Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

brown 3cmc- nagroda nobla, jestem w kosmosie a jednak myśliwcem

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
23:30
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Strach, pierwszy raz brałem coś samemu w dodatku z rodziną w domu, pomimo później godziny i własnego pokoju. Laptop i łóżko
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Nbome, mpower, 3cmc

brown 3cmc- nagroda nobla, jestem w kosmosie a jednak myśliwcem

19:30

Odbieram oczekiwaną paczke z paczkomatu, jednak jadę z rodziną w aucie więc na razie nue mogę nieczego sprawdzić

23:00 Spokój, samemu w pokoju. Biorę paczkę, otwieram a tam widzę pudełko od gry Diablo Reaper of souls. W pierwszej sekundzie byłem przestraszony, ale zrozumiałem, że to po prostu cwane zabezpiezcenie. Otwieram pudełko a tam moje skarby- kod na demówkę wowa, demówke Diablo III i 16,6G różnych substancji. To 0,6G to bonus od Kolka za zakupy. Dwie saszetki 0,3G Brown 3CMC. Stukam w klawiature by znaleźć więcej szczegółów, ale niestety za wiele nie znajdue więc oczekuje zadziała klasyczny mefedron.

23:30 

Biorę się za skarb. Prowadze wideorelacje znajomemu z którym jutro walnę drugie 0,3 z rozpakowyania, rozsypywania, zmiażdzania i układnia cukru bambusowego. Wylizałem woreczek, zapach był całkiem słodki ale smak koszmarny, gorzki i kwaśny. Ustawiam kreske na 150mg, biorę słomkę i ciągnę. Zrozumiałem, że żmiadzyłem za słabo bo czuje to w układzie oddechowym i kaszlę. Ciągnę raz jeszcze tym razem dociągając do końca. Nos mnie cholernie boli, ale no cóż.

Siadam na łóżku, biorę telefon i gadam z ziomkiem i z każdą sekundą coraz bardziej odlatuje, moje ciało zaczyna pulsować jakby przepełniony energią pancerz Ironmana i zacyznam gadać euforyczne głupoty. Zaczynam gadać ziomkowi jak bardzo mi pomógł, jak supero osobą jest, zaczynam gadać głupoty o tym, że mogę brać narkotyki bo nie mam zjazdów przez swoje dobre nastewienie do życia określająć sobie, że muszę czynić dobro i podstawową zasadą jest granica. Mogę ćpać, ale tylko reakreacyjnie. Nigdy by zaspokoić bo to go nizszczy. Zaczynam krytykować znane nam osoby za to jak wredne po prostu są, złe i po prostu brną tylko w atencje niepotrafiać myśleć samodzielnie, co raz wiecej gadam o czynieniu dobra jako wyższej sprawie i co chwilę przywołuję sie do wyznawanego przezemnie buddyzmu. Gadam z ziomkiem coraz śmielej o sobie, o swojej historii, o ni mi też. Nie są to najszcześłiwsze historie, ale i tak czuejemy się dobrze i się śmiejemy. W międzyczasie prowadze dyskusje z bardzo bliższą przyjaciółka i przez naćpanie tłumacze nam naszą relacje i mówię jej że byłaby śliczna ale niestety ma wąsika, na szczęście ona to przyjęła dobrze. Gadam z ziomem i przyjaciółką o bardzo różnych rzeczach sam nie wiem jakich ale jest fajnie, rozmawiam z ludzmi przez internet jest dobrze ale teraz nie zbyt to pamietam.

02:30 

Czuję powoli zjazd, jestem coraz bardziej świadomy rzeczywistości i chyba niestety łapie mnie zjazd, ale przecież otworzyłem saszetke 300mg więc mam jeszcze 150mg jedna postanawiam chwile jeszczę poczekać.

03:00 Gdy wstałem z łóżka poczułem się dziwnie. Śmiesznie to działa na mięśnie, podchodzę do biurka, zgniatam kryształ i układam. Czuje strach przed bólem, więc chwilę mi zajmuje zaciąnięcie. Ciąne kolejne całe 150mg na raz, znowu boli ale nie aż tak, siadam na łóżko i czuję to- wyrzuca mnie z metaforcznych butów. Mam na sobie laptopa i rozmowe z przyjaciółką oraz konwersacje ze znajomymi. Pulsuję cały, moje ciało to niezbita energia, gdzie mózg, jestem wszędzie, zaczynam pisać do znajomych nieustannie powtarzające się wiadomośći "JESTEM W KOSMOSIE  W KOSMOSIE TAK WYSOKO WYLECIAŁEM ZA ORIBTE AAA" nawaląjąc palcami w klawiaturę w sumie kryczęto szeptem. Jestem zdziwiony co się dzieje bo za pierwszym tka nie było. Przez chwilą coś czuję na sercu ale szybko mija więc się nie boję, moje oko zaczyna tańczyć albi wirować sam nie weim. Wtedy odkryłem, że nie jestem w kosmosie bo jest niebiesko, ale jestem bardzo szybki więc zaczyna nawalać w klawiaturę wiadomości typu "JEDNAK NIE JESTEM W KOSMOSIE JEST NIEBIESKO  JESTEM MYŚLIWCEM", "JESTEM ŚMIGŁOWCEM... NIE! TYM NO! HELIKOPTEREM! NIE NO! TO MA ŚMIGłA! A TAMTO JEST JAK JA CZYLI  JESTEM ODRZUTOWCEM!". W pewnym momencie zacząłem też pisać, że "WYWOŁAŁEM SOBIE ADHD I JEST FAJNIE MAM SWÓJ ŚWIAT JAK AUTYSTA" a tak prawodpodobnie wyznałem miłość przyjaciółce. Wszsystk co pisalem krzyczalem szeptem a palcami nawalałem klawiaturą nie pisząc ani troche poważnie. Moja głowa była schylona i nawet nie myślałałem po co niby mam ją prostować. Trochę to trwało.

05:00 

Piszę nadal z przyjaciółką, która jest zafascynowana. Chce zapalić ze mną ziółko i spróbować któregoś z fedronów. Na konwersacji ja i dwójka znajomych. Zaczynają się filozoficzne rozmowy na temat religii, etyki, życia, polityki, ekonomi, przeszłośći, przyszłośći a nawet pracy. Przychodzą do mnie co chwile genialne refleksje z który jestem mega dumny, czuję się bardzo inteligentny, mam dużo do napisania i oczywiście wykrzeczenia szeptem. Gdy rozmawialiśy o historii, jestem pewien, że użyłem wiedz, której ani trochę na codzień bym nie zapamiętał. To co robię imponuje mi nawet teraz- chwalę się bogatością swojego życia, moim sposobem jakim osiągnąłem szczeście, czuję się jak dowódca który panuje na swoim życiem. Jestem dumny z marzeń, dumny z tego, że umiem brać drugi a nie jestem ćpunem, pamiętam, że co chwilę używałem wulgaryzmów ale tłumaczyłem wszystkim, że trzeba być dobry człowiekiem bo to jest najpotrzebniejsze.  Tłumaczę im też ideę buddyjską i wszystko co związane z dobrem.

7:00 

Jestem wręcz praktycznie trzeźwy, jeśli chodzi o myślenie i emocje, ale wciąż panuje nademną speed. Jest szbyko, moje ręce nadal nawalają w klaiatura a ja czytam choć już nie krzycze to co piszę. Bolą mnie nieco stawy. Nie wiem czy usnę następnej nocy. Aktualnie mam naturalny dla siebie dobry humor.

 

Ogólne podsumowanie substancji i małe porówananie:

-Brown 3CMC ma mocniejszą ale krótszą euforie niż zwykłe 3CMC.

-Pierwszy zjazd był depresyjny, bo drugim mam zwykł dobry humor.

-Pomimo iż czułem, że efekty pierwszych 150MG mijają, gdy zarzyłem kolejne poczułem wielkie uderzenie mocy, padaczki i pewnej psychozy, jednak bardzo bardzo mi się to spobało.

-Speed dłuższy i intensywniejszy w porónaniu do 3CMC.

-Pełno genialnych refleksji, poczucie zaradnośći i prawdopodobnie lepsza pamięć.

Piszę to zaraz po tym wszystkim, nadal naspeedowany ale to było piękne. Choć się rozpisałem wciąż nie byłem w stanie umieścić tu pewnych szczegółów, ale wydaję mi się że zapisany raport nadal jest ciekawy.

Ocena: 

Odpowiedzi

Buddyzm można praktykować, a nie wyznawać.

 

"... jestem dumny z tego, że umiem brać dragi, a nie jestem ćpunem..." - zapamiętaj, co napisałeś. Jak już wytrzesz gila spod nosa, to zrozumiesz swą głupotę. 

 

 

To tylko sen samoświadomości.

Można i wyznawać. Świeckie masy w Azji wyznają buddyzm przybrany folklorem, w ramach czego żywią praktykujących mnichów. Tak słyszałem.

Już tu mnie nie będzie. Perm log out.

Tyle, że od wyznawania siłowni przed telewizorem się nie schudnie.

 

Może dlatego żaden buddysta nie nazwie się buddystą - przez "wyznających".

To tylko sen samoświadomości.

Ogólnie nie wierzę, że Wasze rozmowy na poważne tematy miały jakiś sens. Infantylny dość opis/trip.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media