Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

koda która mi pomagała, a jednocześnie niszczyła.

detale

Substancja wiodąca:
Apteka:
Dawkowanie:
150mg - 600mg
Rodzaj przeżycia:
Doświadczenie:
Kodeina, Marihuana, Zolpidem, DXM, Amfetamina, PIKSY

koda która mi pomagała, a jednocześnie niszczyła.

Wszystko zaczynało się jak u każdego.

Pierwszego razu z kodą (thiocodin) to nawet nie pamiętam, ale wiem że nie urzekła mnie swoim działaniem, wtedy wolałem DXM ale po jakiś 6 m-c znudził mi się i postanowiłem troszkę bardziej zabawić sie z kodeiną.

Spodobało mi się, zaczeły się pierwsze ciągi po 3/4 dni, brałem kilka razy w tygodniu, oczywiście miało to swoje konsekwencje np. problemy z apetytem i bólem brzucha ale wtedy to olewałem, liczyło sie działanie które pokochałem. Po ok. 3 miesiącach jeżeli dobrze pamiętam zaczeły się mixy i pierwsze doświadczenia z ekstrakcją antka, zacząłem odczuwać bóle stawów, kołatanie serca, brakowało mi siły, problemy ze snem i koncentracją, brałem nawet po 600mg, odwiedziłem tyle aptek że jakby nie koda to nigdy bym tylu nie odwiedził. Wystraszony tym co się ze mną dzieje zacząłem ograniczyć kode do 150mg - 240mg raz na tydzien, niestety to też miało swoje konsekwencje. Pomimo wyżej wymienonych dolegliwości doszły wahania nastroju, problemy z pamięcią krótkotrwałą i to co mi siedzi na bani do dziś to depresyjne myśli i takie same samopoczucie przez które to był kolejny pretekst żeby zażyć swój ulubiony środek, moje relacje ze znajomymi sie pogorszyły. Też nie obyło się zmian w wyglądzie mam bardziej zapadnięte powieki i bladą cere. Od wyżej wymienionych wydarzeń minął nie cały miesiąc i wciąż biore kode, myśli o kodeinowym ciepełku pojawiają sie codzinnie, moje myśli depresyjne nie chcą ode mnie odejść. Przed sobą mam ostatni tydzień w którym zażyje kodę, to będzie mój (oby) ostatni raz, mam ważny dla mnie powód i chce w pięknym stanie rozstać się z ukochaną. Chce się ustatkować, iść do psychiatry i zacząć wszysto od nowa. Pewnie poczuje jeszcze to kodeinowe ciepełko ale oby w dalekiej przyszłości i to okazjonalnie ;(

Krótki bo krótki ale jak ważny wpis dla mnie. Pokochałem kode bo ratowała mnie od moich problemów (które sama mi zapewniła) albo je maskowała, ważne że po niej czułem się lepiej, nie mam pojęcia jak będzie wyglądało moje życie dalej, Mam nadzieje że bez nie miłych niespodzianek. Trudno się rozstać z rzeczą którą po prostu kochałeś, ale to dla mojego dobra bo wiem że jeszcze nie jest za pózno. Dzięki za przeczytanie i trzymajcie się. Cześć :((

Ocena: 

Odpowiedzi

To nie miłość, a uzaleznienie.

Zdaje sobie z tego sprawę, ale tak jakby drugi ja nie ;( ale walczę dalej i wiem że będzie dobrze

bruh15

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media