Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

chcę iść z wami...

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
~0,2g ekstraktu x6
Set&Setting:
własny pokój, godzina wieczorna, spontaniczna decyzja „spalę dzisiaj resztę tego ekstraktu i niech się dzieje, co chce”.
Wiek:
21 lat
Doświadczenie:
alkohol, marihuana, haszysz, xtc, DXM, DOC, Br-DragonFLY, BZP, TFMPP, kilka dopalaczowych blendów

chcę iść z wami...

11.11.2008

Do tej pory nie miałem do czynienia z Salvią Divinorum, chociaż sądziłem, że mam wystarczającą wiedzę teoretyczną, by sprawdzić na własnym ciele i umyśle jak działa ta roślina. Parę dni temu znalazłem korzystną dla siebie ofertę 20g suszu, który zamierzałem zamówić jak tylko mój portfel przestanie świecić pustkami, jednak życie jak zwykle potoczyło się swoim torem, jakże odmiennym od moich planów i w piątek moją własnością stał się ekstrakt x6.

Miałem zamiar palić to jeszcze tego samego dnia, ale w wyniku różnych krzywych akcji, których opisywać raz, że mi się nie chce, a dwa – nie są wcale istotne i nijak mają się do tego, co stało się ze mną jakieś 30 minut temu, dopiero dziś, we wtorek 11 listopada roku 2008 przekroczyłem granicę i doświadczyłem czegoś, co najpewniej wyraźnie wpłynie na moje dalsze życie TUTAJ.

Pominę pierwsze dzisiejsze próby, które poza chwilowym odrealnieniem i uczuciem ciągnięcia mnie w różne strony, nie dały mi nic więcej. Po wszystkim zostało mi może 0,2g ekstraktu x6, który około godziny 19:30 nabiłem do fajki wodnej. Usiadłem na swoim łóżku, podpaliłem zawartość i szybkim sporym buchem ściągnąłem do płuc prawie wszystko. Odstawiłem zapalniczkę i fajkę na podłogę, szybko zgasiłem światło i usiadłem. Trzymałem to w sobie jak najdłużej, by mieć pewność, że nie zmarnuję materiału. I wtedy wszystko się zaczęło…

Znowu to „ciągnięcie”. Na początku lekko, ale z każdym ułamkiem sekundy nabierało na sile. Pomyślałem, że nie ma co walczyć, więc położyłem się na łóżku, by czuć się swobodniej. Nie jestem już sobą. Jestem obserwatorem, wprawdzie wciąż w swoim ciele, ale nie mam już wpływu na to, co się dzieje. Dwa (tak przynajmniej to odbierałem) cienie stoją koło drzwi, tuż przy moim łóżku. Mówię do nich, kolejne zdania tworzą się same, jakby bez mojego udziału. Szły z samego środka mnie, z duszy. Ja, a jednak nie ten ja, którego znam. Czułem obecność przynajmniej dwóch osób, które najwyraźniej mnie sprawdzały. Oglądały. Oceniały. Poznawały. Sam nie wiem…

Nie chcę tutaj słowo w słowo przedstawiać wam, co do nich mówiłem, ale w największym skrócie… chciałem, żeby mnie ze sobą zabrali. Żeby pokazali mi COŚ. Chciałem przedstawić swoje zalety, udowodnić, że jestem dobrym człowiekiem. Gdy nie było z ich strony reakcji, zacząłem błagać, co bardzo szybko spowodowało płacz. Tak bardzo zależało mi na tym, by zobaczyć i doznać jak najwięcej. Mówiłem do nich przez łzy. Gdy zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę nie mam im nic do zaoferowania ze swojej strony, rozpłakałem się jeszcze bardziej. Jeden z cieni poruszył się i obszedł mnie dookoła. Miałem otwarte oczy, widziałem poruszający się cień. Jego ruchy współgrały z dreszczami, które czułem w swoim wnętrzu. Nie wiem, może coś mi robił… Bardzo dobrze pamiętam, że tak jak mnie powoli okrążał, tak samo szły te dreszcze – od mojej lewej strony, okolicy nóg, przez całe ramię, głowę, aż do prawej strony tułowia, gdzie się zatrzymał. Czułem, że uznali, że jeszcze nie teraz, że to nie ta chwila by mnie gdziekolwiek zabierać. Musieli wracać. Czułem to, choć w żaden sposób mnie o tym nie poinformowali. Teraz płakałem ze smutku, bo chciałem żeby ta chwila wciąż trwała, nigdy się nie kończyła. Prosiłem o jakąś pamiątkę – żebym całą tę sytuację jak najlepiej zapisał w swojej pamięci. Podniosłem się nawet i gdy wciąż odczuwałem, że jeszcze są w moim pokoju, ze łzami w oczach wyciągnąłem w ich kierunku rękę, by poczuć ich dotyk. Nie jestem jednak w stanie stwierdzić, czy to nastąpiło – wydaje mi się, że jednak nie, a przynajmniej nie na tyle dostrzegalnie, bym to odczuł.

Obiecałem im poprawę w swoim zachowaniu względem innych. Względem całego świata.

Obiecałem, że rzucę DXM, który dosyć sporo namieszał w moim życiu przez ostatnie pół roku.

Obiecałem, że zostanę przy naturze w postaci MJ, czasem jakichś blendów i oczywiście Salvii.

I zamierzam się trzymać wszystkich obietnic. Sądzę, że jeśli ich nie złamię, moje kolejne spotkanie z Salvią skończy się jeszcze lepiej i tym razem będę już gotowy na prawdziwą podróż. Mam nadzieję, że wtedy ONI uznają, że się nadaję. Że nasza współpraca przyniesie obustronne korzyści…

Gdy poczułem, że odeszli i miałem już większą kontrolę nad sytuacją, spróbowałem spalić resztki, ale było tego zbyt mało – skończyło się tylko na kolejnych przemyśleniach na swój temat i znowu rozpłakaniu się, jednak tym razem chyba ze szczęścia. Podziękowałem za wszystko z całego serca i wyraziłem nadzieję na kolejne dobre potraktowanie. Otarłem łzy i wstałem z łóżka jako nowy, lepszy człowiek, z nadzieją na lepszą przyszłość i motywacją do wprowadzania zmian.

Nie jestem w stanie określić jak długo to wszystko trwało, ale załóżmy, że około 5 minut. Te 5 minut dało mi więcej niż te wszystkie godziny spędzone na byciu pod wpływem różnych innych psychodelików. Nie chcę już testować na sobie wszystkiego, co tylko wpadnie mi w ręce. Już znalazłem to, czego rzeczywiście szukałem...

Ocena: 

Odpowiedzi

Fajnie, że zdobyłeś się na odwagę i wyrzuciłeś publicznie z siebie coś tak osobistego. Praktycznie tylko takie try do mnie trafiają. Szalwia zaiste jest potężną nauczycielką. Jak będziesz miał okazję, spróbuj grzybów. Pozdrawiam i życzę wytrwania w postanowieniach :)

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media