Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

żelazna stymulacja, czyli ecstasy a adhd

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Chemia:
Dawkowanie:
120mg MDMA + dorzutka 70mg
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Set - dobry humor, lekkie zmęczenie po całym dniu, parę cięższych spraw na głowie, które ciążą mi od dłuższego czasu, ale jestem zupełnie bezsilny wobec nich

Setting - impreza taneczna "Pure psychedelic" (transy)
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
Lizergamidy (ETH-LAD, 1P-LSD, ALD-52, AL-LAD, LSA, LSD-25)
Tryptaminy (Grzyby, 4-ho-mipt, 4-aco-mipt)
Dysocjanty (difenidyna, DXM, o-pce)
Stymulanty (metylofenidat, amfetamina)
Opioidy (kodeina)
Benzodiazepiny (estazolam, alprazolam, etizolam, clonazepam, diazepam)
Inne: marihuana (palona/edibles), alkohol, fenibut, prometazyna, hydroksyzyna, noopept, oksyracetam, zolpidem

żelazna stymulacja, czyli ecstasy a adhd

Cześć!

Wczoraj miałem przyjemność zarzucić emkę, poraz pierwszy w życiu. Generalnie ze stymulantami nie mam dużego doświadczenia, jedynie z metylofenidatem, którego dostaję na ADHD i raz z amfetaminą, jednak tylko w mikrodawce 20mg oral. Kofeinę, teobrominę i inne "lekkie" stymulanty pochodzenia roślinnego pomijam :P

Słowem wprowadzenia, w temacie drugsów siedzę już dłuższy czas, jednak za namową znajomych, którzy opowiadali, jak to piękny jest ten "pierwszy raz", postanowiłem odłożyć przyjęcie mdma w czasie, aż przyjdzie ten odpowiedni moment ;)

Miałem też trochę obaw co do działania MDMA w sytuacji, kiedy mam ADHD - stymulacja mnie "spowalnia", usypia. Bałem się, że w przypadku emki będzie podobnie.

- - -

Stoimy pod sklepem z M i czekamy, aż P z D zjawią się na miejscu. P i M okazjonalnie popalają marihuanę, M brał już mdma, P nie. D jest dziewczyną P, która nie jest do końca zadowolona, że P ma zamiar przyjąć trochę słodkiej molly. Sama z narkotyków nie korzysta, z pominięciem alkoholu :P

Po kilku minutach wszyscy są już na miejscu. Wchodzimy do klubu, oddajemy kurteczki. Zimno tu, ale jak pięknie! Na miejscu jest póki co mało osób, ale impreza dopiero się zaczęła.  Szukam A, J i O - znajomych poznanych przez internet na regionalnej grupce. Po krótszej chwili spotykam O z jej chłopakiem, pytają się mnie, czy już zarzuciłem. Odpowiedziałem, że nie, po czym O powiedziała, że to co za chwilę przeżyję będzie absolutnie przepiękne i żebym nie peniał. Potem znalazłem J, nie mogłem znaleźć jednak A. Siedziała samotnie w klimatycznym przebraniu podróżniczki, nie skojarzyłem jej kompletnie, dopiero O powiedziała mi, że to ona. Super. Wszyscy gotowi? To zarzucamy!

 

T+0

Rozkruszoną tabletkę wrzuciłem do buzi, jednak zapomniałem, że nie mam ze sobą wody. Ta smakowała... nie najlepiej, ale miprocynie w obrzydliwości nie dorasta nawet do pięt. W końcu udało mi się połknąć tabsa. Dodam, że przyjąłem około 120mg, a ema była testowana przeze mnie test-kitem. M i P też przyjęli swoje tabletki, o tej samej dawce.

 

T+0.15

Powiedziałem O, że wziąłem i ta zaczęła wypytywać o efekty. Nie mniej jednak nic jeszcze nie czułem, tylko jakiś lekki niepokój w żołądku. Powiedziała, że zaraz się rozkręci i żebym był pozytywnej myśli, to będzie dobrze. Uśmiechnąłem się i poszedłem pogadulać z ekipą. D zaczęła naklejać mi cekiny na twarzy, P mówi, że nie może się doczekać.

 

T+0.30

Czuję, jak powoli zaczynam słabnąć. Bałem się tego. A pyta się mnie, czy gdzieś idziemy. Odpowiedziałem jej "nie umiem myśleć", po czym wzięła mnie na strefę chillu, gdzie usiedliśmy na kanapie. Pamiętam, że było mi bardzo ciężko... czyżby to ten bodyload? Zacząłem się martwić, że źle się to skończy, miałem ochotę się położyć i zasnąć, jednak nie było na to miejsca. 

 

T+0.45

Jakiś gościu obok mnie, powiedział, że się trzęsę. Faktycznie tak było - było zimno. A powiedziała, że będzie w porządku i podrapała mnie po główce. Uśmiechnąłem się.

 

T+1.00

Czułem się ciężki. Metaliczne oblicze stymulacji spinało wszystkie moje mięśnie, a ja nie miałem siły wstać z kanapy. Miałem ochotę się z tego wszystkiego rozpłakać, bezsilność dobijała mnie kompletnie.

T+1.10

Koniec tego. Nie mogłem tak dłużej siedzieć. W sensie mogłem, ale nie chciałem. Podniosłem swoje cielsko z kanapy, przytuliłem się z A i J, po czym powiedziałem, że idę tańczyć. Poszedłem na main stage. Pamiętam, że miałem nieprzyjemne skurcze w nogach i cały trzęsłem się z zimna, ale postanowiłem się nie poddawać i powoli tuptać z nóżki na nóżkę. Było okropnie, moje ruchy były bardzo mozolne, jakbym taplał się w budyniu. Pojawiły mi się w oczach łzy, czułem straszną dysforię.

T+1.20

Jest coraz lepiej, wróciło mi czucie w nogach. Przypominam sobie, dlaczego właściwie lubię chodzić na transy. Ooooh i ta muzyka! Jakiś gościu dał mi kostkę lodu. Na szczękościsk? Czy wyglądam na porobionego, czy po prostu chciał być miły? Cholera wie. Szczękościsk był, ale minimalny. Magnez robi swoje :)

 

T+1.45

Wpadam powoli w trans. Czytałem dużo o tym, jaką przyjemność powoduje emka, euforię, ciepełko. Wszystko to było wtedy obce, poza muzyką, którą świetnie odbierałem. W tym momencie zaczęło się pojawiać mi sporo rozkmin co do natury mojej nadpobudliwości i było to dla mnie bardzo budujące - tym bardziej, że dałem radę się ruszyć z miejsca, kiedy czułem się jak skamieniały golem. Uśmiecham się i dalej tańczę, postanawiam zamknąć oczy. Woooooooooow! Brałem wiele psychodelików i trochę dysocjantów, ale efekty wizualne przy zamkniętych oczach były przecudowne. Malowały mi się różne sceny, które w rytm muzyki przemieniały się w kolejne obrazy. Własne kino domowe pod powiekami! Czułem się fantastycznie.

T+2~

Rachuba czasu została utracona. Wyszedłem z parkietu i poszedłem szukać M, D i P, żeby zapytać jak się bawią. "Zacnie". To się cieszę! Znaleźli się też A, J i O. O tańczyła ze swoim chłopakiem, a A i J siedzieli w sferze czillu. Dołączyłem się do nich, siedzieliśmy na dywanie oparci o słomiane poduchy i gadaliśmy, słuchając spokojnej muzyczki. Po chwili J poszedł, a ja bardzo chciałem porozmawiać. Nie wiem, czy aby na pewno "nie zagadałem A na śmierć", bo buzia mi się nie zamykała, a koleżanka jest raczej introwertycznej natury. Raz na jakiś czas podrapałem ją po szyi, czy ona pobawiła się moimi włosami. Dotyk był bardzo przyjemny, niecodzienny.

T+3~

Gadaliśmy całkiem sporo, ale P z M przyszli i powiedzieli, że chcą dorzucać. Powiedziałem im, że kolejna dorzutka nie zwiększy efektów, a jedynie przedłuży te aktualne. Powiedziałem, że dorzucimy za pół godziny, a tym czasem zapraszam na parkiet :D

 

T+4.5~

Chwilę temu dorzuciliśmy resztkę, czyli około 70mg. Dużo tańczę, piję dużo wody, czuję się super. Niestety rozbolał mnie żołądek. A powiedziała, żebym coś zjadł i zjadłem - ciasto z gruszką. Ból w żołądku ustał, a ja wróciłem do ekipy. J z A i nieznanymi mi ludźmi grali w karty. Tak, w karty, w makao. Zapytali się, czy pogram z nimi, ale raz, że nie pamiętałem zasad, to dwa, no kurde, chodźcie potańczyć! W karty zagramy później. 

T+6~

A powiedziała, że jest zmęczona, zaczęliśmy rozmawiać. J zapytał, czy idziemy zapalić. Wyjąłem jointa z kieszeni i wypaliliśmy go we 4, bo w między czasie spotkałem ziomka z kursów maturalnych. A i J zdecydowanie poczuli efekty, ja niezbyt. Rozmowa z A była ciężka, bo straciła kompletnie podzielność uwagi i zajęła się rysowaniem. A być może to ja mówię za dużo? Może... Dobra, nie ma co, idę potańczyć. Zanim jednak poszedłem, dosiadła się do nas jakaś kompletnie porobiona blondyna. Zaczęła mówić o jakiś zjawiskach fizycznych i rzucie pionowym butelki wody, poprosiła mnie o wodę i opaskę (taką na włosy). Dałem jej, ta odkręciła wodę, obwiązała butelkę opaską, po czym zakręciła wodę i oddała mi swój wynalazek. "Widzisz? Fajne!" - powiedziała. Znakomite. A wpadła w salwę śmiechu. Nie byłem przekonany, czy koleżanka jest aż tak mocno porobiona, czy jest po prostu śmieszkiem, który lubi powygłupiać się przy nieznajomych. Nagle zrobiła grobową minę i powiedziała, że zgubiła telefon. Włączyłem latarkę i zacząłem świecić po kanapach, ale nic nie widziałem. Blondyna poprosiła o mój telefon, położyła się na ziemi i świeciła pod kanapami w poszukiwaniu za zgubą. Niestety nie znalazła. Zapytałem się jej, czy na czymś jest. To powiedziała, że na "medę", ale potem, że ona nic nie bierze, bo zielsko to jest fajne ale zamula, po czym czmychnęła gdzieś w stronę baru.

M, P i D mówią, że będą uciekać. Tak szybko? Wpadnijcie jeszcze choć na chwilę na parkiet, dopiero co dorzucaliśmy. Popatrzyli się na siebie pytająco i skoczyli, jednak mieli już zaplanowany autobus, także przytuliliśmy się na pożegnanie i poszli.

 

T+7~

Zabawa nabrała bardzo wnikliwego charakteru. Zostałem sam, z moim ciałem i umysłem. Tańczyłem przy zamkniętych oczach i bardzo mi się podobało. Obrazy malowały się i pokazywały mi różne scenki, które kojarzyły mi się ze zdarzeniami w moim życiu. Doświadczenie zmieniło swój charakter z "imprezowego" na "duchowy". Nie wiem ile tak tańczyłem, czas nie grał absolutnie roli.

 

T+??

Postanowiłem wyciągnąć J na parkiet, który cały czas grał w karty. Był mocno skwaszony i gadał mi o liczbie 20 i o tym, jak grał w karty i tak się wciągnął, że stał się tymi kartami. Wziąłem mojego sajko znajomego i pokazałem mu, żeby zamknął oczy. Ten nie mógł się skupić. W końcu jednak się udało, chyba zaczął trochę kumać. Zamknął oczy i zaczął wystawiać przed siebie ręce. Na parkiecie było głośno, także nie spytałem się jak mu idzie, inna sprawa, że zająłem się swoim rytualnym tupaniem. J po chwili zniknął.

 

T+??

Spaliliśmy z J i A kolejnego jointa. Tym razem efekty zwiększyły nieco psychodelę doświadczenia, podszedłem na parkiecie pod samą scenę. Tam pewien holender zaczął do mnie coś krzyczeć po angielsku, udało się nam nawiązać jako taką rozmowę, zapytał mnie ile mam lat, a ja go o pochodzenie i co właściwie robi w Polsce. Podobno przyjechał do znajomego, ale jutro musi już odjeżdżać. Dałem mu gumę, ten wziął, powiedział, że "tańczę jakbym często to robił" - uśmiechnąłem się do niego szczerze i kontynuowałem ruchy, a ten poszedł nawijać do kogoś innego.

 

T+9

Gadamy z A. rozmowa nam się nie klei, ta jest mocno rozbawiona, a ja zadaję za dużo pytań. J zaczyna mi opowiadać o swoich wizualnych przeżyciach, ja tymczasem myślę o tym, jak będę się czuć jutro rano. Patrzę na telefon po raz pierwszy od kilku godzin. Już piąta rano! Za godzinę zamykają klub. Lecę szybko ponagrywać telefonem jak wyglądała impreza, po czym wracam na główną scenę potupać na parkiecie. Gatunek zmienił się typowych transów na darki/foresty (szybsze tempo), wpadam w kompletnie odrealnienie. Do tej pory słyszę dźwięki jak pomyślę sobie o tamtym stanie, bardzo mi się spodobało. MDMA wciąż "działa", jednak nie jest to już to, co wcześniej. Przy zamkniętych oczach dalej widzę kolorowe plansze, sceny jak z gier, różne wzory i układanki.

 

T+10

Szykujemy się do wyjścia. A zgubiła bluzę, przeszukała palarnie i chill ale nigdzie jej nie znalazła, powiedziała, że w sumie to kij w nią. Bluzę znaleźliśmy na szczęście koło baru. Ustawiliśmy się w kolejce po kurtki. Kurtka J została zgubiona, na szczęście ktoś ją po prostu przewiesił i wszyscy wyszliśmy bez strat. Na podłodzę znalazłem pięć złotych :D

 

Powrót + następny dzień:

Wracałem sam, ponieważ A i J szli jeszcze na aftera. Wsiadłem w autobus, niestety nie miałem ze sobą słuchawek. Przysnąłem. Obudziłem się przystanek później, niż zwykle wysiadam. Kierowca autobusu zatrzymał się na dłużej, nie mam pojęcia czemu, ale szybko skorzystałem z okazji i wysiadłem. Ale tu śniegu! Truchtem wróciłem do domu, było mi bardzo zimno.

W domu przywitał mnie mój pies. Pogłaskałem go, odgrzałem sobie zupę, wypiłem trochę zielonej herbaty i poszedłem się położyć. Oglądając się w lustrze zauważyłem, że mam dalej wywalone źrenice. Zasnąłem bez większego problemu, jednak sen był bardzo "płytki" - nie pamiętam snów, a jak "po chwilI" się przebudziłem, to ciężko było mi uwierzyć, że przespałem aż siedem godzin. Następnego dnia czułem się lekko zmęczony, głowa była "cięższa" niż zwykle. Wypiłem trochę zielonej herbatki i yerba mate, zjadłem bułki z tofu i usiadłem do pisania tego trip raportu. 

 

Podsumowanie:

MDMA jest świetną substancją do odkrywania samego siebie, szczególnie z tej "fizycznej strony". (Nie)polecam każdemu ADHD'owcowi :) Planuję już kolejny raz, prawdopodobnie wrzucę nieco więcej, ale pierw odczekam te 2 miesiące. Bawiłem się przednio, wypad zdecydowanie mogę uznać za zaliczony i jestem zadowolony, że mogę dopisać kolejną substancję do swojej listy. 

Czy oczekiwałem na więcej? Nie wiem, na pewno nie czułem się mocno porobiony, jednak dawka była w sam raz, żeby oswoić się z substancją i zobaczyć, co ma mi do pokazania. 

Pozdrawiam psychodeliczny Szczecin!
Hubert

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media