Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Kanał RSS neurogroove

potworny bad trip, interwencja policji i weekend w psychiatryku

Error message

Ten Trip Raport jest opublikowany, nie możesz go zmieniać. Skontaktuj się z moderatorem jeśli chcesz edytować. / This Trip Raport has been published, you may not make changes to it.

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
Garść
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Ekscytacja, ale depresja, ale perfekcyjne nastawienie, bo od lat marzyłam o grzybkach!!!
Wiek:
21 lat
Doświadczenie:
DXM przez pół roku co trzy dni, łysiczki lancetowate raz (bardzo mało), łysiczka kubańska

potworny bad trip, interwencja policji i weekend w psychiatryku

To było 19 czerwca 2021 roku. Popołudnie. Z zamiarem pójścia w tripa, uprzednio zamierzywszy kupić jeszcze w sklepie sok porzeczkowy dla podkręcenia rezultatów, ziemniaki i coś tam jeszcze, zjadłam garść świeżo ususzonych łysiczek kubańskich szczepu "Ecuador". Całą obfitą garść. Nie wiem, ile tam było – nie ważyłam. Nadmieniam, że to był mój dopiero drugi trip, znakiem czego nie znałam jeszcze niebotycznie kolosalnie olbrzymiej mocy psylocybiny. Zadebiutowałam bowiem z jednym grzybkiem, trzy dni wstecz. Tak więc, nie umiejąc pływać, rzuciłam się na głęboką wodę.

Załoga Grzybków była już na pokładzie mego żołądka. Ubrałam buty, wyszłam z domu, idę do sklepu, podziwiam otoczenie (często to robię, na trzeźwo czy też nie). Zakupiwszy sok porzeczkowy i resztę rzeczy, ruszyłam do domu celem odłożenia zakupów. Oczywiście zaaplikowałam sobie rzeczony płyn owocowy. W pewnym momencie poczułam się co najmniej dziwnie. Poczułam się tak jakoś no, delikatnie mówiąc, źle. Na odcinku przemierzanej przeze mnie drogi, na którym właśnie znajdowałam się, wraz ze mną znajdował się tam również przystanek autobusowy. Usiadłam na ławce pod wiatą. Obok mnie siedział jakiś chłopak. Otoczenie zaczynało nabierać wyglądu iście magicznego. Tylko mi zaczynało robić się arcynieprzyjemnie. Okropnie nieprzyjemnie... Choć to był dopiero początek, odczuwałam głęboki niepokój psychofizyczny. Przecież po psychodelikach wszystko odczuwa się MOCNO. Nie ma ucieczki przed teraźniejszością. To konfrontacja z rzeczywistością! Ciekawe jest to, że ciało pod ich wpływem ściśle powiązane jest z psychiką. Siedząc, oparłam łokcie na kolanach i złapałam się za głowę. Ciężko jest!!! Ale twardym trzeba być, nie ma na co czekać – podniosłam się więc z ławki, wzięłam zakupy i poszłam do domu.

Wchodzę do klatki schodowej. Obdarte ściany, schody z obskurnymi zaciekami na każdym ze stopni i upiorne poręcze wyglądały po prostu bardzo strasznie i brzydko. W ogóle całe pomieszczenie było obskurne. Zrobiło mi się szkoda tego miejsca. Przecież nie jego wina, że takie jest. Jednak w porównianiu do tego, jaki klimat panował w moim mieszkaniu, klatka schodowa to było nic. To było jeszcze nic!!! Kiedy przekroczyłam próg mieszkania, ogarnęło mnie koszmarne przerażenie. Tam było sakramencko paskudnie. Tego miejsca też zrobiło mi się szkoda. Strachowi towarzyszył niejaki smutek; na myśl nasunęło mi się słowo "przepraszam", kiedy myłam ręce w łazience, tam to już spanikowałam, chciałam UCIEKAĆ natychmiast!!!, a jeszcze musiałam zrobić tyle rzeczy (to znaczy mało, ale zwyczajnie nawet najprostsza czynność, jak ubranie się, wykonywana na grzybach, może stanowić obiekt dyskomfortu). Strach na poziomie KOMÓRKOWYM. On mnie paraliżował, tyle że nie dawałam nic po sobie poznać, żeby rodzice nie dowiedzieli się, że wzięłam. Już miałam wychodzić, gdy wtem zaczepia mnie mama. Z finezją policjanta przesłuchującego jakiegoś hucpiarskiego przestępcę, zapytała mnie, dokąd i z kim jadę (żebym jeszcze to wtedy miała jakichś znajomych?). Wezbrała we mnie agresja. Gorączkowo dobyłam buteleczki po walerianie (akurat to przebywało tam na podorędziu) i podniosłam na nią rękę, ale nie uderzyłam jej. Błyskawicznie chwyciłam klamkę i szybko wyszłam z domu, gdyż dłużej nie mogłam wytrzymać tam już.

Szlakiem klatki schodowej zeszłam z ostatniego piętra na sam dół. Znalazłam się na dworze. Słoneczna lampa niebiańska jaskrawo oświetlała miasto. Było gorąco. Wszystko wyglądało brzydko i złowrogo, a ja byłam jakaś taka dziwnie zwiędnięta, było mi trochę zimno i zupełnie nie miałam energii. Mnie to zaskoczyło, bo za pierwszym razem to właśnie byłam podpięta do tego pola eterycznego i energia mnie rozpierała. Jestem obcykana w nomenklaturze i teorii świata energoinformacyjnego, dlatego w takich sytuacjach szybko orientuję się, co jest grane. I trzeba było gdzieś iść. Nie musiałam długo się zastanawiać, wybór padł na Stalowe Domy. Jest to takie małe osiedle zbudowane z domów, których rzędy dzielą uliczne aleje. Czuć tam dobrą energię, to estetyczne miejsce. Na tripa jak znalazł. W psychozie przemierzałam ulice dzielnicy. Doszłam do ulicy głównej i trzeba było przez nią przejść. Czułam bezsilność wobec pędzących po jej asfalcie samochodów. A pędziły nieznośnie i nie do zniesienia była jazda dla mnie ich, bo i jazdę ostrą miałam ja. Pomyślałam tak: "poje**ło was z tym jeżdżeniem, nosz no japier**le, zatrzymać się!!!", były nieprzejednane, lecz ta sytuacja przynajmniej rozbawiła mnie. Nie bacząc na przejeżdżające auta, wymusiłam pierwszeństwo na pasach. Po drugiej stronie ulicy jest już park. Podążałam nim dalej w kierunku Stalowych Domów. Przeszkadzał mi szum samochodów, kompletnie nie miałam energii. Ale jej źródło było niedaleko. Chodzi o kompatybilność istoty względem otoczenia. Im bardziej kompatybilne są z istotą czynniki zewnętrzne, tym więcej istota ma energii. Im mniej kompatybilne czynniki zewnętrzne, tym bardziej istota z energii drenowana jest. I tu pierwszorzędną rolę odgrywają światy mentalne, tylko że psychodeliki, a szczególnie psylocybina, odcinają wszystkie drogi ucieczki przed czynnikami zewnętrznymi. Jest to potężna z nimi konfrontacja, dlatego niezmiernie ważny jest staranny dobór S&S.

Dotarłam na Stalowe Domy i usiadłam na wsypie przy usytuowanym tam budynku ośrodka sportowego o jasnym, turkusowym kolorze. Rozpłakałam się. Nie wiedziałam, co robić. Apteki były zamknięte z powodu niedzieli, więc nawet nie miałam jak kupić sobie Acodinu dla wzmocnienia ciała eterycznego. Nie miałam też żadnych chusteczek, więc smarkałam i wycierałam oczy w maseczkę, którą nosiłam w kieszeni (nigdy nie wiadomo, kiedy każą ci ją założyć). Z braku laku poszłam dalej i usiadłam na żółtej barierce z widokiem na ułożoną w romby turkusową siatkę ogrodzenia, które koiło moje zmysły. Nie widząc innego wyjścia, napisałam do mamy, że jadłam grzyby (wiedziała, że hoduję) i że strasznie się boję, jestem chora na emocje, że byłam strasznie GŁUPIA, że w mieszkaniu jest energia jak z horroru i że nie doceniałam mocy grzybków. Ta rozmowa trochę podniosła mnie na duchu, aczkolwiek dalej płakałam i już nie miałam w co smarkać. A że grzyby są bardzo Kreatywne – potrafią rozwiązywać tak zwane "problemy", czyli przywracać stan rzeczy do chwili sprzed momentu przestania żyć tu i teraz (albowiem wszelkie nieszczęścia biorą się z nie życia w TU I TERAZ!), generując Zrozumienie, a dzięki niemu zdolność i determinację do wyjścia z każdej sytuacji (to temat rzeka i kiedyś to opiszę w osobnym TR) – wstałam z barierki, przeszłam przez ulicę i zwróciłam się z pytaniem, czy nie ma chusteczek, do pani, która mieszkała w stojącym za mną (kiedy jeszcze zajmowałam barierkę) domu. Powiedziałam, że wzięłam narkotyki, "grzybki halucynki" i teraz emocje mnie przerastają. Zaprosiła mnie do ogródka, była bardzo miła i wyrozumiała. Tylko jej mąż miał niestety mózg przeterany alkoholem i niezmiernie zaaferował się tym, w jakim byłam stanie. Nie docierało do niego (wcale mu się zresztą nie dziwię; nie jego wina, że został tak uwarunkowany neurologicznie), że jest w porządku, tyle tylko, że muszę się uspokoić. A byłam zdolna do opanowania i spokoju. W ogóle wszystko ogarniałam, poza tym, że byłam chora na emocje. Dobrze, że mam rozwiniętą korę przedczołową. No i chciał wezwać policję. Coś mi się zrobiło, ale i tak wiedziałam, że będzie dobrze. Wraz z jego żoną i synem próbowaliśmy go przekonać, żeby nie wzywał, ale koniec końców wezwał.

Policjanci okazali się być spoko. A zresztą, jakżeby inaczej, przecież to też ludzie. Pytali, skąd mam, odpowiedziałam, że zamówiłam zestaw do hodowli i wyhodowałam. Po co? – na własny użytek. Na zmianę wszystko stawało się raz piękne, przyjazne, pełne energii i spowite kolorową, połyskującą energią, a raz brzydkie, złowrogie, zwiędnięte. Zważałam na to, aby utrzymywać prostą postawę i zwróciłam uwagę na to, żeby nie miąć tak tego papieru toaletowego, bo pole energoinformacyjne działa tak, że jeśli nic nie zmienisz, to nic się nie zmieni. Przyjechał ambulans i zastanawialiśmy się, czy wieźć mnie do szpitala psychiatrycznego. Wszyscy bowiem, poza tym panem, rzecz jasna, widzieli, że jestem ogarnięta, ale ja powiedziałam, że do domu na pewno nie wracam, ponieważ tam jest energetyka rodem z horroru. Rozmawiałam z funkcjonariuszami medycznymi. Babka była niemiła i przez nią płakałam XD W ogóle zadziwiała mnie moja skrajna chwiejność nastroju! Z sekundy na sekundę potrafił zmienić się diametralnie. To było coś. Emocje zależne stricte od czynników zewnętrznych i to z jaką mocą obliczeniową mózgu. Myślę, że stan po psychodelikach to taki, jakim ludzie dysponowaliby, gdyby mieli więcej helis DNA niż dwie. Po prostu sprawniejszy układ nerwowy, a nie tak jak teraz, że ludzie żyją w warunkach, do których kompletnie i żadną miarą nie są przystosowani. Kończąc dygresję, babka co rusz doprowadzała mnie do płaczu, aż mi się chciało z tego śmiać XD Tłumaczyłam im to gestami, bo wysłowić się w takiej sytuacji bynajmniej nie potrafiłam. No to pałeczkę przejął jej współpracownik. On był spokojny i rozmawiał rzeczowo. Mówił, że nie zaczepia się tak ludzi, bo ja to jestem śmiała, ale nie każdy jest taki otwarty, a ja mu na to, że to grzybki mnie otwarły, bo tak normalnie to nie zadaję się z ludźmi. Powiedział, że jestem inteligentna, a ja tylko słuchałam go, patrząc mu w oczy i rzeczowo odpowiadając. W ogóle zauważyłam, że chyba ludzie uważają cię za inteligentnego, kiedy wyraźnie ich słuchasz. A pomijając to, grzybki są niebotycznie mądre! Zapytał, czy chcę jechać do szpitala, powiedziałam, że ja tylko potrzebuję ładnych widoków i za kilka godzin już mi przejdzie. Policjant zapytał, jakie to są według mnie ładne widoki, a ja, że na przykład te turkusowe ogrodzenie XD Proponowali przeczekanie w parku, ale według mnie było tam brzydko, no i jeździły samochody. Widziałam już fraktale będące oznaką, że nabrałam energii. Niemniej jednak aurę i tak miałam podziurawioną, bo poziom energii był w opór niestabilny. W pewnym momencie poczułam jedność z panem z karetki. Czysta percepcja to brak granicy pomiędzy sobą a otoczeniem, ale o tym też kiedy indziej. Finalnie stwierdziłam, że w końcu jadę do szpitala, żeby nie było lipy, albowiem sama nie chcę zostać na pastwę losu astralu i eteru XD, to nie mam wyjścia. Policja powiedziała, że nigdy nie byłam spisywana ani nic z tych rzeczy, więc luz.

Pojechaliśmy. Medytowałam z tyłu, siedząc po turecku. Podziwiałam malowniczy fraktalny kalejdoskop i oczy Horusa (symbol trzeciego oka), które jawiły mi się pod powiekami, na zmianę z tym, że patrzyłam przez okno. Zasłuchiwałam się muzyką z radia. I o ile podczas jazdy bawiłam się doskonale, tak po dotarciu na miejsce pożałowałam decyzji. Ludzie na izbie przyjęć byli niemili, na skutek czego obniżyły mi się wibracje. Przyjęto mnie i do szpitala zaprowadził mnie przez dziedziniec miły pracownik. Stworzył pozytywną atmosferę, zagadując mnie o pogodzie i o kotach, które tam urzędowały. Weszliśmy do kabiny windowej i szybem dotarliśmy na oddział. Przeraziłam się. Powiedziałam owemu panu, że tu jest brzydko i strasznie jak w horrorze, ale on powiedział, że tu jest dobrze i nie ma się czego bać. Po jakimś czasie spędzonym w gabinecie zabiegowym z pielęgniarkami, już leżałam i medytowałam na łóżku. Moje współpacjentki rozmawiały. Wtedy grzybki pokazały mi i nauczyły mnie, czym jest strach. Otóż strach wynika z niczego innego, jak z niezrozumienia. Jest to właściwie nic innego, jak bycie niekompatybilnym z czymś – chyba, że się Rozumie. Istota z założenia nie może być kompatybilna ze wszystkim, co istnieje, ponieważ posiada unikatową strukturę ego, na którą składają się gusta, preferencje, charakter i wiele innych. Ale może ROZUMIEĆ, bo żeby coś Rozumieć, nie trzeba się z tym zgadzać. Uniwersalna miłość Wszechświata to Zrozumienie!

Wieczorem zobaczyłam w szklanym odbiciu szyby okiennej przepiękną kosmitkę o fraktalnej, różowej skórze. Następnego dnia miałam afterglow.

Niczego nie żałuję!

Substancja wiodąca: 
Rodzaj przeżycia: 
Wiek: 
21 lat
Set and setting: 
Ekscytacja, ale depresja, ale perfekcyjne nastawienie, bo od lat marzyłam o grzybkach!!!
Ocena: 
Doświadczenie: 
DXM przez pół roku co trzy dni, łysiczki lancetowate raz (bardzo mało), łysiczka kubańska
Dawkowanie: 
Garść

Comments

Tytuł tego trip reportu kontra rodzaj przeżycia z boku(pozytywne), skonfudował mnie do tego stopnia że przeczytałem każde słowo.

Cieszę się, że się podobało! To była groza i trwoga na poziomie komórkowym XD

Nie wierz w cuda – POLEGAJ na nich!

Jakże pięknie napisany raport, porwałaś mnie w jedną z najlepszych psychodelicznych opowieści jakie do tej pory czytałem i każde słowo czytałem z wielką uważnością

Podróże astralne to moje hobby.

Dziękuję za uznanie. Cieszę się, że raport zafundował ci taką psychodelę 😃

Nie wierz w cuda – POLEGAJ na nich!

Fajny raport, przyjemnie mi się go czytało. Dobrze opisany trip i bogate słownictwo. Czekam na więcej raportów bo masz talent do pisania!

Fajna przygoda! Prosimy o więcej :) (ale nie żebym namawiał do tripowania, by było o czym pisać :D )

pik0pak0

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2022
design: Metta Media