Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

2c-p i nieziemski łach

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Dawkowanie:
12mg 2c-P + sporo alkoholu
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Pozytywne nastawienie, troche chodzenia po mieście + impreza u znajomych.
Wiek:
22 lat
Doświadczenie:
LSD, Grzybki, 25b-NBOMe, 25c-NBOMe, MXE, AMT, 2c-b, 2c-e, 2c-p, MJ, Salvia Divinorum, 4-aco-dmt, 4-ho-met, 5-APB, 6-APB, DXM, feta, JWH, AM, Mefedron, Bufedron

raporty nespasus

2c-p i nieziemski łach

T+0 

Godzina 16:00 zarzucamy z kumplem po 12mg 2C-P. Po zarzuceniu postanawiamy pójść do sklepu po winko, co by poczekać aż się załaduje i coś w tym czasie porobić. (później mieliśmy iść na impreze).

T+1

Stojąc pijąc winko zaczynam czuć pierwsze efekty, tj. poprawa nastroju, banan zaczyna się pojawiać na twarzy, występuje zmiana temperatury ciała (raz ciepło raz bardzo zimno z przewagą zimna). Postanawiamy iść po "zagraniczne" szlugi. Trafiamy na miejsce przeznaczenia jednakże okazuje się, że nikt już nie handluje przez śnieg i ogólne chłodno. Idziemy więc na metę.

T+1,5

Idziemy jesteśmy prawie na miejscu, po drodze zaczyna nas łapać szydera, chodzimy i się śmiejemy z byle czego, zaczynam się czuć bardzo lekko, nogi od kolan w dół jak z waty. Kupujemy szlugi, idziemy do ziomka. Po drodze zaczynają się lekkie omamy słuchowe i wzrokowe, robi się jaśniej, światła jakby lekko pulsują, wszystko zdaje się robić miękkie. Idąc po drodze postanawiamy oddać mocz wchodząc na jedno z osiedli. Stojąc i oddając mocz na przeciwko lodowiska (myślałem, że niekogo tam nie ma, wręcz byłem pewny tego) zaczynam słyszeć pojedyncze głosy, coraz więcej i więcej. Nagle patrze - stoi jedna osoba, dwie, 20, 50 i nakładają się ich rozmowy jedna na drugą. Śmiejemy i idziemy dalej.

T+2,5

Dochodzimy do kumpla, już jest naprawde dobrze. Po drodze coraz większy łach, puściliśmy tutaj idąc przez odludnione ulice Androcell, który robił niesamowitą robotę, jakby mnie niósł całą drogę. Po drodze ozdoby choinkowe mrugają do rytmu muzyki, ekran zaczyna się wykrzywiać i robi się coraz bardziej kolorowo, jednoczesnie czuję się, jakbym wciągnął dobrego speeda, a to wszystko w połączeniu z zajebistym chillem. Siedzimy u kumpla, gasimy światło, leci The Prodigy, które w połączeniu z cevami spowodowało, że zaczęliśmy odpływać, chillout 300%. 

T+3,5 

Wychodzimy na imprezę, po drodze napadało w cholerę śniegu, który sprawiał wrażenie "gdzie my jesteśmy" co chwile. Przed nami idzie dwóch kumpli z reklamówkami zawierającymi coś, czego nie mogliśmy zidentyfikować (oczywiście kosmiczny łach przy tym wszystkim). Ulica zlewa się z chodnikiem, domu zaczynają płynnie przechodzić między odcieniami danego koloru, w niektórych wypadkach zmieniały się na zielony/żólty/czerwony lub niebieski. Śnieg wygląda nie do opisania, jakby każdy płatek świecił i żył. Wrażenie, że cały świat jest pluszowy.

T+4

Okazuje się, że na miejscu naszego przeznaczenia znamy tylko 3 osoby z 10, ale jakoś się tym nie przejmujemy, schodzimy do piwnicy na szluga i tam już praktycznie zostaliśmy do końca. Non stop nas tam ciągnęło, bo było tam, no świetnie po prostu, bardzo dużo elementów z różnych dziedzin życia codziennego. W ścianie płynie rzeka, pokój krąży, wzrok mruga jak stroboskop, śmianie już nie do opanowania, śmiejemy ze wszystkiego, ludzie przychodzili, palili i wychodzili, bo nie wiem, bali się śmiechu czy nie wiem. Od czasu do czasu wychodzimy na górę.

T+5

Czuć, że to już szczyt. Siedząc wtopiony w krzesło, "biegnąc" nogami czuje się kosmicznie wystrzelony, jednocześnie z boskim chilloutem i niesamowicie intensywnymi wizualami jak te wspomniane wcześniej, tylko że dużo mocniej. Idziemy na górę zobaczyć co tam u ludzi.

T+5,5

Siedzimy i wciąż śmiejemy, na przeciwko nas wisi kalendarz ze szczeniakiem i malutkim kotkiem, którzy wydają się ruszać, patrzeć na nas, a nawet momentami starają się skomunikować. Oczywiście śmieszyło nas to nieziemsko i co chwile wkręty, że to my tylko, że w innym wymiarze. Nie sprawia nam żadnej trudności dogadanie się z ludźmi. Zaczynamy pić kolejne wina razem z ludźmi. Alkohol nic nie daje, uczucie lekkiego podbicia fazy. Gra w szachy kompletnie nam nie wychodzi, przed rozłożniem pionków zapominamy kto kim gra, w co gramy lub nawet okazuje się, ze wygrałem gdyż mój ksiądz (nowa figura w szachach) może wszystko i wygrał bo "ksiądz nie może być czarny". Pada hasło "idziemy na szluga".

T+6

Zeszliśmy palić papierosa sami. Wyciągnąłem szluga z paczki i odpaliliśmy z telefonu "Zorbę", która leciała w kółko, po prostu mój telefon tak dziwnie wyglądał, a wyświetlacz jakby się wylewał i mrugał, że tylko "play" przyciskałem w kółko. Siedzimy i non stop śmiejemy, szlug się nie pali. Przychodzą znajomi i pytanie "Co wy tu już 1,5h siedzicie?" Pytanie oczywiście nas rozbraja i zaczynamy śmiać się jeszcze bardziej - papieros dalej się nie pali, wizuale zdają się nasilać, ale nie jestem pewny.

T+7,5

Wciąż trwa szczyt, kursujemy na zmiane góra dół, gramy w szachy, pijemy wino, palimy szluga non stop się śmiejąc. Od czasu do czasu czuć coś takiego, że zapominamy, że jesteśmy na fazie (dosłownie sekundowe/kilkusekundowe uczucie). Nadal jest grubo czujemy się zajebiście. Przychodzi ochota położyć się na plecach i słuchać muzyki jednak muzyka, której słuchają znajomi, mimo że wchodzi dobrze nie jest odpowiednia, więc postanawiamy wrócić do piwnicy i posłuchać swojej.

T+9

Wciąż śmiejemy jak dzikusy, czuć, że wizuale stają się mniej intensywne, aczkolwiek dalej jest grubo. Znajdując różne elementy postanawiamy złożyć "kompa". Pudełko po rożnie, 2 samarki z klockami drewna w środku, zasilacz komputerowy, pudełko czymś (wyglądało jak ryby albo kaktusy w animacji) z biedronki. Wszystko złożylismy, kto nie przychodził na dół padał z łachu jak to widział. Tak siedzimy i siedzimy, palimy sobie szlugi, smiejemy rozkminiamy bardzo dziwne rzeczy. I tak jeszcze długi czas.

T+11

Wychodzimy na zewnątrz w kierunku domu, w momencie jak ubieraliśmy buty tak jakby ucięło wszelkie wizuale, nagle nic po prostu, śmianko też przeszło aczkolwiek nastrój dalej niesamowity. Czujemy się jak po kresce dobrego władka, więc zamiast iść do domu postanawiamy pójść gdzieś jeszcze jakiś browar wypić.

T+12,5

Postaliśmy pogadaliśmy, browary zostały wypite. Postanowiliśmy pójść do domu i gdzies po 3 w nocy otworzyłem drzwi swojego domu. Położyłem się na łóżku, po zamknięciu oczu dalej występowały CEVy, czuć już było zmęczenie, ale nie mogłem zasnąć. Leżałem do około 6:30 po czym zasnąłem na 2 godziny i wstałem w pełni wypoczęty.

 

Trip uważam za bardzo pozytywny, może i nic z niego nie wyciągnąłem, ale bawiłem się świetnie. Ziomek podobnie.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media