Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

objawienie (golden afternoon)

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
susz, około 1,5 grama?
Set&Setting:
łąka, spokojna miejscówka z dala od ludzi, dobre nastawienie, odpowiednia muza ;>
Doświadczenie:
MJ, troche blendów, Alko,Kodeina, Szałwia Wieszcza, DXM, Psylocibe Semilanceata i pewnie coś jeszcze.

objawienie (golden afternoon)

19.10.2008

Niedziela, jesienne, szare popołudnie. Jak co dzień, od pewnego czasu udaję się na popołudniowy spacer celem zajebania się gdzieś w plenerze, ot taka moja ziołolecznicza terapia. Dzisiaj urozmaiciłem menu i wziąłem ze sobą dość pokaźny worek suszu szałwii wieszczej. Snickers, coś do picia, zapalniczka, dobra muzyka na uszy i już mogę wyruszać w swój własny zielony świat. W drodze na wcześniej zaplanowaną miejscówkę spaliłem nabitkę mj, szło się miło i gładko mimo iż było kurewsko pod górę.

Po pewnym czasie jestem na miejscu, wielka łąka otoczona lasami, górami, polana z prawie zatartymi ścieżkami, oaza spokoju mówiąc krótko. Siadam na specjalnie wybranym miejscu, trawa jest miękka i charakterystycznie pachnie, moje oczy dostrzegają łysice. Zebrałem około 20 sztuk do plecaka po czym wyciągnąłem swoje zabawki. Zapalniczka żarowa, crusher, lufka i torba wypełniona zieloną materią o wielkim potencjale. Wszystko na miejscu. Przy pomocy crushera zmieliłem co trzeba i z pewną trudnością uformowałem 4 kule z szałwiowego suszu.

Wbijam do lufy pierwszy załadunek (tak wiem, źle że z lufy, nie miałem nic innego), zapalniczka żarowa w mig rozprawia się ze zmielonym materiałem, który pod postacią słodkiego dymu ląduje w moich płuckach. Dym trzymam długo, staram się dobrać powietrza, żeby nie zemdleć, wypuszczam powoli i oczekuje efektów. Chwila, dwie, trzy, hmmm, nie ma nic, lekko szumi w głowie, to nie to. Palę dalej. Podobny los spotkał drugą szałwiową kulkę, w równie podobny sposób skończyła w moich płucach pod postacią dymu i równie podobnie nie zadziałała z pożądaną intencją. Palę dalej.

Trzecia kulka spalona, trzymałem dym jak najdłużej potrafiłem, chmura potężna, a nic mi nie jest. Kurwa, zaraz poczuję się zawiedziony. Pierdolę to, idę stąd, została jeszcze jedna, spalę potem. Wstaję, zbieram sprzęt, rozglądam się, prawie nic z percepcji się nie zmieniło, zakładam słuchawki na uszy, leci dziwna muzyka, dub z elementami szumu lasu a może to morskiego wybrzeża. Jest już zimno, zakładam ciepły i miękki kaptur na głowę i wchodzę w las. Otwieram snickersa, jest zajebisty jak zawsze, słodycz poprawia humor. Polna ścieżka mnie niczym nie zaskakuje, wije się to w prawo to w lewo, czasem trzeba obejść kałużę, czuję jak od rosy mokną mi buty, nawet kataru dostałem. Szedłem parę dobrych chwil przez las i nagle zrobiło mi się słabo, tracę przytomność. Już miałem czuć mchy i listowie uderzające w moją głowę, gdy nagle coś mnie dosłownie ze 'mnie' wyrwało, otworzyłem oczy.

Otworzyłem oczy i dalej siedziałem na łące. Na tej samej na której zacząłem palić i z której przed momentem się zebrałem, wstałem i poszedłem. CO JEST KURWA? Że niby to przed chwilą się nie wydarzyło? Nie było mi zimno, nie smarkałem, nie jadłem snickersa, a muzyki w moich uszach też pewnie nie było. TO nie możliwe myślę, wciąż siedzę na łące, obraz faluje, kształty dookoła nie przypominają niczego co przypominać na trzeźwo powinny, nie czuję gdzie jest pion. Gdzie jest grawitacja? Nie ma 'na dole', jest 'po prawej' czuję jak coś mnie ciągnie, padam na trawę. Las który już lasem nie był przybrał postać czegoś a'la starego dworu, może to kamienicy, w każdym razie byłem świadomy że jestem przy jakimś budynku, było to jednak bardzo dziwny budynek, jak sprzed ponad 100 lat. Łąki już nie było. Było tylko podwórko ów budowli przy której się znajdowałem, nie byłem jednak sobą. Czułem się mały i bezradny jak przestraszone dziecko pozostawione bez opieki. Właśnie takim małym dzieckiem byłem.

Ni stąd ni z owąd przyszła postać ubrana na biało i przemówiła. Przemówiła? W sumie to nie wiem, nie pamiętam twarzy, barwy głosu czy innych szczegółów, wiem że w jakiś sposób się ze mną komunikowała.

- Skoro już tu jesteś to gratuluje, tylko czemu zajęło Ci to tak długo?

Nic nie mogłem odpowiedzieć, jedyne szmerające resztki normalnych myśli to: "ale nieogar, ale mam pizdę we łbie, o matko niech to się już skończy"
Postać ubrana na biało podjęła monolog, w to co teraz przeczytacie możecie uwierzyć lub nie, mam na to wyjebane, bo po tym co usłyszałem już nic nie będzie takie jak kiedyś. Teraz będzie już tylko lepiej.

- Powiem Ci teraz na czym polega szczęście, zdradzę Ci tajemnicę. Wielu ludzi od tysięcy lat, odkrywa przepis na szczęście i dzięki temu stają się lepsi. W biblii, koranie, i buddyzmie jak i innych religiach jest ta tajemnica zapisana, nie wszyscy potrafili ją jednak odczytać. Na początku było słowo. Mówi Ci to coś? A nirwana? Jedność myśli i ciała. Jesteś tym o czym myślisz, słuchaj więc:

Człowiek jest skupiskiem energii, energię otaczającego świata też może przyciągnąć, szczęście, miłość, ludzie. To wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Jak? Wystarczy myśleć, sama skupiona chęć dojścia do czegoś wystarcza. Kiedy o czymś myślisz, twoja energia ulatuje w świat a świat na nią odpowiada. Po pewnym czasie to o czym intensywnie myślisz i to o czym marzysz spełni się, musisz jednak dopomóc szczęściu i korzystać ze wszystkich okazji.

- Nie wierzę, nie ma energii.
- Od teraz będziesz wierzył, wiatru też nie widać, a jest. Myśl o czymś miłym, miłości, zdrowiu, szczęściu, świat Ci tym odpowie. I to jest właśnie sekret, myśli stają się rzeczywistością uwierz w to. Na tej samej zasadzie możesz przyciągnąć smutek i negatywną energię, a problemy będą się piętrzyć same, uważaj więc. I dziękuj, co dzień staraj się podziękować za coś co dzisiaj dostałeś od świata, nawet w myślach, w ludziach jest wielka moc kreowania, pamiętaj.

Postać zaczęła zanikać, łąka zaczęła nabierać swoich pierwotnych tekstur, powoli odzyskiwałem pion. Znajdowałem się parę metrów od miejsca, w którym zacząłem palić, nie miałem siły się podnieść a jedyne co mogłem z siebie wykrztusić to "o kurwa, o kurwa, o kurwa" z różnym zaakcentowaniem. Długo tak siedziałem i próbowałem dojść do tego co kurwa właśnie się stało, szałwia z mojej głowy zrobiła budyń i długo będę pamiętał ten trip. Na pewno nie spisałem tego co dosłownie powiedziało mi to coś podczas tripu, ale tak to właśnie brzmiało. Gdy zaczynałem palić było jeszcze trochę zachodu słońca, po tripie już szarzało, więc to nie była trzyminutowa bańka. Jestem zafascynowany tym co mi szałwia dziś powiedziała i nie ma chuja od dzisiaj w to wierzę. Psychodela straszna jak tak to wszystko zebrać do kupy, to szałwia zrobiła mi niezły bajzel w głowie. Wielkie oh my fucking god, chcę więcej takiego wieszczenia, boje się, a zarazem jestem ciekawy co mi jeszcze pokaże Sally. Oby więcej takich podróży.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media