kodeina powrót do kody mojej kochanki
detale
raporty turbodynomen
kodeina powrót do kody mojej kochanki
Korzystałem z tego, że będę miał dzień wolny – zaplanowałem go pod względem przebiegu.
6:00 – obudziłem się z przyzwyczajenia, a ponieważ już i tak nie zasnę, dla dobrego apetytu czas na coś lekkiego na start.
Po mniej więcej 15–20 minutach, kiedy poczułem się głodny, zjadłem i poszedłem do sklepu.
Pod wpływem chwili zrobiłem to, o czym myślałem już bardzo dawno – znów zapragnąłem spróbować kody. Mimo że doświadczenia z nią były jak burzliwy związek – następnego dnia byłem nie do życia, rano wymiotowałem i czułem się jak ostatnie ścierwo. Wciągała strasznie i choć nigdy nie byłem całkowicie uzależniony, wiedziałem, że to może być bilet w jedną stronę. Mimo to było w tym coś niepowtarzalnego – to COŚ, to mrowienie po całym ciele, ciepło, błogość…
+00:00 – zamiast do sklepu poszedłem do apteki i kupiłem opakowanie Thiocodinu. Zacząłem brać tabletki, kupiłem sok pomarańczowy do popijania, udałem się do kolejnej apteki i zjadłem jeszcze pół opakowania. Gdy skończyłem, przestałem się błąkać i poszedłem na zakupy.
+00:45 – wracając do domu poczułem już otaczające mnie ciepło. „Zaczyna się” – pomyślałem, wpatrując się w słońce.
+1:00 – włączyłem muzykę z filmu „Las Vegas Parano”, naładowałem inhalator, położyłem się na łóżku, przykryłem kocykiem i powtórzyłem sesję marihuany.
+1:30 – weszło mocniej. Znów to fajne uczucie miękkości i ciepła – człowiekowi jest tak dobrze, tak przyjemnie i wygodnie. Policzki i skóra twarzy mam ciepłe aż po czubek nosa.
+1:45 – niestety pojawiło się też swędzenie, zwłaszcza głowy – to jest masakra. Jak dopadnie, chce się zdrapać skórę.
+2:50 – cały czas jest jeszcze fajnie i miło, ale chyba niedługo zacznie schodzić.
+3:20 – jestem senny – zdrzemnę się. Log out.
Faza pozytywna, miła – człowiek jest szczęśliwy, ale to złudne, dlatego nie polecam.
- 2 odsłony

