Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

chciałabym się czuć tak zawsze

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
1/2 krążka- w raportach opisywana dawka to około 250-280mg/1 krążek
Rodzaj przeżycia:
Wiek:
21 lat
Doświadczenie:
Za sobą: mj (trochę nałogowo- od 3-4 lat), lsd (3), 2cb (ok 5 razy), kodeina (pare ładnych razy), benzydamina (1), dxm (1), grzybki (1), amfetamina (kilka razy w zyciu, moze z dwa ciągi), mdma (niezliczona ilość)

chciałabym się czuć tak zawsze

Płeć: Kobita Waga: około 50kg Pierwszy publiczny trip raport, więc liczę na ciutkę wyrozumiałości. Około tygodnia w Wlkp przed Sylwestrem dane mi było zakupić niebieską tabletkę z przedziałką, w kształcie trójkąta z wybitym logiem punishera. Wrzucając w googla, przy wyszukiwaniu znalazłam kilka raportów dotyczących niebieskiego punishera, w tym kilka ostrzeżeń odnośnie mocy tego właśnie krążka- ponoć jeden z najmocniejszych w obrocie, ale jak to wiadomo, jedna piguła drugiej nierówna. Przeczytałam sobie jednego raporta, w którym typiarka opisywała swoje przeżycia i szczerze powiedziawszy trochę przerosła mnie wizja, którą przedstawiała- mianowicie brak kontroli jakiejkolwiek nad ciałem, odpływ w nieznane. Zawsze biorąc koła starałam się mieć osobę towarzyszącą, która zareaguje w miare możliwości gdyby miało dziać się coś niepożądanego, tym razem było inaczej. Zjedzenie kola zaplanowałam sobie na Sylwestra, którego w tym roku postanowiłam spędzić sama, tłumacząc wszystkim, że mam w zamiarach wieczór z tematyką „self-care”. Nadszedł ten „upragniony” dzień- trochę tęskniłam za pigułową lekkością bytu, a ostatnią pigułę, którą jadłam wspominam bardzo dobrze, swoją drogą były to czerwone jackpoty, siódemki czy jak kto chce je nazywać (06.2019, wlkp). Koło 21 obleciał mnie strach, wiedziałam, że jak chcę zacząć Nowy Rok w fajnym stanie i mieć fajne widowisko to wypadałoby już zarzucić licząc czas załadowania itp itd. Zaczęłam rozkminiać, że mój mózg w trakcie sesji będzie tak zakatowany, że nie będę w stanie przygotować się do jakiegokolwiek egzaminu. 22.30- kontemplacji mówimy stop, powiedzialam sobie yolo, co będzie to będzie, nie samą nauką człowiek żyje, zarzucilam 1/3 w porywach do 1/2 (rzekomo zalecana dawka, w sensie 1/3- na pierwszy raz 1/2 mogłaby być za mocna) 23.00- generalnie zawsze mam w pokoju mega gorąco- tak gorąco, że jak znajomi przychodzą do mnie na najebkę to mówią, że safari to już jest, a teraz to tylko przychodzą dzikie zwierzęta. Zaczęłam się pocić, ale wiedziałam, że to wcale nie wina mojego 2x2 wybiegu. 23.15- poczułam pierwsze wysunięcie żuchwy, przyjemne ciepło, wiedziałam, że powoli zaczyna się pełne spektrum działania 23.30- zrobiło się gorąco, głaskanie włochatego koca wydawało się być tak mile, jakbym głaskała te takie puchate pieski (szpic miniaturowy czy jakoś tak). Może nawet jakby sobie tak wyobrazić chmurkę, że jest taka ładna, milusia i puszysta, taka, że aż by chciało się jej dotknąć- tooo właśnie takiej „chmurki” dotykałam, pod postacią koca, ale chmurki xD 23.45- Oczy zaczynają mi latać na każdą możliwą stronę, a co za tym idzie- migające ledy w moim pokoju zaczynają tańczyć w rytm muzyki, jest mi taaaaak dooooobrzeeeeeee, uświadamiam sobie, że pewnie ktoś z rodziny będzie chciał ze mną pogadać o północy i że wypadałoby chociaż w miarę brzmieć, po czym zaczynam gadać sama do siebie ćwicząc monolog z życzeniami xD brzmiałam jakbym umierała, jakbym dosłownie miała ostatki energii do życia, a czułam się tak błoooooogooooo 23.55- zdaje sobie sprawę z tego w jakim stanie jestem i że za 5 minut „witamy nowy rok”, ale raczej nie przywiązuję do tego zbyt dużej wagi, czekam bardziej na festiwal fajerwerek, który prawdopodobnie będzie odbywał się do rana w mojej głowie. Ubieram szlafrok i czapkę, biorę blanta, którego całe szczęście skręciłam już wcześniej (przy takim drżeniu oczu i dłoni mogłoby to być conajmniej trudne) i wychodzę 24.00- na słuchawkach leci Disclosure- Help me lose my mind mazde remix. No musze przyznać, że pomogła mi ta piosenka stracić wtedy głowę, wybuchy fajerwerek w połączeniu z dropem to piękna rzecz. Uświadomiłam sobie jak szybko ucieka czas, wszędzie widziałam błyski od fajerwerek, zagłuszone pięknym dropem. 24.10- napisałam do niektórych znajomych smsa z życzeniami, niektóre wyszły zgrabnie, w niektórych niestety nie jestem w stanie rozszyfrować co miałam na myśli, ze względu na to, że wyglądało to jak po prostu randomowe słowa kliknięte ze słownika np. cytując jedna z wiadomosci: „Właśnie tak jesteście dziećmi i potraficie latac Ameryka nie budz mnie z tego” XD 24.20- weszłam do pokoju, spaliłam w międzyczasie chyba z 7 papierosów, wchodziły jak cukierki xd No i jak to ja, postanowilam trochę nadać tripowi klimatu rycia głowy- na początek odpaliłam sobie coś luźniejszego- „Wavey”- Alika ft. CliQ, muszę przyznać, że wtedy ta piosenka brzmiała totalnie inaczej, ale i tak czułam, że mizia mój każdy zmysł niczym palcami po plecach, później magic sea od Essexa, a następnie już typowy pigułowy klimacik- truskawkowa fuga od Grubego, Galusa i tam Domagalsky jakiś, stroboskop z telefonu z podłączonym mikrofonem, a na latarce zielona butelka po liptonie- polecam, fajne i ciekawe światełko, szczególnie na tripie xd Zastanawiało mnie jak to mozliwe, ze tak szybko udało mi się znaleźć te piosenki mimo, że słowo „fuga” wygladalo mniej wiecej jak „fffhhgs” 24.40- zarzucam opiłek tego co zostało, żeby dobić do tej pełnej połowy, po włączeniu fugi mój mózg jest dosłownie rozbity na tysiąc kawałków 1.35- ogarnęłam, że przez dobrą godzinę latałam między wymiarami, załączyła się kolejna fuga, (chyba jagodowa) xd Uświadomiłam sobie, że przez cały ten czas nie piłam wody (od czasu kiedy w sumie spaliłam blanta), wypiłam małymi łyczkami jakieś 0,5L i postanowiłam z ciekawości sprawdzić sobie temperaturę- koło 38 stopni, gdzieś czytałam, że standardzik jest do 37.6, później trzeba pilnować żeby się nie przegrzać jeszcze bardziej. Tętno około 140 ud/min. 1.45- po wszystkich pomiarach postanowiłam się trochę wychłodzić na balkonie, zapalić papieroska, wyczilować trochę- ogarnęłam właśnie, że przeżułam już całą paczkę gum do żucia.. biedne ząbki.. spaliłam kolejne prawie pół paczki xd płuca też biedne xd 1.50 z hakiem- wróciłam do pokoju i zaczęłam znowu cisnąć wixę, czułam coraz bardziej jak lata mi żuchwa i język, wiedziałam, że na drugi dzień będę mieć przejebane xd 2.00- leżę w łóżku, czuję się zjednoczona z muzyką, ja i muzyka to jedność, takie uczucie prawdziwej i najszczerszej miłości, orgazm dosłownie w każdej komórce mojego ciała, czuję spełnienie, szczęście i chęć zmiany świata na lepsze miejsce, zaczynam rozkminiać jaki świat byłby piękny gdyby wszyscy byli tacy szczęśliwi jak w tym momencie ja, jaki świat byłby niesamowity gdyby każdy kochał każdego taką czystą miłością jak ja teraz swoje łóżko i muzykę, czuję, że chcę być najlepszą wersją siebie- ale to po tym jak wrócę na ziemię i przestanie doprowadzać mnie do orgazmu nawet otarcie się ramieniem o framugę drzwi. 2.25- napisałam do kumpla, którego wkręciłam w swój pigułowy trip, że żyję, bo przez dłuższą chwilę się nie odzywałam, a prosiłam go o reakcję jakby coś się działo, biedny musi mieć już troche zryty łeb przeze mnie, bo ostatnim razem jak wzięłam grzyby to mój mózg nie zaakceptował tego, że mogę wyglądać jak Zgredek z Harrego Pottera przez haluny, tylko nakręciłam się, że jestem spuchnięta i że zle się dzieje, a on przez to miał wizje życia w kiciu xD 2.50- Zaczynam odczuwać zjazd, zabawa dalej trwa, ale już na wypaleniu, postanawiam zważyć wiaderko i zbierać się do spania 3.30/4???- jakimś cudem zasiedziałam się na balkonie po wiadrze, spaliłam trochę papierosów, posłuchałam jeszcze trochę muzyczki, momentami widziałam nadal błyski od fajerwerek- coś się zawiesiło w mózgu chyba trochę, bo huków nie było już żadnych xD Szybki prysznic i kima, która początkowo wydawała się czymś awykonalnym (myślę, że palenie mj na koniec tripa to dobre wyjście, szczególnie jak kola są robione na kofeinie albo amf) przyszła szybciej niż się spodziewałam, mózg chyba już zmęczony był od światełek i łupanki xd Zjazd- może nie tyle co depresyjny, jak to zwykle u mnie bywało (niechęć do życia, smutek, płakanie na filmikach, bo małe biedne zwierzątko utknęło i dzielny pan je zdjął) co leniwy bardzo, brak motywacji do działania- nawet żeby umyć po sobie kubek czy talerzyk, czy np wstać z łóżka XD z procesami myślowymi też nie jest jakoś najlepiej w tym momencie, ale myślę, że to przez ilość wyjaranej trawy, a nie pigułę, ale trzeba było sobie umilić jakoś lenistwo :D Oprócz tego na drugi dzień kurewski ból głowy, ale nadal wydaje mi się, że bardziej do zniesienia niż na kacu xd Timing tak mniej więcej, bo różne rzeczy się dzieją po magicznych cukierkach w głowie. Tak już na podsumowaniu chciałabym przyznać, że mimo iż mam dość bogate doświadczenie z mdma i nie chodzi tu o przechwałki, a o złowieszczą tolerkę- ten krążek był zdecydowanie jednym z najlepszych jakie mialam okazję jeść, poczułam znów magię pierwszej piguly w życiu, chociaż słyszałam, że już nigdy nie będę w stanie odtworzyć tego samego. Polecam każdemu kto ma ochotę pobyć trochę miękkim to niebieskie cudeńko. Generalnie ta noc była dla mnie tak piękna, że mogłaby się nigdy nie kończyć i wydaje mi się, że właśnie to jest najbardziej niebezpieczne w naszej malej chemicznej koleżance Molly, to uczucie przepełnienia szczęściem, którego później się szuka w drobnych rzeczach, nie oszukując się- przy takiej dawce wyrzutu serotoniny to ciężko je znaleźć, nawet w tych, które normalnie powodowałyby u nas łzy szczęścia.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2020
design: Metta Media