca istota, ktora rozumie, co do niego mówie, patrzy na mnie swoimi czarnymi oczyskami i widze w nich kiedy mi współczuje, ból o jakim mu opowiadam, radość i zawsze tak jak by przytulał swoj uszaty łepek do mnie gdy tego potrzebuje (postaram sie wyjasnic to zagadnienie pozniej). Nagle widze znajome drzewa, jade jakby w pociągu mijając znane mi okolice, patrze przez okno, które zmienia sie w miliony kwadracików. Juz nie jestem w pociągu, lece przez te kwadraty i prostokaty, zaczynają szaleć. W rytm muzyki zaczynają zamieniać się w małe ludziki i klocki jak z zestawu LEGO. Powstaje miasto, wieżowce i drogi, z lotu ptaka obserwuję jak żółte ludki budują miasto w rytm muzyki, lecę coraz wyżej, to co było wielkie staje sie coraz mniejsze by całkiem zniknąc za chmurami. Pustka, powoli zanikająca nicość, miliony gwiazd układają się w konstelacje, nie są to konstelacje jak z ksiązki o astronomi, są to twarze znanych mi ludzi, tych co sprawili mi radośc i tych co mnie skrzywdzili. Nie czuję smutku, czuje współczucie, jedność i miłość nawet do tych, którzy nic dlamnie nieznacza i od kilku lat jedynie widziałem ich na zdjęciach na FB. Utwór ewouluje, widze planety, wirują i tańcza wokół siebie, wszystko jest takie piękne i sprawia że czuję sie jednością z każda cząsteczka która mnie otacza. Kilka dni wcześniej w klatce mojego bloku pająk gigant maszerował po ścianie, prędzej czy puzniej ktoś by go rezdeptał lub potraktował sprejem na owady. Bez obaw podstawiłem mu palca na którego sie wspioł, wypuściłem go na ogród i dwa dni pużniej widziałem gigantyczna sić jaką uplutł. Tego samego pająka zobaczylem pełzającego po planetach, rozciągał sieć miedzy Jowiszem a Marsem, muzyka przyspieszała, pająk podszedł do mnie i przekazał mi coś jak kulka włóczki, była to jego sieć. Zaczeła rozwijac sie i wszystko dobre co przytrafiło mi sie w ciągu 5 lat pojawiało sie na niej. Ludzie ktorych poznałem i coś dla mnie znaczyli usmiechali sie do mnie jak by na sieci. Nagle poczułem jak spadam delikatnie i lekko jak piórko spowrotem na ziemie. Byłem na sofie (ciagle miałem zamknięte oczy), Veronika usmiechała sie do mnie, Marian zmieniał utwory na iPodzie, a ja z rękami za głowa próbowałem dotknąc jedna dlonią drugiej. Nie wychodziło mi to, widziałem jak bym stał za soba z perspektywy trzeciej osoby jak dotykam dłoni dłonia, nie czulem ich. Postanowiłem otworzyc oczy, obraz falował, Veronika smiała sie do mnie a Marian gral na konsoli w jakąs strzelanke. Ja ze słuchawkami na uszach i iPodem w dłoniach opartych na kolanach zmieniałem co chwile utwory. Marian postanowił sie wykąpać, ja i Veronika zaczeliśmy prowadzic konwersacje na temat tego co widziałem. Jak bardzo tęskniłem za ludzmi z wizji i jak wiele znaczy dla mnie przyjaźn M i V. Nie pamiętam która była godzina, za każdym razem patrząc na zegarek zapominałem która jest godzina. Po 30 minutach postanowilem sprawdzic czy Marian zyje. Okazało się że żyje i do łazienki udał sie niecałe 10minut temu. Na stole zostało troche tematu, podzieliłem go na trzy równe kreski. Zajelo mi to chyba troche czasu, poniewaz stół byla z lustrzana powierzchnia, kreski sie skracaly, skakały, wydłużaly a czasami pojawiały sie 5cm nad stolem. Kiedy patrzyłem na stół z bliska wydawało mi sie jakby pojawiały sie nad nim lekko przezroczyste kontury w kolorze złota. Wyglądało to jak struktura DNA, piękne, czułem ich ciepło i zycie które z nich wypływalo. Z Veronika zaczelismy sie martwic, ze Marian nie wraca, a minelo juz ponad godzine jak znikł. Zapukałem do łazienki, mineło 15minut i Marian juz wychodził. Czas nie grał roli, była 20 by nagle stała sie 23 ktora szybko okazala sie 21:30. Zagubieni w czasie i przestrzeni. Ciekawą sytuacje zaobserwowałem w ubikacji. Każdorazowa wizyta w toalecie konczyła sie na obserwowaniu i strachu wody wylewającej sie z muszli klozetowej. Kazdorazowa wizyta w celu „siku” rozbawiała mnie i przerazała w tym samym czasie. Ciagle wydawalo mi sie że kibel jest pełny(sic!). Patrzac w muszle z blizszej odległości wydawało mi sie iż pojawia sie na niej mgiełka, lekka i unoszaca sie nad tafla wody, kibel był ok, moje oczy raczej niebardzo. MDMA zaczynało schodzić. Usiadłem na sofie i nagle byłem sam w pokoju. M i V palili jointa w kuchni. Poczułem straszny smutek, moja twarz w grymasie rozpaczy, moi towarzysze wrocili do pokoju, a ja w ciągu sekundy poczułem kolejną fale ekstazy. MDMA nie przestało działąć, pierdolneło mnie tak jak na samym poczatku. Spojrzałem na zegarek i była 3 rano, ciągle czułem dosyc mocne efekty. Nie pamiętam całego trip, urywki, fragmenty i zajebiste momety pierwszego razu. W trakcie sesji poleciał gram zajebistego towaru, piątka palenia i kilogram pomarańczy. Notabene pomarańcze to ostatnio moj ulubiony owoc. Od pierwszego razu mineło 6 miesięcy. W tym czasie przez miesiąc jechalismy 1.5grama co piątek. Pozniej byl to gram co dwa tygodnie. Trzy tygondnie temu MDMA brałem ostatni raz, kolejna sesja za tydzień po miesięcznej przerwie od jarania i alhoholu, którego fanem nie jestem. Każdy kolejny raz wnosił coś nowego, ludzie którzy razem ze mną poddawali sie mocy kryształu znacza dla mnie coraz więcej. Kochamy się jak rodzina, M jest dla mnie starszym bratem którego nigdy nie miałem. V natomiast, jest jak starsza siostra chociaż różnica wieku to 20lat, czuje sie jak najszczęsliwszy człowiek na świecie, wiem że zawsze mogę na nich liczyć, a oni na mnie. MDMA obdarzam wielkim szacunkiem jak każdą inną używke, chociaż przez pierwsze pół roku od wzięcia trochę przesadzałem, zobaczyłem swoje zycie i siebie na nowo. Czuje się jak nowo narodzony. Chociaż czasami przesadzam z ilością jak na moj wzrost i wagę (180cm/65kg), pamiętam najważniejsze momenty. Nawet gdybym nie pamiętał, każde spotkanie z Molly nagrywamy i oglądamy by przypomnieć sobie 6 godzin które na zawsze nas odmieniają i sprawiają że jesteśmy dla siebie wszystkim.

Ocena: 

Odpowiedzi

Opis calkiem dobry, tylko na przyszlosc - nie z czasownikami piszemy osobno, hehe.

Ale podpisuje się pod wpisem kolegi piszącym wyżej. Podczas pisania i zamieszczania oddawaj się czerwieni korekt programu Word, równie mocno co mdma :) Co do opisu to bardzo przyjemny.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media