Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

kodeina - zmarnowany, piątkowy wieczór

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
1 butelka Thiocodinu na głowę.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Wieczorna, miła atmosfera z dobrym kumplem w jego mieszkaniu. Później doszedł jeszcze jeden osobnik i dziewczyna gospodarza.
Wiek:
24 lat
Doświadczenie:
Marihuana (regularnie)
Etanol (regularnie)
MXE (4 razy)
25B-NBOME (2 razy)
Mefedron (kilkanaście razy)
Amfetamina (kilka razy)
Metaamfetamina (1 raz)
Benzylopiperazyna (1 raz, i o ten jeden za dużo)
Ketamina (1 raz)
Hydroxyzyna (w razie potrzeby)
MDMA (2 razy)



kodeina - zmarnowany, piątkowy wieczór

Witam wszystkich czytelników w swoim pierwszym trip raporcie. Substancja którą wezmę tutaj na ruszt, jest kodeina i mój pierwszy raz z ową. Bez większych wstępów, zaczynajmy. Swoich towarzyszy określę jako K (kumpel, z którym spotkałem się u niego w domu), G (kumpel, który doszedł do nas po ~godzinie) i D (dziewczyna kumpla, która dołaczyła do nas po około 4 godzinach). Przedział czasowy będę określał standardowo T+X. 

Nastawianie moje i mojego towarzysza było jak najbardziej pozytywne. Na pomysł spożycia kodeiny wpadłem dwie godziny przed wyjściem z domu, skonsultowałem swój pomysł z K przez telefon, proponując, że wszystkie potrzebne środki kupimy po drodze, kiedy się spotkamy. Około 15 udałem się na autobus. Po godzinnej podróży busem, wysiadłem na przystanku, gdzie czekał na mnie samochód, a w środku K. Pojechaliśmy do pobliskiej apteki aby zakupić 3 butelki syropu Thiocodin, paczke Aviomarinu i w pobliskim spozywczaku dwa, wielkie grejpfruty. W sklepie pod blokiem zaopatrzyliśmy się w sporą ilość piwa. 
Po wejściu do mieszkania K, on poszedł wziąć szybki prysznic, jako, że był świeżo po pracy, a ja udałem się do kuchni i wymieszałem w szklance całą butelkę syropu dolewając około 100 ml sprite , tak dla smaku. Grejpfrut porozcinałem na półksiężyce. Około 16:45 zazylismy Aviomarin i zjedliśmy po kawałku grejpfruta. Zawarrtosci swoich szklanek wypiliśmy około 17, odliczanie czasu więc zacznę od tej godziny. 

T + 0:15

Na razie nic ciekawegoo się nie dzieje, zrezygnowałem z dalszego picia piwa, w obawie o osłabienie działania kody. Siedzimy sobie i ogladamy TV, kiedy zaczyna nas to nudzić, włączamy relaksacyjną muzykę na Spotify. Gadamy o pierdołach, niecierpliwie czekając na działanie zażytej substancji.

T + 0:45

Robi mi się nieco niedobrze, ale opanowuję ten stan. Nie jest to etap, który zmusza mnie do wyrzucenia z siebie całej zawartości żołądka, ale do przyjemnych również nie należy. Poza tymi młdościami i lekkim otępieniem nie czuję nic. Kumpel pomału traci swoje pozytywne nastawienie i narzeka, że wypilismy za mało syropu. 

 

T+ 1:15 

Mdłości pozostają, w dodatku piwo smakuje obrzydliwie, a w żołądku i jelitach wszystko się przewraca i mieli. Otepienie lekko się nasila, natomiast całą głowę oplata dziwne ciepełko, nie nalezy to do uczuć pozytywnych, czy negatywnych - jest dla mnie zuep,łnie neutralne. Nastrój pozostaje niezmieniony - żadnej euforii, żadnych ciekawych przemyśleń. 

T + 2h

Jestem bardzo senny, co chwilę powieki odmawiają mi posłuszeństwa i zamykają sie, muzyka brzmi miło, ale humor diametralnie mi się pogorszył. K gra na konsoli i uważa, że ma bardzo dobry nastrój. Nagle rozlega się dzwonek do drzwi i wpada nasz kumpel G. Przez kolejną godzinę siedzimy sobie tak w trójkę i rozmawiamy o wszystkim i o niczym. W końcu postanawiamy napić się piwa. 

T + 2:30

G chce zapalić papierosa, więc wychodzimy na dwór. Mi pomysł ten odpowiada, ponieważ od kilku minut jakoś ciężko złapać mi pełny oddech, stojąc sobie tak na dole decydujemy się pójśc do sklepu po więcej alkoholu. Papieros, jak wszystko inne zupełnie mi nie podchodzi, zaczyna mi strasznie drażnić mój obecny stan i czuję narastające wkurwienie. Nie tak wyobrażałem sobie ten piątkowy wieczór. Mdłości, niesmak do wszystkiego i zjebany nastrój... 

T + 3:30

Wpada dziewczyna kumpla, będąc po kilku piwkach, wypija cały syrop duszkiem i dołacza się do rozmów. Ja już zupełnie bez humoru, nie mam ochoty udzielać się podczas rozmów. Czuję się rozdrażniony i nie chce mi się w ogóle zaczynać żadnego tematu. Gdy zaczynam już coś mówić, to po chwili dopadają mnie nerwy i tracę ochotę by dokonczyć zdanie. 

T + 4:30

Po kilku piwach, czuję się nieco lepiej, ale nastrój jakoś nie chce się poprawić i upić mi się ciężko. Stwierdzam oficjalnie, że kodeina to beznadziejna substancja, a przynajmniej w postaci tego beznadziejnego syropu. 

Około godziny 3:00 w nocy kłade się spac i... Nie mogę, kurwa, zasnąć. Byłem śmiertelnie zmęczony i chciało mi się spać jeszcze jakieś pół godziny wcześniej, a teraz wiercę się na boki, niektóre miejsca na ciele swędzą w taki irytujący, nagły sposób. Co się okazuje K cierpi na tę samą dolegliwość, natomiast G i D siedzą sobie i prowadzą konwersację, z czego D wydaje się być bardzo rozmowna, radosna i pełna energii, mimo dość mocnego stanu upojenia alkoholem trzyma się dobrze. 

Następnego dnia obudziłem się bardzo otępiały, wkurwiony i już myślałem, że cała sobota została spisana na straty, jednak przeszło mi mniej, więcej w połowie dnia. 
Kodeiny w postaci tego nieszczęsnego syropu nie polecam nikomu. Raczej nie wrócę już nigdy do tej substancji. Nie wiem co strzeliło mi do głowy, żeby sięgać po apteczne kinder-ćpanie.

Pozdrawiam wszystkich. 

 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Hie, hie, hie. Pogratulować szczęścia, że kodeina nie działała. Wbrew temu co sądzisz, opioidy nie sią kinder-ćpaniem.

Sądzę, że nazywanie ćpania JAKICHKOLWIEK substancji aptecznych kinder-ćpaniem, to gruba przesada z nutką ignorancji. No bo powiedzcie mi, który diler da wam niemal 100% pewną, przebadaną substancję w ilości oznaczonej z dokładnością co do miligrama i wypisanymi skutkami ubocznymi czy interakcjami?

Jeszcze odnośnie "T+1:15", to po kodeinie z reguły nie ma się przemyśleń. Pozdrowienia :)

Pewnie właśnie dlatego nazywają to kinderćpaniem. Żeby być kul i tru musisz ćpać zanieczyszczone nie-do-końca-wiadomo-co. :D

Nie do końca wiadomo? Czyli lepiej nie wierzyć temu, co dołączają w formie ulotek do niektórych RC, gdzie zamieszczają informację o 99% czystości na przykład? Osobiście mam kilka takich ulotek, ale teraz zaczynam się zastanawiać czy nie przebadać jednak tego chromatograficznie jak mi ktoś kiedys proponował...
Ale zastanawia mnie, czy (o ile okaże się, że naprawdę niektóre RC są takie czyste) to nie jest bezpeczniejsze, biorąc pod uwagę, że leki zazwyczaj zawierają aromaty, barwniki, wypełniacze, coś przedłużające trwałość itp. Zwłaszcza, że takiego leku, aby się "naćpać" trzeba zazwyczaj dużą dawkę przyjąć, w ten sposób oprócz samej substancji aktywnej serwując sobie sporą ilość tego pozostałego badziewia...

Jest jedna drobna różnica - działanie leku, razem z wypełniaczami, barwnikami, aromatami i konserwantami zostało zbadane in vitro i klinicznie, zwykle na przeciągu około 10 lat. "Szczury laboratoryjne" były pod stałą obserwacją kliniki i w razie potrzeby otrzymywały natychmiastową pomoc. W wypadku RC dostajesz 99% czystości chujwiczego o chujwijakim działaniu. Osoby, które zabiła bromoważka albo NBOMy też pewnie zażywały je w 99% czystości. I w tym wypadku to one były "kliniczną próbką". Nowe RC zabiło za dużo osób? No to je porzucamy i przestajemy sprzedawać. Tak jak z bromoważką, chyba już nikt tego świństwa nie sprzedaje.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media