Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Kanał RSS neurogroove

puzzle

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
300mg + 150mg
Set&Setting:
Dzień jak co dzień, stan obojętny, miejsce tu i teraz, no dobra, łóżko.
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
Grzyby, Zioło, LSD, Benzo, Alkohol, MDMA

raporty sirskrrrt

puzzle

To ten dzień. Próbuje po tylu latach ćpańska najbanalniejszego (bo najłatwiej dostępnego) mixu świata. Dwa odłamy leczenia duszy i kaszlu mieszają się w moim żołądku. W tak małych dawkach (pierwsze 150mg dexa najpierw, po godzinie dopiero dorzutka kody i drugiego 150) bo kodeinę i tak zamierzam rzucić raz na zawsze (raport stąd od typa, który pisał, że po latach katowania thiocodinu spędził rok w szpitalu, z rozkurwionymi flakami, zapamiętam na całe życie) a acodin w dużych dawkach wywołuje we mnie jakieś pojebane rażenie prądem, nie wiem, miał ktoś też to? Wracając, naćpałem się. Ale nie będę tu pisał o tym, jak wszystkie problemy pięknie odleciały, jak papieros cudownie smakował i jak wyjebałem się na ryj i jakie to było super zabawne. Pogadajmy o czymś ciekawszym, mniej wtórnym, intrygującym. O czymś co dotyczy nas wszystkich. Pogadajmy o tych pojebanych puzzlach, które nazywamy wszechświatem. Każdy z nas zebrał chociaż jeden mały puzzelek. Niektórzy kurczowo się go trzymają, dumni z siebie, ze swojego osiągnięcia, inni zebrali kilka, może kilkanaście? Super osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że cała układanka liczy jakiś miliard. Nie ma szans ogarnąć tego wszystkiego ludzkim umysłem, dlatego lepiej iść przez życie prowadzeni intuicją, niż wiedzą. Co nie znaczy, że lepiej być głupim. A jednak całe pierdolone życie chłonąłem wiedzę, aż trafiłem na dno. Mentalne dno, nie społeczne. I wtedy dopiero zobaczyłem, że stany w których mój mózg nie przetwarza żadnych informacji, są dla mnie najproduktywniejsze. To jeden z tych stanów. Skupiam się na szyszynce i czuję ją, wyraźnie ją czuję, jako przyjemne uczucie na środku głowy. I nie jest to efekt narkotyków, bo na trzeźwo też ją czuję, wtedy gdy jestem skupiony, a mój stan emocjonalny jest w idealnej równowadze. A może to nie jest szyszynka, może ludzie wjebali se mistycyzm szyszynki, bo jest na środku głowy, a też czuli środek głowy podczas medytacji, a są to dwie niezwiązane ze sobą kwestie. Jebać.

Jeszcze przed chwilą leżałem i przed oczami pojawiał mi się jakiś abstrakcyjny wylew mózgu, typu ogórkowy saksofon i chytra baba z radomia. Teraz już rozkminiam wszechświat, patrząc w niebo. Co to kurwa są za ruszające się w dziwny sposób gwiazdy? Czytałem o jakiś latających satelitach Elona Muska, to może to, bo na pewno nie samoloty. Rusza się to w mega dziwny sposób. Myślę o tym, czy kiedyś polecę w kosmos, o tym czy dożyję w tym wcieleniu wynalezienia nieśmiertelności, czy jeśli tak, to będzie można zgrać świadomość na dysk, czy może jakoś zatrzymają proces starzenia, myślę o tym jak nudni ludzie myślą w tym momencie tylko o tym, czy starczy im na rachunki, albo jak się napierdolą w klubie. Jebać. Nie czuję się człowiekiem. I tak wiem, że jestem po prostu świadomością, która mogła się objawić w każdej możliwej formie. Ale drzewem nie chciałbym być, nuda w chuj, tylko stoisz i rośniesz.

Tyle ludzi wierzy w bóstwa, a prawie nikt nie wierzy, że JEST bogiem. Czemu? Bo nie mamy boskich mocy? A może sami je sobie odebraliśmy, po to żeby się czegoś nauczyć? Bo kto powiedział, że bóg jest wszechwiedzący? A może każdy z nas był na początku amebą, a na końcu będzie istotą zdolną tworzyć wszechświaty? Czyli bogiem. Bo to rozumiem jako boga. Istotę zdolną stworzyć wszechświat. Nie żadną bezgraniczną miłość. Świat generalnie nie jest kurwa przepełniony miłością. Jest pojebaną abstrakcją, w której jest tyle samo zła co dobra. 

Ostatnio słyszałem o czymś co rozjebało mi totalnie łeb, ale nie mogę tego nigdzie znaleźć. O eksperymencie świadczącym o tym, że intencja może podróżować nie tylko w przyszłość, ale i w przeszłość. Grupie medytujących/modlących się, kazano wysłać intencje do grupy na oddziale w jakimś szpitalu. Tylko, że eksperyment miał miejsce w 21 wieku, a modlili się za grupę z lat 80. I okazało się, że ta grupa odnotowała dużo lepsze wyniki niż wszystkie inne w szpitalu. Oznacza to, że wszystko co się zdarzy, już się zdarzyło. Jak tylko o tym myślę, to mam kurwa ciary na całym ciele. Jeśli jeszcze teoria światów równoległych jest prawdą, to już w ogóle mindblow. Od zawsze takie zryte kwestie mnie intrygowały. Szkoda, że duże ilości DXM mi szkodzą, bo chętnie doświadczyłbym OOBE. Ale może kiedyś uda mi się na trzeźwo? Nie chce wpierdalać sobie do głowy, że ćpanie daje supermoce. Wolę wierzyć, że sam je posiadam, tylko muszę je wyzwolić.

Nie wiem, czy to wszystko to nie jest za duży offtop. W końcu jest to strona o ćpaniu, nie o wszechświecie, ani moich przemyśleniach. No ale w końcu jestem naćpany gdy o tym myślę xD. Poza tym, wśród znajomych nie mam nikogo, kto pogadałby o tego typu kwestiach. Są to sympatyczne ludziki, ale niezbyt świadome. Smutne, bo przez to czuje się samotnie na tym pierdolonym świecie. Jak ten raport przejdzie i ktoś chciałby pogadać, zapraszam do dyskusji;) 

Substancja wiodąca: 
Wiek: 
20 lat
Set and setting: 
Dzień jak co dzień, stan obojętny, miejsce tu i teraz, no dobra, łóżko.
Ocena: 
Doświadczenie: 
Grzyby, Zioło, LSD, Benzo, Alkohol, MDMA
Dawkowanie: 
300mg + 150mg
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2022
design: Metta Media