Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Kanał RSS neurogroove

życie jako kontinuum, we mnie i wokół mnie

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
30g świeżych, surowych (Golden Teacher)
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
W domu z partnerem, partner w tle, nie bierze udziału. Chęć oderwania się na chwilę od rzeczywistości która coraz bardziej wsysa i nie chce puścić. Chęć pojawienia się w głowie jakiś nowych myśli, oglądu sytuacji, spojrzenia które wygryzie to obecne. Mam 35lat i trochę problemów za sobą i ze sobą.
Wiek:
35 lat
Doświadczenie:
Alkohol, kilka razy MDMA, mefedron, wcześniej mało intensywny trip po grzybkach. Kofeina, dekstrometorfan,

raporty mimelka1989

Użytkownik nie dodał jeszcze żadnego raportu

życie jako kontinuum, we mnie i wokół mnie

Nieopublikowany

Trip-raport pisałam na 2razy w dłuższej perspektywie czasu, stąd może skakanie z tematu na temat i brak spójności, za co serdecznie przepraszam. Mam nadzieję że nie zanudzę kobiecym i mega uczuciowym podejściem do tripa.

Wzięłam grzybki, pogryzłam, przepiłam sokiem pomarańczowym, czekam… Partner coś ogląda ze słuchawkami na uszach. Idę do sypialni. O rety ale paskudne....

+40min

Pierwszy niepokój, uczucie w głowie jakby ktoś w umyśle otworzył szyberdach na wolnej jeździe, lekkie falowanie cieni. Lekkie mdłości + ślinienie się ale do przeżycia. Idę się położyć. Coraz ciężej zogniskować obraz.

+ 60min

Fraktale po zamknięciu oczu coraz wyraźniejsze. Po otworzeniu oczu i próbie wstania mdłości większe, ale trzeba iść do toalety. Śmiesznie tańczą płytki na ścianach i podłodze – na gładkich migoczące fraktale, na wzorzystych wzory płyną niczym chmury gnane wiatrem albo falują w powtarzalnym mechanizmie.

+90min

Zaczyna się jakaś dziwnie niepokojąca wizja – owiadzia z mnóstwem czarnych czułek i łapek wokół mnie, dotykających i smakujących mnie. Usilnie myślę że chciałabym bardziej ssaczą wizję, to znam, to jestem ja i to mi powie znacznie więcej niż wszystko co związane z robalami.

Niestety, wizja przechodzi tylko na chwilę – czuję ciepło w brzuchu. Za chwilę znowu ciepło z brzucha ucieka i znowu te wszechotaczające czułki i odnóża. Jakbym była jakimś kawałkiem gnijącego mięsa a one już się szykują by pogryźć, wyssać, rozpuścić na papkę.

Odkryłam że mogę przerywać wizje otwarciem oczu i chwilę skupieniu się na falującym otoczeniu, Zamykam je z powrotem.

Dalej widzę olbrzymią ilość kolorów jakby wydrapane na tęczowo zwierzęta z czarnej z wierzchu wydrapywanki. I dociera do mnie, że to Ameryka Południowa, widzę lamy, alpaki śmiesznie machające uszami. O co chodzi? Wśród wydrapywanek skrył się jaguar, piękny, potężny, pilnujący lam. I potem kolorowe ptaki jeszcze, z pięknym upierzeniem.

Ja nie chcę Ameryki Południowej, ja chcę tutaj, do domu, do siebie! Usilnie myślę o nim, kiedy pojawiają się w oczach ni stąd, nizowąd łzy. O co chodzi? I dopiero teraz dociera do świadomej części mózgu – to samotność. Nie tylko brak drugiej osoby obok. Samotność na każdej płaszczyznie, świadomość że nikogo te łzy nie obejdą chyba że warknie byś przestał bo psujesz innym humor. Samotność w codzienności i problemach z nią związanych.

Samotność drapie, znów jak owadzie odnóża, wizja zrobiła się znów bardzo chitynowa, odnóżowa, metameryczna. Nie, nie chcę! Wplątują się we włosy, dotykają tymi czułkami jednocześnie czującymi zapach, smak i dotyk… Staram się oddychać spokojnie i myśleć o czymś przyjemnym… Może wypad w góry w czasie covida? Górski las pod śniegiem, było mi tak ciepło że rozpięłam kurtkę… W śniegu pełno śladów, śnieg opalizujący… Wśród poruszanych wiatrem gałęzi egzotyczne ptaki potrząsają upierzeniem…

Przyszedł mój partner. Pyta jak się czuję. Wie o co chodzi, sam się nie skusił. Patrzy na mnie w nieskończoność, widzę jego twarz z przebijającymi się przez oczy emocjami obawy oraz... Pyta „Mogę?”. Potem usiadł obok i zaczął pieścić szyję, piersi. Dotyk zlewa się z moją skórą, ciepło jego palców zostawia na mojej skórze ślady jak krople deszczu powierzchni jeziora. Brakowało mi tego.

A potem delikatnie kładzie mnie na łóżko i przygniata swoim ciężarem. W wizjach widzę rwący górski potok z mnóstwem neonowych rybek, porywający po drodze kamienie, rośliny, drzewa z brzegów… Cóż za niszczycielska i twórcza jednocześnie siła. Coraz szybciej i szybciej woda się buzuje im bardziej schodzi ku dolinie, aż w końcu wyrzuca wszystko w swojej delcie. Uspokaja się. Przez chwilę jest cisza bezwietrznego, słonecznego dnia…. A potem… A potem z tego mułu zaczyna kiełkować życie…. Kiełki… Rośliny… Kwiaty… Drzewa… Po drzewach wspinają się wiewiórki i ptaki. Słyszę śpiew i zew życia.

Pamiętam… Pamiętam jak sama byłam deltą, jak wydarzyło się to zupełnie znienacka… Pamiętam to rosnące życie…. Tą dumę że to właśnie ja je noszę i ja stworzyłam życie. Że moje ciało, tak wcześniej znienawidzone jest zdolne do tak niesamowitych rzeczy, na przekór wszystkiemu.

Życie…. Życie to woda… To wilgoć. Sperma. Śluz z pochwy. Wody płodowe. Mleko. Krew.

Jak cudownie jest czuć w sobie życie. Wilgoć.… 

Przedziwne stwory przypominajace pierwotne walenie z 4 płetwami jak plezjozaur pływają wokół mnie, wirują w lesie z kolorowych ukwiałów i wodorostów. A mnie jest ciężko na brzuchu i klatce piersiowej, ciśnienie podwodnego świata przytłacza mnie, wyciska powietrze z płuc i nie pozwala nabrać ponownie oddechu.

Wynurzenie… Jak pierwszy oddech w życiu. Czy mogło wrócić to pierwsze wspomnienie, skryte głęboko w zakamarkach mózgu? Czy faktycznie tracimy wspomnienia z okresu płodowego, noworodkowego, niemowlęctwa? Czy one tylko chowają się głęboko głęboko w Nas, czasem na wieczne nieodkrycie?

Nie wszystek umrę…

„Gdy widzę Ciebie widzę swojego dziadka i jestem szczęśliwy że nie wszystek umarł”. Tak. Mój Ojciec w głowie się odezwał.

Kobiety przynoszą z zaświatów dusze przodków do swoich łon, by urodzić ich na nowo. Kogo przyniosła moja matka nosząc mnie? Kogo przyniosłam ja? Czy ktoś w przyszłości sprawi że mój Ojciec również urodzi się ponownie? Chcę być przy nim do końca tak jak on był przy mnie od początku. Mój przewodnik. Nauczyciel. Po trochu też przyjaciel, tak po rodzicielsku. Od zawsze. Do tej pory. Na zawsze. Chcę by nie martwił się już nigdy więcej.

Dziadku Dziadka mojej Córki, jeśli choć 10% tego co wspomina o Tobie rodzina jest prawdą, to potwornie żałuję że umarłeś zanim się urodziłam. A może się urodziłam byś mógł żyć dalej? Dziadku Dziadka mojej Córki, dziękuję za to jakim byłeś dziadkiem bo teraz moje dziecko może korzystać z tego co przekazałeś i jakim byłeś wzorem. Czy ja będę kiedyś na Waszym miejscu? Czy będą mnie dobrze wspominać?

Leżę na łóżku sama, ciepło w dolnych partiach pozostało wspomnieniem, deszcz na jeziorze ciała również… Na suficie malują się kosmiczne fraktale, z gwiazdami, planetami, mgławicami. Gdzie jestem? Po co jestem? Czy dam radę wrócić? Sama? Co by się stało jakbym nie wróciła? Czy jestem tu potrzebna?

W brzuchu też pusto, jałowo, nieruchomo, tylko blizna którą wyczuwam palcami na podbrzuszu…. Jak by to było urodzić tak jak moja matka mnie, a wcześniej babki, prababki…. Czy dużo straciłam? Czy dużo straciła Moja Córka, od pierwszej minuty otoczona czystą radością i miłością każdego kto na nią spojrzał? Ten brzuch nosił dziecko, to był przepiękny czas. Potem położyły Mnie na stół zamaskowane twarze, podpięły pod aparaturę medyczną…. Ile ja bym dała za to ciepło i ruchy raz jeszcze…. Ciąża to był pierwszy raz w życiu kiedy było mi dobrze jako kobiecie.

Zwijam się w kłębek. Wizje przestały być wyraźne, teraz tworzą głównie fraktale o azteckich motywach.

To było zupełnie nieoczekiwane i niezamierzone gdy szykowałam się do tego wieczora. Poszukiwałam odpowiedzi na to czy przedstawiam sobą jakąś wartość, odpowiedzi czego chcę od tego związku w którym jestem, od dalszego życia. Czy w ogóle jeszcze chcę w nim być. Chciałam przerwać zaklęty krąg myśli o problemach.

Żadna z odpowiedzi nie przyszła w sposób prosty i oczywisty.

Może innym razem.

Ale… To była absolutnie cudowna podróż. Podróż na poziomie komórkowym, biologicznym, metafizycznym. To była cudowna odskocznia i pouczenie by skupić się na przyszłości która jest obecnie na nocowance.

I by przypomnieć coniektórym jak bardzo się ich kocha i podziękować za wszystko co robią i robili. Nie doceniamy tego na codzień. Ci od których pochodzimy i Ci którzy po Nas zostaną.

 

Patrzę na zegar. Gdzieś pomiędzy późno w nocy a nad ranem. I umysł chce iść spać a ciało nie…

 

Substancja wiodąca: 
Rodzaj przeżycia: 
Wiek: 
35 lat
Set and setting: 
W domu z partnerem, partner w tle, nie bierze udziału. Chęć oderwania się na chwilę od rzeczywistości która coraz bardziej wsysa i nie chce puścić. Chęć pojawienia się w głowie jakiś nowych myśli, oglądu sytuacji, spojrzenia które wygryzie to obecne. Mam 35lat i trochę problemów za sobą i ze sobą.
Ocena: 
Doświadczenie: 
Alkohol, kilka razy MDMA, mefedron, wcześniej mało intensywny trip po grzybkach. Kofeina, dekstrometorfan,
Dawkowanie: 
30g świeżych, surowych (Golden Teacher)
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2026
design: Metta Media