Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

skąd ja wyszłam ?!

detale

Dawkowanie:
60 X (2 buchy )
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Las...koniec lata, zwykły dzień, wycieczka rowerowa... Bardzo długo przygotowywałam się na to wydarzenie... Oczekiwań nie miałam żadnych, po prostu chciałam zobaczyć co "Ona" ma mi do pokazania .
Wiek:
21 lat
Doświadczenie:
amfetamina - b. często, kodeina - sporadycznie, dxm - b. często, benzydamina-2 razy ,tramadol, hydroksyzyna-sporadycznie, pseudoefedryna-sporadycznie, thc-czesto, 2 c-p - 6 razy, meskalina -1 raz, lsd-6 razy, gałka m.-1 raz, avio-1 raz, opium-1 raz, bieluń dziędzierzawa-2 razy.

raporty dredziowata

skąd ja wyszłam ?!

Koniec lata, godzina 13, wraz z kolega postanowiliśmy udać się na przejażdżkę do oddalonego o 30 km lasu. Po namyśle stwierdziliśmy, ze oprócz rowerów weźmiemy ze sobą jeszcze nasza przyjaciółkę Salvię, która od kilku miesięcy leżała w szafie i nikt nigdy jej jeszcze nigdzie nie zabrał.

Na miejscu byliśmy około 15 i tam tez postanowiłam po raz pierwszy skosztować tej ambrozji.

Myślałam dużo na ten temat. Odkąd usłyszałam o tej roślinie mijało około 5 lat i nie mogłam uwierzyć, że dziś będzie ten dzień. Jedyną rzeczą, która była nie tak, to fakt i obawa przed sugerowaniem sobie efektów i zachowania przez ludzi obejrzanych na YT. Pewnie widzieliście filmy z udziałem ludzi, którzy po zapaleniu szałwii nie mogli opanować szaleńczego śmiechu. Dzisiaj wiem jedno, to co słyszałam na tych wszystkich filmach to nie był śmiech, tylko wołanie o pomoc z innej czasoprzestrzeni...

Usiedliśmy na ściółce i po chwili namysłu stwierdziliśmy ze to już pora. Wszystko było dawno przygotowane, metalowa fajka + zapalniczka żarowa i 60x Salvii divinorum.

Zapakowałam do fajki dosłownie szczyptę czarnego ziela zapachem przeszywającego mózg. Stwierdziłam że pora na mnie. Z początku myślałam, że działanie będzie zbliżone do thc (wnioskowałam po efekcie szaleńczego śmiechu ludzi pod wpływem), myliłam się. Po zaczerpnięciu jednego dużego bucha potrzymałam go z 6 sekund, po czym ściągnęłam następnego, momentalnie poczułam mrowienie w mózgu, które zaczęło się od zatok przynosowych i rozeszło się po całej głowie i reszcie ciała, czułam się jakbym była z piasku... Nogi i ręce czułam zupełnie inaczej, usiadłam na ziemi.

Kontakt z rzeczywistością zaczął się gwałtownie urywać. Zniknął las, rowery, drzewa i nawet mój kumpel, który stał obok mnie. Zaczęło mi się dziać coś, co nazwałam "kartkowaniem", dostałam życie, które wcale nie było moje. Miałam wspomnienia innego człowieka, które kartkowało mi się przed oczami, jak księga. Raz była jesień, potem inna pora roku, różne miejsca, ludzie, nie pamiętam tego dokładnie. Wiem tylko, że wtedy zaczełam lekko panikować i szukać czegoś, co mogłoby sprowadzić mnie z powrotem... Po chwili zobaczyłam twarz mojego kumpla, który nachylał się nade mną. Próbowałam go złapać. Uśmiechał się, ale nic do mnie nie mówił, nie wiedział co się wtedy ze mną działo, myślał że po prostu mam odlot (czułam, że on był zły, nie mógł mi pomóc, nie wiedział.). Przez cały ten czas (około 1 minuty) śmiałam się przeraźliwie i bełkotałam. W pewnym momencie pojawiły się istoty dobre i złe... wyglądem nie różniły się od siebie, można było je odróżnić jedynie odczuciami które wzbudzały, kiedy zbliżały się do mnie. Złe wzbudzały strach, a dobre ekscytację, euforie w duszy i chęć poznania.

Te złe zaczęły ciągnąć mnie za bluzę do tylu, czułam jak ryję rękami po mchu, a one wlokły mnie. Cały czas się przed nimi broniłam, wiedziałam ze nie mogę się im poddać, a z drugiej strony nie mogłam przezwyciężyć paniki i wszechogarniającego strachu. Nagle udało mi się przedostać do rzeczywistości przez "Portal" i wyleciałam przez niego na ziemie, walnęłam z niego na na liście i mech. Na czworakach oddaliłam się do niego, bo czułam ze zaraz znów mnie wciągną, zaczęłam bełgotać i krzyczeć w rozpaczy do kolegi, żeby powiedział mi skąd wyszłam!!! Czy widział skąd ja wyszłam?! Mów szybko póki tu jestem! Złapałam go za rękę, żeby mnie nie wciągnęło z powrotem, jednak oni byli silniejsi. Sama puściłam dłoń i tym razem trafiłam do tych dobrych, szłam wysoko, wysoko ponad chmury. Było tam tyle dziwnych kolorów, których wcześniej nie widziałam. W końcu przed moimi oczami ukazała się brama, czułam ze mój mózg pracuje na najwyższych obrotach. Czułam, że poznam PRAWDĘ (?!) że to, co się zaraz stanie, kiedy przekroczę tą bramę, otworzy mi umysł bardziej niż komukolwiek udało się to do tej pory, że wejdę na najwyższy poziom ?oświecenia?. Nie interesowało mnie czy to będzie miało zły wpływ na moje funkcjonowanie na ziemi, bo Ziemia nie istniała, był tylko tamten wymiar i Złota Brama, której strzegł "dobry cień". Kiedy maksymalnie zbliżyłam się do bramy, coś zaczęło gwałtownie mnie od niej odciągać, to było jak sen o wydłużającym się korytarzu... próbowałam z tym walczyć, jednak w mojej głowie zaczęło dźwięczeć zdanie: ta brama nie jest dla mnie, nie zasługuje na nią...

Euforia i chęć przejścia była tak silna. Czułam ze zacznę płakać, ostatnia rzecz którą zapamiętałam był głos, który podświadomie wysłał mi "Cień " ... "...Jeszcze nie teraz..."

Cały trip trwał około 10-20 minut, wraz ze schodzeniem do normalności. Oglądając tripa na filmie, który nagrał mój kolega i porównując go z tym co miałam w głowie w danych momentach, całe apogeum trwało około 2 min. Ja czułam że trwa to kilka lat. Największym zdziwieniem okazało się jednak to, że podczas gdy ja wołałam Robsona na pomoc i wyciągałam do niego ręce, wtedy kiedy złe cienie wciągały mnie do siebie, na filmie nie byłam przerażona, wręcz przeciwnie, panicznie śmiałam się cały czas, czasami bełkocząc coś niezrozumiale.

Całość wspominam bardzo dobrze, chociaż przyznam szczerze, że można moja przygodę zaliczyć do lekkiego bad tripa. Szałwia jest niesamowita rośliną, naprawdę trudno jest przelać na klawiaturę i ubrać w słowa to, co dzieje się podczas podróży .

Trzeba się mentalnie i psychicznie do tego przygotować, to nie jest drag do zajebania bani, bo nudno... To jest naprawdę coś więcej, może to głupio zabrzmi ale ja wierze że "Oni" gdzieś tam są...

Pozdrawiam was wszystkich serdecznie !

Ocena: 

Odpowiedzi

Myślę, że najważniejsze w takim przypadku jest nastawienie. Jak się podchodzi do substancji psychoaktywnych jak przeciętny gimbus, "Yhyhy, zaćpam się, yhyhyhy, jebać policję, yhyhy" to właściwie można dać sobie z tym spokój, ale jak się dostrzega ich prawdziwy potencjał... Moje spojrzenie na świat psychonautów odmieniła pewna przygoda z koleżanką MJ, więc w pełni się z Tobą zgadzam. Szamańskie rośliny są... głębsze, niż mogłoby się wydawać. Szczęścia w Twoich poszukiwaniach!

Konkretny trip. Szamańska roślina , oj duch szałwi żyje własnym życiem i ma własny świat do pokazania...Przeżycia są bardzo mistyczne, Ja nie potrafiłem na początku rozpoznać rzeczywistej rzeczywistości, kiedy ta zaczęła wracać. Zmiana percepcji otwiera człowieka na nowe wymiary... tym nie można się tak poprostu "zajebać" to jest niesamowita podróż.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media