Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

mdma - kilka gorzkich słów

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
125mg kryształu
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Luzik i czilerka, sobotni wieczór i spontaniczny telefon od znajomego, czy może nie chce się kopnąć na granie na instrumentach/posiedzenie przy muzyce.
Wiek:
27 lat
Doświadczenie:
Benz, trawa, MDMA, mefedron, to na kaszel

mdma - kilka gorzkich słów

Siemano!

Chciałbym się ze wszystkimi zainteresowanymi podzielić moimi przemyśleniami na temat słynnej "emki" - z perspektywy 3 lat po pierwszym i 2 lat po ostatnim razie z tym specyfikiem. Chciałbym nadmienić, iż może to przypominać strumień świadomości - czasami może być chaotycznie, ale to dlatego, że idzie "prosto z serca".

 

Kiedyś już napisałem tripraport o mce - (MDMA czyli jak pokochałem życie), zachwytów nie było końca, najlepszy czas w całym życiu! Byłem zachwycony, przezachwycony... Teraz chciałbym jednak powiedzieć Wam co się działo pozniej. Może to tylko ja, może się o tym nie mówi - myślę, że jednak warto napisać.

Mka to ogromna, ogromna rzecz. Najlepszy trip, największa bania, najpiekniejszy moment ever. Wiecie kiedy się kończy miło? Kiedy się zorientowałem, że po dwóch miesiącach po pamiętnej imprezie wciąż żywo myślę o tym, jak było rewelacyjnie, jak nie mogę się doczekać żeby znów to poczuć za rok (rzadko imprezuję). Do tego stopnia, że co noc nie mogłem zasnąć z wrażenia jakie pozostało.

Nie zauwazylem jednocześnie rosnącej rozpaczy - pracowałem w dość nudnym miejscu, ale do domu wracałem bardzo wymęczony. I raz wróciłem do domu i się rozpłakałem z żalu i beznadziei. Jak to moja narzeczona stwierdziła - do domu wracała pusta skorupa, wypalony do cna. I tak się faktycznie czułem, z dnia na dzień coraz gorzej... Jak normalna codzienność miała dorównać ekstremalnej rozkoszy emki?

 

Trafiłem na grupę doradztwa psychologicznego - dostałem leki wyrównujące i przeciwdepresanty, i jakoś się pomału zacząłem zbierać. Nie na tyle żeby pójść do pracy - totalnie mi pojebało głowę i dostawałem ataków paniki na myśl o nowym nieznanym środowisku.

 

Minęło trochę czasu, pomału się ogarniałem. Zadzwonił kolezka, którego długo nie widziałem, że jest imprezka z jam session, to pogramy muzykę. No ok!

 

.."ile ważysz? chcesz kryształ?" 

 

No chcesz, chcesz, przecież to największe marzenie...

 

Nie mogło być lepiej. Kryształu tyle żeby nie mielić gębą, ale żeby czuć się wspaniale. Chłopaki grają hiphop i funk z wosków, bboy świruje na parkiecie. Ktoś dogrywa na bębnach, ktoś gra solo na klawiszach. Wszyscy są wspaniali, nowo poznane osoby naprawdę przekochane. Poznajemy dwie młode dziewczyny, przepiękne, przesympatyczne, gadamy całą noc, patrzymy sobie w oczy i się przytulamy, korzystając z uroków emki.

 

 

...poszedłem do tych ludzi kilka tygodni oraz kilka miesięcy później, pograć (sam w miarę umiem w DJ, więc wspólny język jak najbardziej). O czym ja mam z nimi rozmawiać? Dlaczego z tymi pięknymi ludźmi się w ogóle nie klei? Przecież było tak cudownie...

 

 

Kochani. Minęły już dwa lata od ostatniego kryształu. Wciąż mam w szufladzie zakirane jedno "domino", ale już nie planuje go brać... Teraz, po dwóch latach zaczynam w końcu czerpać przyjemność z życia, cieszyć się spacerami, hobby, wynosić satysfakcję z pracy (dostałem normalną pracę trzy miesiące temu). Zaczynam widzieć na oczy i zaczynam żyć własnym życiem. 

Kocham te dziewczyny, kocham poznanych ludzi, ale okazuje się, że to chemiczna miłość - do tej pory mi serce ściska żal i tęsknota. Wiodłem normalne życie, ale ostatnie trzy lata to żarząca się dziura. Nie przeżyjesz tego w realu, nie masz szans.

 

Każdy ma swój rozum i nie piszę tego żeby pierdolić morały - to tylko moja historia. Chociaż codziennie myslę, że "I'll fuckin do IT3 again", to już sobie na to nie pozwolę. Zadam tylko pytanie: czy warto ryzykować tak dużo dla jednego wieczora? 

 

Substancja wiodąca: 
Rodzaj przeżycia: 
Wiek: 
27 lat
Set and setting: 
Luzik i czilerka, sobotni wieczór i spontaniczny telefon od znajomego, czy może nie chce się kopnąć na granie na instrumentach/posiedzenie przy muzyce.
Ocena: 
Doświadczenie: 
Benz, trawa, MDMA, mefedron, to na kaszel
Dawkowanie: 
125mg kryształu

Odpowiedzi

Bo MDMA to narzędzie do pracy (auto)terapeutycznej i pogłębiania/naprawiania relacji z bliskimi osobami. Niestety nadużywane imprezowo. 

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2022
design: Metta Media