Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

igraszki z ogniem, czyli o istocie s&s w przypadku powoju nocną porą

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Dawkowanie:
10 g powoju od firmy Rekwiat, kompan podróży wziął podobną dawkę
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Kompletny nieogar, zmęczenie, brak konkretnie ustalonego miejsca, w którym można by przeżywać podróż. Lekka niepewność połączona z ciekawością (i bezmyślnością oraz brakiem umiejętności planowania...). Otoczenie zmieniało się podczas podróży i nie było to z pewnością przyjemne, tułaliśmy się z miejsca na miejsce w poszukiwaniu dogodnego miejsca dla ćpunków.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Marihuana, alkohol, tytoń.

igraszki z ogniem, czyli o istocie s&s w przypadku powoju nocną porą

Dobra, przełamię się wreszcie i napiszę może trochę o moich własnych przeżyciach oraz przemyśleniach po spożyciu około 10 g powoju od firmy Rekwiat z kumplem (również 10 g).

Na początku najważniejsze: do chuja, nigdy w życiu nie wezmę tak mocnego psychodelika bez 200% pewnego set & setting. Wystarczyła iskra, wręcz iskierka, żebyśmy z podróży po innych rzeczywistościach z prędkością światła wkroczyli w przedsionek piekła. Naprawdę. Strasznie zjebałem sprawę, miałem przy sobie MJ, którą jednak w żaden sposób nie mogliśmy spalić, aby uspokoić nieco nasze zatroskane ciała i umysły.

Wróciłem po całym dniu ciężkiej pracy umysłowej do rodzinnego miasta, aby wraz z przyjacielem wszamać resztę wilca, którego zamówiłem przez internet. Za pierwszym razem samotnie pożarłem dwie paczki, aby w środku nocy, klęcząc przed kiblem, mieć schizy p.t. “Jestem żydem – inteligentem w Auschwitz i biją mnie Niemcy”. Wmawiałem sobie, że tym razem pójdzie lepiej. Piękny, wiosenny wieczór, już – nie – tak – piękna zawiesina z wilcem (na wspomnienie której mam odruch wymiotny) i niepewność połączona z ekscytacją.

Poszliśmy naprzód, kierując się w stronę przystanku, zaopatrzeni w wodę. Sączyliśmy ją co chwilę, ale nie pomogła ukoić naszych ściśniętych tętnic i falującego żołądka. Ledwie przeżyłem podróż autobusem, powstrzymując się niedziałającymi metodami na uspokojenie nudności, wmówiłem jednak sobie, że działały, cóż innego mogłem zrobić? Moja mobilność została jeszcze mocniej ograniczona, gdy dotarliśmy jakimś cudem do klatki schodowej naszej koleżanki. Przesiedzieliśmy chwilę w ciemności i tu chyba zaczęła się zabawa.

Mianowicie, zacząłem widzieć wyraźną pulsację, jeśli spoglądałem na punkt przez pewien okres czasu. “Fajowska” zabawa tak patrzeć i wprawiać rzeczywistość w drgania. Niemniej jednak, nudności nie ustępowały i czułem, że z każdą chwilą robi się coraz gorzej, zaraz rzygnę itd. (btw. albo mi się wydaje, albo strach przed wymiotami jest nieco rozdmuchany. Kurwa, dlaczego nie ma społecznej akceptacji dla rzygających ludzi? Bo orzygają komuś rzeczy? Przecież można wyprać, a ulga po rzygu jest nieoceniona w większości przypadków.) Czując, iż moją powinnością jest wstać i nie niepokoić biednych sąsiadów mojej koleżanki, którzy mogliby się jeszcze poczuć praworządnymi obywatelami i pośrednio wpakować mnie do pierdla (miałem przy sobie nieznaczne ilości mj), podniosłem moją ciężką dupę i wezwałem mojego towarzysza ćpuna (nie lubię tego słowa), aby ruszyć do boju i wyjść na miasto.

Przesiedzieliśmy chwilę przed mieszkaniem, na podwórku. Koleżanka ofiarowała nam lufkę, wyciągnąłem więc mj i już radosny, że kilka buchów uspokoi moje nerwy, uświadomiłem sobie, że brak mi zapalniczki, przez co cały plan poszedł w pizdę. (Kompletnie nie mam pojęcia, dlaczego po prostu nie kupiłem w sklepie zapalniczki. Prawdopodobnie nie byłbym w stanie zachować pozorów trzeźwości.)

Inna koleżanka postanowiła, że przyłączy się do naszej dotychczas dwuosobowej kompanii i poobserwuje nasze poczynania. Kolega usiadł na ławce, bo mu droga przesunęła się o 45 stopni. Mnie natomiast kostka wydawała się nadzwyczaj szczegółowa, miała jakby kontury, tak wyraźnie odstawała od reszty otoczenia. Aby nie psuć wrażeń mojemu koledze, podzieliłem się z koleżanką refleksją – każdy tryp, na którym nie można uprawiać miłości fizycznej jest w jakimś stopni inferior w stosunku do np. mj. Nie wiem, kto podjął decyzję, że zmierzamy do domu naszej koleżanki. Decyzja, która okazała się być opłakana w skutkach.

Stoję na tej jebanej klatce schodowej, starej, śmierdzącej, aczkolwiek mającej niepowtarzalny klimat, nieco zalatujący Falloutem. Tętnice kilkukrotnie zmniejszyły swoją objętość, czułem, jakby moja twarz składała się z plasteliny – tak samo można było ją formować. Wczuliśmy się z kolegą przez chwilę w naszą możliwość deformowania mordy i uczuciu, które temu towarzyszyło. Zauważyłem u siebie również poczucie ciepła – zapewne kolejne etapy ‘cielesnego’ odczuwania zażytej substancji. Pamiętam, że mój towarzysz chciał coś przekazać swojej dziewczynie, lecz jak zwykle bywa w takich przypadkach, doszło do nieporozumienia między zwykłymi ludźmi a oświeconymi (ćpunami). Po pewnej chwili wspięliśmy się do jej mieszkania.

Gdy usadowiliśmy się w jej pokoju, zaczęliśmy doceniać niezaprzeczalnie osobisty wystrój wnętrz. Ściany obklejone plakatami, pokryte sygnaturami różnorodnych ludzi, tu i ówdzie powieszone zdjęcia. Rozśmieszyliśmy czymś naszą znajomą i odkryliśmy, że jej śmiech przypomina odgłos mewy – uznaliśmy to za coś niepowtarzalnie pięknego, intrygującego, lecz samej opisywanej nie do końca podobał się ten opis. Samo otoczenie coraz częściej pulsowało, falowało, budziło się do życia w moich oczach. W pewnym momencie zauważyłem istnienie mojej mp3 – a na niej znajdowały się dwa szczególne utwory, które każdy z nas po ich odsłuchaniu do końca życia będzie je kojarzył z tamtym czasem. Mojego ziomeczka pochłonął utwór Blessa w wykonaniu Toro y Moi, zaś ja na nowo przeżywałem pewne, jakby to określiło społeczeństwo, ‘negatywne’ uczucia i wspomnienia związane z tym utworem Violens, zatytułowanym Totally True, aby do końca wybaczyć samemu sobie, mojej byłej dziewczynie, zaistniałym okolicznościom i odnaleźć spokój. Ktoś mógłby powiedzieć, że coś takiego zepsułoby tripa – jestem tego świadomy, lecz medytacja w tym stanie, w tym momencie była konieczna dla mojego spokoju.

Setki myśli – nie, setki alternatywnych wszechświatów wraz z możliwymi zdarzeniami wypełniały nasze głowy. Zastanawiałem się wtedy, czy to jest to, co czują ludzie po amfetaminie, której najprawdopodobniej nigdy nie spróbuję. W pewnym momencie odnalazłem w moim umyśle pomysł, aby zadzwonić do naszego wspólnego znajomego, który wesoło spędzał czas na imprezie. Podczas rozmowy zacząłem udawać jaszczura, przesłałem mu mój zachwyt nad pięknem wszech rzeczy oraz wyraziłem ubolewanie z powodu jego absencji w naszym gronie. Gdy skończyliśmy z nim rozmawiać, poczułem, jak energia mnie opuszcza.

I od krytycznego momentu zaczął się bad trip w kolorach rzygowin.

Zaczęliśmy wymiotować jeden po drugim i w naturalny sposób ograniczyło to naszą mobilność. Po otrzymaniu miski pod ryj i przeniesieniu do kuchni zacząłem się zastanawiać nad sensem mojego życia – że tak zjebałem, że skaziłem dom mojej znajomej zapachem wymiotów, że postąpiłem nierozważnie – aż w pewnym momencie (nadal w post-wilcowym amoku) zacząłem się zastanawiać, czy w tym momencie nie zabić własnej świadomości. A czułem, że mam tę możliwość, że mogę spowodować własną śmierć swoją myślą (oczywiście, jest to przesadzone, aby zabić się z powodu orzygania czyjegoś mieszkania, aczkolwiek w mojej duszy pojawił się ówczas moralniak życia). Jedyne, co mnie powstrzymywało przed śmiercią, było poczucie powinności odkupienia własnych grzechów, że powinienem być dozgonnie wdzięcznym za to, że zostałem ogarnięty, i zrobić wszystko, aby odkupić własne winy.

Paradoksalnie, najmocniejsze efekty wizualne odczułem właśnie siedząc z miską między nogami i wpatrując się w rozmaite przedmioty. Często miałem wrażenie, że coś mi ‘macha’, ale nie mogłem się skupić na odczuwaniu tripa (z powodów moralnych), tak więc zamykałem oczy, aby ujrzeć czerwono-niebiesko-zielone trójkąty układające się w rozmaite fraktale. Niesamowite rzeczy, jak teraz to wspominam, lecz wtedy wpędzały mnie paranoję. Z otwartymi oczami widziałem, jak nieżywe środowisko powstaje do życia, z zamkniętymi widziałem abstrakcyjne figury geometryczne, a wszystko to z balansowaniem na granicy życia i śmierci.

Po kilkudziesięciu długich minutach poczułem w sobie siłę, aby dotrzeć do domu. Wsiadłem w zamówioną taksówkę i udawałem zmęczenie, a nie zaćpanie. Po położeniu się do łóżka podziwiałem zasłony, które odbijały się w oknie, które odbijało się samo w sobie, odbijając zasłony, które odbijały się w tym obrazie okna, które następnie się odbijało…

Chociaż fizycznie trip był katastrofą, to jednak siedzenie zarzyganym w kuchni było w jakiś sposób ciekawe. Przede wszystkim pierwszy raz w życiu poczułem, że mam możliwość samą myślą zakończyć swój żywot (nie wiem, co by się wtedy stało, gdybym wybrał inaczej. Najprawdopodobniej po kilku godzinach i tak byłbym zdrowy). Samo doświadczenie traktuję jako ważną lekcję o gruntownym przygotowaniu się do psychodelicznych podróży - nigdy więcej takich głupich wyskoków.

Ocena: 

Odpowiedzi

Siema mógłbyś wysłać jakiegoś naprowadzajacego który informuje dokładnie jak wygląda opakowanie bądź skąd nabyłeś ten skarb?? :D Bo jak narazie znalazłem tylko Powój trójbarwny mix 2g. Rekwiatu. Błagam. :D

 

 

Heh, miałem kilka razy podobne sytuacje, chyba każdemu początkującemu psychonaucie przytrafiają się takie wpadki. Mnie one tylko zachęcają do dalszego podróżowania, bo "następnym razem zrobięto lepiej " :) Owocnych podróży ;p

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media